Odpieprzcie się od populizmu

Kilka miesięcy temu obejrzałem w przeznaczonej dla Polaków wersji MTV program, dzięki któremu po raz któryś w życiu poczułem, że poczucie zażenowania i nieledwie wściekłość świetnie się komponują. Nie będę tu jednak opowiadał o swoich uczuciach, choć uważam, że socjalizm to spora intensywność emocji plus egalitaryzacja. I ideowa dekapitacja liberałów razem z kawiorową lewicą, aż do chrupania karków w bieliźnie. Ale nie o tym będzie tym razem mowa.

Rzeczony program opierał się na tym, że chłopak czy dziewczyna mogli się umówić na randkę z jakąś gwiazdką naszej peryferyjnej sceny muzycznej. A mówiąc ściśle: z imitacją tej gwiazdki. Na podium wychodziły zatem jedna po drugiej dziewczyny udające Dodę, a jakiś jurny młodzian razem ze swoimi przyjaciółmi decydował, która z nich najbardziej mu odpowiada i z którą zamierza skonsumować randkę. Dziewczyny krygowały się, mniej lub bardziej (bez)pretensjonalnymi wygibasami i makijażem próbowały podkreślić swą „dodowatość” i „fajność”. Żarty fruwały w powietrzu jak zgniłe pomidory i ogólnie było sympatycznie i tandetnie. Szczęśliwy koniec polegał rzecz jasna na tym, że młodzian upatrzył sobie którąś „Dodę” i odeszli razem w siną dal, gdzie strumyk płynie z wolna, albo świat się śmieje. Czy jeszcze inaczej.

Pewnie nie jest to opowieść, którą da się zobrazować całą dzisiejszą Polskę, ale jakąś jej niepoślednią część – owszem. To jest historia – jeszcze jedna – o imitacji, o żerowaniu na uprzednio wykreowanych potrzebach. Jest to wreszcie opowieść o tym, jak wielki biznes robi ludziom wodę z mózgów. Ale jest to też historia o tym, że taka jest nasza rzeczywistość, takie są marzenia i rozrywki jakiejś części „zwykłych ludzi” i trzeba to przyjąć do wiadomości. Kiedyś twarz Poli Raksy, dziś Dody rozpala czyjeś marzenia. W końcu nie każdego musi porywać wolność prowadząca lud w kierunku Nowego Wspaniałego Świata, albo felietony prowincjonalnie zaangażowane Wołodźki.

Nie wpadając w fatalizm, frustrację czy protekcjonalny ton, ani w żadne inne inteligenckie sposoby radzenia sobie z oporem materii, trzeba dodać, że tak już jest urządzona rzeczywistość. Ktoś lubi Dodę, kto inny piosenki Kelusa. Albo lubi i Dodę, i Kelusa. Albo kiszone ogórki z bitą śmietaną do popołudniowej kawy z mlekiem. O gustach się nie dyskutuje, choć można z nich czasem pokpiwać. Osobiście lubię się czasem pośmiać i z plebejskich, i z inteligenckich gustów i guścików. Lubię też czasem i plebejskie, i inteligenckie dowcipy, przyjmuję je tak samo, jak biel i czerwień na polskiej fladze.

Jednak inteligenckie czy plebejskie zwyczaje, światopoglądy, gusta i rozrywki, to jedno. Znacznie ciekawsze jest to, jak mają się nieraz do siebie te światy. I jak są przeciw sobie rozgrywane. Zacznijmy od tego, że wielki przemysł rozrywkowy niejako pasożytuje na ludzkich gustach. Z prostych żartów robi z premedytacją żarty prostackie. Z ludzkiego zainteresowania rzeczami powszednimi i naturalnymi, w tym dotyczącymi płci, jedzenia i słabostek, robi spektakl nieokiełznanej głupoty, hedonizmu, ekshibicjonizmu. Wykorzystuje arcyludzkie skłonności i pragnienia, by karmić formatowanych odbiorców swoimi produktami, bynajmniej nie bezinteresownie. Już nie „Randka w ciemno” ze zwykłą dziewczyną, ale randka z imitacją Dody czy innej postaci nadreprezentowanej w kolorowych gazetkach. Rynek chce naszych uczuć, marzeń i tęsknot. I pieniędzy. A razem z forsą chce zabrać ludziom ich własne sny, zastępując je wyprodukowanymi przez speców od reklamy. I to mnie wkurza: nie „plebejskie gusta”, lecz nieustanny drenaż nie tyle ludzkich kieszeni, co marzeń. I tak mięsny jeż jest żenujący nie dlatego, że dla ludzi biesiadowanie przy suto zastawionym stole to wcielony w życie symbol spotkania, zgody, rodzinności, poczucia bezpieczeństwa, ale dlatego, że stanowi imitację i parodię czegoś zwykłego i w gruncie rzeczy bardzo potrzebnego.

Powyższe rozważania prowadzą do sprawy znacznie istotniejszej. Do problemu, który odnosi się też do życia politycznego czy społeczno-gospodarczego. Wszyscy znamy słowo „populizm”. Przywykłem już do tego, że różni mądrzy, światli, otwarci, odpowiedzialni i utytułowani, elokwentni i opiniotwórczy ludzie odmieniają to słowo przez wszystkie przypadki, gdy tylko zetkną się z czymś, co nie odpowiada ich kryteriom racjonalności i dobrego smaku, ich egoizmom klasowym i zależnościom towarzysko-biznesowym czy finansowym. A, prawdę mówiąc, nierzadko ani za ich dobry smak, ani za racjonalność nie dałbym złamanego grosza. Ba, powiem więcej, wolałbym nie raz i nie dwa skonsumować mięsnego jeża, niż przystać na ich życiowe mądrości.

Rozumiem, gdy słowem „populizm” jak wytrychem posługują się libertarianie czy konserwatywni liberałowie, otwarci katolicy, czy zamknięci w czterech ścianach swoich strzeżonych osiedli obywatele, uskrzydleni i/lub sfrustrowani własnym życiowym sukcesem, który zmusza ich do spłacania długoletnich kredytów, zobligowani – przykładowo – do produkowania rozrywki z imitacją Dody lub paradokumentów o mięsnym jeżu. Rozumiem, że  słowo „populizm” jest dla nich wygodne, przyjemne w użyciu i pasuje do tych układanek, które mają w głowach. Każdy niepokój, każda niezrozumiała sytuacja społeczna, cudze obawy, aspiracje i gniew mogą z jego pomocą zapakować do odpowiedniej szuflady i mocno tam zatrzasnąć. Nie jestem ich terapeutą, ani komiwojażerem idei: nie będę chodził od drzwi do drzwi i pukał. Tym bardziej, że w odróżnieniu od Świadków Jehowy nie pokazałbym im pisemek, w których lew spoczywa obok baranka, a Królestwo Boże przypomina domek na amerykańskim przedmieściu z czasów prosperity. Bynajmniej, pokazałbym im coś zupełnie innego, co wygląda raczej jak „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga. Nie będę wyganiał ich ze świątyń, w których czczą mamonę i swoje klasowe fobie i fascynacje, bo boli mnie w krzyżu i zwyczajnie mi się nie chce.

Nie mogę natomiast zrozumieć (to figura retoryczna), dlaczego słowo „populizm” tak sobie upodobała część lewicy i jej celebryci. Oczywiście, lewicowi celebryci zawsze dodają do słowa populizm epitet „prawicowy”, żeby się jakoś odróżnić od swoich liberalnych kolegów i koleżanek, którzy zapraszają ich do rozgłośni, na łamy itd. Domyślam się, że część lewicowców używa słowa „populizm/prawicowy populizm”, żeby jakoś wyartykułować dezaprobatę wobec części tego nieszczęsnego polskiego ludu, który ma ich w swoim ciemnogrodzkim tyłku i za nic nie chce się nawrócić na światłe i postępowe poglądy i obyczaje, na inteligencki żargon i tym podobne atrakcje. Rozumiem, że część lewicowców nie może zaakceptować ludu, który najpewniej nie potrzebuje feministycznych wydarzeń w stylu niedawnych „Dni Cipki”, bo dawno odczarował to słowo przy pomocy „pornokultury”, z którą obeznani są już gimnazjaliści, albo porządnego, sprośnego żartu, jaki można usłyszeć przy szynkwasie w plebejskiej knajpie czy w pierwszym lepszym warsztacie samochodowym.

Otwarte pozostaje też pytanie, czy lud potrzebuje dobrych rad lewicowego celebryty co do tego, na kogo głosować lub nie, jak rozumieć słowo „patriotyzm” i co o nim sądzić, albo jak powinien pojmować swoje interesy klasowe. Bo czy się to lewicowym celebrytom podoba, czy nie, ze swoim nadużywaniem słowa „populizm” robią jedynie za pożytecznych idiotów u cwańszych i ważniejszych od siebie. Być może zresztą o tym wiedzą, ale już niespecjalnie mogą sobie pozwolić na luksus inny, niż dobra mina do złej gry.

Tu zastrzeżenie. Jestem za powszechną, egalitarną edukacją na wysokim poziomie. I tak dalej. Nie chcę, by władzę nad umysłami mas sprawowali spece od pichcenia mięsnego jeża. Ale rola tej edukacji powinna być służebna. Oświecenie, które ma oznaczać meblowanie ludzkich głów wedle jednego, narzuconego odgórnie wzorca, które stawia sobie za cel propagandę – jest czymś wstrętnym i zdecydowanie antyegalitarnym, aspołecznym. Jest załatwianiem własnych biznesów ponad głowami społeczeństwa. Chyba że dla kogoś socjalizm to strzeżenie interesów oligarchii plus arogancja. Ale takim socjalistom życzę ideowej dekapitacji. Aż do chrupania karków w bieliźnie. I mięsnego jeża zamiast kawioru na śniadanie, obiad i kolację. Smacznego.

Krzysztof Wołodźko

Krzysztof Wołodźko

(ur. 1977) – zastępca redaktora naczelnego „Nowego Obywatela”, dziennikarz i publicysta, członek krakowskiej Spółdzielni „Ogniwo”, ekspert Narodowego Centrum Kultury w Zespole ds. Polityki Lokalnej, felietonista „Gazety Polskiej Codziennie”, felietonista radiowy Polskiego Radia 24. Pisze lub pisał m.in. do „Znaku”, „Ha!artu”, „Frondy Lux”, portalu internetowego TV Republika, „W Sieci”, „Nowej Konfederacji”, „Rzeczpospolitej”, „Pressji”, „Kontaktu”.

Autorką fotografii Krzysztofa jest Katarzyna Derda.

5 odpowiedzi na „Odpieprzcie się od populizmu

  1. Pasikonik pisze:

    Hmmmmm……kolejny b. dobry tekst:)))) (celowo zachowana ‚belfrowska” pisownia oceny)

  2. enohono pisze:

    Doskonałe wejrzenie w głąb problemu ideologicznej i kulturowej „urawniłowki”, z której szkodliwych mechanizmów ciężko zdać sobie sprawę bez dodatkowych punktów odniesienia. I tak mięsny jeż jest żenujący nie dlatego, że dla ludzi biesiadowanie przy suto zastawionym stole to wcielony w życie symbol spotkania, zgody, rodzinności, poczucia bezpieczeństwa, ale dlatego, że stanowi imitację i parodię czegoś zwykłego i w gruncie rzeczy bardzo potrzebnego.

    PS. OCB z tymi „karkami w bieliźnie”?

  3. enohono pisze:

    Fragment o mięsnym jeżu dowodzi jak bardzo współcześni „specjaliści od śpiewu i mas” chcą w naszej świadomości doprowadzić do kompletnej dewaloryzacji i w rezultacie zniszczenia tego co stanowi rytualizację najbardziej naturalnych i zdrowych ludzkich potrzeb i odruchów (np. życie rodzinne)

  4. agnostic pisze:

    świetna refleksja nad smutną rzeczywistością. Jak zwykle – super napisane.

  5. przypadkowy_czytelnik pisze:

    „Karki w bieliźnie” to chyba odwołanie do poetyckiej wizji rewolucji francuskiej z „Ostatnich dni Norwida” J. Kaczmarskiego.

    Swoja drogą, coraz niższy poziom powszechnej edukacji powoduje, że jest coraz mniej utworów literackich, które można przywołać z uzasadnioną nadzieją zrozumienia OCB…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>