Ekonomia polityczna spekulacji

·

Ekonomia polityczna spekulacji

·

W 1997 r. profesorowie Myron S. Scholes i Robert C. Merton zostali uhonorowani nagrodą Nobla w dziedzinie ekonomii za opracowanie nowej metody wyznaczania wartości instrumentów pochodnych, którą Szwedzka Akademia Królewska uznała za jedno z największych osiągnięć nauk ekonomicznych ćwierćwiecza. Rok później współkierowany przez Mertona i Scholesa fundusz finansowy LTCM stracił 4,6 miliarda dolarów w ciągu czterech miesięcy i musiał zostać wsparty przez publiczny amerykański bank centralny. Instrumenty finansowe pozwoliły LTCM na użycie niebezpiecznej dźwigni finansowej i ryzykowanie stratami wielokrotnie większymi od posiadanych aktywów. Już wtedy ryzyko systemowe przerośniętego sektora finansowego zwiastowało przyszły kryzys.

Instrumenty pochodne (tzw. derywaty) są papierami wartościowymi wymienianymi na giełdach lub kontraktami między dwoma stronami, których wartość jest uzależniona od instrumentu bazowego (np. obligacji). Początkowo uzasadnieniem tworzenia tych instrumentów było zabezpieczanie przed ryzykiem. Przykładowo, proste instrumenty pochodne były nabywane za niewielką kwotę w zamian za gwarancję pokrycia strat przez sprzedającego, gdyby ceny określonych produktów drastycznie spadły. Niestety z czasem takie instrumenty zaczęły tworzyć instytucje finansowe niebędące ubezpieczalniami i niemające wystarczająco dużo kapitału na pokrycie tego typu umowy. Mimo to takie ryzykowne kontrakty były opłacalne – dawały spekulującym wysokie zyski, choć również narażały na wysokie straty. Z biegiem lat zaczęto tworzyć instrumenty pochodne od instrumentów pochodnych czy wręcz zupełnie hazardowe umowy, niemające nic wspólnego z teoretycznym ubezpieczeniem od ryzyka, które było przyczyną powstania derywatów. Przykładowe kontrakty ostatnich lat to te wypłacające pieniądze przy wyborze jednego z kandydatów na prezydenta USA, inne są powiązane z wynikiem finansowym filmu, jeszcze inne z prawami do przyszłych zysków z praw autorskich Boba Dylana i Davida Bowie. Tego rodzaju zakłady wydają się być ekscentryczne i niepasujące do poważnych decyzji gospodarczych, w rzeczywistości jednak doskonale obrazują rzeczywistość dzisiejszego świata finansów. W wielkiej mierze stał się on gigantycznym kasynem bez jakiejkolwiek wartości dla społeczeństwa. Co gorsza, globalne powiązania instytucji finansowych sprawiają, iż cały system wciąż grozi implozją.

Jest symptomatyczne, iż Merton i Scholes zostali uznani przez establishment za wielkich innowatorów, przyczyniających się do lepszego rozumienia rynku. Dziś, po wielu spektakularnych wpadkach potężnych instytucji finansowych i wywołanej przez nie recesji, znacznie większa jest już świadomość zagrożenia ze strony nieuregulowanej sfery finansów. Chociaż nikomu poważnemu nie przyszłoby do głowy fetować twórców i apologetów finansowych „innowacji”, to ich wątpliwe dzieła mają się dobrze jak nigdy wcześniej. Jest to efektem dominacji finansjery w historycznej perspektywie ekonomii politycznej.

Co takiego stało się, że odwrócony został korzystny trend wzrostu gospodarczego i cywilizacyjnego złotych dekad powojennego obszaru transatlantyckiego? Dlaczego tak bardzo osłabł prospołeczny nurt w decyzjach politycznych? Jak to się stało, iż tak dramatycznie rozwarstwiają się poziomy życia garstki najlepiej sytuowanych i całej reszty populacji?

Zwrot systemu społecznego w kierunku plutokracji nie jest czymś historycznie rzadkim – działo się to wielokrotnie już w cywilizacjach starożytnych, zazwyczaj kończąc się dewastacją infrastruktury (np. zrujnowanie systemu irygacyjnego Mezopotamii przez lichwę), regresem gospodarki i relegowaniem zdegenerowanej kultury do ligi państw podbitych. Jednak coraz powszechniejsze uprawianie nauki, rozwój wynalazczości oraz pozytywnie zainspirowane przywództwa polityczne doprowadziły do ukształtowania modelu nowoczesnego państwa narodowego, którego celem i środkiem było duchowe i materialne upodmiotowienie każdej jednostki ludzkiej. Pół wieku temu proces ten zdawał się być już niezwykle silny, a w dodatku w swej istocie nieodwracalny: coraz powszechniejsze stawały się edukacja i dostęp do informacji, prężny rozwój nauki zwiastował rosnący poziom życia, a najlepiej rozwinięte kraje porzucały kolonializm na rzecz pokojowej współpracy. Mając to na uwagę, nasze dzisiejsze położenie można uznać za nie lada „wyczyn”.

Fundamenty rozwoju

Krach piramidy finansowej na Wall Street w 1929 r. sprawił, że na kilka lat obszar euroatlantycki pogrążył się w bezprecedensowym kryzysie. Gra rezerwami złota doprowadziła do zniesienia w miarę stabilnego układu wymiany walut oraz do upadłościowej reakcji łańcuchowej, która uderzyła w banki austriackie i niemieckie. Na fali niezadowolenia z wielkiego bezrobocia wywołanego błędną polityką cięć oszczędnościowych w Niemczech do władzy doszedł Adolf Hitler, którego główny doradca ekonomiczny, Hjalmar Schacht, wprowadził zubożającą społeczeństwo politykę niskich płac. Tymczasem Amerykanie zdołali przezwyciężyć politykę cięć oszczędnościowych dzięki wyborowi opcji zarazem demokratycznej, jak i prospołecznej. W 1933 r. prezydentem został Franklin Delano Roosevelt, który praktycznie wyeliminował spekulacyjne kasyno. Uczynił to za pomocą ustaw Glass-Steagall Act, Commodity Exchange Act i Securities Exchange Act.

Ustawa Glass-Steagall z 1933 roku jednoznacznie separowała bankowość depozytowo-kredytową, potrzebną dla zdrowego funkcjonowania gospodarki, od bankowości inwestycyjnej, będącej w istocie spekulacją. Brak takiej separacji sprawiał, iż banki kupowały ryzykowne instrumenty finansowe w pogoni za zyskiem, ryzykując jednocześnie pieniędzmi depozytariuszy i własną upadłością, co zamrażało funkcje kredytowe gospodarki. Nieuregulowana bankowość była tym samym narażona na upadki piramid finansowych ryzykownych funduszy inwestycyjnych, co przy mocnych połączeniach między bankami (wzajemnie pożyczającymi sobie pieniądze) mogło skutkować niewpłynięciem na czas określonych zobowiązań, a zatem brakiem płynności, paniką depozytariuszy, niewypłacalnością i bankructwem. Ustawa Glass-Steagall jednoznacznie zabraniała takich praktyk: bank tradycyjny mógł zajmować się jedynie bankowością, która nie miała styczności z ryzykownymi grami spekulantów. Jednocześnie banki uzyskiwały rządowe gwarancje pomocy w razie kłopotów, co w poprzednim modelu było albo niemożliwe, albo bardzo kosztowne ze względu na potencjalnie astronomiczne straty (zobowiązania) na rynku papierów spekulacyjnych. Ustawa Glass-Steagall stała się jednym z fundamentów nowego światowego ładu ekonomicznego, w którym bankowość służyła potrzebom rozwoju społeczeństw.

Następnie, w roku 1934, Roosevelt przeprowadził przez Kongres ustawę Securities Exchange Act. Jednym z jej postanowień było ustanowienie Securities and Exchange Commission (komisji ds. papierów wartościowych i giełd), mającej sprawować kontrolę nad rynkiem papierów wartościowych. Była ona wyposażona w uprawnienia śledcze i instrument nakładania kar. Ponadto ustawa ściśle nakazywała rejestrowanie wszystkich kontraktów oraz zarządzała ich wymianę, nawet wtórną, wyłącznie na regulowanych giełdach. To uniemożliwiło zawieranie niebotycznych dwustronnych zakładów hazardowych (tzw. swapów), które po prostu stały się nielegalne. Język ustawy, pełen zakazów, nakazów i ostrzeżeń, nie pozostawiał złudzeń, iż jej celem nie jest spełnianie życzeń rynków finansowych. Instrumenty pochodne zostały wyeliminowane z gry.

Kolejnym ważnym krokiem była ustawa Commodity Exchange Act, która regulowała wymianę na rynku towarów. Ponieważ rynek towarów (w tym żywności i surowców) został uznany za newralgiczny, położono szczególny nacisk na wyeliminowanie z niego ryzyka spekulacji. Służyły temu m.in. ilościowe limity możliwości zakupu danego towaru przez jednego uczestnika. Instrumenty pochodne od towarów („opcje”) zostały uznane za bezprawne. Ustawa stanowczo przestrzegała przed próbą zmowy rynkowej, ściśle określając również system zachęt i ochrony dla informujących o nieprawidłowościach.

Również z tego okresu pochodzą takie zasady jak np. reguła „tyknięcia w górę”, niepozwalająca sprzedawać papierów wartościowych w momencie, gdy ich ostatnia transakcja była spadkowa (obniżała cenę). Tym samym wyeliminowano spekulacyjny efekt „spadającego noża”, który powodował, że inwestorzy pozbywali się spadających akcji, obawiając się ich zakupu aż do momentu, gdy były niemal bezwartościowe. W regule „tyknięcia w górę” transakcja spadkowa mogła być dokonana tylko po nawet najmniejszej transakcji wznoszącej kurs. Rozchwianie rynków finansowych, tak charakterystyczne w dzisiejszych czasach, gdy giełda kojarzy się z wykresami histerycznie chaotycznych wahań, zostało przez Roosevelta zahamowane. Giełda stała się po prostu dobrze nadzorowanym sklepem, równie mało ekscytującym jak wszystkie inne sklepy.

Tak chroniona przed finansowymi niebezpieczeństwami Ameryka w szybkim tempie przezwyciężała ekonomiczną depresję. Ta największa gospodarka świata, wsparta antykryzysowymi projektami inwestycyjnymi, była gotowa do olbrzymiego wysiłku wojennego i odbudowy powojennej Europy dzięki Planowi Marshalla. Nowy ład ekonomiczny na świecie nie przewidywał powrotu do czasów hegemonii finansjery. Ustalenia z konferencji w Bretton Woods, podczas której powstał Międzynarodowy Fundusz Walutowy, stworzyły nowy system monetarny, oparty o stałe kursy wymiany głównych walut świata, co wyeliminowało ryzyko kursowe i pokusę spekulacji. Siła finansjery została złamana, a ona sama przestała się liczyć jako zjawisko mające decydujący wpływ na politykę. Jej miejsce zajęły wielkie przedsiębiorstwa, związki zawodowe i partie polityczne.

Doświadczenia kolejnego globalnego konfliktu wykazały bezsensowność rewanżyzmu stosowanego wobec Niemiec po I wojnie światowej, dlatego zwycięskie państwa Zachodu – USA, Wielka Brytania i Francja – zdołały uniknąć powtórzenia tego błędu. Kierowane przez wizjonerów najważniejsze państwa Europy powoli zaczęły tworzyć wspólnotę interesów gospodarczych i politycznych, definiującą cele na kolejne dekady. Rola politycznego przywództwa zdaje się być w tym niezwykłym okresie kluczowa. Attlee i Macmillan w Wielkiej Brytanii, Kennedy i Johnson w USA, Charles de Gaulle we Francji, Adenauer i Ludwig Erhard w Niemczech – wszyscy oni wyrażali, pomimo bardzo świeżych doświadczeń wojennych, pozbawioną uprzedzeń dumę i wiarę w lepsze jutro swoich narodów. Państwa wspierały ważne projekty naukowe: szybkie koleje, nowoczesne elektrownie, przełomowe technologie kosmiczne. Jak wskazuje ekonomista prof. Robert Skidelsky, średni roczny wzrost PKB świata w „złotej erze” to niemal 5%, podczas gdy w erze neoliberalnej (nie wliczając ostatniego kryzysu) ledwo ponad 3%. To porównanie nie oddaje jednak skali powiększających się nierówności społecznych.

Przyczyny końca złotej ery

Czas dominacji zdolnych liderów politycznych kończy się w latach 60. Ameryka w tym okresie staje się coraz słabsza: jej wojsko grzęźnie w Wietnamie, zaś prezydent Nixon drastycznie ogranicza państwowe wydatki naukowo-badawcze. Pesymistyczni naukowcy przewidują w raporcie „Granice wzrostu” szybkie wyczerpywanie się światowych złóż kluczowych surowców. Pod naciskiem Brytyjczyków żądających natychmiastowego przekazania swojej rezerwy złota o wartości 3 miliardów dolarów (30% całych rezerw USA) Nixon decyduje się latem 1971 r., początkowo tylko częściowo, zerwać stabilizujący światowy handel system stałych kursów wymiany walut z Bretton Woods. Pojawia się ryzyko kursowe, co tworzy potencjał spekulacyjny. Tylnymi drzwiami wraca do gry finansowa oligarchia.

Proces finansjalizacji gospodarki z początku jest bardzo powolny, lecz z czasem nabiera tempa. Już w latach 60. zniesiony zostaje stamp tax – pierwowzór podatku od transakcji finansowych, zaś pod koniec lat 70. nieśmiało pojawiają się pierwsze instrumenty pochodne. Jest to związane z niezwykle wysokimi stopami procentowymi, które powodują szybkie przepływy kapitału do rajów podatkowych i z powrotem. Stopa procentowa 22 procent nazywana jest najwyższą od czasów przed Chrystusem i powoduje zniszczenie dużej części potencjału przemysłowego USA. W 1982 r. ustawa Futures Trading Act zezwala, po kilkudziesięciu latach przerwy, na funkcjonowanie instrumentów pochodnych, chociaż przez pierwsze lata ich status jest wciąż nie do końca jasny, zaś instytucje finansowe niechętnie chcą brać na siebie ryzyko wielkich kar od regulatora finansowego. Gdy w 1987 r. dochodzi do krachu na Wall Street, derywaty są już dość rozpowszechnione, ograniczają się jednak głównie do derywatów walutowych, zaś ich skala nie przekracza globalnego PKB. W 1992 r. przegłosowana zostaje ustawa Futures Trading Practices Act, zaś szefowa nadzoru finansowego Commodity Futures Trading Commission (CFTC), Wendy Gramm, wydaje opinię, według której ustawa rozstrzyga o legalności derywatów. Od tego momentu ich rozrost przestaje być kontrolowany, w tym derywatów napływających z zagranicy oraz tych będących dwustronnymi kontraktami (tzw. OTC), nierejestrowanymi i niewymienianymi na giełdach. Rozmiary transakcji każdego dnia przekraczają setki miliardów dolarów.

Stany Zjednoczone, jako największa gospodarka świata, nadają ton globalnym przemianom. Wtedy właśnie, a szczególnie po upadku żelaznej kurtyny, następuje dominacja tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego: ideologii deregulacji, prywatyzacji, wolnego handlu i liberalizacji. Konsensus Waszyngtoński to nazwa nadana w 1989 r. przez ekonomistę Johna Williamsona systemowi globalnego leseferyzmu. Wielki kapitał przepływa w nim z miejsca na miejsce i pozostaje poza regulacją państw, których zadaniem jest dostosowanie się do założeń państwa minimum. W tym konsensusie za prymusów uznawane są te kraje, które stwarzają kapitałowi jak najdogodniejsze warunki działania, niekrępowane np. ochroną pracowników najemnych czy regulacjami ekologicznymi.

Dawne instytucje Bretton Woods (Bank Światowy i MFW) zamiast wspierać rozwój państw mniej rozwiniętych, narzucają im w latach 80. ciężkie warunki „pomocowe”, które prowadzą te kraje do stagnacji i niepokojów społecznych. W wyniku nowych rund rokowań (tokijskiej, urugwajskiej) Światowej Organizacji Handlu poziom taryf celnych drastycznie się obniża i następuje era globalizacji handlu, a więc de facto także przemysłu. W wolnorynkowej teorii (koncepcja przewag komparatywnych autorstwa D. Ricardo) taka sytuacja powinna doprowadzić do efektywniejszego lokowania produkcji dzięki specjalizacji, skutkiem czego wszyscy powinni zyskiwać. W praktyce to powojenna etatystyczna transatlantycka złota era była najlepszym przykładem doganiania (USA przez Europę) przy obopólnych korzyściach. Również polityka protekcyjna („substytucji importu”) praktykowana w latach 60. i 70. przez blok krajów niezaangażowanych dawała dobre podstawy rozwoju siły produkcyjnej i nabywczej. Wolny handel w ramach Konsensusu Waszyngtońskiego oznacza natomiast coś zupełnie innego. Jest to dyktat wielkiego biznesu: to on decyduje, gdzie (najlepiej do kraju podporządkowanego MFW) przenieść fabrykę, i to on zgarnia prawie całość zysku. Skala tworzenia siły nabywczej obywateli, tak w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się, jest w tym modelu znacznie ograniczona.

Dodatkowo kraje słabo rozwinięte są pogrążone w neoliberalizmie, a zatem przy braku kontroli przepływu kapitału (bądź kursu waluty) narażone na dramatyczną spekulację walutą, która w kilka tygodni może zepchnąć kraj w recesję. To właśnie przydarzyło się w trakcie kryzysu azjatyckiego w 1997 r. Malezji, której premier Mahathir Mohamad tak opisał wtedy sytuację: [] zmanipulowany został krach gospodarczy Meksyku, tak samo gospodarki innych rozwijających się krajów mogą zostać zmanipulowane i nagięte do pokłonu wielkim zarządzającym funduszy finansowych, którzy stali się decydentami tego, kto może się rozwijać, a kto nie. […] Z tego, co wiemy, handel walutą jest w rzeczywistości 20 razy większy niż handel rzeczywistymi towarami i usługami. Poza zyskami i stratami dla handlujących [walutą] nie ma z tego olbrzymiego handlu żadnych namacalnych korzyści dla świata. Nie tworzy się znaczących miejsc pracy, żadne produkty czy usługi nie trafiają do zwykłych ludzi […] zyski pochodzą z pauperyzacji innych, w tym bardzo biednych krajów i ludzi. […] Przestrzega się nas też, że to są potężni ludzie. Jeśli zrobimy hałas lub w jakikolwiek sposób ich zirytujemy, będą zdenerwowani. A kiedy są zdenerwowani, mogą nas zniszczyć do szczętu, mogą z nas zrobić wraki.

Upadek systemu Bretton Woods stworzył system spekulacji walutą, który wyrodził się wkrótce w system spekulacji „wszystkim”. Instytucjom finansowym zaczynają puszczać hamulce: w 1998 r. potężny bank Citicorp (Citibank) łączy się z grupą inwestycyjną Travellers, co jest nielegalne w świetle ustawy Glass-Steagall. Bank nie zostaje jednak ukarany, zaś rok później Kongres pomaga Citi w zalegalizowaniu swoich działań, znosząc ustawę Glass-Steagall. Główny promotor tej operacji, senator Phil Gramm (mąż wspomnianej Wendy Gramm), pomógł rok później ostatecznie zatwierdzić formalną legalność najbardziej podejrzanych derywatów (OTC). Gramm jest dzisiaj wiceszefem działu inwestycyjnego megabanku UBS…

Ideologia w służbie plutokracji

Wszystkie kluczowe trendy ostatnich trzech dekad nie mogą być wytłumaczone bez istnienia ideologicznej podbudowy dla regresywnej polityki społeczno-gospodarczej. Coraz częstsze postawy radykalnie indywidualistyczne i zanikanie optymizmu wspólnotowego widoczne były również wśród ekonomistów. W centrum tej dyscypliny umościło się przekonanie, iż rynki są zawsze efektywnym i samoregulującym mechanizmem, gdyż w grze rynkowej uczestniczą racjonalne, dążące do zysku podmioty. Tym samym uzasadniono istnienie instrumentów pochodnych. Twierdzono, że z pewnością czynią rynek bardziej efektywnym, gdyż w przeciwnym wypadku racjonalny rynek nie stworzyłby ich i nimi nie handlował. Powstało przekonanie o szkodliwości rządowych regulacji. Lekcje Wielkiego Kryzysu, wskazujące na zagrożenia bańką finansową i ułomnością rynku, zostały zapomniane.

Co bardziej liberalni ekonomiści, jak Friedrich von Hayek i Milton Friedman, głoszący potrzebę mniejszej aktywności państwa, mogli z zadowoleniem obserwować dekadę rządów Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii i Ronalda Reagana w USA, obojga przekonanych o szkodliwości wysokich progresywnych podatków dochodowych. Karierę zrobiła tzw. krzywa Laffera – koncepcja, według której niższy poziom podatków gwarantuje wyższy poziom wpływów podatkowych. Warto przypomnieć, iż nawet Marek Belka nazwał ją kuriozalnym epizodem z pogranicza myśli ekonomicznej i polityki. Z początku nawet przyszły prezydent USA, George Bush senior, krytykował tego typu myślenie jako voodoo-ekonomię. Z czasem jednak atrakcyjna, choć rzadko prawdziwa koncepcja stała się jedynym pomysłem na politykę gospodarczą państw objętych Konsensusem Waszyngtońskim. Poza tego typu „reformami” rządom pozostawało liczyć na szczęście, dobry humor „niewidzialnej ręki” i ewentualnie mniej restrykcyjną politykę niezależnych banków centralnych.

Nawet te ostatnie, tak hołubione przez szkołę monetarystyczną ekonomii, miały niewystarczająco wiele instrumentów wpływu. Jak pokazują ostatnie lata, nawet bardzo luźna polityka pieniężna nie przyspieszy rozwoju gospodarczego, gdyż ta jest zależna od polityki banków prywatnych i wielkiego biznesu. Wielkość aktywności gospodarczej tylko częściowo może być ustalana przez bazę monetarną banku centralnego. Reszta, w sytuacji wycofania państwa z aktywnej polityki wydatkowej i przy niedostatecznym popycie, zależy od chęci banków komercyjnych do oferowania atrakcyjnych kredytów i chęci biznesu do brania kredytów i podejmowania ryzyka inwestycyjnego. W sytuacji, gdy wielki biznes zamraża swój kapitał, banki decydują się na pożyczanie pieniędzy innym instytucjom finansowym.

Szybko rozwijający się sektor finansowy dzięki nowym instrumentom oferował wyższe stopy zwrotu niż w realnej gospodarce. Tym samym rosło znaczenie tego sektora oraz dochód, jaki uzyskiwała z niego klasa finansistów, pozwalając jej coraz bardziej dominować nad resztą gospodarki, przeżywającej deindustrializację i stagnację płac. Dzięki wliczaniu usług finansowych i innowacjom informatycznym, będącym spuścizną dawnych rządowych programów, poziomy globalnego produktu na głowę nie odzwierciedlają dokładnie skali problemu. Jest on jednak widoczny w coraz wyższym zadłużeniu gospodarstw domowych i ich coraz mniej stabilnej, a często dłuższej godzinowo pracy. Rozwarstwienie społeczne i deindustrializacja pogłębiają jeszcze problem: gorzej płatne miejsca pracy dają mniejsze możliwości konsumpcji, a zatem osłabiają koniunkturę.

Pogorszenie rynku pracy doskonale obrazuje systemową różnicę w porównaniu ze złotą erą:

Tabela: Porównanie poziomów bezrobocia

Bezrobocie Złota Era Konsensus Waszyngtoński
USA 4,8% 6,1%
Francja 1,2% 9,5%
Niemcy 3,1% 7,5%
Wielka Brytania 1,6% 7,4%

 

Źródło: Robert Skidelsky, Keynes. Powrót mistrza.

 

Utratę pewności zatrudnienia osładzać miał ludności dość hojny system socjalny, powodujący, iż likwidacja niektórych miejsc pracy nie była traktowana w kategoriach wielkiego problemu społecznego. W połączeniu ze spadkiem tempa wzrostu produktu globalnego przyczyniało się to jednak do wzrostu wydatków państwa, co nie byłoby wielkim problemem, gdyby nie ogłoszenie przez rynkowych radykałów w latach 90. krucjaty przeciwko niezrównoważonemu budżetowi. Kryteria Maastricht w Unii Europejskiej i ofensywa budżetowych jastrzębi w USA pod wodzą Newta Gingricha zostały opakowane jako wyraz troski o dobro gospodarcze kraju. W istocie argument jastrzębi to pomyłka, gdyż wbrew ich twierdzeniom to nie wysoki dług jest przyczyną niskiego wzrostu, lecz niski wzrost jest przyczyną wysokiego długu. Doktryna konieczności cięcia deficytu metodą zmniejszania wydatków rządowych jeszcze bardziej osłabiła system społeczno-gospodarczy w momencie, gdy spekulacyjna narośl już przestała być kontrolowalna.

Rosyjska ruletka finansjery

W listopadzie 1993 r. noblista Maurice Allais napisał w „Le Figaro”, iż gigantyczna akumulacja długu pożera światową gospodarkę. Latem 1997 r. wolumen dziennych transakcji przekroczył już 5 bilionów (5 000 000 000 000) dolarów. Przy tej wysokości transakcji największe banki inwestycyjne każdego dnia ryzykowały niewypłacalność, instalując w swoich centralach specjalne biura kryzysowe z setkami telefonów, aby w razie wypadku przekonywać spanikowanych inwestorów do niewycofywania pieniędzy. George Soros stwierdził w tym samym roku: nie widzę możliwości, aby ten globalny system przetrwał […] wchodzimy w czas globalnej dezintegracji.

System ten przetrwał jednak kolejną dekadę, w międzyczasie globalna bańka instrumentów pochodnych osiągnęła teoretyczną „wartość” dwudziestokrotności światowego produktu brutto. Niestety ta gra przynosi jeszcze inne negatywne konsekwencje dla dobrobytu społecznego. Instrumenty pochodne mają olbrzymi wpływ na gwałtowne ruchy cen żywności i surowców, gdyż w przytłaczającej większości handel nimi (odbywający się na giełdach towarowych, takich jak Comex, ICE i CME) jest wirtualny – w przypadku gry na zwyżkę cen żywność, towary i surowce nie są dostarczane do fizycznej sprzedaży, lecz przetrzymywane w portach i magazynach w nadziei na zwyżkę cen. To ma olbrzymie konsekwencje dla społeczeństw, kładąc ich przyszłość w ręku, jak to określił Alain Parguez, międzynarodowej gospodarki rentierów.

Europejskie banki pod naciskiem społecznym wycofują się z niemoralnej spekulacji żywnością, jednak takich sentymentów nie mają mniejsi, nieuregulowani gracze – hedge fundy, czyli drapieżne fundusze inwestycyjne trzymające pieniądze maksymalnie stu osób (multimilionerów i miliarderów). Przykładowo hedge fund Armajaro wykupił w 2010 roku 7 procent światowej podaży kakao, zatrzymując je w magazynie i czekając na wzrost wartości. Właśnie spekulacja była przyczyną olbrzymich wahań cen ropy naftowej w latach 2007–2011. Jest tajemnicą poliszynela, iż ten dział londyńskiej giełdy towarowej jest całkowicie zdominowany przez koncern naftowy British Petroleum (BP) oraz bank inwestycyjny Morgan Stanley.

Oblicza się, iż około 80–90% handlu na giełdzie ICE ma charakter czysto spekulacyjny. Dla zwykłych obywateli gry wielkich finansistów obliczone na wzrost lub spadek towarowych instrumentów pochodnych mogą się przerodzić w wyższe lub niższe ceny energii i surowców oraz żywności, dotykając całych gospodarek i społeczeństw, czego przykładem były protesty przeciw cenom żywności i oleju opałowego w świecie arabskim w 2011 roku.

Kryzys i co dalej?

Światowy kryzys gospodarczo-finansowy spowodowany wypadkami na rynku derywatów w 2008 r. spotęgował niebezpieczne trendy ostatnich dekad. Spore części złego długu instytucji finansowych zostały uspołecznione przez rządy i banki centralne. Jednak wielkie kasyno nie zatrzymało się. Nieustająca potrzeba gonienia za zyskiem i redukowania ryzyka własnej implozji skłaniają spekulantów do ataków na instrumenty dłużne takich krajów jak Grecja czy Hiszpania. Do ataku użyte zostały swapy ryzyka kredytowego (CDS), które sam George Soros nazwał polisą na czyjeś życie połączoną z licencją na zabijanie. W interesie niektórych banków było podniesienie ceny długu państw i sprowadzenie ich na kolana. Po raz pierwszy obywatele starej Europy mieli okazję obserwować w całej okazałości metody Międzynarodowego Funduszu Walutowego, wypróbowane dotychczas w innych, odległych częściach świata. Przecenienie roli długu państwa przerodziło się w obsesję cięć budżetowych, prowadzącą do recesji.

Przełamanie silnie zakorzenionych podstaw neoliberalizmu wymagać będzie wiele wysiłku, ale nie jest niemożliwe. Neoliberalizm oparty jest bowiem na fałszywym postrzeganiu państwa i społeczeństwa oraz błędnej doktrynie ekonomicznej. Lata 2008–2013 stały się okresem niezwykłego eksperymentu, któremu poddano całe narody – niektóre w większym wymiarze niż inne. Chociaż teoria głoszona przez neoliberalnych ekonomistów jest sama w sobie słaba, a doświadczenia Wielkiego Kryzysu stoją z nią w sprzeczności, to dla laika niezorientowanego w historii gospodarczej mitologia wolnorynkowców może brzmieć przekonywająco. Dopiero empiryczne doświadczenie przeprowadzone na żywym organizmie narodów pokazuje wyrwanym ze snu społeczeństwom, jak wielkim kłamstwem i apologią plutokracji podszyta jest współczesna myśl neoliberalna: polityka cięć oszczędnościowych zubaża społeczeństwo, a służy elicie finansjery. Straszący przed wielkim długiem i zalecający zaciskanie pasa ekonomiści są niewiarygodni. Była to bolesna lekcja do odrobienia – ważne, żeby nie poszła na marne.

Absolutnym priorytetem przy wychodzeniu z kryzysu powinien być powrót do regulacji z okresu Nowego Ładu i złotej ery powojennej Europy. Przywrócenie Rooseveltowskich ustaw odcięłoby wielką bańkę wirtualnych zobowiązań od realnej gospodarki, czyniąc je niebyłymi ze względu na brak możliwości otrzymania wsparcia państwa przez finansjerę spekulacyjną. Odrzucone muszą być również aksjomaty szkodliwości jakiegokolwiek długu państwa i nieinterwencji w kursy walutowe czy strukturę gospodarki (poprzez np. subwencje). Należy przywrócić właściwy, prorozwojowy model systemu kredytowego. Kraje znacząco powyżej poziomu bezrobocia z okresu Złotej Ery powinny prowadzić politykę fiskalną stymulującą popyt, opartą na tradycyjnych cywilizacyjnych funkcjach państwa, oraz politykę innowacyjną/strukturalną – zarówno dzięki inwestycjom w naukę, jak też systemom zachęt dla przedsiębiorców. W obszarach uznanych za ważne i uzasadnione z punktu widzenia długotrwałego interesu państw ważne jest również podejmowanie wieloletnich projektów rozwojowych – infrastrukturalnych, opartych na rodzimym przemyśle.

komentarzy