Niech znów połączy nas Donald Tusk – w walce!

·

Niech znów połączy nas Donald Tusk – w walce!

·

Ile to już razy słyszeliśmy o powrocie Donalda Tuska do krajowej polityki? Frontlinerzy liberalnej publicystyki nie skrywali swoich fantazji na ten temat. Tusk na białym koniu, na czele anty-PiSowskiej rewolty, niestrudzony i porywający trybun ludowy wróci nas do starych dobrych czasów. Czasów, w których ministrowie jego rządu w drogich restauracjach za publiczne pieniądze zajadali się ośmiorniczkami, popijali je drogim szampanem i przy użyciu knajackiego języka drwili z prostych Polaczków, którzy nie wiadomo jak przeżywają w tym niesprawiedliwym kraju za swoje drobne pensyjki. Afera taśmowa, która pogrzebała rząd PO-PSL, to jaskrawy symbol buty i arogancji rządu Tuska, jego przybocznych, klakierów i świadków siepanki politycznej konkurencji.

Były premier był tak dobry w wyrzynaniu swoich partyjnych przeciwników, że ostali się jedynie Grzegorz Schetyna i Borys Budka. Ten drugi, będący „najlepszym” przewodniczącym Platformy w historii, w dwa lata stracił połowę poparcia swojej formacji. I to właśnie próba ratowania PO zdaje się jednym z głównych motywów Tuska w kwestii powrotu do Polski, która jednak za sprawą rządów PiS zmieniła się w sposób fundamentalny na przestrzeni ostatnich lat. Zarówno na gorsze (niszczenie trójpodziału władzy, ksenofobia wywyższona do cnoty władzy, bezsensowny konflikt z Unią Europejską), jak i na lepsze, szczególnie w wymiarze polityki społecznej. 500+, wprowadzenie godzinowej płacy minimalnej, podwyższenie minimalnego wynagrodzenia do poziomu połowy średniej krajowej, obniżenie wieku emerytalnego – to tylko parę zdobyczy rządów Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego, do których także lewica powinna odnosić się z uznaniem. Wymienione reformy społeczne zwyczajnie wzmocniły świat pracy, przywróciły poczucie godności przegranym transformacji i globalizacji. Zatrudniający nie mają już aż takiej przewagi nad pracownikami jak za czasów Tuska. Masowe śmieciówki, wypychanie na fałszywe samozatrudnienie, głodowe wypłaty, rządowa promocja „samozaradności” czy zerwanie dialogu społecznego ze związkami zawodowymi to przecież symbole rządów Platformy.

Dlatego zapowiedź powrotu Tuska do krajowej polityki można odczytywać na kilka sposobów. Po pierwsze, tuskowy renesans świadczy o ideowo-intelektualnym upadku polskich liberałów, chadeków, centrystów (czy jak tam się nazywa Platformę Obywatelską i jej środowisko medialnych akolitów). W momencie, gdy cały cywilizowany świat zastanawia się nad potrzebą pilnego dofinansowania usług publicznych oraz opodatkowania międzynarodowych korporacji w imię społecznej solidarności, PO stać wyłącznie na postawienie na jednego z najbardziej neoliberalnych polityków po 1989 roku.

Warto jednak zaznaczyć, że ten swoisty „powrót do przeszłości” stanowi zarówno olbrzymie zagrożenie, jak i niepowtarzalną szansę dla lewicy w Polsce. Powrót do „świętej wojny” między PO a PiS to niebezpieczeństwo pozbawienia politycznego tlenu wszystkich niemieszczących się między narożnikami Kaczyńskiego i Tuska. Ten jałowy, postsolidarnościowy spór między PiS-em a Platformą wyrządził już wystarczająco dużo krzywd. Rozjechał doszczętnie poczucie wspólnoty, stworzył partyjne plemiona, które krzycząc do siebie nienawistnie pogłębiają regionalne i klasowe różnice.

Odkurzenie Tuska to jednak także szansa dla lewicy, żeby w końcu raz na zawsze położyć go na łopatki, odesłać na polityczną emeryturę, skończyć z erą wiary w „dobrodziejstwa” wolnego rynku. Neoliberalne rządy Platformy utorowały drogę do władzy prawicowym populistom z PiS. Nikt, dosłownie nikt nie jest lepszym gwarantem hegemonii partii Kaczyńskiego niż były (i zapewne przyszły) lider PO. Tusk co prawda ostatnie lata spędził w Brukseli, gdzie jego polityczni przyjaciele z Europejskiej Partii Ludowej godzą się z cywilizacyjną rolą państwa dobrobytu w Europie. Jednak on sam w ostatnich latach pokazał, że jego wiara w liberalizm ekonomiczny nie zmalała. Widzieliśmy to chociażby podczas publicznego łamania kręgosłupa Aleksisowi Tsiprasowi, który został przez Merkel i Tuska zmuszony do zaakceptowania turbo-neoliberalnego planu pomocy Grecji: całego szeregu friedmanowskich reform komercjalizujących usługi publiczne i prywatyzujących szereg gałęzi greckiej gospodarki.

Tusk oczywiście będzie starał się od pierwszego dnia przewodzenia Platformie zapędzić wszystkich kijem do jednego wspólnego obozu anty-PiS. Hasłem przewodnim tej listy będzie: „Odsuniemy Kaczyńskiego od władzy, a potem się zobaczy”. Tyle tylko, że to, co nastąpi dzień po ewentualnej wygranej jednej demokratycznej opozycji, ma fundamentalne znaczenie dla lewicy. Polska socjaldemokracja jest samodzielną pod względem organizacyjnym, ideowym i moralnym siłą polityczną, która w sporze między światem pracy a światem kapitału zawsze stanie po stronie pracowników i związków zawodowych. W jaki sposób lewica ma wprowadzać państwo dobrobytu wraz z przeciwnikami progresji podatkowej? Czy można kłaniać się twórcom Polski Ludowej, która wylała fundamenty pod sukces gospodarczy III RP razem z tymi, którzy nie tak dawno ustanawiali Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych? Jak reformować polski system wymiaru sprawiedliwości z tymi, którzy parę lat temu pełni pasji bronili wejścia ABW do redakcji „Wprost” oraz stosowali areszty wydobywcze dla kibiców? Czy wprowadzenie emerytur stażowych będzie możliwe z antyzwiązkowymi liberałami?

Powrót Tuska będzie stanowił dla lewicy wyzwanie. Będzie także egzaminem dojrzałości dla tych polityków, którzy dopiero od niedawna zasiadają w poselskich ławach. W ostatnich miesiącach parlamentarna lewica przeżyła bezpardonowy atak polityków PO i jej całego medialnego zaplecza. Przy głosowaniu nad Krajowym Planem Odbudowy nie zadrżała im ręka. SLD, Wiosna, Razem i PPS pokazały, że potrafią działać samodzielnie i odważnie. Niech powrót Tuska nas połączy! W walce o urzeczywistnienie konstytucyjnego zapisu: „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”!

Bartosz Rydliński

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie