Wrobieni w patriotyzm?

Narodowe powstanie kibiców piłki nożnej stało się faktem, rozpoczęło się EURO 2008. W mediach i na ulicach naszych miast przybyło bieli i czerwieni. Wielkie koncerny, czy to warzące piwo dla mas, czy to preparujące hamburgery, czy to produkujące chipsy lub zajmujące się finansami, stroją się w patriotyczne piórka, czyniąc z narodowych barw świetnie sprzedający się sportowy gadżet. Na zbiorowych uniesieniach można nieźle zarobić, umiejętnie podsycana euforia sprawia, że ludzie chętniej sięgają do portfeli. Łopotanie flag i dźwięk hymnu oraz okolicznościowych przyśpiewek nieźle się komponują z szelestem banknotów. Nawet obecny trener polskiej drużyny uległ pokusie, by przed EURO 2008 dorobić sobie w reklamie…

Trudno w tych dniach nie być kibicem i trudno nie czuć sympatii i zainteresowania losami polskiej jedenastki. Tym bardziej, że przecież wszyscy, jakeśmy Polakami, świetnie znamy się czy to na polityce, czy na sporcie. Że o pogodzie nie wspomnę. Bynajmniej, nie jesteśmy jako naród odosobnieni w tym poczuciu swoich wysokich kompetencji, taki już urok współczesności, oswojonej z myślą o szczególnych znaczeniu tzw. głosu opinii publicznej (inna sprawa, na ile słusznie). Taki jej urok i taki wymóg: trzeba mówić, trzeba wyrażać opinie, trzeba plotkować, trzeba uczestniczyć w masowych rozrywkach i – że tak powiem – narracjach.

Teraz przyszedł czas na opowieści o piłce nożnej, dyskusje przy stołach i przed telewizorami, w knajpach i tramwajach, na czatach, blogach i mainstreamowych mediach o piłkarskich agonach. Mówić, pisać, łopotać flagą, wymachiwać biało-czerwonymi rekwizytami. Ubierać się w polskie barwy. Wyczekiwać zwycięstw i z goryczą komentować ewentualne (i wcale prawdopodobne) porażki. Hej, kto Polak, na mistrzostwa!

Interesujące, na ile jest to zjawisko oddolne, spontaniczny zachwyt sportową walką i kunsztem drużyn i zawodników, na ile szczery jest w swych patriotycznych uczuciach ów biało-czerwony tłum, a na ile wszystko to jest wynikiem z premedytacją tworzonych w biurach ekonomistów, piarowców, marketingowców projektów, wyliczony na duży zysk. Trudno tę proporcję oddać w procentach, bo przecież całość zjawiska jest konglomeratem mnóstwa czynników. Dla mnie osobiście: nieco schizofrenicznym. Choć jestem wybitnie „niedzielnym kibicem”, to jednak z dużą przyjemnością i – nie ukrywam – z przejęciem myślę o występach polskiej drużyny i życzę jej jak najlepiej. Myślę sobie wtedy, że to „nasi”, choć na dobrą sprawę zapominam o nich pięć minut po zakończeniu meczu. Wiem jednak, że są tacy, którzy te widowiska zroszą rzęsistymi łzami: a to radości, a to smutku. Ewentualnie potężnym kacem. Z drugiej jednak strony, uśmiecham się złośliwie, gdy widzę przybranych w okolicznościowe biało-czerwone koszulki pracowników sieci fast-foodów albo telewizyjne reklamy piwnego cieńkusza (by nie nazwać tego mocniejszym słowem). Od tego mają Dodę, Krzysztof Ibisza, Mariusza Max-Kolonko i kogo tam jeszcze.

Nie lubię zatem, gdy ktoś wrabia mnie w patriotyczne uniesienia, za które każe sobie jeszcze płacić i wymusza uczestnictwo w stadnych odruchach. Nie dlatego, że są one z natury gorsze od wysublimowanego indywidualizmu tych, co to „nie lubią tłumu”. Ale dlatego, że nie chcę się czuć trybikiem show-bizu, z premedytacją przystrojonego w narodowe szatki. Sport – tak, przerwy reklamowe – nie, emocje – jak najbardziej, gadżety – nie. Tyle mogą zrobić od siebie w trosce o tzw. idee olimpijskie i szacunek dla biało-czerwonych barw. Choć, z drugiej strony, barwy te są naszym wspólnym dobrem, a kultura masowa jednym z nielicznych medium, dzięki któremu mogą przemówić dziś nam z całą siłą do wyobraźni. Bo trudno wyobrazić sobie stadion, na którym gra polska drużyna bez czytelnych znaków obecności naszych kibiców. I tu znów dopada mnie niepewność: może czasem trzeba dać się wrobić w patriotyzm? Taki od wrzasku, piwska i dobrej, choć i męczącej zabawy.

Krzysztof Wołodźko

(ur. 1977) – zastępca redaktora naczelnego „Nowego Obywatela”, dziennikarz i publicysta, członek krakowskiej Spółdzielni „Ogniwo”, ekspert Narodowego Centrum Kultury w Zespole ds. Polityki Lokalnej, felietonista „Gazety Polskiej Codziennie”, felietonista radiowy Polskiego Radia 24. Pisze lub pisał m.in. do „Znaku”, „Ha!artu”, „Frondy Lux”, portalu internetowego TV Republika, „W Sieci”, „Nowej Konfederacji”, „Rzeczpospolitej”, „Pressji”, „Kontaktu”.

Autorką fotografii Krzysztofa jest Katarzyna Derda.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>