Liberalny inteligent patrzy na 500+

Szeroko rozumiane media liberalne zalała fala materiałów mających podważyć sensowność programu Rodzina 500+. Teksty te jednak zaskakująco niewiele mówią o samym programie, za to całkiem sporo o ich autorach i odbiorcach, do których były w zamierzeniu kierowane.

Gdy obserwujemy dyskusję o pierwszych efektach 500+, łatwo dostrzec ewidentne podwójne standardy reprezentowane przez intelektualistów z liberalnej strony polskiej debaty publicznej. Ludzie, którzy w stosunku do przybywającego z zewnątrz „innego” potrafią się zdobyć na bardzo daleko idącą wyrozumiałość, nawet jeśli ten „inny” jest wyraźnie tradycyjny, nie są już w stanie wykrzesać z siebie podobnej empatii w stosunku do „innego” z ich własnej wspólnoty. Zatem gdy mowa o uchodźcach z Syrii, wsparcie w postaci transferów pieniężnych, i to często większych niż „500+”, nie razi, ale jest oczywistym sposobem pomocy osobom w potrzebie. Przybywającym do Europy imigrantom z Afryki i Bliskiego Wschodu nie odmawia się pracowitości, a na argumenty, że na Zachodzie stanowią największe grupy pobierające zasiłki, zauważa się, zresztą całkowicie słusznie, że to nic dziwnego, gdyż siłą rzeczy imigranci, nie będąc u siebie, zasilają dolne warstwy społeczne. Bulwersujące przypadki zachowań części imigrantów kwituje się stwierdzeniem, że nie można wyciągać daleko idących wniosków z pojedynczych wydarzeń, co jest zupełnie zrozumiałe, bo trudno oceniać tak wielką masę osób przez pryzmat grupy najbardziej rzucającej się w oczy. Niestety to zdroworozsądkowe podejście zupełnie znika, gdy nasz rodzimy liberał patrzy na Polaka z dolnych warstw społecznych. Empatii tu już nie uświadczysz, zapomnieć też trzeba o tolerancji dla odmienności i odmiennego stylu życia. W stosunku do „innego” rodaka pozostaje już tylko słabo skrywana niechęć, żeby nie nazwać tego ostrzej.

Okazuje się zatem, że transfery pieniężne akurat na ubogich Polaków działają wyjątkowo destrukcyjnie. „Obywatele 500+” przestają chcieć pracować przy zbiorach truskawek za 1,50 zł od koszyka („Wyborcza”), a plantatorzy borówek nie mogą znaleźć rąk do pracy („Polityka”). Okazuje się, że polski „inny”, mając zapewnione stałe wpływy w postaci zasiłku, woli zostać w domu z trójką dzieci i leżeć na kanapie („Wyborcza”). I to najpewniej dokumentnie zalany, gdyż, jak pokazują 3 (słownie: trzy) przypadki ze 115-tysięcznego Włocławka, w całym kraju rodzice ze społecznych dołów przepijają zasiłki na dziecko („Na Temat”). A na tej całej degrengoladzie cierpi rynek pracy oraz prężni rodzimi plantatorzy owoców, którzy nie mogą znaleźć rąk do pracy i najpewniej będą musieli zwinąć interes.

Bardzo znamienne jest, że w tym lamencie nad rodzimymi plantatorami, który przetoczył się przez niektóre czołowe media, nikt jakoś specjalnie nie zwrócił uwagi na najprostsze rozwiązanie: podwyżkę pensji zbierających owoce. W końcu beneficjenci 500+, którzy nie palą się już specjalnie do katowania swoich kręgosłupów przy zbieraniu truskawek czy borówek, nie stali się nagle wyjątkowo leniwi, tylko po prostu taka harówka przestała im się ekonomicznie opłacać. Każdy człowiek ma w genach dążenie do poprawy swojego bytu i nieważne, czy jest mieszkańcem Wałbrzycha, czy Aleppo (chociaż nasze liberalne elity potrafią to dostrzec tylko w tym drugim), jednak gdy dostępne opcje zupełnie nie są warte zachodu, to racjonalnie jest te starania na jakiś czas zarzucić. Niestety plantatorzy sprzedają swoje produkty tak tanio, że nie mają już wolnych środków, które mogliby przeznaczyć na podwyżki i jednocześnie wyjść przy tym na swoje. Gdy podczas dyskusji na twitterze zwróciłem uwagę, że przecież mogliby podnieść ceny, otrzymałem informację zwrotną w postaci komentarzy w stylu „kto by je wtedy kupił”, „i tak już są po 5 zł za kilo” itd.

I z tak ze sprawy, wydawałoby się, trywialnej, jak kłopoty polskich sadowników ze znalezieniem rąk do pracy, wyłania się prawdziwy obraz porządku społecznego, który stworzyliśmy. Okazuje się, że możemy sobie pozwolić na truskawki tylko dlatego, że część naszych rodaków pracuje za półdarmo. Oczywiście truskawki to tylko symbol – to samo można powiedzieć o tanich produktach z hipermarketów kasowanych przez bardzo źle wynagradzane kasjerki, dzięki czemu mamy np. tańszą musztardę. Możliwość konsumpcji na jako takim poziomie została przez nasze społeczeństwo okupiona tym, że część z nas została pozbawiona godności, ciężko pracując za tak niskie pieniądze, iż nawet 500-złotowy zasiłek na dziecko jest dla ich pracy konkurencyjny. Widać też, jak trywialne są prawdziwe motywacje dla oburzenia naszych intelektualistów, rzekomo walczących o wartości i imponderabilia, a tak naprawdę kierujących się maksymą: „tak, macie pracować za marne pieniądze, bo my chcemy mieć tanie truskawki”.

A przecież wcale nie musi tak nadal być. Wzrost pensji tych zbierających borówki czy innych najgorzej wynagradzanych pracowników nie spowoduje żadnego dramatu gospodarczego. Wręcz przeciwnie, jest bardzo pożądany. Weźmy za przykład owe truskawki, o które było tyle lamentu. Po pierwsze, koszty pracy to tylko część całkowitych kosztów produkcji, więc nawet gdyby plantatorzy musieli podnieść zarobki dwukrotnie, to ich produkt zdrożałby co najwyżej o 1/3. Trudno podejrzewać, że wzrost ceny truskawek o 1,5-2 zł na kilogramie nagle spowoduje, że Polacy masowo przestaną kupować owoce, które wyjątkowo lubią. Nie przerzucą się też chociażby na sprowadzane mrożonki, gdyż te są zwyczajnie gorszej jakości, a w przypadku owoców świeżość ma ogromne znaczenie. Również wśród odbiorców korporacyjnych (masowi detaliści, producenci przetworów) zmiana dostawcy na zagranicznego nie musi nastąpić – w końcu import zawsze wiąże się z kosztami transakcyjnymi, które „zjadają” korzyści z niższej ceny. Tym bardziej w przypadku owoców, które łatwo się psują. Gdyby import tańszych odpowiedników był taki oczywisty, to nikt by nie sadził truskawek np. w Holandii czy w Niemczech, gdzie koszty pracy są dużo wyższe niż w Polsce. Powyższy wywód dotyczy truskawek, ale można go odnieść do prawie każdego obszaru działalności. Rzekoma konieczność utrzymania niskiej ceny stanowi jedynie alibi dla producentów wolących wymuszać niskie płace na pracownikach, niż twardo negocjować wyższą cenę z odbiorcami, których pozycja negocjacyjna jest dużo wyższa.

Tymczasem wzrost płac najniżej wynagradzanych Polaków opłaci się także tym, którzy przed podniesieniem ich pensji bronią się obecnie rękami i nogami. W końcu będzie to oznaczało, że włączymy w wymianę rynkową tych, którzy obecnie są z niej wykluczeni. A to oznacza poszerzenie bazy popytowej i to na jej dole, czyli w sposób najbardziej opłacalny z punktu widzenia rodzimych producentów. To właśnie klienci z dołów społecznych wydają całe swoje dochody (nie starcza im na odkładanie), robią to w kraju (nie stać ich na zagraniczne zakupy), i to na najczęściej na wyroby krajowe, gdyż te są z reguły tańsze, a wśród zakupów najuboższych dominują produkty podstawowe, które zwykle dostarczane są przez producentów krajowych. Inaczej mówiąc, być może truskawki nieco zdrożeją, ale okaże się, że po raz pierwszy w życiu będą je mogli w końcu kupić ci, którzy je zbierają. Tak więc sadownicy odbiją sobie wzrost płac wzrostem popytu.

Trudno też na poważnie brać doniesienia o przepijaniu 500+. Informacja o trzech przypadkach libacji za 500+ w 115-tysięcznym Włocławku, która miała być dowodem na degenerujący wpływ zasiłku na Polaków, tak naprawdę pokazuje tylko, że jest to zjawisko marginalne. Oczywiście media nie pokażą tych tysięcy rodzin, którym wsparcie na dzieci pomogło autentycznie podnieść poziom życia, lecz skupią się na kilku bulwersujących przypadkach marnotrawstwa. Jednak nie zmienia to faktu, że bez wątpienia tych pierwszych jest nieporównywalnie więcej. Czy mamy rezygnować z pomocy tysiącom potrzebującym tylko dlatego, że załapie się na nią przy okazji również paru pijaczków? Czy zamiast kreować politykę społeczną z myślą o zdecydowanej większości ciężko pracujących Polaków, mamy ją dostosowywać do wąskiego marginesu?

Sens idei wsparcia socjalnego często tłumaczy się metaforą. Wyobraźmy sobie, że jest pożar, a my mamy do dyspozycji tylko ograniczone źródło wody i przeciekające wiadro. Czy w takim przypadku zrezygnujemy z próby ugaszenia ognia tylko dlatego, że część wody wycieknie i się zmarnuje?

No cóż, osobiście wolę, żeby drobna część naszych podatków sfinansowała wódkę dla kilku pijaczyn, jeśli dzięki temu tysiące polskich rodzin podniesie swój standard życia. Wolę też zapłacić trochę więcej za truskawki, jeśli dzięki temu część moich rodaków będzie miała nieco bardziej godne pensje. Oczywiście polscy wykorzenieni intelektualiści nie zdzierżą tej świadomości, ale kto by się tym przejmował. Święte oburzenie liberalnego inteligenta jest równie interesujące, co libacja we Włocławku.

Piotr Wójcik

(ur. 1984) – stały współpracownik „Nowego Obywatela”. Redaktor portalu Jagielloński24.pl, członek Klubu Jagiellońskiego i zespołu redakcyjnego „Pressji”. Katolik i komunitarysta.

44 odpowiedzi na „Liberalny inteligent patrzy na 500+

  1. Marek pisze:

    Nie trzeba być inteligentem aby wiedzieć czym kończy się nagonka na przedsiębiorców, nacjonalizacja i rozdawanie kasy bez pokrycia. Wystarczy poczytać newsy z Wenezueli.

    • ort. pisze:

      Na jakiej kolego podstawie sądzisz, że nam miałby leżeć na sercu los tzw. przedsiębiorców?

      • K. pisze:

        Ponieważ to oni generują zyski. Państwowe firmy raczej nie. Większość naszego PKB to nasze małe „przedsiębiorstwa”. Będzie jak w Wenezueli (już nie można kupować leków zza granicy…) i taki sam socjał. Uciekajcie z kraju, dopóki można.

        • Jecek pisze:

          Tzw Polskie PKB to nie jak to nazywasz przedsiębiorcy którzy kantują fiskus i „niewolników” na wszelkie sposoby ale euro które Ja i miliony innych pracujących, przywożą do Polski. Tych co pracują u „polskiego małego przedsiębiorcy” nie stać nawet na opłaty.

      • Kamil pisze:

        Na takiej ze bez tego nie miałbyś roboty. Zamiast siedzieć i narzekać na przedsiębiorców zacznij coś robić a ni czekać aż ktoś ci da pieniądze w łapę i broń boże jeszcze czegoś wymagał w zamian

        • Ravenrot pisze:

          Ale dla przedsiębiorców zysk wypracowują pracownicy. I im też się za to coś od życia należy. A co do Wenezueli, problemy wynikają z spadku ceny ropy, na której jest oparta gospodarka wenezuelska. Wcześniej dzięki „socjałowi” znacząco zmniejszono ubóstwo w tym kraju.

        • sevencats pisze:

          A bez pracownika nie miałbyś co sprzedać. O ile w ogóle jesteś przedsiębiorcą, bo mnie wyglądasz na młodzieżówkę PO.

    • malgwes pisze:

      no ale najpierw by trzeba te nagonke zacząć. to jest tylko (ale aż!) artykul opisujacy zmiane i reakcje na nią

  2. Glimmer pisze:

    FTFY: „Gdy obserwujemy dyskusję o pierwszych efektach 500+, łatwo dostrzec ewidentne podwójne standardy reprezentowane przez intelektualistów z konserwatywnej strony polskiej debaty publicznej”

  3. ort. pisze:

    Wszystko racja Piotr Wójcik. Tylko może nie nazywaj ich intelektualistami (to znaczy owych ekspertów). Oni z intelektualizmem nie mają KOMPLETNIE nic wspólnego (zresztą samo zestawienie intelektualizmu z liberalizmem jest niemal a priori zaprzeczeniem tego pierwszego).

  4. Młody wykształcony pracownik warszawskiej korporacji pisze:

    Akurat truskawki to zły pomysł. Cały sektor rolniczy jest utrzymywany w drodze dopłat i subsydiów z naszych podatków (WPR).

  5. nawet zepsuty zegar dwa razy dziennie pokazuje dobry czasj i tym razem jak czytam NW dla beki jak Frondę to ten tekst jest trafiony w 10. Malostkowe komentarze przytaczane w tekscie wynikają głownie z chorobliwej niechęci do PiS, z której trudno się wielu wyzwolić. Gdyby PO czy inna partiam miały odwagę na taki program, skichali by się z zachwytu.

  6. Adam Nowak pisze:

    „gdy mowa o uchodźcach z Syrii, wsparcie w postaci transferów pieniężnych, i to często większych niż „500+”, nie razi, ale jest oczywistym sposobem pomocy osobom w potrzebie. […] Niestety to zdroworozsądkowe podejście zupełnie znika, gdy nasz rodzimy liberał patrzy na Polaka z dolnych warstw społecznych.”

    To tylko pozorna niespójność. Każdy chrześcijanin wie, że bliźnim trzeba pomagać. Nie zawsze nas na to stać, nie zawsze możemy. Musi być stworzona hierarchia potrzeb. I uchodźcy (ludzie, którzy uciekają przed wojną, przed represjami, spod bomb) mają pierwszeństwo. Ważniejszą potrzebą jest pomóc przeżyć, niż pomóc więcej zarobić. Polacy też byli uchodźcami. Wtedy oni mieli pierwszeństwo, dostawali mieszkania, pracę, pieniądze na życie na warunkach na jakich nie dostawali tego autochtoni. Tak działa humanizm. Człowiek pomaga człowiekowi. Nam nie podoba się ta pomoc, bo trzeba pomóc innowiercom, muzułmanom. I tu wychodzi pana słaba znajomość chrześcijaństwa. Chrześcijanin nie różnicuje potrzebujących (przypomina o tym Papież Franciszek) ze względu na wyznanie.

    Nie kwestionuję potrzeby godziwej zapłaty, ale czy lekarz/pielęgniarka jest godziwie wynagradzany? Wczoraj doszło do tragedii. Młoda pielęgniarka pomyliła leki. Zmarło dziecko. Są zawody, w których pozornie drobny błąd kosztuje ludzkie życie. Jeśli zbieracz truskawek zbierze porzeczki, świat się nie zawali. Podejrzewam, że płaca tej pielęgniarki tylko nieznacznie różni się od zarobku zbieracza, ale odpowiedzialność wielokrotnie większa. Dodatkowo pielęgniarka pracuje w miejscu (szpitalu) gdzie jest pod ustawiczną presją – każdy chce być traktowany w szczególny sposób, każdy cierpi, a państwo ekonomizuje procedury, każe oszczędzać na pacjentach. I z tej ekonomi rodzą się błędy. Nie na wszystkim można oszczędzać. Zbieracz truskawek nie zagraża innym, tak jak zagraża im źle opłacona pielęgniarka czy lekarz w niedofinansowanym szpitalu. Zbieracz nie ryzykuje niczym. No może mieć bóle kręgosłupa. Czy to jest uczciwe żeby zarabiał tyle ile pielęgniarka?

    Tzw. „liberalny inteligent” pamięta i rozumie. Wie że zbieranie truskawek to praca, do której nie trzeba żadnych kwalifikacji, żadnych inwestycji. Wspomniani liberałowie, kiedy byli w Pana wieku, w czasie urlopu zbierali truskawki np. we Francji. Francuzi się do tego nie garnęli, bo za niska stawka. Dla nas przelicznik był korzystny, bo czarnorynkowy. Ale mieszkało się w strasznych warunkach.
    Ci liberałowie zaczęli się dorabiać od tych truskawek, winogron, jagód. I dorobili się. Jedni mniej inni więcej. Różnie. Wiele zależy od osoby i od okoliczności.
    Nie dostali niczego za darmo, bo moje pokolenie należało do tych, które zapłaciło całą cenę transformacji. Zaciskaliśmy zęby i zgadzaliśmy się na plan Balcerowicza, bo choć nam wiele zabierał (straszna inflacja i inne dolegliwości), to stawiał chorą socjalistyczna gospodarkę na nogi. Pan nie może wiedzieć jak było. Pan sobie tego nie potrafi wyobrazić. Bareja może trochę pomóc, ale tylko na chwilę. Przyjemnie oglądać film o tamtych czasach ale gorzej żyć w takich realiach
    Socjalizm, to była „dyktatura proletariatu”. Wszyscy mieli równe żołądki. Pracowali wg zasady „czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy”. To były czasy kiedy inteligencja miała pod górkę, zarabiała psie pieniądze, od których teraz nalicza jej się głodowe emerytury. A robotnik robił co chciał, pracował byle jak, i zarabiał znacznie więcej. To było niesprawiedliwe, i Polska grzęzła, bo kto będzie chciał pracować efektywnie i twórczo, jeśli państwo go okrada i daje innym za nic. Więc z czasem wszyscy tracili napęd i pracowali byle jak. Inna mantra „nie podryguj, nie podskakuj, siedź na d.. i przytakuj. Za pięć trzecia bierz kapota. Kichej szefa i robota”. To były prawdziwe motywacje. Gospodarka kulała, Polska upadała.
    I nastał nam kapitalizm. Wywalczony przez moje pokolenie. Mniej lub bardziej doskonały, ale z pewnością o wiele bardziej sprawiedliwy. Kto naprawdę chce i potrafi pracować, znajdzie sposób, żeby do czegoś dojść. Stworzono wiele systemów pomocy bezradnym i chorym. Zbyt wiele. Tak wiele, że ludzie opanowali technikę życia z zasiłków. Coraz więcej ludzi. Bo lepiej dostać za nic, niż za podobne pieniądze iść na kasę do supermarketu. Inteligencji poprawiono płace, ale nie za bardzo. Więc jeśli ten zbieracz truskawek dostanie więcej, to zarobi tyle samo ile ktoś, kto kilkanaście lat się kształci, często za to płaci, kto musi wziąć odpowiedzialność za czyjeś zdrowie, życie

    Możemy zapłacić tyle na ile nas stać. Firma to nie działalność charytatywna. Żeby ją prowadzić (dać ludziom pracę, dać zarobić), właściciel musi ciężko pracować, zwykle kilkanaście godzin dziennie, bez wolnych dni, bez urlopu przez wiele lat. Często nie ma czasu dla rodziny. Musi ponosić koszty i ogarniać biurokrację, płacić ludziom i ubezpieczać ich, siebie i biznes. Truskawki same nie urosły. Ktoś musiał je kupić, posadzić, plewić, podlewać. Ktoś musi to ogarnąć logistycznie, od strony prawnej, biurokratycznej, znaleźć nabywców, zawieźć, sprzedać. Musi dać cenę za którą sprzeda. Jedno gradobicie, kilka dni ulewy mogą zniszczyć cały plon. Mały plantator rywalizuje z globalnym rynkiem, który może dowolnie obniżać ceny. To wszystko podnosi koszty.
    Teraz kiedy nie może znaleźć pracownika za proponowaną stawkę, zwinie firmę. Zbieracz będzie żył z 500+. Tylko, że skarb państwa to nie święty Mikołaj. Państwo nie ma swoich pieniędzy. Państwo dzieli nasze pieniądze. Mogą je dostać ci, którzy je wypracowali oraz ludzie w rzeczywistej potrzebie, albo ludzie, których dana partia chce kupić żeby wygrać wybory. 500+ to moje i Pana pieniądze, ale rozdaje je kto inny, nie Pan i nie ja. Nie Panu będą okazywać wdzięczność, a powinni Panu, bo to Pan finansuje ten program. Czy zapytano Pana o zdanie? O pozwolenie?

    Ponieważ państwo rozdaje nasze pieniądze, przyjdzie chwila, że ich zabraknie. Zabraknie, bo będzie coraz mniej ludzi chętnych do dzielenia się z każdym kto wyciąga rękę. Z każdym kto się organizuje tak, żeby mu przysługiwało. Ludzie wyemigrują, zaczną pracować na czarno, żeby nie płacić podatków. I co wtedy zrobi zbieracz truskawek, który połasił się na 500 za nic? Nie będzie już firmy, która pozwala dorobić, nie będzie innych miejsc pracy. Gdyby jeszcze w tym czasie zbieracz zainwestował 500 w swoją lub swoich dzieci edukację, to może wyrwali by się z zaklętego kręgu ubóstwa. Tylko jeśli ktoś może kupić telewizor to kupi. Dawanie ryb jeszcze nikogo nie uczyniło bogatym. Bogacimy się pracując. Najbardziej kiedy pracuje głowa. Tylko państwo wyłącza tym ludziom myślenie. Dobry wujek daje dzieciom cukierki i dzieci lubią wujka. A potem mają zepsute zęby. Wujkowi kończy się kasa. Dzieci zostają bez cukierków, ale za to z próchnicą, której nie maja gdzie i za co leczyć. Moje pokolenie już raz miało poważna próchnicę. Leczenie kosztowało nas bardzo dużo. Nie wszystkie zęby udało się uratować, ale ogólnie nasze uzębienie wyglądało już przyzwoicie. I oto znowu przyjechał dobry wujek. Zniszczy uzębienie kolejnych pokoleń.

    „Sens idei wsparcia socjalnego często tłumaczy się metaforą. Wyobraźmy sobie, że jest pożar, a my mamy do dyspozycji tylko ograniczone źródło wody i przeciekające wiadro. Czy w takim przypadku zrezygnujemy z próby ugaszenia ognia tylko dlatego, że część wody wycieknie i się zmarnuje?”

    To nie jest dobra metafora, bo choć sytuacja jest trudna, to nie jest kryzysowa (to nie jest pożar). Jeśli mamy dziurawe wiadro i ograniczone zasoby wody, łatamy dziury albo kupujemy nowe wiadro, aby nie marnować wody, która może się przydać do gaszenia pożaru, podlewania roślin, albo do picia. Mieliśmy dobrze (coraz lepiej) funkcjonujące państwo, w którym nie wszystkie mechanizmy są dobrze zsynchronizowane. Ten brak synchronizacji to odpowiednik dziur, przez które wycieka „woda”, ograniczone środki. Środki wyciekają do zamożnych i do tych którzy je zmarnują. Tracimy wodę, bo zamiast zakleić dziury, postanowiliśmy dać wszystkim, którzy się kwalifikują. Dać za nic, czyli zdemoralizować, zmarnować wodę. I kiedy będzie kryzys (pożar finansowy), nie będzie środków/wody. Bo nikt nie zadbał o wiadro i o powiększenie zasobów. Nie podlewaliśmy ogrodu, nie poili zwierząt.

    • Jolka pisze:

      Nic dodać, nic ująć!

    • Agnieszka pisze:

      To, że autor pisze o podniesieniu zarobków zbieraczy truskawek, a nie pielęgniarek czy lekarzy, nie oznacza, że nie uważa pracy pielęgniarek i lekarzy za ważną i godną o wiele większych zarobków niż praca zbieracza truskawek.
      Myślę, że autorowi chodziło o godziwą zapłatę za pracę – pozwalającą zaspokoić potrzeby, o szacunek do każdej pracy i dla każdego człowieka, niezależnie od wykonywanego zawodu.

      • Adam Nowak pisze:

        Z pewnością autorowi chodziło o godziwą płacę dla najniżej zarabiających. Jednak należy pamiętać, że „tak krawiec kraje jak materii staje”.
        Dobrobyt nie bierze się z tego, że miliony ludzi dostają zasiłki, tylko z tego, że każdy coś wkłada do koszyka. Dziś wkładają przedsiębiorcy (dobra materialne) i inteligencja (pracownicy umysłowi i usługi) – dobra intelektualne: wiedza, sztuka, usługi, pomoc. Ich praca bardzo często nie jest adekwatnie opłacona, mimo to ponoszą koszt utrzymania państwa i utrzymania potrzebujących. Kiedy państwo bez żadnych oczekiwań, lekką ręką rozdaje ludziom pieniądze, jest coraz więcej chętnych do wyciągania z koszyka, i coraz mniej chętnych do wkładania do koszyka. Wiele osób zarabia tak mało, że opłaca im się zrezygnować z pracy, bo 500+ im to wyrówna i nic nie robić. Tylko kiedyś dzieci urosną, a płace nie tylko nie wzrosną ale znikną miejsca pracy, bo ci, którzy musza ponosić koszty tych subwencji zwiną swoje biznesy i albo przejdą na garnuszek państwa, albo wyemigrują. Utrzymają się tylko korporacje, ale te poradzą sobie z każdym prawem.
        A więc nawet jeśli chcemy komuś oddać całe serce i wszystko co mamy, to aby tego kogoś nie skrzywdzić należy podejść do tego planowo i racjonalnie. I tak, żeby dając jednym nie zabierać innym (tylko średniakom można zabrać – ich nie stać na prawników) a to znaczy, że wszyscy będą biedni. Będą biedni i bogacze. Tak kończy się socjalizm i rozdawanie cudzych pieniędzy. A dobre intencje? Nimi jest wybrukowane piekło.

    • Szymon pisze:

      Świetny tekst!

    • shelmahh pisze:

      Panie Adamie. To najlepsza odpowiedź w tej dyskusji.
      Dodałbym tylko, że pożyczamy właśnie tę wodę, nie zastanawiając się, że kiedyś trzeba ją oddać i wtedy sytuacja w kraju będzie naprawdę trudna. Zostaniemy z niczym.

      • Adam Nowak pisze:

        Właśnie tak. Woda się kiedyś skończy. Zostaniemy z dziurawym wiadrem. I wtedy nawet jeśli ktoś zechce nas wspomóc wodą, większość wycieknie przez dziury, których nie załataliśmy, kiedy było można. Lepiej już było.

    • Wojtek O. pisze:

      Ciekawa wypowiedź, ale zawiera zbyt wiele uproszczeń i jak rozumiem służą one udowodnieniu przyjętej wcześniej tezy.
      1. Państwo w podziale dóbr nie kieruje się etyką chrześcijańską i chyba nawet mu nie wolno. Państwo ma działać na rzecz dobra swoich obywateli.
      3. Porównanie pensji i odpowiedzialności. Skąd ta pewność, że podniesienie pensji zbierających truskawki zrówna ją z pensją pielęgniarki? Nie można również udowadniać, że czyjeś wynagrodzenie nie może być wynagrodzeniem godnym tylko dlatego, że inny pracownik również ma niegodne wynagrodzenie. To jest również socjalizm tylko w drugą stronę.
      4. Jednym z podstawowych czynników warunkujących rozwój regionu jest kapitał ludzki. Pieniądze z 500+ z założenia mają poprawić przyrost naturalny. Czy tak się stanie czy nie? To ile mi wiadomo na razie jest tylko gdybaniem.

      Bardzo chciałbym się z Panem zgodzić, bo sam jestem przedsiębiorcą, ale:
      1. Dążenie do sprawiedliwego podziału dóbr moim zdaniem jest utopią. Tak na prawdę dyskutujemy jedynie komu w tym podziale jest lepiej i co jest zgodne z moimi poglądami na rzeczywistość.
      2. Pierwsze stwierdzenie, jakie pamiętam sprzed wielu lat, jak zaczynałem studiować ekonomię: „to zależy…”. w takim kontekście, że w ekonomii można udowodnić każdą teorię w zależności do tego, jakie przyjmiemy założenia. Możemy więc udowodnić kolejny pkt:
      3. Mam pięcioro dzieci, jestem przedsiębiorcą. Kosztuje to sporo pracy i wyrzeczeń. „Sprawiedliwość społeczna” jest taka, że moje dzieci za kilkadziesiąt lat będą utrzymywały emerytów również tych, którzy dziś, nie mając dzieci, nie podejmują ryzyka ich utrzymania i wychowania. Dla mnie 500+ jest częściowym wynagrodzeniem za to ryzyko i za tą pracę. Jest ich (nieudolną, zgodnie z pkt. 1) dystrybucją pomiędzy wszystkich obywateli. „Bogacimy się pracując” JASNE! Wychowanie i opieka nad dziećmi też jest pracą i śmiem twierdzić, że dużo bardziej ryzykowną niż uprawa truskawek, ale też dużo bardziej perspektywiczną dla Państwa. Taniej też importować truskawki. Brak przyrostu naturalnego powoduje dokładnie takie same skutki jak emigracja, o której Pan pisze. Powoduje kryzysy finansowe, załamanie się systemu emerytalnego, rosnące koszty utrzymania starzejącego się społeczeństwa.
      4. Nie znam takich rozważań na temat etyki chrześcijańskiej i Ewangelii, które w takiej sytuacji pozwoliły by odpowiedzieć na pytanie: komu należy pomóc w pierwszej kolejności. Na bliźniego bardziej nadaje się „sąsiad” niż „uchodźca”, tak jak „samarytanin” przechodził !obok! potrzebującego, a nie wysyłał pieniądze na sieroty w ówczesnym Rzymie. Ale zawsze to jest wewnętrzny wybór, a hierarchia, o której Pan wspomina, jest ważna dla Pana, ale dla mnie może być zupełnie inna.

      • Anka pisze:

        Komentarze są za „ciasne” więc pod linkiem moja odpowiedź i nie tylko moja
        http://notyw.blogspot.com/2016/07/czas-to-zmienic.html

        • Nowy Obywatel pisze:

          Ale proszę nas już nie zanudzać opisem cierpień tego pana, który namolnie produkował tu tasiemcowe komentarze z opisem swoich cierpień jako przedsiębiorcy oraz z wywodami pełnymi liberalnych frazesów, i w efekcie zakończył tu karierę. Są setki miejsc w internecie, gdzie tego typu bzdurki można przeczytać, a my nie po to tworzymy portal, żeby można tu było dawać upust propagandzie korwinowsko-balcerowiczowskiej.

        • shoom pisze:

          Poglądy poglądami, ale już tylko z tytułu grafomaństwa i rozbuchanego egocentryzmu (to powtarzane do porzygania w różnych konfiguracjach „jestem inteligentem i przedsiembiorcom, solą tej ziemi i pionierem narodu! walczyłem z komunom itp”) należał się temu panu solidny kop w d.upę i wypad z portalu.

          Jako osoba od ładnych kilku lat regularnie śledząca NO tak w wersji papierowej, jak i elektronicznej, w pełni popieram działania podjęte przez redakcję. Liberalnych trolli trzeba trzymać krótko za pyski, inaczej zrobią z tego portalu w komentarzach podobny chlew do tego, który często widać na lewica.pl.

    • marion pisze:

      „Jędruś, nóg twoich całować niegodnam!”

  7. Aneta pisze:

    Przedstawiony jest bardzo zawężony punkt widzenia. Nie chodzi tylko o truskawki, ale o cały rynek. Polskie rolnictwo opiera się na konkurencyjnych cenach, owszem. Podnosząc cenę za truskawki/inne artykuły spożywcze, podniesiemy wszystkie pozostałe ceny. Wyższe ceny za żywność spowodują wyższe ceny usług / przedsiębiorca na te „droższe truskawki” też podniesie swoje ceny. I koło się zamyka. Prawdopodobnie dlatego, za granicami naszego kraju, w bardziej bogatych krajach, truskawki zbierają Polacy i inni przedstawiciele biedniejszych państw. U nas, rzeczywiście, w takim stopniu to nie jest rozwinięte. Uważam, że obecny sposób funkcjonowania 500+ jest niewłaściwy. 3 przykłady w mediach, ja znam kolejnych kilka. Znam przykłady, gdzie ludzie rezygnują z pracy, bo po podliczeniu zasiłków i 500+ dostaną tyle samo co za miesięczną płacę. Czy się dziwię? Nie wiem. Wiem, ze to nie jest działanie rozwijające. Żyjemy w biednym państwie. Jeśli gospodarka nie będzie się rozwijać, z pustego i Salomon nie naleje. Albo będzie lał, zadłużając kraj.

    • Adam Nowak pisze:

      Nie możemy mieć pretensji do tych, którzy biorą 500+. Każdy by wziął. Każdy dla kogo 100 zł. to dużo pieniędzy. Wadą tego projektu jest to, że za dużo wody idzie do kanalizacji, a za mało do ogrodu.
      A można było tak zaprojektować program, żeby podlewając ogród odzyskiwać wodę. Ale nie, elektorat, wybory, kiełbasa wyborcza. PiS był przekonany, że nie wygra, ale wygrał i teraz musi spełnić obietnice. Lepiej, żeby nie spełnił, ale wtedy rzucą się na niego ludzie, którym obiecał i opozycja, gdzie jest tyle samo populistów. PiS nie ma łatwego zadania. To się dla Polski źle skończy.

    • shoom pisze:

      Podnosząc cenę za truskawki/inne artykuły spożywcze, podniesiemy wszystkie pozostałe ceny.

      To wcale nie jest takie oczywiste. Artykuły spożywcze to nie dobra produkcyjne, tylko konsumpcyjne i jako takie nie stanowią dla firm (pomijając gastronomię i przetwórstwo warzyw i owoców) oraz osób zamożnych i średniozamożnych dużej części budżetu. Więc raczej wątpliwe, żeby dla ww. podmiotów i warstw społecznych kilku- czy nawet kilkunastoprocentowy wzrost cen na te produkty spowodował spadek popytu. Żeby nie być gołosłownym. Mieszkam w Gdyni czyli w tzw. „Polsce A” i robiąc zakupy na lokalnym rynku (Plac Górnośląski), dzień w dzień tłumnie obleganym przez nuworyszy różnej maści, wielokrotnie miałem okazję obserwować w sezonie truskawkowym, że nawet ceny 10 i więcej zł/kg nie odstraszały kupujących (jak wypytywałem sprzedawców to potwierdzali). To po pierwsze.

      Po drugie, jeśli chodzi o uboższą część społeczeństwa, to należy się spodziewać większego efektywnego popytu z jej strony dzięki 500+ na artykuły konsumpcyjne. Przy tej wielkości transferów socjalnych nieznaczny wzrost cen nie będzie odczuwalny dla tej grupy. Wzrost efektywnego popytu to też szansa na ekspansję i wzrost zatrudnienia w branży spożywczej, a więc dalsze nakręcanie popytu.

      Oczywiście pod warunkiem – i tu dochodzimy do pkt. trzeciego – że branża spożywcza en masse wreszcie się zreorganizuje (proponuję azymut na spółdzielnie, na zachodzie Europy to często ponad 50% rynku – u nas spółdzielnie dominują póki co tylko w mleczarstwie), a do pracodawców dotrze konieczność podwyższenia płac. W innych branżach już widać pierwsze jaskółki zmiany podejścia, przyjdzie (już nadszedł?) czas i na spożywkę.

      • Zbig pisze:

        Ja mam dochody zdecydowanie powyżej średniej, a jak truskawki kosztują 10 zł, to ich nie kupuję. W tym roku kupowałem jak były po 6 (wtedy kilo), a jak były po 7 to już tylko 0,5 kilo). Są ludzie, którzy kupią po 10, ale większość nie. A w handlu truskawkami ustala się cenę za jaką kupi większość, bo truskawki nie mogą poleżeć. Ceny dóbr luksusowych ustalane są inaczej. Diamenty np. mogą mieć cenę zaporową.

        • shoom pisze:

          Na szybko:

          Nie czuję się specem od handlu truskawkami, ale na ile się orientuję wzrost cen można zaobserwować na początku i przy końcu sezonu, czyli kiedy podaż z uwagi na mniejsze owocowanie z konieczności też jest mniejsza. Tym niemniej chętnych jest widocznie wystarczająco wielu, skoro sprzedawcom opłaca się wystawiać towar po zawyżonych cenach, przy tych samych kosztach – gdyby było inaczej, to by tego nie robili, zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę niską rentowność (średnio 1,5% jeśli mnie pamięć nie zawodzi) w branży.

          Poza tym jakoś nie wierzę, że wyższe płace dla zbieraczy wywindowałyby ceny na stałe do takiego poziomu.

          • Zbig pisze:

            a skąd wiesz, że „się opłaca”. to loteria, plantatorzy ryzykują. koszty zostały poniesione. przychody to niewiadoma. często strata, a nie zysk. cena zależy od podaży i popytu, a to się okazuje dopiero jak sezon się rozpocznie. dlatego m.in. każdy minimalizuje koszty.

          • shoom pisze:

            @Zbig

            Wczesne i późne truskawki cenowo co roku oscylują – wg moich obserwacji – średnio w granicach 11 – 10 zł/kg, gdzie tu widzisz „loterię” (oczywiście, jak w każdym biznesie, występuje element niepewności, ale bez przesady)?

            Jak dla mnie szukasz dziury w całym. Bez sensu taka dyskusja, z mojej strony EOT.

  8. s pisze:

    Niedaleko pada oikofobia od ksenofobii.

    • Adam Nowak pisze:

      „ojkofobia” – nienawiść do własnego domu –
      nie ma nic wspólnego z tezami artykułu. Nie ten Polak jest ojkofobem, który stwierdza fakty, np. mówi, że to Polacy odpowiadają za Jedwabne, tylko ten, Polak, który szkaluje Polaków. Kto mówi o innych Polakach „gorszy sort”, „czerwona zaraza”, „komuniści i złodzieje”?
      Nie ten, kto gwałcony wzywa pomocy z zewnątrz, ale ten kto odmawia gwałconemu prawa do wzywania pomocy, do informowania innych (świata)o przestępstwie.
      Milczenie w takich sytuacjach, krok po kroku, prowadzi do ludobójstwa. W Kambodży, w Rwandzie, w Jedwabnem, wszędzie zaczynało się od drobnych przekroczeń, na które świat nie reagował. Nie reagował, bo albo nie wiedział o nich, albo były nieśmiałe, bo „zły to ptak, co własne gniazdo kala”. Jeśli nie potrafimy odróżnić „kalania gniazda” od sygnału „sos”, to prędzej czy później ktoś nas skrzywdzi, albo my skrzywdzimy kogoś.
      Wielu naprawdę mądrych ludzi, opozycja, KOD i liberalna inteligencja w trosce o Polskę wysyła ze statku Polska sygnał S.O.S.
      To nie jest ojkofobia.
      To nie jest wstyd dla statku, że kiedy tonie wzywa pomocy!

      • Adam Nowak pisze:

        Idąc do spowiedzi wyjawiamy grzechy. A potem mówimy: Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. To nas oczyszcza.
        Polacy (wierzę, że zmanipulowani, podobnie jak są manipulowani teraz) zostali pchnięci do zbrodni. Na nic wypieranie się winy. Jeśli Bóg istnieje wie jak było. Jeśli go nie ma i tak było jak było.
        Lepiej przyznać się do winy i oczyścić żyć spokojnie, niż udawać, że to nie nasza wina i żyć z tą winą.
        Tylko aby móc tak postąpić, trzeba „kochać bliźniego jak siebie samego”. A my lubimy nienawidzić.

  9. Adam Nowak pisze:

    PS. Na podstawie własnych możliwości wnioskuje Pan o możliwościach innych i negatywnie ich ocenia: „Wolę też zapłacić trochę więcej za truskawki, jeśli dzięki temu część moich rodaków będzie miała nieco bardziej godne pensje. Oczywiście polscy wykorzenieni intelektualiści nie zdzierżą tej świadomości, ale kto by się tym przejmował.”

    Wynika z tego, że złotówka w te, czy we wte nie ma dla Pana większego znaczenia. Dla wielu ludzi ma i jeśli mogą zapłacić 5 zł. za kilogram, to 6 może być dla nich za drogo. Zakłada Pan, że intelektualiści zarabiają krocie i żałują biednym ludziom. Nie zadał Pan sobie trudu sprawdzenia ile naprawdę zarabiają osoby, które pracują umysłowo. Nie zauważył, że dziś ten dla kogo 1,5 zł to za mało, może wyjechać np. do Niemiec czy Francji i tam zarabiać zdecydowanie więcej. Może zdecydować o wyjeździe z dnia na dzień, bo Polska jest w Unii. W czasach kiedy moje pokolenie zbierało truskawki we Francji trzeba było mieć paszport, wizy. I nie otrzymywało się tego na pewno, ani od ręki. To były miesiące czekania i duże koszty.Zarzut o brak empatii wobec tzw. wykluczonych jest tendencyjny. Intelektualiści (liberalna inteligencja i wszyscy którzy krytykują 500+) biją na alarm w trosce o Polskę. Ludzie przyzwyczajeni do tego, że można żyć na cudzy koszt nie będą potrafili wychować swoich dzieci na pracowników, na samodzielnych i zaradnych Polaków, którzy sprawią, że kraj będzie się rozwijał i bogacił. Będą zdemoralizowani i zawsze na garnuszku państwa. tak to działa. Ich zaradność będzie polegała na perfekcji w dojeniu państwa. Moje pokolenie przerobiło już ten scenariusz. Młodym polecam trochę się podedukować w tym czym był socjalizm.

    https://www.facebook.com/notes/adam-nowak/czy-si%C4%99-stoi-czy-si%C4%99-le%C5%BCy-500-z%C5%82-si%C4%99-nale%C5%BCy/269322100110740

  10. JJ pisze:

    Przepijanie 500+ wcale nie jest zjawiskiem marginalnym. Opieranie się jedynie na udokumentowanych przez media przypadkach jest naiwne i oderwane od rzeczywistości. Wystarczy stanąć w kolejce między ludźmi odbierajacymi świadczenia z programu, by poczuć odór trawionego alkoholu i przekonać się, że problem alkoholowy dotyczy znacznie, znacznie większej liczby z nich niż to, co udokumentowały media.
    A żeby to sprawdzić, nie trzeba być ani intelektualistą, ani specjalistą.

    Pozdrawiam ;)

  11. Adam Nowak pisze:

    Relacja naocznego świadka. Agnieszka Wró­blew­ska, 14 MAJA 1987:
    „Ludzie reagują na sytu­ację gospo­dar­czą w kraju w taki spo­sób, że nic im się nie chce. Mie­li­śmy zro­bić remont w miesz­ka­niu, ale zre­zy­gno­wa­li­śmy, nie mamy fachow­ców. Sta­gna­cja, z reformy gospo­dar­czej nic nie wycho­dzi. Byłam wczo­raj w zakła­dach tele­wi­zyj­nych – ludzie snują się po hali mon­ta­żo­wej, bo bra­kuje czę­ści. A tele­wi­zory zni­kły ze skle­pów nie­mal zupeł­nie. Życie prze­my­słowe toczy się nie­mrawo i głów­nie wokół zdo­by­wa­nia mate­ria­łów do pro­duk­cji.

    Za to urzęd­ni­ków przy­bywa. W „zre­du­ko­wa­nych” mini­ster­stwach bran­żo­wych zatrud­nie­nie urzęd­ni­ków wzro­sło przez pięć lat o bli­sko 12 proc. Prze­pro­wa­dzono ana­lizę i oka­zało się, że ile­kroć poja­wiają się jakieś nowe dyrek­tywy pły­nące ze zjaz­dów, kon­fe­ren­cji czy posie­dzeń Sejmu, zaraz two­rzą się nowe komórki z kie­row­ni­kiem do ich wyko­na­nia. A co robić, żeby wal­czyć z wypa­cze­niami? Prze­pro­wa­dzać kon­trole. I setki kon­tro­le­rów krąży, wykry­wają setki nie­pra­wi­dło­wo­ści a wszystko zostaje po sta­remu.”
    Cały tekst w linku.
    http://studioopinii.pl/agnieszka-wroblewska-rezim-umiera-powoli-7/

  12. seba pisze:

    Przedsiębiorcy źli ale łapy wyciągać po wypracowane przez nich pieniądze to lewuski oczywiście pierwsze.A kto Wam broni zostać przedsiębiorcami?

    • Nowy Obywatel pisze:

      Po pierwsze nie jesteś u Korwina, więc określenia „lewuski” i inne z arsenału językowego tego rodzaju półgłówków zachowaj dla siebie. Tu masz być grzeczny – albo wylecisz. Po drugie: „wypracowane przez nich” – nie, nie przez nich, wypracowane przez pracowników, bo spotkać tzw. pracodawcę przy pracy to rzadki widok. A po trzecie – jak ci się nie podoba, że ktoś „łapy wyciąga”, to się wyprowadź na bezludną wyspę i tam zakładaj firmę, bo dopóki żyjesz w społeczeństwie, to ma ono prawo egzekwować od przedsiębiorców należne i ustalone podatki, z których zresztą finansowane są setki rzeczy, po które przedsiębiorcy wyciągają łapy, zaczynając od budowy dróg, którymi wożą tyłki, przez kształcenie im pracowników, a kończąc na żerowaniu na publicznych środkach (dotacje, ulgi, bezpłatni stażyści itd.).

      • Adam Nowak pisze:

        Praca nie zawsze polega na tym, że się samemu zrywa truskawki. Pracą przedsiębiorcy jest wymyślenie i zorganizowanie przedsiębiorstwa – miejsca pracy dla zbieraczy truskawek.
        Mamy pracę intelektualną – wymyśliłem i opatentowałem koło, i teraz żyję jak pączek w maśle, a inni produkują wozy. Zapracowałem na maślany żywot, zapracowałem pomysłem.

        Tak, społeczeństwo ma prawo egzekwować od swoich członków (a nie jedynie przedsiębiorców) należne i ustalone podatki, z których zresztą finansowane są setki rzeczy, po które (wszyscy, a nie jedynie przedsiębiorcy wyciągają łapy). Z dróg korzystają wszyscy, wszyscy wożą tyłki na nich, a nie tylko przedsiębiorcy. Społeczeństwo kształci nie dla przedsiębiorcy, tylko żeby członek społeczności miał co zaoferować, na czym zarabiać. To nie przedsiębiorca jest beneficjentem, tylko obywatel, który ma prawo do bezpłatnej edukacji. Wykształcenie jest jego zasobem, (a nie zasobem przedsiębiorcy). Przedsiębiorca ma za zadanie wypracować zysk, tak jak zadaniem lekarza jest wyleczyć, a nauczyciela nauczyć. Zysk to jest cel przedsiębiorcy. Im większy zysk, tym lepszy przedsiębiorca, tym większą korzyść ma społeczeństwo. Jednak jeśli społeczeństwo uważa, że ten kto pracuje, ma oddawać swój zysk innym (niepracującym) w absurdalnej proporcji, to społeczeństwa nie będzie miało przedsiębiorców, i nie będzie miało podatków i nie będzie miało zysków. Bo nikt nie lubi być jeleniem.
        Czy korzystanie z zasiłków społecznych nie jest żerowaniem na środkach publicznych? Czy uważa Pan, że naprawdę wszyscy, którzy „wyciągają rękę” po zasiłki są chorzy i bezbronni? Znam problem od środka. Z pierwszej ręki. Zapewniam Pana, wiele osób żyjących na koszt społeczeństwa to osoby sprawne i młode, którym się „nie opłaca” pracować, bo z zasiłków wyciągną więcej. I takie są całe rodziny.
        Dotacje, ulgi i inne korzyści są przygotowywane z myślą o przedsiębiorcach, żeby więcej osób chciało zaryzykować przedsiębiorczość. To taki odpowiednik 500+. ma pobudzić przedsiębiorczość. Ale to trudny kawałek chleba. Mimo tych ulg, często nie udaje się wyjść na swoje. I nie urodzi się więcej dzieci z 500+ Urodzą się te, które by się urodziły bez tego.

        Należy troszczyć się o słabych członków społeczeństwa, ale nie wolno nikogo zwalniać z obowiązków. Jakie obowiązki mają ci, którzy korzystają z zasobów wypracowanych przez przedsiębiorców? Czy ktoś, kto nie ma pracy i nie może jej znaleźć, i otrzymuje wsparcie od społeczeństwa, nie powinien „oddać” tego w jakiś sposób? Przecież może wykonywać jakieś prace na rzecz społeczności, może pomagać starym ludziom, może pomagać młodym rodzicom. Skoro nie ma pracy, i otrzymuje zasiłek, dlaczego nie ma tego robić? Kto inny musi pracować i dzielić się tym co wypracował. Dlaczego ktoś kto korzysta ze społecznego wsparcia nie ma też się dokładać do innych? Nie musi dawać pieniędzy z podatków, może dawać swoje umiejętności, czas, energię. Musi chcieć. Niestety jedyne czego chce, to coś za nic. I przedsiębiorca ma być jego „sponsorem”, ale to krótka piłka.

      • seba pisze:

        W gębie każden mocny zwłaszcza anonimowo na forum a jak przychodzi co do czego to idzie po pracę właśnie do przedsiębiorcy który stworzył mu miejsce pracy (o ile jeśli oczywiście wcześniej nie załapał się do jakiegoś urzędu).

        • Nowy Obywatel pisze:

          W gębie każdy przedsiębiorca mocny i pracowity. A jak przychodzi co do czego, to w sytuacji, gdy kończy się gospodarka wysokiego bezrobocia i niskich płac, błaga właśnie pracowników, żeby sprzedali mu swoją pracę. Tak jest właśnie dzisiaj, gdy okazało się, że mało kto chce za grosze zbierać truskawki na plantacji jaśnie panów. Wy nami pomiataliście przez lata, szantażując brakiem pracy i chleba, oferując grosze i opowiadając, że na każde miejsce pracy macie 10 chętnych, więc teraz pobawimy się w coś odwrotnego. Podwijać rękawy i brać się za robotę, pracodawcy, albo zamykać te wasze żałosne biznesy, które funkcjonowały tylko dlatego, że mogliście zatrudniać ludzi za półdarmo.

  13. Adam Nowak pisze:

    Jest projekt na 500-
    „Według badania opinii przeprowadzonego wśród klientów AAA AUTO na temat czynników wpływających na decyzję zakupu, 78 proc. osób odwiedzających AAA AUTO chce wykorzystać środki pochodzące z programu 500 plus na zakup samochodu. Większość osób (67 proc.) planuje wykorzystać otrzymane pieniądze na spłatę miesięcznych rat kredytowych. Badanie zostało przeprowadzone wśród 2000 osób, we wszystkich oddziałach AAA AUTO w Polsce, w okresie maj-czerwiec 2016 roku.”
    http://m.onet.pl/moto/aktualnosci,l55qn5
    Wygląda na to, że rząd jedną ręką daje, a drugą wyjmuje. Bo zamiast, jak Niemcy, dopłacać do programu złomowania starych aut, chce obłożyć podatkiem samochody starsze niż 10 lat. Sposób w jaki planuje się to zrobić pokazuje, że nie ochrona środowiska, czy bezpieczeństwo leżą państwu na sercu, tylko potrzeba zapełnienia pustej kasy. Nie dotknie bogatych, bo ich stać na nowe samochody, na wymienianie ich co kilka lat. Kto kupuje 10 letni samochód? Tylko ten kogo na inny nie stać. Nie dosyć, że ponosi większe ryzyko finansowe i zdrowotne, bo taki samochód nie jest równie bezpieczny jak nowy i lubi się psuć, to jeszcze teraz zapłaci 200-500 zł rocznie podatku.
    A przecież można było program 500+ uczynić motywatorem dla wszystkich. Dla jednych do zakładania rodziny, dla innych do dobroczynności, a dla jeszcze innych do ochrony środowiska, czy powiększania bezpieczeństwa. Tylko, że była potrzebna kiełbasa wyborcza.

    500+ to korupcja społeczna i nic więcej. Zapłaci za nią Polska, ale najbardziej dostaną młodzi, bo to oni przez lata będą spłacali długi zaciągnięte dziś, będą ponosili koszty „Polski w ruinie”. Zapamiętajcie – „Polska w ruinie” to było hasło wyborcze. Program partii na najbliższą pięciolatkę+

    I jeszcze jedno. Wielu z was lekceważy wojnę o Trybunał Konstytucyjny. TK to ostatni bastion, który chroni nasze tyłki. Gdyby rząd miał czyste intencje nie zamachnąłby się na trójpodział władzy, na sądy i TK. TK jest ja Fire Wll w komputerze. Kto odinstalowuje z antywirusa? Tylko ktoś kto chce wpuścić wirusy w swój system. Tak sami jest z państwem.

    Zgoda PO zaczęło, zgoda – te instytucje miały wiele grzechów na sumieniu, ale zawsze lepiej, kiedy mimo wad, jest antywirus, jest niezależny sąd, który nas może obronić i niezależny TK, który pilnuje, żeby posłowie i senatorowie razem z prezydentem nie mogli przepuścić głupich pomysłów, które godzą w prawa obywateli.
    TK sprawdza czy zaskarżona ustawa jest zgodna z Konstytucją. Jeśli nie będzie mógł tego robić, rządzący najpierw zmienią Konstytucję (niezgodnie z zapisem K. obowiązującym obecnie), wpiszą tam prawa które nas zniewolą. Nie piśniemy, bo sądy będą polityczne. Mogą wtedy wprowadzić podatek jaki im się spodoba, mogą zabrać tym którzy mają (podatki, „500-”, nacjonalizacja, zrównanie płac, kobiety do garów). Kto bezkarnie może rozdawać nie swoje, może też bezkarnie zabierać. W matematyce „– i – = +”. Jeśli mam „0” to muszę komuś zabrać „-”, żeby mieć „+’ lub móc komuś dać.

    I będą działali zgodnie z prawem. Tak już było. PRL. Teraz jesteśmy na kursie w tamtą stronę. Padła komenda z góry „cała wstecz”. Moja rada: kto może niech wieje gdzie pieprz rośnie.
    Niestety nie wiadomo gdzie jest bezpiecznie, bo terroryści (dziś Nicea [*]), bo Trump. bo budzimy Rosję. Przyjazne Chiny to komunistyczny kolos, który nas połknie. Miłego dnia.

  14. adamovski pisze:

    Duzo ludzi w Polsce sa tak daleko zindoktrynizowani przez media, ze krytykuja podniesienie placy mininalnej, a w tym samym czasie marza o zyciu w normalnym kraju takim jak RFN, UK, czy Szwajcarja. W Szwajcarii gdzie minimalna placa wynosi (wynegocjowana przez zwiazki zawodowe) np. Budownictwo lądowe 24,95 CHF na godzinę. I nikomu nie przychodzi do glowy plakac nad losem bienych przedsiebiorcow. A tak na powaznie Polska nie moze dalej rozwijac sie. Obecnie jedynym atutem kraju jest wyzysk sily roboczej po biologiczne granice. W tym samym czasie prowadzenie firm jest tak obwarowane sprzeczynymi przepisami ze z kazdego przedsiebiorcy mozna wydoic niezle lapowki grozac mu ze strony ZUS czy US. I wiele swiatowych firm wynioslo sie z PL z tego powodu, (US steel corp np.), lub prowadzi w PL jedynie „murzynownie” a podatki i centrale ma w kraju gdzie nie zdarzaja sie historie typu szantazowanie wlascicela OPTIMUSA i nastepnie zniszczenie jego firmy przez mafie z Urzadu Skarbowego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>