Robotnicy z Kraśnika gotowi do strajku?

Od września 2017 r. pracownicy fizyczni produkującej łożyska toczne spółki TN Polska w Kraśniku walczą z zarządem o podwyżkę płac. Żądają 400 zł brutto. Zarząd podniósł od stycznia ich wynagrodzenia o zaledwie 100 zł brutto, argumentując to „rosnącymi kosztami”. Czytaj więcej

Gra na zwłokę?

Spółka pracownicza powołana w likwidowanej kopalni Krupiński w Suszcu znalazła inwestora gotowego wyłożyć kilkaset mln zł na ponowne uruchomienie tego zakładu. Przedsięwzięcie może jednak nie dojść do skutku z powodu opieszałości Ministerstwa Energii. Czytaj więcej

Koniec samowoli

Pracownicy branży budowlanej z Oslo i okolic powtórzą w marcu strajk przeciwko agencjom pośrednictwa pracy. Czytaj więcej

Powoli ku lepszemu

Co się zmieniło w sytuacji pracowników od stycznia 2018? Przede wszystkim pensja minimalna wzrosła do 2100 zł brutto (czyli 1530 zł na rękę), a stawka godzinowa – do 13,70 zł brutto (nieco ponad 10 zł netto). Złagodzono także prawo dotyczące legalności pobytu i pracy cudzoziemców ze wschodu Europy oraz przykręcono śrubę agencjom pracy tymczasowej. Czytaj więcej

prof. Monika Kostera

Nie palcie szkół zarządzania

Edukacja zarządzania przypomina mi triumfalny pochód starożytnego Rzymu przez ówczesny świat, kolonizację wszystkiego, co skolonizować się dało. Język zarządzania stał się współczesną łaciną, lingua franca, wszyscy go znają i wszyscy w jakimś tam zakresie używają, często nie do końca świadomie, w przekonaniu, że jest to normalny sposób mówienia o świecie, zawierający kategorie takie jak „sprzedać”, „marketing”, „strategia” czy „inwestycja”. Jak każdy kolonizator, zarządzanie dokonało sporo zniszczeń w naszym systemie wartości, języku, stylu życia. Szkoły biznesu, zwłaszcza w Polsce, uczą wersji świata, która jest aż do bólu zawężona, wyretuszowana, odarta z wszelkich znamion rzeczywistości. Przeciętny polski student zarządzania nie ma pojęcia o istnieniu art of management i boi się pomyśleć, że nie wszystko musi przynosić zysk. Nawet jeśli nie ma na to szans ani ku temu najmniejszego przekonania, wyrwany do odpowiedzi mówi, że chce zostać menedżerem lub przedsiębiorcą. Uniwersytet ma otwierać horyzonty, uczyć odwagi myślenia i czytania ze zrozumieniem. Szkoły zarządzania, mimo tak świetnych warunków, robią coś dokładnie odwrotnego. Czytaj więcej

Ratownictwo tylko państwowe

To koniec prywatnych karetek. 6 lutego br. sejmowa komisja zdrowia poparła tzw. małą nowelizację ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym. Prywatne podmioty takie świadczenia będą mogły realizować tylko do końca 2018 r., a dyspozytornie medyczne staną się komórką organizacyjną urzędów wojewódzkich. Coraz bliżej do w pełni państwowego ratownictwa. Czytaj więcej

Aktor za półdarmo

O swoje prawa do godnej płacy i odpoczynku zaczynają walczyć statyści z planów filmowych i reklamowych, którzy otrzymują za kilkanaście godzin pracy dziennie wynagrodzenie rzędu 50 zł. Czytaj więcej

Odpoczynek prawem pracownika

Ponad dwa miliony niemieckich pracowników wygrały walkę o skrócenie tygodnia pracy do 28 godzin. 700 firm dam im możliwość pracowania w takim trybie przez dwa lata, zanim powrócą do 35-godzinnego tygodnia pracy. Czytaj więcej

Pomoc dla uczniów z problemami

MEN pracuje nad nowymi rozwiązaniami – w każdej szkole ma być pedagog i psycholog. Czytaj więcej

Danger. €uro. Keep out?

Bezpośrednim celem programów pomocowych było doprowadzenie do stanu, w którym kraje nie musiałyby się już dalej zadłużać. Uznano, iż zostanie to zapewnione dzięki zmniejszeniu wydatków wraz z jednoczesnym podniesieniem podatków. Jednak, jak można było się spodziewać, polityka cięć doprowadziła do spowolnienia gospodarczego, które zaowocowało mniejszymi wpływami budżetowymi i zwiększeniem środków przeznaczanych dla rosnącej liczby bezrobotnych oraz na sferę socjalną. W efekcie, jak konkluduje autor, pakiety pomocowe pomogły jedynie europejskim bankom, które zaczęły ściągać długi od państw pogrążonych w kryzysie, w żaden sposób natomiast nie przyczyniły się do poprawy kondycji gospodarczej tych krajów. Pod różnymi górnolotnymi hasłami kryła się chęć zapewnienia międzynarodowym sieciom handlowym dostępu do greckiego rynku oraz wzmocnienia tych podmiotów. W momencie, kiedy bezrobocie wśród młodych w Grecji przekroczyło 60%, debatowano nad tym, ile może ważyć chleb lub jak stare może być mleko, żeby wciąż można było nazywać je „świeżym”. Polityka cięć, zalecana jako remedium dla krajów ogarniętych kryzysem, wzmacnia jeszcze bardziej te niekorzystne tendencje, jako że nikt nie lubi inwestować w niepewnych miejscach czy pracować w krajach, gdzie płace spadają, a wraz z nimi pogarsza się jakoś usług publicznych. Wszystko to coraz bardziej nakręca spiralę recesji.

Czytaj więcej