NGO-izacja społeczeństwa politycznego i segregacja ekonomiczna

Zaniepokojony hurraoptymistycznym tekstem Piotra Pacewicza oraz krytyką partii Razem za brak poparcia marszów KOD, doszedłem do wniosku, że obie wyrażone postawy wynikają ze wspólnej im niewiedzy na temat ekonomii politycznej segregacji we współczesnym świecie.

Ideologia społeczeństwa obywatelskiego służy idealizacji organizacji pozarządowych jako bardziej efektywnych i bardziej demokratycznych niż demonizowane instytucje państwa opiekuńczego i administracji publicznej. Żadne badania nie są w stanie potwierdzić tej demagogii. Promocja tzw. trzeciego sektora stanowi istotny, choć nie kluczowy element ataku ekonomicznej oligarchii na instytucje państwa opiekuńczego, wydatki społeczne, redystrybucję zasobów. Kluczowym elementem tego procesu jest zniszczenie progresywnego systemu podatkowego. NGO-izacja, czyli obejmowanie coraz większej liczby funkcji przez organizacje pozarządowe, jest tylko symptomem ekonomicznej dyskryminacji mas. Społeczeństwo obywatelskie jest ideologią NGO-izacji.

Powszechnie podzielana teza o pozytywnym wpływie trzeciego sektora na społeczeństwo jest nie do obronienia na gruncie empirycznym. Proste statystyki pokazują, że jest dokładnie odwrotnie, niż się powszechnie sądzi: im więcej jest organizacji pozarządowych1, tym więcej osób spędza część życia w więzieniach2, tym więcej osób żyje poniżej granicy ubóstwa3, tym niższy jest udział w PKB wydatków państwa na szkolnictwo i służbę zdrowia4, a nawet tym niższy staje się kapitał społeczny (sic!)5. I nie są to statystyki charakterystyczne tylko dla Polski, ale także dla wielu innych państw z grona zwanego demokratycznym, ze Stanami Zjednoczonymi na czele. Coś, co z perspektywy pojedynczej organizacji wygląda niezwykle chwalebnie i korzystnie, w wymiarze makroekonomicznym ma katastrofalne efekty. Pisząc bardziej dosłownie: im więcej grantów i projektów z Unii Europejskiej przerabiają polskie NGO-sy, tym trudniejsza jest sytuacja życiowa uboższej części społeczeństwa.

Organizacje pozarządowe przyczyniają się do depolityzacji społeczeństwa. Służy temu ich sposób funkcjonowania, oparty na publicznych grantach i dotacjach. Stanowi on mechanizm instytucjonalizacji ruchów politycznych (zwanych w konsekwencji „społecznymi”) w organizacje usługowe, zajmujące się łataniem dziur po niedofinansowanych instytucjach państwa opiekuńczego. Przy czym ideologiczne określanie ruchów politycznych mianem społeczeństwa obywatelskiego, a nie politycznego, służy li tylko legitymizacji ich NGO-izacji.

Na tym się jednak nie kończy. Organizacje pozarządowe stanowią element pośredni w drodze do prywatyzacji usług publicznych – poprzez wprowadzanie ukrytych za konstrukcją „składek” opłat za dostarczane przez siebie usługi. To jednocześnie mechanizm unikania opodatkowania w postaci składek i darowizn. Nie bez powodu fundacje cieszą się niechlubną opinią pralni pieniędzy. W tej chwili, dzięki ustawie pozwalającej na zamianę szkół publicznych w społeczne, czyli zarządzane przez stowarzyszenia i fundacje, odbywa się masowa prywatyzacja szkolnictwa. Zatrudniani w tak sprywatyzowanych placówkach nauczyciele nie podlegają już opiece układu zbiorowego zwanego Kartą Nauczyciela. I nie ma żadnych gwarancji, że w przyszłości szkoły te nie zaczną pobierać opłat, wbrew temu, co napisał Pacewicz.

Wbrew powszechnym poglądom, organizacje pozarządowe nie zajmują się pomaganiem ludziom ubogim. Przytłaczająca większość z nich nastawiona jest na zaspokajanie pretensjonalnych aspiracji i stylu życia liberalnej klasy średniej. Tylko niewielki odsetek organizacji, i to głównie religijnych, wspiera ubogich. Organizacje te nie pomagają jednak w wyjściu z ubóstwa, lecz sprawiają, że ubóstwo staje się bardziej do zniesienia. Jest to zgodne z konserwatywną wizją świata, w której bieda jest naturalnym porządkiem rzeczy i służy jako tło działalności łaskawych i szlachetnych filantropów z klasy wyższej. Finansowane poprzez system regresywnych podatków organizacje pozarządowe są elementem systemu wyzysku pracowniczych klas ludowych. Wspieranie organizacji pozarządowych jest jak leczenie choroby przez wzmaganie jej symptomów.

Jesteśmy obecnie świadkami zorganizowanego działania liberalnych elit, skierowanego przeciw masom tzw. klas ludowych: działania nastawionego na ich wyalienowanie przez ograniczenie dostępu do szkolnictwa, opieki społecznej i zdrowotnej, oraz podporządkowanie przez pułapkę kredytowego zadłużenia. Społeczeństwo obywatelskie służy tu tylko jako ideologiczny parawan, figowy listek zasłaniający brak systemowego wsparcia, w istocie będąc koniem trojańskim neoliberalnej polityki cięć wydatków społecznych. To tylko pretensjonalne i narcystyczne mrzonki nowobogackiej klasy średniej. Organizacje pozarządowe nie są w istocie odpowiedzialne za powstały stan rzeczy, nie są czynnikiem sprawczym, ale zaledwie symptomem zachodzących procesów. Prawdziwa gra toczy się bowiem zupełnie gdzie indziej.

Istota problemu tkwi w tym, że trzeci sektor organizacji pozarządowych nie jest rzeczywistą alternatywą dla instytucji państwa opiekuńczego. Jedyną realną alternatywą dla państwa opiekuńczego jest państwo policyjne. Taki wniosek należy wysnuć z podanych wyżej statystyk zwiększających się populacji więźniów. I taki jest populistyczny ideał ekonomicznych liberałów (a właściwie kapitalistów), pokrętnie ukrywany za stwierdzeniami o państwie jako nocnym stróżu albo o państwie minimalnym. Gdy się obserwuje postępującą militaryzację państwa i rosnący aparat inwigilacji, jasnym się staje, że państwo policyjne liberałów wcale nie jest państwem minimalnym. Jego funkcją jest, jak twierdzą liberałowie, „ochrona własności prywatnej”, czyli utrzymywanie systemu ekonomicznej segregacji na klasy posiadające własność i klasy jej pozbawione. To przedstawiciele liberalnej klasy średniej chcą inwigilować i kontrolować beneficjentów opieki społecznej bardziej niż rząd PiS. Stworzenie systemu policyjnej represji służy utrzymaniu mechanizmów wyzysku bezpośredniego przez tzw. pracodawców i pośredniego za pomocą regresywnego systemu podatkowego. Sam system mandatów również może służyć wyzyskowi ekonomicznemu. Kryminalizacja biedy ostatecznie może nawet prowadzić do pozbawienia praw politycznych objętych nią obywateli, jak ma to miejsce w Stanach Zjednoczonych. Zakaz aborcji jest jednym z głównych narzędzi kryminalizacji ubóstwa.

To przeciwko tym mechanizmom głosowano w ostatnich wyborach. W przeciwieństwie do instytucji nadzoru, jakiekolwiek szerzej zakrojone programy społeczne możliwe są do sfinansowania wyłącznie za pomocą progresywnego systemu podatkowego. Obietnice poprawy i poluzowania reżimu fiskalnego znalazły się zarówno w postulatach PiS (program 500+ jako element progresji podatkowej w postaci tzw. podatku negatywnego, które to rozwiązanie postulowałem już w 2009 r.), jak i PO (likwidacja składek ZUS – najbardziej regresywnego podatku w Polsce). Wygrała bardziej zrozumiała i bezpośrednio wpływająca na życie przeciętnego obywatela opcja pierwsza, ale kłopot z drugą pozostał (plus klasyczny problem z warunkowym przyznawaniem 500+ na pierwsze dziecko, co powoduje wypychanie beneficjentek z rynku pracy).

Kształt struktury wydatków państwowych jest uzależniony od struktury przychodów. Obecnie problemem jest to, że miłościwie nam rządząca partia zdaje się nie rozumieć, w jaki sposób funkcjonuje bieżący system podatkowy, który ma sfinansować jej rzekomo socjalne tudzież narodowe obietnice. Świadczy o tym powierzenie stanowiska ministra finansów radykalnemu liberałowi ekonomicznemu i akolicie Janusza Korwin-Mikkego – wroga wszelkich podatków poza skrajnie regresywnymi pogłównymi. Niestety, frakcja skrajnych liberałów ekonomicznych o silnych powiązaniach zawodowych z sektorem bankowo-finansowym monopolizuje stanowiska gospodarcze i finansowe w każdym dotychczasowym rządzie początku transformacji ustrojowej. Ekonomiści są obecnie kształceni wyłącznie w ramach wąskiego neoliberalnego podejścia, a brakuje świadomości, że stanowiska gospodarcze mogą być obsadzone przez osoby o innym wykształceniu – np. historyków, politologów, filozofów czy socjologów ekonomicznych. Rządzący zdają się być ślepi na jakiekolwiek inne szkoły i podejścia ekonomiczne. A Polacy przez lata głosowali na ugrupowanie, które powinno prowadzić lewicową politykę, lecz tego nie robiło, zupełnie dyskredytując socjalną lewicowość.

Fakt, że stanowiące znacznie większe niebezpieczeństwo dla naszej demokracji korporacyjne porozumienia CETA i TTIP nie wywołują w Polsce podobnie masowych protestów, napawa grozą. Wynika to z partyjnie sterowanego charakteru afektywnej mobilizacji bieżących antyrządowych protestów. Występujące patetycznie na pochodach KOD i prezentujące się jako obrońcy społeczeństwa obywatelskiego i Trybunału Konstytucyjnego, partie Nowoczesna i PO są większym zagrożeniem dla demokracji niż PiS, ze względu na swe pełne hipokryzji programy ekonomiczne, których efektem może być tylko pogłębienie segregacji społecznej. Ekonomiczna dyskryminacja i oligarchizacja są największymi wrogami demokracji. Regresywny system podatkowy jest mechanizmem antydemokratycznym.

Obserwując pogardliwy stosunek przedstawicieli klasy średniej do ubóstwa nie można być zdziwionym, że to właśnie wśród nich najbardziej popularne są postawy nacjonalistyczne, eufemistycznie nazywane konserwatywnymi. To w „liberalnej” klasie średniej najbardziej rozpowszechnione są postawy nacjonalistyczne, szowinistyczne i ksenofobiczne, a w efekcie – postępują sukcesy wyborcze skrajnej prawicy. Prowadzący do podziałów liberalizm ekonomiczny idzie w parze z postawami nacjonalistycznymi. Neoliberalnych i nacjonalistycznych polityków łączy wiele, ale przede wszystkim wspólna polityka totalnego dyskredytowania lewicy i socjaldemokracji. Nie dziwne więc, że scenę polityczną zdominowały jedynie te dwa rodzaje partii. Z pogardy wynika strach przed ubogimi, który jest tym większy, im większy jest dystans ekonomiczny dzielący obie klasy. Poziom obawy klasy średniej przed degradacją warunkowany jest stopniem zubożenia i trudnymi warunkami bytowymi najuboższych. Na rekinów sukcesu, którym się powinie noga, zawsze czeka armia bezdomnych, którym nikt przecież nie jest skłonny pomóc.

Zamiast zaszczytnej alienacji, elitom zamkniętym w grodzonych osiedlach klasowej segregacji potrzebna jest nauka racjonalnej empatii. Jak pisał Tocqueville, „dobrze pojętego interesu”, a nie konkurencji, oraz praca u podstaw demokratycznego systemu, a nie na jego wyimaginowanych szczytach. Stawiam w tym miejscu postulat i tezę, że u podstaw prawdziwie demokratycznego systemu politycznego znajduje się przede wszystkim progresywny system podatkowy. Między ekonomią a demokracją zachodzą ścisłe związki, a głównym zwornikiem pomiędzy nimi jest system podatkowy.

Jednym z rozwiązań łączących bezpośrednio progresję podatkową z prawami politycznymi byłoby finansowanie przez państwo wypłat wyborczych za udział obywateli w wyborach (zamiast karania za brak uczestnictwa, jak w niektórych krajach) – byłaby to forma płacy za sprawowanie „urzędu państwowego wyborcy”, odwołując się do platońskiej terminologii. Rozumiana również jako forma nagrody, nawet symbolicznie skromna wypłata wyborcza, umożliwiłaby aktywizację głosujących, którzy nie widzą związków korzyści ekonomicznych z partycypacją polityczną. Z drugiej strony, wprowadzenie górnego limitu wydatków partyjnych na kampanie wyborcze ustanowiłoby barierę dla korporacyjnego lobbingu, zwłaszcza zagranicznego. Rozwiązania te poszerzyłyby bazę wyborczą i ograniczyły wpływy oligarchii na proces wyborczy.

Ostatnie wybory polityczne mas oraz mowa nienawiści przedstawicieli klasy średniej pod adresem beneficjentów programu 500+ wydają się wskazywać, że polityczna linia podziału na prawicę i lewicę ma charakter tylko estetyczny. Prawdziwe, „określające świadomość” interesy ekonomiczne rozgrywają się pomiędzy neoliberałami z ich ekonomicznym szowinizmem, a socjaldemokratami dążącymi do regulacji kapitalistycznego rynku w celu poprawy sytuacji życiowej wykluczonych i dyskryminowanych. Piramida potrzeb Maslowa nie zdezaktualizowała się jeszcze i należy pamiętać o kolejności ich zaspokajania. To właśnie teraz, gdy do głosu doszły masy, z całą rażącą wyobcowane elity estetyką konieczności istnienia, a z drugiej strony, gdy elity uciekły się do obrony swych wartości w emocjonalnych zachowaniach masowych, znaleźliśmy się na drodze ku prawdziwej, a nie fasadowej demokracji. Dopiero teraz możliwa stała się dyskusja nad prawdziwymi źródłami i podstawami demokracji. To nie społeczeństwo obywatelskie, ale świadome swych interesów, podziałów klasowych, sytuacji społeczno-ekonomicznej oraz możliwych rozwiązań i kompromisów społeczeństwo polityczne jest warunkiem istnienia prawdziwej demokracji.

Nowoczesne demokracje wywalczone były w politycznej walce mas robotniczych, pracowniczych i ludowych równolegle z nowoczesnymi rozwiązaniami opiekuńczymi, czyli prawami socjalnymi. Nowoczesne demokracje, w prawdziwym rozumieniu tego słowa, powstały jako państwa socjaldemokratyczne, a nie liberalne demokracje. Innymi słowy, pełna demokracja została osiągnięta tylko w tych państwach, które wprowadziły rozwinięte programy socjalne. Podobnie, żadne państwo, które osiągnęło wysoki poziom rozwoju gospodarczego i politycznego, nie osiągnęło tego bez szeroko zakrojonych programów socjalnej redystrybucji. Odwrót od państwa opiekuńczego i progresywnego systemu podatkowego to odwrót od demokracji w kierunku ekonomicznej i politycznej oligarchii wyalienowanej z życia mas i alienującej masy ze społeczeństwa politycznego. Regresywny system podatkowy blokuje bowiem ścieżki awansu. Tylko ekonomiczne wsparcie awansu społecznego klas niższych może zapobiec demograficznemu wymarciu klasy średniej, bowiem dominujący wśród niej model prokreacji nie pozwala na odtwarzanie się. Klasa średnia wywodzi się z awansu klas niższych. Awans ten odbywał się głównie za sprawą rzeszy stanowisk urzędniczych, a nie przedsiębiorczości.

Chciałbym w tym miejscu wyrazić stanowisko, że prawdziwa demokracja jest dopiero wtedy, gdy te „ciemne” i „barbarzyńskie” masy ludowe zaczynają decydować o polityce i kształcie społeczeństwa politycznego. Problemem nowobogackiej klasy średniej jest to, że w sposób wręcz pasożytniczy zbyt wiele dochodów przeznaczyła na budowę swych prywatnych majątków, a zbyt mało na szeroką edukację i oświatę tego ludu, niemożliwe bez jednoczesnej poprawy jego warunków życiowych. Transformacja ustrojowa przyniosła systematyczne obniżanie wydatków na publiczny system edukacyjny, prowadząc do edukacyjnej segregacji. Rezultatem tego procesu jest rosnąca obawa przed „ciemnym ludem”, prowadząca liberalną klasę średnią do jego dalszej dyskryminacji i postępującej segregacji. Przerwanie tego błędnego koła możliwe jest za pomocą rozwiniętej i powszechnej oświaty i edukacji, ale w tym celu należałoby zwiększyć nakłady na publiczne szkolnictwo i rozwój zawodowy.

Jedynym skutecznym sposobem, by to osiągnąć, jest ustanowienie prawdziwie demokratycznego progresywnego systemu podatkowego opartego przede wszystkim na podatkach majątkowych, a nie tylko dochodowych. Podatki powinni płacić bogaci, a nie biedni. To możemy przeczytać w Biblii i tak pisali Adam Smith i John S. Mill – autentyczni chrześcijanie i liberałowie byli zwolennikami progresji fiskalnej. Pierwotnie słowo „liberalny” znaczyło hojny, łaskawy. Stworzenie prawdziwie demokratycznego społeczeństwa politycznego jest możliwe nie poprzez budowę fantasmagorycznego społeczeństwa obywatelskiego, ale przez odpowiednie opodatkowanie ludzi bogatych, ich majątków i korporacji, tak, aby można było sfinansować w pełni obywatelskie wychowanie i wykształcenie najuboższych nawet wyborców. Bez progresywnego systemu podatkowego każde szerzej zakrojone działanie rozwojowe jest skazane na porażkę. Szczególnie pilne jest obecnie stworzenie progresywnego podatku majątkowego, co w obliczu postępującej reprywatyzacji i refeudalizacji należy uznać za dziejową konieczność.

Przypisy:

  1. http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosc/1313619.html
  2. http://isws.ms.gov.pl/pl/baza-statystyczna/publikacje/download,2779,5.html
  3. https://pl.wikipedia.org/wiki/Ub%C3%B3stwo_w_Polsce
  4. http://stats.oecd.org/Index.aspx?QueryId=4549
  5. Robert Putnam „Bowling Alone: America’s Declining Social Capital” 2000, http://ks.mkidn.gov.pl/media/download_gallery/20130520SRKS_na_stronie_internetowej.pdf

Paweł Stefan Załęski

– socjolog, autor książki „Neoliberalizm i społeczeństwo obywatelskie”, wykładowca w Szkole Nauk Społecznych PAN, stypendysta New School for Social Research. Specjalizuje się w badaniach nad NGO-izacją, demontażem państwa opiekuńczego, społecznymi skutkami regresywności fiskalnej.

8 odpowiedzi na „NGO-izacja społeczeństwa politycznego i segregacja ekonomiczna

  1. Samson pisze:

    Bardzo dziękuję za ten tekst. Jest to busola, która wskazuje dlaczego ten ustrój ma tak mało ludzką twarz. Rozmawiając w naszej rodzinie o skutkach tego systemu, jeden z nas, pracując w międzynarodowej korporacji nazywa siebie ” robotem biologicznym „, a ja z kolei, pracując w prywatnej małej firmie nazywam siebie ” samoobsługowym niewolnikiem „.
    To są najbardziej skondensowane określenia bliskoznaczne naszych sytuacji zawodowych i życiowych. Pozdrowienia dla autora tekstu.

  2. Ela Binswanger pisze:

    Bardzo dziękuję za ten tekst. Udostępniłam go wielokrotnie na fejsbuku, bo tu właśnie wyliczone są powody, dla których od samego początku NIE (!!!) poparłam KOD-u!!! Bardzo dobrze napisał o tym też Jan Sowa w artykule pt. „Klęska liberalnych elit” („Przegląd”, nr 38, 19-25.9.2016). Ale tu problem wyłożony jest jeszcze dobitniej. Zwłaszcza tych moich znajomych poprosiłam o przeczytanie tego tekstu, którzy w dobrej wierze poparli i popierają KOD. Żeby wiedzieli, co naprawdę popierają, bo – nie wykluczam tego – nie ogarniają problemu, czyli nie wiedzą, co robią!

  3. WG pisze:

    Dziękuję autorowi za tekst. Nie sądziłem, że marksizm ma coś do powiedzenia w sprawie naszej rzeczywistości. Skromy postulat progresji podatkowej nie jest chyba ostatnim słowem zwolenników rozwiązań, przepraszam za szczerość, komunistycznych. Skoro patologia naszego życia bierze się z egoizmu klasy średniej i wyższej, to chyba nie od rzeczy byłoby dużą część ich majątku znacjonalizować. Do tego niestety potrzebny jest aparat przymusu i trochę informacji i propagandy itp itd.
    Witamy w realnym socjalizmie!
    A bardziej serio, ideologia tu zaprezentowana buduje swoją pozycję na podobnych postawach jak ruchy nacjonalistyczne i ksenofobiczne. To co je łączy to wykorzystywanie negatywnych emocji i budowanie obrazu świata na przeświadczeniu, że jest ktoś kto nam zagraża, wystarczy go zniszczyć, pogrążyć, ewentualnie zabrać mu i dać nam i wtedy wszystko będzie dobrze. Systemy budowany na takich mechanizmach psychologicznych odnoszą spektakularne sukcesy i równie szybko upadają pozostawiając po sobie nieprawdopodobną dewastację ludzkich umysłów. Uważaj więc Drogi Autorze, jesteś na początku bardzo niebezpiecznej drogi.

    • Keseru pisze:

      O, właśnie liberalny drobnomieszczanin dał głos.
      Marksizm jest i będzie aktualny, póki istnieje zbrodniczy kapitalizm.
      Wywłaszczenie kapitalistów owszem jest słusznym celem, ale podatek progresywny jako wariant pośredni też jest w porządku.
      Ruchy nacjonalistyczne służą pacyfikacji oddolnych ruchów społecznych, a ruchy marksistowskie dążą do wyzwolenia społeczeństwa spod władzy wyzyskiwaczy chronionych przez kapitalistyczne państwo. To tak jakby porównać podpalacza do strażaka, bo obaj zajmują się ogniem.
      Nietrwałość zdobyczy rewolucji sprzed 100 lat nie wynikała z nienawiści, czy niesłusznych założeń, lecz po prostu przewagi różnych prokapitalistycznych reakcyjnych grup nad postępowymi, co doprowadziło do izolacji rewolucji rosyjskiej i jej wewnętrznej degeneracji do kapitalizmu państwowego na skutek nałożonych sankcji gospodarczych przez resztę zbrodniczego kapitalistycznego świata.

  4. Artur Gralla pisze:

    A nie rozwala ten podział na intelektualistów w domyśle światły którzy czasem Plotą takie bzdury i ciemny lud,prawda jest taka za są sektory gdzie sprawdza się system partyjny i sektor gdzie się sprawdzają fundacje i stowarzyszenia.

  5. Kiliński pisze:

    Warto byłoby poruszyć tu jeszcze jedną pułapkę NGO, o której wspomina się czasami ze stanowisk socjalistycznych i anarchistycznych: NGO to lep na społeczników wikłający ich w kliencką zależność od kapitalistycznego państwa, bądź sektora prywatnego stanowiących „grantodawców”. Granty i NGO, to po prostu metody przekierowywania oddolnych ruchów społecznych na wygodne dla systemu tory. Nagradzając otrzymaniem grantu posłusznych wobec establishmentu.

  6. raj pisze:

    Aczkolwiek z większością tekstu się zgadzam, to brakuje mi szerszego spojrzenia na temat NGO (swoją drogą bardzo nie lubię tego określenia i uważam, że to właśnie od momentu, kiedy zamiast o „organizacjach społecznych” zaczęto mówić o „NGO”, zaczęły się wspomniane w tekście patologie tych organizacji). Co w ogóle autor tekstu rozumie przez NGO? Bo sądząc po tekście, NGO dla autora to w większości, jeżeli nie wyłącznie, organizacje pomocowe, do tego żyjące z grantów, funduszy UE i innych tego typu państwowych źródeł finansowania.
    Ale przecież nie wszystkie organizacje są takie! Co z organizacjami tzw. watchdogowymi, a więc takimi, których zadaniem jest „patrzenie władzy na ręce”, starającymi się bronić np. naszej prywatności przed inwigilacją, jak w Polsce np. Fundacja Panoptykon? Co z ruchem ekologicznym, w którym oczywiście jest wiele patologicznych „NGO-sów” takich jak opisane w artykule, ale są też rzetelni, ideowi aktywiście, którzy nie zajmują się przerabianiem pieniędzy z grantów unijnych, tylko rzeczywistą obroną przyrody i środowiska, często przy tym wchodząc z konflikt z władzą? A organizacje broniące praw lokatorów, starające się ich chronić np. przed eksmisjami? Ruchy miejskie, które starają się walczyć o to, aby miasta były bardziej przyjazne do życia, przez np. eliminację z centrów miast ruchu samochodowego, budowę infrastruktury dla rowerów czy większą ilość terenów zielonych? Czy takie organizacje, konkretnie walczące o konkretne sprawy, dla autora również zaliczają się do NGO? Bo jeżeli tak, to nie rozumiem, co złego jest w ich istnieniu. Jeżeli ludzie organizują się, aby wyrazić swój sprzeciw wobec określonych działań władz, czy domagać się innych działań, na których im zależy, to niedobrze? Dlaczego? Może autor uważa, że państwo powinno być na tyle opiekuńcze, aby przewidywać to, czego obywatelom potrzeba, i realizować to zanim obywatele zdążą wyrazić swoje zdanie w tej sprawie. W takiej sytuacji pewnie rzeczywiście żadne organizacje społeczne nie byłyby potrzebne. Ale tak nigdzie na świecie jeszcze nie było, nie ma i pewnie nie będzie…

  7. raj pisze:

    I jeszcze jedna uwaga: autor pisze „Ostatnie wybory polityczne mas […] wydają się wskazywać, że polityczna linia podziału na prawicę i lewicę ma charakter tylko estetyczny. Prawdziwe, „określające świadomość” interesy ekonomiczne rozgrywają się pomiędzy neoliberałami z ich ekonomicznym szowinizmem, a socjaldemokratami dążącymi do regulacji kapitalistycznego rynku w celu poprawy sytuacji życiowej wykluczonych i dyskryminowanych.”
    Nie rozumiem – to co zdaniem autora jest wyznacznikiem podziału na lewicę i prawicę, jeżeli nie opozycja między neoliberalizmem a socjalizmem (socjaldemokracją)? To jest przecież najbardziej klasyczna istota podziału prawica-lewica – to, na ile państwo ma regulować gospodarkę. Według skrajnej prawicy nie powinno wtrącać się do niej wcale (koncepcja państwa jako „nocnego stróża”), według skrajnej lewicy mamy komunizm – państwo kontroluje wszystko. Obecni neoliberałowie, jak i socjaldemokraci są gdzieś bliżej środka tej skali, jedni bliżej prawej, drudzy bliżej lewej strony. Więc nie rozumiem o co chodzi – według autora podział na prawicę i lewicę jest nieistotny (bo ma charakter „wyłącznie estetyczny”), ale zarazem w następnym zdaniu autor stwierdza – z czym się zresztą w pełni zgadzam (i czemu poświęcony jest cały artykuł) – że to właśnie ten podział jest najważniejszy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>