W obronie pracy

W obronie pracy

Protest w obronie elektrowni i miejsc pracy w Rybniku.

Jak informuje portal Tysol.pl, w środę 200 osób manifestowało w Rybniku w obronie tamtejszej elektrowni i miejsc pracy w niej. Uważają oni, że rząd złamał umowę społeczną dotyczącą funkcjonowania w Elektrowni Rybnik bloków węglowych. Miały one działać co najmniej do roku 2030, ale rząd liberałów chce je zlikwidować wcześniej.

Protest rozpoczął się wraz z poranną zmianą w zakładzie. 200 osób – zarówno pracowników zakładu, jak i wspierających ich związkowców z innych zakładów – domagało się realizacji zapisów umowy społecznej. Jest ona łamana przez zarząd firmy PGE Górnictwo Konwencjonalne i Energetyka, do której należy rybnicka elektrownia. Już budowane są energetyczne bloki gazowo-parowe, które mają zostać uruchomione znacznie wcześniej niż planowano.

Nowe bloki gazowe oznaczają zatrudnienie około 65 osób do obsługi. Obecna załoga elektrowni liczy 440 osób. Oczywiste jest więc, że kolejna obietnica złożona pracownikom – że utrzymają pracę w zakładzie po zmianie paliwa – jest fałszywa. Bezrobocie dotknie kilkaset osób, nie licząc kooperantów obecnego zakładu.

A także górników z pobliskich kopalń. Elektrownia Rybnik jest bowiem odbiorcą węgla z okolicy. Przejście na paliwo gazowe oznacza zmniejszenie zbytu węgla. Cztery kopalnie w pobliżu Rybnika zatrudniają 10,5 tys. osób.

Protestujący podkreślali także aspekt bezpieczeństwa energetycznego. Bazowanie na rodzimym węglu oznacza suwerenność w zakresie wytwarzania energii. Tymczasem gaz jest importowany i podatny na rozmaite wahania związane z sytuacją militarną, geopolityczną itp.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

W obronie szpitali

W obronie szpitali

Przedstawiciele władz powiatowych protestowali przeciwko traktowaniu szpitali przez rząd.

Jak informuje portal radia RMF FM, we wtorek pod siedzibą Ministerstwa Zdrowia protestowali przedstawiciele Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych oraz Związku Powiatów Polskich. Domagali się zmian w finansowaniu szpitali powiatowych, gdyż obecny model spycha wszelkie problemy na samorządy powiatów, co skutkuje coraz większą falą zamykania oddziałów w takich placówkach oraz ryzykiem likwidacji całych szpitali.

Protestujący zwracali uwagę na kluczowe problemy. Pierwszym są opóźnienia w przekazywaniu szpitalom środków przez NFZ. Skutkuje to brakiem płynności finansowej placówek. Szpitale teoretycznie mają zagwarantowane środki na ustalone zabiegi i procedury, ale NFZ przekazuje te środki z dużym opóźnieniem. Jest to spowodowane zarówno procedurami, jak i obecną sytuacją finansową NFZ, czyli zbyt niskimi budżetowymi nakładami na leczenie. To samo dotyczy zwrotu środków za działania szpitali finansowane z ich własnych budżetów. Po wielu miesiącach NFZ refunduje to, za co już dawno szpitale musiały zapłacić.

Drugim z problemów jest wedle protestujących to, że rząd w żaden sposób nie zapewnia środków na przyznawane kadrom szpitali ustawowe podwyżki stawek za pracę. Trzy lata negocjacji z Ministerstwem Zdrowia nie zmieniły nic w sprawie tego, że rząd gwarantuje kadrom medycznym podwyżki i branżowe stawki minimalne, ale nie zwiększa adekwatnie nakładów na ten cel. Zdaniem protestujących prowadzi to do fatalnej sytuacji, gdy wydatki na pensje są dokonywane kosztem nakładów na inne koszty leczenia. Prezes Związku Powiatów Polskich Andrzej Płonka mówił, że władze samorządowe nie są przeciwne podwyżkom płac w podległych im placówkach, ale nie są w stanie sfinansować ich przy obecnych nakładach rządowych na NFZ.

Protestujący mieli transparenty z hasłami: „Szpitale powiatowe nie chcą umierać na kolanach” oraz „Zdrowie – konstytucyjny obowiązek państwa, a nie problem powiatów”. Andrzej Płonka mówił: „Szpitale powiatowe zamykane są nie dlatego, że zamykają je samorządy powiatowe. Zamykamy je dlatego, że zabrakło środków z NFZ. Zamyka je minister, zamyka je rząd”.

W obronie lokatorów

W obronie lokatorów

W Łodzi odbył się protest lokatorów mieszkań komunalnych.

Łódzkie Stowarzyszenie Lokatorów zorganizowało wczoraj protest przeciwko polityce lokalowej władz miasta. Był on reakcją na śmierć czterech lokatorów mieszkań komunalnych podczas tej zimy, ale także przejawem krytyki pod adresem władz za całokształt polityki lokalowej.

Około 100 osób protestowało pod budynkiem Zarządu Lokali Miejskich. Domagali się oni daleko posuniętych zmian w polityce lokalowej. Uważają, że mieszkania i budynki komunalne są w fatalnym stanie – wiele z nich nie było remontowanych od dekad. Nie są też podłączone do sieci ciepłowniczej, co sprawia, że koszty ogrzewania przerastają możliwości mieszkańców. Zamiast ogrzewać, przebywają oni w chłodnych pomieszczeniach, z wszystkimi tego konsekwencjami zdrowotnymi. Jedna z lokatorek-emerytek mówiła mediom, że miesięczny koszt ogrzewania jej mieszkania prądem to 2000 zł, co oznacza konieczność wydania ogromnej części emerytury na elementarne ogrzanie. Niemal 30% lokali komunalnych w Łodzi jest ogrzewanych w ten sposób, a do sieci ciepłowniczej podłączono zaledwie 40% ogółu mieszkań miejskich.

Organizatorzy protestu oprócz problemu z ogrzewaniem i fatalnym stanem technicznym wielu budynków wskazywali także na konieczność zmiany polityki czynszowej w przypadku tak zaniedbanego zasobu. Uważają, że czynsze powinny być znacznie niższe, jeśli miasto nie zapewnia nawet podstawowego standardu.

Protestujący blokowali wejście do siedziby zarządu ZLM. Policja użyła siły wobec nich. Weronika Dąbrowicz z Łódzkiego Stowarzyszenia Lokatorów, cytowana przez portal tulodz.pl, mówiła: „Urząd Miasta, prezydent, Rada Miejska i Zarząd Lokalny Miejski mają gdzieś nasze postulaty. Mają gdzieś to, co mówimy. Jedynie co nam oferują, to drobne zmiany. Chcemy budynków, które są w dobrym stanie technicznym. Chcemy, żeby urząd reprezentował nas, a nie swoje interesy. Chcemy rozmów na temat tego, w jaki sposób robić politykę mieszkaniową”.

Do protestujących wyszedł Paweł Jędrachowicz, dyrektor Departamentu Mieszkalnictwa UMŁ, proponując spotkanie delegatom protestujących. Ci jednak nie zgodzili się i chcieli rozmawiać publicznie, przy udziale wszystkich zgromadzonych. Spotkanie zatem nie odbyło się. Protestujący mieli z sobą trumnę symbolizującą śmierć z wychłodzenia lokatorów mieszkań komunalnych.

O fatalnej polityce mieszkaniowej w Łodzi pisał dla nas w poprzednim numerze „Nowego Obywatela” Damian Duszczenko. Numer wciąż do kupienia: https://nowyobywatel.pl/sklep/sklep-kwartalnik/nowy-obywatel-4798/

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Łódzkie Stowarzyszenie Lokatorów

Większość do zwolnienia

Większość do zwolnienia

70 procent zatrudnionych straci pracę.

Jak informuje Express Bydgoski, wielka redukcja zatrudnienia właśnie dokonuje się w jednym z zakładów. W Bydgoskich Zakładach Przemysłu Gumowego „Stomil” zwolnienia z pracy otrzymały 92 osoby. To duża część całej załogi, obejmującej przed zwolnieniami 134 osoby.

Likwidacji ulega znaczna część przedsiębiorstwa. Produkcja zostanie utrzymana w wydziale płyt, wykładzin gumowych i sznurów przemysłowych. Zlikwidowane zostały wydziały produkcji węży hydraulicznych, węży przemysłowych oraz uszczelek i artykułów formowych.

Przedsiębiorstwo jest publiczne, należy do państwowej Agencji Rozwoju Przemysłu.