Żubr występuje przy drodze

·

Żubr występuje przy drodze

·

Jadąc przez kraj, łatwo można przeanalizować wybory konsumpcyjne Polaków. Nie trzeba nawet zerkać na billboardy, wystarczy zatrzymać się przy drodze. Opróżnione butelki, paczki po papierosach, opakowania po prezerwatywach (rządy miłości znaczy się), wszystko to składa się na krajobraz Polski przydrożnej. Najłatwiej zaobserwować to na prowincji, szczególnie gdy w pobliżu mieści się dyskoteka czy poczciwy GS. Ale z kolei na wielkomiejskich chodnikach nie brak petów, psich odchodów no i ulotek. Bo przynajmniej w Krakowie tyleż stylowe, co mało pojemne kosze na śmieci nie są w stanie przyjąć obfitości ulicznego marketingu.

Gdy Polacy debatują o demokracji, życiu publicznym i sferze społecznej, często myślą o tym, co obejrzeli w telewizji, wyczytali w prasie lub Internecie. I zwyczajowo dotyczy to „onych”: polityków i/lub dziennikarzy. Korupcja, brak troski o dobro wspólne, tumiwisizm, zła wola – wszystko to wciąż „oni”, niemal jak za Polski Ludowej. Gdy już mówią o Polsce, czynią to na tak wysokim diapazonie i dyskutują o sprawach tak abstrakcyjnych, że można odnieść wrażenie, iż wykonują pompatyczny gest Piłata. Prokurator Judei także wypowiadał złote myśli, co w niczym nie zmieniło losów cieśli z Nazaretu. Szczególna cecha występująca wśród Polaków: nieumiejętność logicznego połączenia szacunku dla polskiej ziemi/przyrody, schludności w sferze publicznej z elementarnym patriotyzmem.

Warto wspomnieć, że kwestię polskiego patriotyzmu opisał niegdyś Jerzy Szacki, zauważając, iż najłatwiej przychodzi nam podniosłe świętowanie, apele ku czci, odsłanianie pomników i tablic, nadawanie ulicom nazwisk bohaterów narodowych (różnych w zależności od epoki), ale znacznie gorzej radzimy sobie z kultywowaniem i szacunkiem dla tradycji lokalnych, małych, swojskich. Jakbyśmy lepiej czuli się w stadzie, pod musztrą, ale na co dzień woleli nie wychylać się z inicjatywą. Znamienny materiał w tej kwestii, świadczący jak faktycznie traktujemy swoją kulturę, znalazłem niedawno na stronie internetowej „Obywatela”. Smutna lektura tutaj.

Te dwie kwestie: braku szacunku dla przestrzeni publicznej w jej wymiarze materialnym (choć to ona przesądza, jak wygląda nasze otoczenie) i niemożności zorganizowania przestrzeni kulturowej wokół nas, pokazują całą mizerię współczesnej polskości. Bo co z tego, że będziemy sobie wycierać gęby patriotyzmem, polskością i wieloma innymi szlachetnościami, jeśli równocześnie będziemy ślepi na fakt, że Polska nie fruwa pod obłokami, ale jest zupełnie ziemskim krajem. Że nie kończy się za naszą furtką, posesją, drzwiami samochodu, drzwiami mieszkania itp. Polak w tramwaju, autobusie, choćby pod nogami walała mu się gazeta albo puszka, nie schyli się i jej nie podniesie. Choćby jego pies srał na środku zatłoczonego chodnika, on pójdzie dalej z dumnie podniesioną głową, jakby Pimpek czy Atos właśnie zasadził fiołki na betonie.

Są tacy, co mówią, że zewsząd czyhają na Polaków wrogowie: Żydzi, Niemcy, Rosjanie. Kto wie, może nawet schludni Czesi, ze świetnie zorganizowaną, państwową jak najbardziej infrastrukturą kolejową, z solidnymi, bynajmniej nie prywatnymi autostradami. Zastanawia mnie, czy to Żydzi, Niemcy, Rosjanie nasyłają na Polaków zorganizowane grupy bałaganiarzy, czy – z innej beczki – te opryskliwe panie w urzędach to Żydówki, Niemki, Rosjanki; czy niesolidni fachowcy też są pochodzenia nie-polskiego? I prześladują nas, uciemiężonych Polaków, wszelkimi plagami życia społecznego, niby Amerykanie zrzucający stonkę w czasach słusznie minionych. A może to jednak coś w nas, coś przykrego, jakaś nie-wykorzeniona cecha po zaborach, która wciąż nie pozwala nam pojąć, że Polska, ta zwykła, codzienna, banalna jest „nasza”. Że nie ma już „onych”, ale jesteśmy przede wszystkim „my” i nikt tu za nas, dosłownie i w przenośni, porządku nie zrobi.

Żeby to zrozumieć, trzeba jednak lat edukacji, edukacji patriotycznej, osadzonej w tożsamości zarówno lokalnych wspólnot, jak szacunku dla polskości jako takiej. Ten model edukacji z powodzeniem wprowadzano w II Rzeczpospolitej. Tak dochowaliśmy się pokolenia Kolumbów. Ale tamto państwo poczuwało się do swoich obowiązków, gdy dzisiejsze stosuje taktykę: „mieć jak najmniej problemów na głowie”, czyli sprywatyzować wszystko. I tu zaczyna się nowy kłopot: dzisiejszy system edukacji, na szczeblu niższym i wyższym, jest zdolny stworzyć co najwyżej klasę technokratów i menedżerów na usługach globalnych korporacji, choć zdaje się, że za punkt honoru stawia sobie wyhodować lumpenproletariusza z ambicjami kulturalnymi na poziomie wypicia kubka lury ze Starbucksa.

A poza tym: żubr występuje przy drodze. I sporo tych żubrów spotkacie w te wakacje na drogach.

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie