Grant, komfort, absurd

·

Grant, komfort, absurd

·

Przypomniała mi o tym radiowa Trójka – już po wyborach, a jeszcze przed tworzeniem nowego rządu, w senne niedzielne popołudnie, podczas którego nie wydarzało się tradycyjne w Polsce polityczne mordobicie. Wysłuchałam wiadomości – o tym, że 15 organizacji z Anglii stowarzyszyło się, żeby ratować las Sherwood. 180 hektarów starych dębów jeszcze zostało. Było więcej. 15 organizacji zaczyna więc akcję ratunkową. „Rzeczpospolita” podała tego samego dnia, że organizacje te „w grudniowym konkursie Wielkiej Loterii (BIG Lottery) chcą wygrać 50 mln funtów (70 mln euro) na ten cel. Loteria jest filią brytyjskiej Loterii Krajowej, sponsorującej wiele rozmaitych inicjatyw”.

Jeśli 15 organizacji nie wygra na loterii, napisze pewnie wspólny wniosek o grant do Unii Europejskiej w ramach jakiegoś lokalnego partnerstwa, pilnując terminów a także – o, to nawet najbardziej – formalnych wymogów właściwych wnioskom grantowym. Ten wniosek oceni kilkunastu lub kilkudziesięciu unijnych urzędników na różnych szczeblach: lokalnych, ponadlokalnych, regionalnych. Jeśli procedury zostaną spełnione, 15 organizacji być może dostanie unijny grant na ratowanie dębów, w cieniu których Robin Hood krył się przed zakusami niecnego Szeryfa. Tym samym za pieniądze podatnika z Langwedocji czy Katalonii uratujemy zapewne jakiś fragment starego angielskiego lasu. I wilk będzie syty, i Manchester City – jak mawia mój znajomy.

Tylko czy to ma sens?

Dlaczego nie zadbały o ten las jakieś – utrzymywane za pieniądze podatników – władze? Dlaczego nie zadbały o stworzenie prawa, które uniemożliwiałoby wycinanie starych dębów, skoro wiadomo, że trzeba je chronić?

Po co właściwie wybieramy sobie w Europie od paru setek lat posłów do parlamentów? Narodowych, a teraz i brukselskich? Czy nie po to właśnie, żeby dbali o dobro wspólne? Jeśli nie dbają – po co nam oni?

Zdaje się, że zbudowaliśmy i utrzymujemy system, który służy tylko działaniu tegoż systemu.

Godząc się na istnienie i finansowanie państw oraz na taki a nie inny system wyłaniania reprezentantów Narodów, tworzymy obywatelom komfortowe warunki do stowarzyszania się przeciwko nie-działaniom władz, które ci właśnie obywatele wybierają.

Czy to ma sens? To sensu nie ma.

Hmm, ale ja w tym żyję. Podobnie jak 15 angielskich organizacji, które zapewne za jakiś czas zasiądą do pisania wniosków o unijny grant. A także liczni wyborcy w krajach unijnych, którzy w słodkich przerwach między wyborami a tworzeniem rządów zwolnieni są z obowiązku przysłuchiwania się politycznym mordobiciom o różnym poziomie natężenia.

W pustej przestrzeni zawsze ma szanse pojawić się jakaś ożywcza myśl. Mnie – poraziła.

Co by z taką myślą zrobił Robin Hood?

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie