Pandemiczna walka o zasoby

·

Pandemiczna walka o zasoby

·

Dostrzegalny jedynie w badaniach laboratoryjnych pod mikroskopem wirus SARS-COV-2 od ponad roku paraliżuje życie społeczne i ekonomiczne na całej kuli ziemskiej. Światowa nauka rzuciła wszystkie siły i zasoby na wynalezienie skutecznej szczepionki, chroniącej ludzkość przed tym śmiertelnie groźnym patogenem. I udało się, w iście rekordowym tempie. Samo jednak wykrycie skutecznego antidotum to jedno. Można powiedzieć, że dopiero początek w walce o uzyskanie zbiorowej odporności przez ludzkość.

Mimo że na świecie dostępnych jest już kilkanaście szczepionek przeciwko Covid-19, wciąż zaszczepiony jest niewielki procent światowej populacji. W Afryce, gdzie na szczepienia czeka 1,3 mld ludzi, do tej pory dostarczono szczepionki w ilości, które nie są w stanie nawet zabezpieczyć personelu medycznego. Akcja COVAX Światowej Organizacji Zdrowia, mająca być globalnym programem dostaw szczepionek dla krajów, których nie stać na ich wykupienie od firm farmaceutycznych, rozkręca się bardzo powoli. Teoretycznie do końca roku na Czarny Kontynent ma trafić 2,3 mld szczepionek. Założenie te wydają się jednak nad wyraz optymistyczne. Problemy z dostawami mają też kraje Ameryki Południowej, gdzie przecież zanotowano 15% wszystkich zakażeń koronawirusem na świecie. Takie kraje, jak Brazylia, Argentyna czy Boliwia, nie mając szans na zakup zachodnich szczepionek, próbują ratować się dostawami z Rosji i Chin. Pewne wsparcie zapowiedział też COVAX, ale obietnica dostawy kilkudziesięciu milionów dawek do końca czerwca, jest raczej symbolicznym gestem, biorąc pod uwagę 650 milionów ludzi zamieszkujących tamten kontynent.

Na przeciwnej szali znajdują się państwa, gdzie proces szczepień przebiega w iście imponującym tempie. Niekwestionowanym liderem pozostaje Izrael, gdzie niemal połowa populacji przyjęła dwie dawki szczepionki. Podobnie sytuacja wygląda w Zjednoczonych Emiratach Arabskich czy Bahrajnie. Jeśli chodzi o półkulę zachodnią, to tu palmę pierwszeństwa dzierży Wielka Brytania, a premier Boris Johnson deklaruje, że do Świąt Wielkanocnych zaszczepieni będą wszyscy chętni mieszkańcy, którzy ukończyli 40. rok życia. Szybkie tempo szczepień utrzymuje się też w USA, gdzie liczba podanego preparatu przekroczyła 100 mln, a dziennie podaje się tam ponad dwa miliony dawek.

Nie trzeba wyjątkowej przenikliwości, żeby stwierdzić, iż szczepionki stały się dzisiaj najbardziej pożądanym zasobem. O dostęp do niego toczą bój państwa rozwinięte, bo tylko takie mają szansę na zakup preparatu, a firmy farmaceutyczne w pierwszej kolejności dostarczają dawki tym, którzy są w stanie za nie więcej zapłacić. Doskonale ilustruje to problem z dostawami szczepionek AstryZeneci do krajów Unii Europejskiej. W styczniu koncern poinformował, że dostarczy zaledwie część tego, co obiecał w umowie z Komisją Europejską. Nie jest tajemnicą, że Wielka Brytania i USA zapłaciły więcej za szczepionki, więc prawdopodobnie do tych państw trafiły one w pierwszej kolejności, mimo że oficjalnym powodem opóźnień są niesprecyzowane problemy z produkcją preparatu. Gdy chodzi o zysk, nie ma zatem sentymentów, nawet w tak, wydawałoby się, szczególnych czasach. Komisja Europejska próbuje bronić się przed nieuczciwą praktyką koncernów, wprowadzając mechanizm autoryzacji eksportu szczepionek przeciw Covid-19. Zgodnie z nim firmy, które są zobowiązane dostarczać szczepionkę na teren UE, muszą wnioskować o specjalne zezwolenie na wywóz produktu poza Unię Europejską.

To jednak tylko problem bogatych, którzy, być może z pewnymi opóźnieniami, ale jednak dość szybko otrzymają pożądaną ilość preparatu, co pozwoli ich społeczeństwom uzyskać odporność populacyjną. Tym bardziej, że nowe firmy otrzymują zgodę Europejskiej Agencji Leków na dystrybucję szczepionki. W porównaniu z sytuacją krajów rozwijających się, które skazane są na oczekiwanie, aż coś skapnie im z pańskiego stołu, te chwilowe trudności wyglądają śmiesznie. Tu na marginesie trzeba nadmienić, że Polska znajduje się w dużo lepszej pozycji, będąc członkiem Unii Europejskiej. Samej Unii należy się wiele krytycznych słów za początkową bezradność w walce z pandemią, ale akurat mechanizm wspólnych dostaw jest korzystny, zwłaszcza dla państw naszego regionu. Aby uzmysłowić sobie, jak mogłaby wyglądać nasza sytuacja, gdybyśmy znajdowali się poza UE, spójrzmy na Ukrainę. Pierwsze dawki szczepionek AstraZeneci dotarły tam dopiero pod koniec lutego, a kraj rozpaczliwie próbuje kontraktować szczepionki w Chinach.

Biorąc pod uwagę zapowiadane tempo dostaw, ostrożnie kalkulując, do końca roku każdy chętny obywatel państwa Unii Europejskiej, USA czy Wielkiej Brytanii powinien zostać zaszczepiony. Czy to jednak da nam pełne poczucie bezpieczeństwa i będziemy wolni od zagrożenia śmiercionośnym wirusem? Naiwnością byłoby tak sądzić. Nie stanie się tak, dopóki zdecydowana większość światowej populacji nie otrzyma szczepionki, w tym 70-80% mieszkańców kontynentu afrykańskiego i południowoamerykańskiego. Mutacje południowoafrykańska i nigeryjska SARS-COV-2 dowodzą, że wirus nieustannie próbuje znaleźć skuteczny oręż do walki z ludzkim układem odpornościowym. Znamienne, że nowe odmiany wirusa pojawiły się właśnie na kontynencie afrykańskim. Przy otwartych granicach i nieograniczonej mobilności społeczeństw, jedynie kwestią czasu jest, gdy mutacje powstałe na dalekim lądzie dotrą do Europy. I może okazać się, że szczepionka, którą przyjęliśmy, nie będzie w stanie ochronić nas przed nowym wariantem wirusa. Operację szukania skutecznego antidotum trzeba będzie zacząć od nowa, ale wielce wątpliwe, by gospodarka światowa przeżyła kolejny lockdown.

Im szybciej do rządów krajów rozwiniętych dotrze, że szczepionki nie są takim samym rodzajem zasobów, jak kruszce, ropa czy gaz, dzięki którym ich posiadacze mogą utrzymywać przewagę ekonomiczną nad tymi, którzy są ich pozbawieni, tym lepiej dla ich obywateli. W ich bowiem żywotnym interesie leży, by do tego zasobu był dostęp powszechny, i to w możliwie jak najkrótszym czasie.

Marcin Rezik

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie