: Jadwiga Staniszkis: Granice destrukcji (2004)
Za odpaństwowieniem idzie odspołecznienie.
Amazon to zakład, w którym tempo pracy wyznacza granice bezpieczeństwa pracownika. Ustanowione normy są niemożliwe do spełnienia, wymagają zbyt dużego wysiłku fizycznego. W mediach możemy przeczytać doniesienia o śmiertelnych przypadkach przepracowania i relacje Społecznych Inspektorów Pracy, którym Amazon utrudniał ustalenie przyczyn zgonu. Mimo to nie widzimy żadnych realnych konsekwencji – w Polsce odpowiednio bogata korporacja może stworzyć własne „państwo w państwie”.
Modele działania w Amazonie nie są kompatybilne z polskim prawem, co potwierdziła kontrola Państwowej Inspekcji Pracy (PIP). Ponadto stwierdzono, że ryzyko zawodowe – związane z różnymi stanowiskami pracy – jest nieoszacowane, a procedury po wypadkach przy pracy są notorycznie utrudniane.
W doświadczeniach związkowców i związkowczyń widać główne osie sporu. O tym, jak wygląda działalność związków zawodowych w zachodniej korporacji-gigancie, rozmawiam z działaczkami i działaczkami zrzeszonymi w OPZZ Konfederacja Pracy w Amazon.
Weronika Dąbrowicz: Śmierć pracownika w Sosnowcu to nie jest w Amazonie odosobniony przypadek. Wygląda to tak, jakby zarówno pracodawca jak i instytucje państwowe nie zwracali uwagi na to, co dzieje się w magazynach zachodniego giganta, nawet w przypadku śmierci w czasie wykonywania pracy. Jak teraz wygląda zaangażowanie polityków w sprawę?
OPZZ Konfederacja Pracy Amazon: Po śmierci pracownika w Sosnowcu media i politycy oczywiście zainteresowali się warunkami pracy w Amazonie, jak to zwykle dzieje się przy okazji takich tragedii. Część naszych działaczy – będąca w tamtym czasie członkami OZZ Inicjatywa Pracownicza – brała udział w rozmowach z marszałkiem Czarzastym, który ułatwił nam wywalczenie kontroli Państwowej Inspekcji Pracy po śmierci pracownika sosnowieckiego magazynu. Co ważne dążyliśmy również do przeprowadzenia kontroli wydatków energetycznych. To proces określenia ilości energii, jaką organizm zużywa do wykonywania danych czynności, w naszym przypadku w trakcie wykonywania pracy w magazynach Amazona. Ostatnia taka kontrola w Sosnowcu odbyła się w 2018 roku, a nam zależało, aby zrobiono to teraz w całym kraju.
Do czego dążycie?
Ponad połowa prac wykonywanych przez pracowników Amazon nie ma policzonych wydatków energetycznych, czyli nie wiadomo, ile tak naprawdę pracownik zużywa energii (spala kalorii) w ciągu dniówki. Łącznie podczas kontroli zidentyfikowano 371 procesów, z czego pomiary wydatku energetycznego wykonano jedynie dla 162. Z przeprowadzonych ocen ryzyka zawodowego wynikało, że nadmierne obciążenie przy ręcznych pracach transportowych może występować na każdym dziale, jednak ustalenia te nie zostały przełożone na rzetelne i kompletne pomiary.
Pomiar wydatku energetycznego w Amazonie przeprowadzano głównie dla pracy przy komputerze, a nie ciężkich prac fizycznych. Na stanowiskach, gdzie dokonano oceny wydatku energetycznego, przeprowadzono to niepoprawnie. W magazynie Amazon KTW 5 w Gorzyczkach nie wykonano żadnych pomiarów wydatków energetycznych. PIP potraktowała pracę opisaną teoretycznie jak faktyczną pracę na stanowiskach. W wielu przypadkach pchanie i ciągnięcie wózków według dokumentacji Amazona nie wiąże się z wysiłkiem pracownika. Tym czynnościom został przypisany zerowy wydatek energetyczny.
Firma Feuer, wykonująca dla Amazon pomiary, przyjęła dzienny przebieg pracy niezgodny z rzeczywistością – w teorii odprawy pracownicze miały trwać łącznie pół godziny w ciągu dnia, kiedy to pracownik nie pracował, a w praktyce trwają one maksymalnie 5 minut. A to ma wpływ na wyniki pomiarów.
Niezależnie od jakości pomiarów, PIP przeprowadziła ostatnio kontrolę w magazynach Amazona. Jakie były tego efekty?
PIP nakazała przede wszystkim ponowną ocenę ryzyka zawodowego. Wskazano konieczność ustalenia procesów wymagających oceny wydatku energetycznego z uwzględnieniem warunków środowiska pracy. Kluczowym elementem są tutaj normy, czyli tempo pracy narzucane przez Amazon. Ich zmiana ma bezpośredni wpływ na pracowników. Im szybciej pracujesz, tym więcej kalorii zużywasz. To oznacza, że każda zmiana norm powinna automatycznie skutkować przeprowadzeniem nowej oceny wydatku energetycznego.
Czyli tempo pracy ma realny wpływ na bezpieczeństwo w pracy?
Zdecydowanie tak. Jeśli normy są podnoszone, to ocena ryzyka powinna być aktualizowana, bo pracownicy są narażeni na przeciążenia i problemy zdrowotne.
Czy PIP w inny sposób odnosi się do kwestii bezpieczeństwa i higieny pracy (BHP)?
Ustalono, że służba BHP działa niezgodnie z przepisami polskiego prawa. Zarząd Amazon Polska nie ma realnej władzy nad tym, co robi służba BHP w jej magazynach, bo podlegają zagranicznym strukturom firmy. PIP nakazała zmianę zgodną z przepisami prawa polskiego. BHP w Amazonie to „państwo w państwie” – podlega osobom, które nawet nie są pracownikami polskiej spółki.
Czy to częsty problem w międzynarodowych firmach?
Tak, ale tutaj skala i konsekwencje są szczególnie poważne. W magazynach Amazon Gliwice KTW3 oraz Gorzyczki KTW5 dochodziło do sytuacji, w których nie uznawano wypadków przy pracy. Uzasadniono to rzekomym brakiem urazu, mimo że uraz faktycznie wystąpił. Uznanie takiego zdarzenia ma kluczowe znaczenie dla możliwości skorzystania z praw przysługujących przy wypadku przy pracy.
Obecnie w PIP trwa analiza prawna w celu zawiadomienia prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 218 Kodeksu Karnego wobec jednego z managerów BHP. Kontrola doprowadziła również do nałożenia indywidualnych mandatów na część managerów z magazynu KTW1.
Myślę o wszystkich ryzykach i problemach w zakładach pracy takich jak Amazon. Magazyny są rozsiane po całej Polsce, pracowników jest dużo, co sprawia, że organizowanie się w strukturach związkowych jest trudne. Jak sobie z tym radzicie? Jak wygląda Wasza codzienna praca?
Dla nas priorytetem jest dostępność dla pracowników, a nie kampanie związkowe. Model naszej codziennej pracy – opierającej się na budowaniu relacji z resztą pracowników – kosztuje nas sporo wysiłku, ale wierzymy w to, że właśnie w taki sposób jesteśmy w stanie zbudować trwałe struktury i być realnym wsparciem dla innych osób zatrudnionych przez Amazon. Ważnym aspektem są dyżury związkowe odbywające się w całej Polsce – dla nas stanowią one nieodłączną część codziennej pracy organizacyjnej. Jesteśmy dla pracowników dostępni w kantynie, pomagamy im w rozwiązywaniu codziennych problemów. Widzimy, że nasze zaangażowanie skutkuje większym zaufaniem. Jesteśmy dla pracowników i reagujemy na ich problemy.
Przy takiej liczbie pracowników, taka strategia brzmi jak drugi etat. Jak radzicie sobie z ilością ludzi, którzy mogą potencjalnie potrzebować waszego wsparcia?
Nie jest tak, że po jakieś godzinie nie ma z nami kontaktu. Jest numer telefonu związkowego, e-mail, media społecznościowe. I rzeczywiście, oprócz kontaktu na żywo ludzie piszą do nas i dzwonią. Chcemy być blisko ludzi, ale rzeczywiście sprawia to, że często bywamy przeciążeni sprawami związkowymi. Zdarzają się telefony w środku nocy, próby kontaktu nad ranem w sprawie drobnostek. Nie ukrywamy wtedy irytacji, ale mamy świadomość, że dla pracownika problem, który my przerabialiśmy w naszym związku wielokrotnie, może wiązać się z ogromnym stresem. Musimy stawiać granice, ale są one bardzo płynne.
Doceniamy wiadomości, które opisują sytuację, możemy wtedy przez pryzmat naszego doświadczenia ocenić, na ile pilna jest dana sprawa. Jeśli coś może poczekać, informujemy o tym osobę, która się do nas zgłasza. Dajemy znać, kiedy się skontaktujemy, uspokajamy. Sytuacje gardłowe mają oczywiście inny priorytet. Nasza działalność opiera się tu na wzajemnym zaufaniu i dotychczasowym doświadczeniu grupy.
Wasze obecne działania są kontynuacją walk, ale formalnie jesteście nowym związkiem. Od czego zaczęliście działania po zawiązaniu się struktury?
Jako nowa struktura w pierwszej kolejności zwróciliśmy się o potrzebną dokumentację, regulaminy, procedury, zasady funkcjonowania zakładu, wewnętrzne polityki. Bez dostępu do informacji trudno mówić o realnej kontroli pracowniczej. Amazon tworzy sztuczne bariery proceduralne, które utrudniają nam dostęp do danych i dokumentów. Trzeba wyszarpywać informacje. Konsekwentnie domagamy się przejrzystości, bo uważamy, że pracownicy mają prawo wiedzieć, na jakich zasadach funkcjonuje miejsce, w którym spędzają znaczną część swojego życia. Myśląc o tym w perspektywie codziennej pracy związkowej, regulaminy i polityki związane z przestrzenią czy korzystaniem z danych stanowisk realnie wpływają na zatrudnienie. W tych dokumentach można znaleźć mnóstwo potencjalnych powodów, za które można zwolnić pracownika. Jesteśmy pod stałym nadzorem, więc jeśli chcielibyśmy mieć pewność, że nie zostaniemy zwolnieni, musielibyśmy nigdy nie popełniać błędów. Nie da się jednak tego zrobić, bo Amazon jest w stanie sprawdzić każdy nasz ruch, a jeśli przełożeni będą chcieli, to wyliczą co do sekundy nasze przerwy w pracy.
Stały nadzór pracownika to ogromne pole do nadużyć w miejscu pracy. Jak to u was wygląda?
W tej kwestii w Amazonie jest dokładnie tak, jak to się słyszy w mediach. Algorytmy profilują, kto ma zostać w pracy, a kto ma być usunięty na podstawie swojej wydajności. Jako związek w obliczu zwolnień słyszymy, że to przecież algorytm pokazuje wyniki pracownika. To rozprasza odpowiedzialność za decyzje kadrowe, bo przecież manager jest w tym momencie wykonawcą tego, co zleca mu maszyna. Nie ma tu miejsca na ludzkie podejście do sprawy. Nie wiemy, co algorytm bierze pod uwagę oceniając pracownika.
Co dla Amazona jest wystarczającą wydajnością?
Normy w Amazonie są kosmiczne, bardzo ciężko je spełnić. Amazon monitoruje każdy ruch pracownika. Pierwsze zalogowanie, przejście przez bramkę, każdy skan. Zaczynając pracę w Amazonie jest to ogromne zaskoczenie, że przełożony może do ciebie podejść i zacząć cię wypytywać o 6 minut, w trakcie których nie zarejestrował skanów. „Gdzie byłaś, co robiłaś?” – pytają. Potrafią zwracać na to uwagę co do sekundy. Jesteśmy dehumanizowani. Doprowadza to do takich absurdów, że pracownik nie może wyjść do toalety, bo zostanie zrugany. Gdy coś mu się zepsuje, to system rejestruje to jako bezczynność w pracy. Gdy pójdzie wynieść śmieci, to ktoś zaraz przyjdzie pytać, czemu nie pracuje. Te minuty, sekundy, drobnostki są sumowane i nagle można powiedzieć, że pracownik nie wykonywał pracy przez godzinę lub dwie, bo za wolno skanował. Nie da się robić ciągle jak maszyna. My to znamy od lat i te normy mogą być coraz wyższe, ale już teraz jesteśmy wyciskani jak cytryny. To są już limity, których nie da się przeskoczyć, dlatego tak ważne dla nas są pomiary wydatków energetycznych.
Wychodzi na to, że pracujecie próbując spełnić niemożliwe wymagania Amazona.
Tak, to sytuacja bardzo nieludzka. Manager podchodzi do pracownika i na podstawie algorytmów mówi, że ten musi się poprawić, ale on nie ma się jak poprawić, bo już sumiennie pracuje. Wszyscy pracujemy ponad własne siły. Gdy pracownik jest w grupie najmniej wydajnych osób, to grozi mu zwolnienie. Algorytm wylicza czas, kiedy nie zarejestrowano skanowania i pracy. W Amazon skanowanie jest utożsamianie z pracą w ogóle. I tak zwalniają pracowników.
Przy tak ogromnej kontroli, wypadki przy pracy powinny być łatwe do przeanalizowania, ale Amazon utrudnia dostęp do istotnych informacji. Jakie praktyki ma Amazon wobec kontroli wypadków przy pracy?
Amazon robi co może, aby zwiększać swoje zyski. Zwiększenie liczby uznanych wypadków oznacza wzrost składki ZUS, który może być nieopłacalny. Często przełożeni namawiają pracownika do niezgłaszania wypadku. W momencie interwencji związków zawodowych Społeczni Inspektorzy Pracy (SIP) mają utrudniony dostęp do informacji i kontaktu z poszkodowanym. Widać różnicę w tym, jak wysyłamy jakąś skargę, notkę z wypadku. Jeśli opisujemy sprawę ogólnie, to reakcje kadr są łagodniejsze niż przy opisywaniu szczegółów. Konkrety – kto komu zgłosił wypadek i jak manager zareagował – nie są na korzyść Amazona. Gdy chcemy dostać dostęp do nagrań z monitoringu, to mówi się nam, że oni już je dokładnie sprawdzili i nie ma tam nic istotnego. W drugą stronę, kiedy Amazon chce pozbyć się pracownika to słynne hasło „bezpieczeństwo jest naszym priorytetem” wchodzi w życie. Wynajduje się na kamerach drobne błędy pracowników, jak nietrzymanie się poręczy – i to staje się powodem zwolnienia. Wiele takich błędów jest popełniane przez wygórowane normy i tempo pracy. Amazon jest w stanie zbierać haki. Ma dużo możliwości, aby zwolnić niewygodnych pracowników. A widać to po tym, że nie w każdym magazynie te konsekwencje są egzekwowane. Pamiętajmy też, że to potężny kapitał i korporację stać na zapłacenie kar za łamanie przepisów.
Czy przy skali użycia algorytmicznych systemów zarządzania, pracodawca konsultuje z wami wprowadzanie nowych rozwiązań technologicznych w magazynach?
Amazon nie konsultuje tego, czego nie musi konsultować, a to, co musi konsultować, robi w taki sposób, aby dać nam jak najmniejszy dostęp do informacji. Mamy fragmentaryczną wiedzę o tym, jak działają algorytmy oceny, nie mają jej też managerowie i przełożeni. Przy zwolnieniu odwołanie się od decyzji podjętej na podstawie wyników podanych przez maszynę odbywa się na drodze sądowej. Wtedy Amazon jest bardziej przyciśnięty i uchyla rąbka tajemnicy. Zdobycie istotnych informacji jest ogromnym wyzwaniem. Musimy uczyć Amazona tego, że nasza organizacja związkowa jest niezależnym organem, którego praca opiera się na tego typu informacjach. Systemy algorytmiczne powinny być przejrzyste i dostępne do wglądu dla związków zawodowych.
Czy nowe technologie są dla was zagrożeniem czy ułatwieniem?
Jawnym zagrożeniem. Amazon oficjalnie wpisał do swojej strategii, że chce zwiększyć udział sztucznej inteligencji i różnych zautomatyzowanych procedur w magazynach, a to oznacza zmniejszanie wakatów i masowe zwolnienia. W USA Amazon jest drugim największym pracodawcą, więc to właśnie tam ta decyzja będzie najmocniej rzutować na społeczeństwo. Zobaczymy, czy będą bunty społeczne w związku z tym. Polacy to na pewno tańszy pracownik niż Niemcy czy Czesi, dla Amazona nasz kraj jest świetnym miejscem do zatrudniania ludzi. Mamy niskie pensje i wysokie normy, ta gonitwa za wynikami jest u nas bardzo silna. To sprawia, że problem zwolnień może dotknąć nas później.
Jakie są wasze postulaty? O co przede wszystkim walczycie?
O szeroko rozumianą poprawę warunków pracy. Wiąże się z tym ostatnia kontrola Głównego Inspektoratu Pracy w Amazon, która odbyła się dzięki bezpośredniemu zaangażowaniu naszych działaczy i działaczek związkowych. Ta kontrola – nie boimy się użyć tego stwierdzenia – wywróciła stolik do góry nogami.
Chcemy jasnych zasad przechodzenia z agencji pracy tymczasowej na zatrudnienie bezpośrednio przez Amazona. Obecnie zewnętrzny pracownik po 18 miesiącach pracy nie ma przedłużanej umowy i żegna się z robotą. Jeśli chodzi o normy, duże nadzieje pokładamy w pomiarach wydatków energetycznych. Muszą być one wykonane dokładnie i za pomocą odpowiedniego sprzętu, więc stale monitorujemy postępy Amazona w tym zakresie. Chcemy być rozliczani jak pracownicy z Niemiec, mieć wyższe pensje i niższe normy. Co się tyczy kwestii nowych technologii, oczekujemy zmian wewnątrz firmy i reakcji klasy politycznej. Chcemy mówić o standardach bezpieczeństwa i higieny pracy, o konsultowaniu zmian organizacyjnych z pracownikami, o regulacjach dotyczących stosowania sztucznej inteligencji w miejscu pracy.
W tym momencie polskie władze nie biorą odpowiedzialności za to, co dzieje się w takich miejscach pracy jak Amazon. Zachęcają zachodni kapitał do lokowania magazynów w naszym kraju poprzez różne ulgi. Polscy politycy nie egzekwują praw pracowniczych wobec ogromnych korporacji. My robimy za małe pieniądze, a owoce naszej pracy są transferowane za granicę – do kieszeni Jeffa Bezosa i innych akcjonariuszy. I z tymi oszczędnościami generowanymi kosztem naszego zdrowia trzeba skończyć.
Dziękuję za rozmowę.
Kwiecień 2026 r.
Weronika Dąbrowicz
Komisja Krajowa przy OZZ Inicjatywa Pracownicza
Łódzkie Stowarzyszenie Lokatorów
Za odpaństwowieniem idzie odspołecznienie.
Nieobecność robotników i robotnic w momencie przemian wpłynęła na to, jak jest i jak zapewne, niestety, będzie.