O papieskim populizmie

·

O papieskim populizmie

·

Kiedy prowadzący „The Late Show” zapytał Joego Bidena tuż przed Bożym Narodzeniem, w jaki sposób drugi katolicki prezydent Stanów Zjednoczonych będzie otrzymywał od papieża wytyczne jak rządzić, Biden nie zrozumiał żartu. „Sam do mnie zadzwonił żeby mi pogratulować”, powiedział skwapliwie Stephenowi Colbertowi, dodając, że właśnie rozmawiał przez telefon z arcybiskupem Waszyngtonu, Wiltonem Gregorym, a ten powiedział mu, że Franciszek złożył autograf na książce, którą chce mu podarować.

Książka, o której mowa, to „Powróćmy do marzeń: droga do lepszej przyszłości”. Pomagałem w jej tworzeniu. Zawiera ona refleksje Franciszka na temat pandemii i możliwości wprowadzenia zmian, jakie kryzys oferuje ludzkości. Kończy ją wizja nowego rodzaju polityki. Wizja ta okazała się być bardzo na czasie przed wyborami w listopadzie 2020 r., w związku z wiecami wyborczymi Trumpa i protestami Black Lives Matter. Teraz, po „marszu jerychońskim” i szturmie zwolenników Trumpa na Kapitol 6 stycznia 2021, mocna krytyka skierowana przez papieża w stronę zjawisk takich, jak chrześcijańsko-narodowy populizm i to, co nazywa on „menedżeryzmem technokratycznym”, nie mogłaby być bardziej aktualna.

Tak samo, jak encyklika „Fratelli tutti”, tak i „Powróćmy do marzeń” otwiera przestrzeń poza obecną polaryzacją zachodniej polityki. Franciszek robi dla naszych czasów to, co Pius XI usiłował osiągnąć swoją encykliką „Quadragesimo anno” w 1931 r. – a ten czas także był okresem autorytarnego populizmu i kryzysu demokracji. Obaj namawiają nas do niezgody na status quo i poszukiwanie nowego sposobu uprawiania polityki, który będzie doceniał godność ludzką każdej jednostki i na tej podstawie budował społeczeństwo i gospodarkę.

Chociaż obydwie te encykliki zwracają się w stronę ludzi, istnieje wielka przepaść pomiędzy przedstawianym w nich „populizmem integracyjnym” (inclusive populism), jak nazywa go w swojej najnowszej książce pod tym samym tytułem Angus Ritchie, a „populizmem wykluczenia” (exclusivist populism) połączonym z nienawiścią i podziałami, do którego podjudzają Trump i inni demagodzy. Zrozumienie tej różnicy, i tego, że angażują się tu przeciwne sobie postawy duchowe, jest kluczowe dla znalezienia drogi wyjścia z obecnego kryzysu politycznego.

Dla Franciszka przyczyną kryzysu liberalnej demokracji jest neodarwinowska ideologia rynkowa, która traktuje ludzi jak towar. W „Powróćmy do marzeń” pokazuje on, że kiedy bezdomni zamarzają na śmierć na tyłach pustego hotelu, nie powoduje to u nikogo większego poruszenia w porównaniu np. z szokiem wywołanym przez nagły spadek na giełdzie. Przywołując interpretację Wieży Babel autorstwa średniowiecznego rabina, wedle której cegły były uważane za bardziej wartościowe niż niewolnicy, Franciszek zauważa, że ekonomia, której obsesjami są wzrost i konsumpcja, jest w zasadzie ekonomią ofiar z ludzi. „Ludzie czy cegły” – mówi Franciszek. – „Pora wybrać”.

Franciszek rozumie ból i rozczarowanie polityką, które doprowadziły do wzrostu populizmu, „kontrast pomiędzy świadomością społecznych praw z jednej strony, a z drugiej – dostępem do prawdziwych możliwości skorzystania z nich”, jak również złość tych „zepchniętych na margines przez bezwzględny taran zglobalizowanej technokracji”. Złość z powodu utraty perspektyw i możliwości skutecznego wpływu na własny los, poczucie wykluczenia, które powoduje, że ludzie kurczowo trzymają się swoich tożsamości – wszystko to zapewnia urodzajny grunt autorytarnym liderom chcącym rozbudzać lęki i wywoływać poczucie bycia ofiarą.

W „Powróćmy do marzeń” Franciszek wyraża żal z powodu „często okrutnej retoryki populistycznych liderów oczerniających »obcego« po to, by bronić narodowej lub grupowej tożsamości”. W oświadczeniu dla włoskiej telewizji z 9 stycznia powiedział, że atak na Kapitol pokazał, iż kiedy ludzie działali „przeciw społeczności, przeciw demokracji, przeciw wspólnemu dobru”, to był to znak, że chodzi tu walkę sił duchowych. „Dzięki Bogu, że to wybuchło i mieliśmy szansę dobrze się temu przyjrzeć” – dodał, „bo teraz można postarać się to załagodzić”.

Duch sprawczy stojący za trumpowskim populizmem jest opisany w części drugiej „Powróćmy do marzeń”. Zawiera ona wspaniałe nauczanie na temat duchowego osądu: jak możemy odkryć, co jest zgodne z boskim prawem, a co przeciwne Bogu, zdemaskować złego ducha, kiedy pojawia się on sub angelo lucis – w przebraniu anioła światłości. Chrześcijański nacjonalizm jest pełen odwołań do dobra i do Boga, do Jezusa i moralności, lecz jego prawdziwy duch jest łatwy do zdemaskowania. Wykorzystuje on lęki i podejrzliwość, obwinia innych i rozdrapuje stare rany. Polaryzuje i dzieli świat na nas (dobrych) i innych (złych), „zamykając nas w naszych własnych zainteresowaniach i punktach widzenia, ograniczonych poprzez podejrzliwość i bezpodstawne uprzedzenia”.

Franciszek opisuje tego ducha opozycji wobec wspólnego dobra i jedności jako „odizolowane sumienie”, pokusę, która prowadzi do poczucia wyobcowanej wyższości od reszty (w tym przypadku od demokratycznego społeczeństwa) i zmienia ludzi w „skarżące się na swój los jednostki z kompleksem oblężonej twierdzy, które gardzą innymi, wierząc, że tylko one znają prawdę”. Trudno o lepszy opis tłumu, który Trump posłał na Kapitol – to ludzie rozgniewani, pełni poczucia moralnej wyższości i wietrzący wszędzie zdradę, powtarzający dziwaczne oskarżenia o skradzionych wyborach i twierdzący że mają boskie przyzwolenie na swoje działania. („kiedy Bóg zsyła ci wizję, nie musisz wiedzieć nic innego” powiedział mistrz ceremonii „marszu jerychońskiego”, Eric Metaxas.)

U podstawy „odizolowanego sumienia”, mówi Franciszek, jest zawsze to, co Św. Ignacy Loyola nazywał „rzeczą nabytą” (cosa adquisita), szczęściem nabytym lub jakimś poczuciem przywileju czy specjalnego uprawnienia do czegoś. Strach przed utratą tego nabytego szczęścia prowadzi ludzi do kurczowego trzymania się go w czasie, gdy „duch podejrzliwości i uprzedzeń podpowiada powody, by się powstrzymywać, ukrywając własne poglądy, a przy tym usprawiedliwiając je poprzez wskazywanie na winy innych ludzi”, pisze Franciszek. Ludzie myślący w tym duchu mogą uwierzyć prawie we wszystko, co mówią ci, którzy podzielają ich poglądy, i nie ufać dowodom lub argumentom wskazywanym przez tych, których uważają za wrogów. Stąd wziął się ruch „stop the steal” (powstrzymać kradzież).

W otwarcie rasistowskim, wypełnionym pretensjami dyskursie Trumpa i jego zwolenników, w broni i flagach Konfederacji, które nieśli, to „szczęście nabyte” jest bardzo zauważalne: to mit Lost Cause (przegranej sprawy), chrześcijański nacjonalistyczny mit Południa jako strażnika amerykańskiej wyjątkowości i wyższości moralnej. Wszystko to jest powiązane z poczuciem krzywdy i zdrady, do którego odwołuje się retoryka Trumpa o „uczynieniu Ameryki ponownie wielką”. Budowa muru, żeby powstrzymać „Meksykanów”, szturm na Kapitol, by unieważnić „skradzione” wybory, które przegrał – Trump podburza do wyrażania pretensji i apeluje do poczucia wyższości „odizolowanych sumień” jak nikt inny, jest przy tym obojętny wobec jakiegokolwiek poczucia wspólnego dobra lub braterstwa.

Jeżeli Jonasz jest biblijnym przykładem „odizolowanego sumienia”, mówi Franciszek, wówczas Zacheusz – poborca podatkowy niskiego wzrostu, odmieniony przez łaskę Boga – jest wspaniałym przykładem człowieka, który porzuca swoją izolację, by służyć ludziom. Powodem tej przemiany jest jego odpowiedź dana Chrystusowi: zamiast oskarżać innych, oskarża on siebie. Pokora, jak mówi Franciszek, jest odtrutką na „odizolowane sumienie”. Poprzez zniżenie samych siebie – nie wobec innych, lecz z bojaźni bożej – robimy miejsce dla dobrego ducha, aby mógł w nas działać. Wówczas „raczej niż szukam win w moim bracie lub siostrze, widzę w nim lub niej kogoś, kto też walczy z trudnościami, kto potrzebuje pomocy i tę pomoc im oferuję”.

Pokora jest podstawą braterstwa przedstawionego we „Fratelli tutti”. Widzimy ją w przypowieści o Dobrym Samarytaninie, którego tożsamość nie jest zagrożona przez bliźniego w potrzebie. Papież wskazuje na konieczność politycznego sumienia, które odzwierciedla troskę o potrzeby innych, bez względu na to, gdzie leży ich lojalność i komu służą, i na chęć organizowania naszej gospodarki w sposób, który umożliwi spełnienie tych potrzeb.

To sposób prowadzenia polityki, który wznosi się ponad gorączkę polaryzacji, mając świadomość, jak zaraźliwe bywają oskarżenia. Zamiast karmić tę bestię, pozwala jej odsłonić prawdziwą naturę, a potem uschnąć samoistnie – tak jak Biden zrobił w odpowiedzi Trumpowi. „Podobnie jak koronawirus, jeśli wirus podziałów nie może przedostać się z jednego organizmu na drugi, to powoli zniknie”, zauważa Franciszek.

Jednak papież nie chce, byśmy uciekali przed konfliktem. Część druga „Powróćmy do marzeń” opisuje dynamiczną, stworzoną przez Boga rzeczywistość wypełnioną przez przeciwstawne siły i napięcia, które domagają się ujścia. Papież nazywa je „żyjącymi przeciwieństwami” lub „antytezami”.

Takimi napięciami – pomiędzy tym, co jest, a tym, co być powinno, pomiędzy różnymi poglądami i interesami – zajmuje się polityka. Ucieczka przed nimi, szukanie spokoju za wszelką cenę, oznacza odmowę zaakceptowania rzeczywistości. Tym, co jest tu diabelskie, jest próba wykorzystania tych napięć poprzez zamianę ich w sprzeczności, redukowanie skomplikowanych rzeczywistości do prostych czarno- białych różnic (na przykład: lud kontra wrogowie ludu), i domaganie się, byśmy wybrali jedną stronę, a walczyli z drugą.

Zamiast tego, Franciszek namawia nas, by „przeczekać” napięcie różnic, stawić mu czoła i otworzyć obie strony na nowy sposób patrzenia na świat, który chroni to, co dobre w każdej ze stron, równocześnie wyrastając ponad obie. Takie przełomy mają miejsce „wtedy, gdy prowadzimy dialog, kiedy ludzie ufają sobie nawzajem i pokornie szukają razem dobra”, mówi Franciszek.

To tylko jeden z wymiarów polityki służby – taki, który nie zajmuje się wyłącznie zarządzaniem aparatem państwa i kampanią wyborczą, lecz promuje dobre postawy i powstawanie więzi społecznych. Ta, jak ją nazywa, „polityka przez duże P”, jest „najważniejszym powołaniem dla wszystkich zaniepokojonych stanem społeczeństwa”, dla tych, którzy „palą się dla sprawy”, chcąc zapewnić swoim ludziom dostęp do ziemi, pracy i mieszkania. Tacy politycy – lub przywódcy społeczności – „niosą ze sobą zapach okolicy, której służą”. To kobiety i mężczyźni zdolni do współczucia, szanujący kulturę i godność tych, których reprezentują.

To właśnie o ten kluczowy składnik odrodzenia polityki zabiega papież. Tak w Laudato si’, jak i w „Powróćmy do marzeń”.

Franciszek ma dużo do powiedzenia na temat potrzeby ustalenia przez rząd nowych celów dla gospodarki, poza nieustanną pogonią za wzrostem gospodarczym, a także o polityce, która zwiększy dostęp do pracy i ochroni planetę. Rząd ma dużo do zrobienia. Jednak radykalizm polityki papieża leży w wierze, którą pokłada on w oddolnych ruchach mających kwestionować i wpływać na to, co robi rząd. „W świecie po covidzie”, jak mówi, „nie wystarczy technokratyczne poleganie na zawodowych menedżerach czy populizm. Tylko polityka zakorzeniona w ludziach, otwarta na samoorganizowanie się, będzie w stanie zmienić przyszłość”.

W 1931 r., w obliczu polaryzacji pomiędzy liberalizmem a kolektywizmem, w czasie demokratycznej zapaści, Pius XI także nawoływał do odrodzenia społeczeństwa obywatelskiego od dołu, do tego, by „instytucje same składające się z ludzi i zwłaszcza instytucje życia społecznego” odbudowywały „porządek prawny i społeczny, który zawsze nadaje formę i kształtuje całe życie ekonomiczne” (Quadragesimo anno). Jednak żaden papież przed Franciszkiem nie podkreślał tak mocno tego, co sam nazywa „ruchami ludowymi” złożonymi z osób spoza głównego nurtu polityki.

W części trzeciej „Powróćmy do marzeń” pisze on o ruchach społecznych zakorzenionych w szkołach i parafiach w biednych dzielnicach, pomagających ludziom organizować się w walce o godne wynagrodzenie, bezpieczne ulice i przyzwoite warunki mieszkaniowe. W Stanach Zjednoczonych nazywa się to organizacją społeczną o szerokiej bazie lub wyznaniową organizacją sąsiedzką. Ten rodzaj organizacji jest promowany i tworzony przez Catholic Campaign for Human Development (CCHD) – Katolicką Akcję na Rzecz Rozwoju Ludności. Papież organizował i zachęcał od spotkań tych „ruchów ludowych” w Rzymie i poza nim, wzywa też Kościół do „otwarcia drzwi” dla nich – nie po to, by je przejąć czy kontrolować, ale aby im towarzyszyć i wspierać je. To, jak mówi, coś zupełnie odwrotnego niż podejście elit, które żartobliwie charakteryzuje jako „wszystko dla ludzi, ale nigdy z ludźmi”.

Wspominając własne zaangażowanie w takie ruchy w Buenos Aires – zwłaszcza cartoneros, zbieraczy tektury – Franciszek opisuje odprawianie w każdy rok ogromnej polowej mszy na jednym z placów miasta, który z biegiem czasu stał się miejscem zgromadzeń tysięcy wykluczonych. Ludzie przyszli, by „prosić Boga o rzeczy, których potrzebowali”, przypominając mu tłum, który szedł za Jezusem i jednoczył się myśląc o Bogu, i „nie była to masa jednostek zahipnotyzowanych przez zręcznego mówcę, lecz ludzie z historią, pielęgnujący w sobie nadzieję”.

W Ewangelii tłum szedł za Jezusem, mówi Franciszek, ponieważ jego nauczanie przywoływało w nich głębokie wewnętrzne przekonanie o bliskości Boga i własnej godności. Franciszek widział tego samego ducha w tłumach na Plaza Constitución i w ruchach ludowych. „W mobilizacji na rzecz zmian, w ich poszukiwaniu godności, widzę źródło moralnej energii, rezerwę obywatelskiej pasji, zdolną do ożywienia naszej demokracji i przeorientowania ekonomii”, pisze. To polityka, która zwraca się w stronę ludzi, nie po to, by posypywać solą rany, ale aby pomóc im odzyskać należną im godność; która widzi osobę wyrzuconą na margines nie jako zagrożenie, ale jako zasób dla pomocy innym, która przychodzi nie po to, by narzucać, ale by służyć; która nie wprowadza odgórnych podziałów, lecz buduje jedność od podstaw. Ten rodzaj polityki jest nam teraz bardzo potrzebny.

Austen Ivereigh

tłum. Magdalena Bieńczak

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się na stronie internetowej commonwealthmagazine.org 7 lutego 2021 r.

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie