Do ZOO, obywatele!

·

Do ZOO, obywatele!

·

Ale i trwają w pewnym sensie razem, choć wciąż jeszcze okopani po różnych stronach swoich barykadek. Co napawa mnie nadzieją.

Jakiś czas temu nie wytrzymało kilku blogowiczów z portalu www.salon24 – gdzie właśnie blogować zaczyna także Obywatel. Po kłótni odeszli do swojego forum: www.tekstowisko.com. W Tekstowisku też się potem pokłócili i co poniektórzy, nawet ci, co tekstowisko zakładali, powracali do Salonu24. Niektórzy będąc już w Tekstowisku, komentowali jednak dalej teksty w Salonie, ludzie z Salonu zaglądali też do Tekstowiska. Sytuacja zrobiła się w końcu taka, że teksty sporej grupy autorów pojawiają się jednocześnie w Salonie i Tekstowisku. Tak jakby sama różnica poglądów czy stylów działania nie była wystarczającym powodem do tego, żeby przestać istnieć we wspólnej przestrzeni. Bo i nie jest!

Ja siedziałam w Salonie, choć blisko mi było do tych, co poszli robić Tekstowisko. Próbowałam się więc i do Tekstowiska zarejestrować – z opcją, że w Salonie też zostaję – ale maszyna tekstowiskowa mnie wciąż nie przyjmowała, krzycząc, że hasło nie takie albo adres e-mailowy zły. Widać maszyna uznawała, że należy być albo po jednej, albo po drugiej stronie. Ale w końcu, z miesiąc temu, udało mi się i także moje teksty pojawiają się teraz jednocześnie w obu portalach. Ufff…

Wszystko co wyżej było po to, żeby przywołać interesujący tekst z Tekstowiska właśnie. Parę dni temu ezekiel napisał swoją Receptę na demokrację, w której pysznie i skrótowo zdiagnozował sytuację w polskiej polityce.

Polityczność stała się domeną marketingu. Dzisiejsza polityka jest produktem. Dzisiejsza polityka jest wirtualna. Kwestie w niej poruszane to, jak to nazwał Sadurski [w tekście „salonowym” – przypis AM], a przed nim specjalna jednostka jednego z tabloidów, która sama na siebie mówi „Tematy z dupy wzięte”. /…/ Słynny bon mot Libermana „wszyscy kłamią, ale to nie jest ważne, bo i tak nikt nikomu nie wierzy” realizuje się na Wiejskiej, na konferencjach prasowych, w Pałacu Elizejskim, w Białym Domu. Kochający Tusk i jego nienawistny dziadek z Wehrmachtu rechoczą nam w twarz. A stojący za nimi specjaliści od marketingu wypełniają kieszenie kilogramami złotówek pochodzącymi z naszych podatków. Kieszenie tym cięższe, im głośniejszy rechot. /…/

Dzisiejsza demokracja jest soczewką gnuśnego społeczeństwa. Wyemancypowaliśmy i przez tą emancypację dialektycznie zamknęliśmy się na powrót w więzieniu. Jest to więzienie podkultury i konsumpcji, która pożera łapczywie to, co tylko może. Tu spełnia się mroczny sen Tocqueville’a. Rewolucja ma w zwyczaju pożerać własne dzieci, a demokracja znowu zjada własny ogon. Autentyczność ekspresji została zawłaszczona przez wielkie korporacje, a polityczność przez PR.

(http://tekstowisko.com/post-nowoczesny/54840.html#comment-560799)

Napisałam ezekielowi, że diagnoza pyszna tak bardzo, że aż mu zazdroszczę, że nie ja ją napisałam. Bo zazdroszczę. I złoszczę się, że duzi, dorośli ludzie wciąż robią wodę z młodych mózgów. Z Instytutu Przywództwa Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego dostałam właśnie zaproszenie na Eksperckie warsztaty dla liderów społeczno-politycznych. Weekendowe, a jakże. I czytam te ciężkie głupoty podawane do wierzenia młodym, wchodzącym w świat polityki:

/…/ Instytut Przywództwa jest profesjonalną jednostką edukacyjną Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego. Misją Instytutu jest upowszechnianie wiedzy o przywództwie i związanej z nim etyce oraz kreowanie liderów. Instytut działa pod patronatem Sekretarza Generalnego Rady Europy pana Terry’ego Davisa. Celem /…/ jest kształcenie profesjonalnych i silnych moralnie liderów politycznych, aby Polska mogła kontynuować umacnianie swoich struktur i mechanizmów demokratycznych. /…/ Celem warsztatów jest przekazanie rzetelnej wiedzy na temat etycznego i skutecznego przywództwa politycznego, jak również społecznego i biznesowego. /…/ Program szkolenia /…/ obejmuje cztery kluczowe zagadnienia:

– Wprowadzenie do marketingu politycznego
– Teoria i ćwiczenia z wystąpień publicznych
– Zastosowanie Neurolingwistycznego Programowania (NLP) w polityce
– Praca z kamerą i mikrofonem

Marketing i NLP – biblie, bez znajomości których wstyd dziś zabierać się do publicznego działania. A co to jest to Neurolingwistyczne Programowanie? Jakby ktoś nie wiedział, zacytuję ze strony www.nlp.pl

NLP zaczęło powstawać we wczesnych latach siedemdziesiątych, gdy Richard Bandler, matematyk i terapeuta Gestalt, oraz John Grinder, wówczas dobrze zapowiadający się profesor lingwistyki, rozpoczęli badania nad pracami trójki wybitnych terapeutów, powszechnie uznawanych za ekspertów w swoich dziedzinach. Ekspertami, których pracę obserwowali Bandler i Grinder byli: twórca terapii Gestalt Fritz Perls, terapeutka rodzinna Virginia Satir oraz prawdziwy mistrz w dziedzinie medycznej hipnozy dr Milton H. Erickson. Pomimo, że każda z tych osób używała pozornie różnych metod, uważano, że wszyscy uzyskują nieomalże „magiczne rezultaty” w pracy z pacjentami. /…/ w badaniach opierano się nie na tym, co Perls, Satr i Erickson myśleli, że robią, lecz na zaobserwowanych w rzeczywistości wzorach zachowania oraz strukturach lingwistycznych używanych przez nich w trakcie pracy. /…/ Bandler i Grinder osobiście przetestowali te wzory, aby sprawdzić, czy uda im się osiągnąć takie same rezultaty. Gdy okazało się, że uzyskali zbliżone wyniki, opracowali procedury pozwalające nauczyć tego inne osoby. /…/ NLP jest zestawem technik, postaw wobec świata oraz metodologii… które umożliwiają ludziom zmienianie, wzbogacanie oraz eliminowanie zachowań tak, jak tego chcą. /…/ NLP jest także podstawą dynamicznie rozwijającej się w USA i Kanadzie dziedziny określanej mianem „technologii Motywacyjnych”, stosowanych przez największe firmy i organizacje. Z usług doradców motywacyjnych korzystają tam narodowe zespoły olimpijczyków, szefowie największych koncernów, a nawet kolejni prezydenci USA.

I tak to wiedza, która wyrosła z obserwacji pracy trójki genialnych terapeutów, pomagających ludziom w kłopotach, włożona w łapki nieodpowiednie staje się tym, czym brzytwa włożona w ręce małpy.

Z dwojga złego wolę jednak małpy. Z Janerką Lechem. Już mamy dość, już mamy dość, już mamy dość, już mamy dość… Wtedy idziemy do ZOO!

Anna Mieszczanek

Fot. autorki Zosia Zija

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie