Broń siebie, nie bogaczy

Smuci mnie, gdy widzę, ilu ludzi w internecie jest w stanie bronić do ostatniego tchu milionerów oraz miliarderów przed wysokimi podatkami. Tym bardziej, że w większości przypadków ci obrońcy sami zarabiają najwyżej w okolicach średniej krajowej, więc ich solidarność z rodzinami Kulczyków czy Gatesów jest cokolwiek zadziwiająca. Argumenty są zawsze te same: „Po co zabierać pieniądze ludziom, którzy sobie na nie zapracowali?” oraz „Co mnie obchodzi, ile zarabiają inni, niech każdy zajmie się sobą”. Chciałbym, aby takie osoby rozważyły dwie rzeczy.

Po pierwsze, zastanówcie się, proszę, nad wieloznacznością słów takich jak „zarabiać” czy „zapracować”. Komuś, kto pracuje kilkadziesiąt godzin tygodniowo, żeby mieć na bieżące wydatki i ewentualnie trochę odłożyć, zarabianie kojarzy się z regularnym wykonywaniem bardziej lub mniej męczących czynności. Łatwo przez to ulec złudzeniu, że najbogatsi robią mniej więcej to samo, tylko mądrzej, ciężej i dłużej. Jednak w rzeczywistości człowiek bogaty może sobie pozwolić na zarabianie w inny sposób: za pomocą odsetek. Kiedy masz dużo pieniędzy, możesz je pożyczać innym – bezpośrednio lub za pośrednictwem wszelakich instytucji finansowych. Te pożyczki zazwyczaj są oprocentowane na tyle wysoko, aby przynieść przyzwoity zarobek. Innymi słowy, milioner nie musi produkować żadnych towarów czy usług, nie musi dodawać żadnej wartości do gospodarki. Wystarczy, że ma odpowiednią ilość pieniędzy, aby z nich samych mógł wygenerować jeszcze więcej pieniędzy. Na podobnej zasadzie działa renta, czyli zarabianie na tym, co się ma (np. na ziemi), a nie na wytwarzaniu dodatkowej wartości.

No ale skąd bogaci mają to, co mają? Niektórzy – bylibyście pewnie zdziwieni jak wielu z nich – po prostu odziedziczyli majątek po rodzicach. Inni mieli odpowiednie dojścia i wystarczająco mało skrupułów, aby wykupić po okazyjnej cenie prywatyzowany majątek państwowy. Tak dorobiło się wielu rosyjskich oligarchów, a także Carlos Slim, swego czasu najbogatszy człowiek na świecie. Jeszcze inni, jak Bill Gates, mogli polegać na pomocy bogatych rodziców oraz szczęśliwych zbiegach okoliczności. Ależ – zakrzykniecie – taki Gates oprócz tego musiał się wykazać intuicją, smykałką do interesów, kreatywnością i innymi pięknymi rzeczami! Z pewnością, tak samo jak wykazuje się nimi codziennie niezliczona liczba ludzi, którzy nie mieli szczęścia urodzić się w odpowiednim domu, w odpowiedniej okolicy, w odpowiednim kraju, w odpowiednim czasie.

Nawet gdy pominiemy wymienione „szczegóły”, warto pamiętać, że każdy bogaty człowiek w ten czy inny sposób korzysta z pomocy państwa. Wozi towary po drogach zbudowanych dzięki pieniądzom z podatków, korzysta z pracowników wykształconych w szkołach publicznych, używa innowacji naukowych, które sfinansował rząd. Gdyby poprzednie pokolenia bogatych płaciły tak niskie podatki jak dzisiaj (kiedyś najwyższa stawka podatkowa w USA wynosiła 90%), to nie istniałaby duża część infrastruktury, z której współcześni milionerzy i miliarderzy korzystają, aby powiększać swój majątek.

Dlatego mówienie, że bogaci sami sobie zapracowali na wszystko, co mają, jest dalekim uproszczeniem. Tak samo jak twierdzenie, że ich dochody są ich i tylko ich, a państwo ze swoimi podatkami ma się odczepić. Zauważcie, że nie dotknęliśmy nawet tego, jak wysoką cenę za bogacenie się dużej części milionerów i miliarderów musiała zapłacić przyroda. Ta zaś wystawi rachunek nam wszystkim, a nie tylko tym, którzy najbardziej ją eksploatowali.

No dobrze – powiecie – ale czy nie jest tak, że gdy państwo nie męczy bogatych wysokimi podatkami, to mają oni więcej środków na inwestycje w miejsca pracy albo innowacyjne projekty? I czy ostatecznie wszyscy na tym nie korzystamy? Niestety, rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Bogaci wcale nie są tak chętni do inwestowania w realną gospodarkę. Często trzymają pieniądze na kontach, kiedy indziej wydają je na spekulacje lub, o czym była mowa, zarabiają na odsetkach. Jak na razie nie udało się też nikomu dowieść, że menedżer zarabiający na przykład 4 miliony dolarów rocznie pracuje bardziej efektywnie albo ma większą motywację niż osoba na tym samym stanowisku zarabiająca, powiedzmy, 300 tysięcy dolarów.

Ponadto strategię obniżania podatków dla najbogatszych praktykujemy już od kilkudziesięciu lat, więc możemy przyjrzeć się jej efektom. Okazuje się, że z przepowiedni „obniżmy podatki, bogaci więcej zarobią, przez co przeznaczą więcej na inwestycje, dzięki czemu wszyscy skorzystają” sprawdził się tylko jeden element. Bogaci rzeczywiście stali się jeszcze bardziej bogaci. Realne zarobki całej reszty obywateli państw zachodnich stoją zaś w miejscu. W Polsce jeszcze nie odczuwamy tego aż tak bardzo, ponieważ jesteśmy krajem na dorobku. Ale jeśli nic się nie zmieni, my również w pewnym momencie zderzymy się ze ścianą. Zresztą już teraz większość z nas ma te same problemy, co obywatele innych państw rozwiniętych. Jedynym sposobem zapewnienia sobie mieszkania, czyli miejsca do życia, jest wzięcie kredytu. Inni potrzebują go nawet do tego, aby przetrwać studia, ponieważ ani płace rodziców, ani marne stypendia nie wystarczają do utrzymania się w obcym mieście. Zastanówcie się, kto korzysta na tym, że niskie zarobki zmuszają nas do brania kredytów. W czyim interesie jest tworzenie społeczeństwa zdominowanego przez kredyty, w którym duża część obywatelek i obywateli musi płacić odsetki?

euro money

Prawda jest taka, że gospodarkę pobudzają nie bogaci, lecz popyt. Kiedy pracodawcy są gotowi zatrudnić kolejnego pracownika? Gdy zapotrzebowanie na proponowane przez nich towary lub usługi jest na tyle duże, że potrzeba więcej rąk do pracy. Żeby jednak istniał popyt, ludzie muszą mieć pieniądze na zakupy. Osoby biedne i średniozamożne, w przeciwieństwie do miliarderów, wydają większość pieniędzy na rzeczy takie jak jedzenie, meble czy komputery. To dzięki nim kręci się gospodarka, a ludzie mają pracę. Jasne, bogaci potrafią czasem wydawać pieniądze w sposób mądry i pożyteczny. Nie chodzi o to, że wszystko robią źle. Trudno jednak traktować ich jako dobrodziejów naszych społeczeństw. Na bogactwie ludzi zamożnych korzystają przede wszystkim oni sami. Tak po prostu. Nie ma więc sensu wierzyć w bajki o bogaczach, dzięki którym nam wszystkim żyje się lepiej.

Po drugie, zanim powiecie „A co mnie to w ogóle…”, zastanówcie się, czy tak samo lekceważylibyście zagrożenie ze strony imperatora, którego nikt demokratycznie nie wybrał i którego nikt demokratycznie nie może odwołać. Bogaci są właśnie takimi imperatorami, którzy oddziałują na nasze życie na setki sposobów. Na przykład bracia Koch, amerykańscy miliarderzy, nie żałują pieniędzy na utrudnianie walki z globalnym ociepleniem. I wiecie co? Idzie im całkiem nieźle. Teraz mają nawet prezydenta, który im pomaga. To dla nas bardzo zła wiadomość. Gdy zmiany klimatyczne zaczną być coraz bardziej uciążliwe, bogaci sobie poradzą, przynajmniej przez pewien czas. Gorzej z resztą, bo dla nas ucieczka przed negatywnymi skutkami globalnego ocieplenia będzie o wiele trudniejsza.

No i jest jeszcze kwestia mediów. Wystarczy pooglądać przez dzień programy polityczne w TVP, żeby zobaczyć, co się dzieje, gdy media są kontrolowane przez niewielką grupę osób. Bogaci mają zaś wiele sposobów oddziaływania na przekaz medialny, choć, trzeba im to oddać, zazwyczaj są o wiele subtelniejsi w swoich działaniach niż PiS. Niektórzy z nich po prostu sobie media kupują, inni mają przeróżne sposoby wywierania na nie wpływu. Od presji ze strony reklamodawców, po skuteczne propagowanie swojego punktu widzenia. Jeden z brytyjskich dziennikarzy zauważył ostatnio, że wiele tekstów prasowych niewiele różni się od folderów reklamowych najpotężniejszych korporacji.

Bogaci mają jeszcze wiele innych sposobów urządzania świata po swojemu. Na przykład w USA kandydaci na prezydentów zabiegają u nich dniem i nocą o pokaźne datki na kampanię wyborczą. Muszą więc uważać, aby za bardzo nie zdenerwować swoich zamożnych darczyńców. Bogaci mają też niestety darmową pomoc ludzi, którzy potrafią spędzić wiele godzin w internecie, broniąc ich przed podatkami i rzekomymi komunistami. Jeśli jesteś jedną z takich osób, zadaj sobie proste pytanie. Czy naprawdę milionerzy są tą grupą społeczną, która potrzebuje twojej darmowej obrony – twojego czasu i energii? Czy nie byłoby lepiej, gdybyś bronił swoich własnych interesów, a nie ich? Gdybyś zastanowił się, jak na przykład proponowana zmiana podatkowa wpłynie na ciebie, twoje zarobki, twoje możliwości korzystania z usług publicznych, twoje otoczenie? Zapewniam cię, że jeśli rzetelnie się nad tym zastanowisz, szybko okaże się, że nie jedziesz na tym samym wózku, co bracia Koch. Co gorsza, oni doskonale zdają sobie z tego sprawę…

dr Tomasz S. Markiewka

dr Tomasz Markiewka

doktor nauk humanistycznych. Niebawem ukaże się jego książka „Język neoliberalizmu”. Przetłumaczył „Społeczeństwo, w którym zwycięzca bierze wszystko” Roberta Franka i Philipa Cooka.

8 odpowiedzi na „Broń siebie, nie bogaczy

  1. Konrad Lotczyk pisze:

    Panie Tomaszu, nieważne czy ma Pan tytuł doktora, czy nie – podoba mi się Pana tekst, pisany przyjaznym dostępnym językiem o problemach, o których chce się krzyczeć i ciężko zachować emocje w ryzach.

  2. Jura pisze:

    Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję.
    Nie raz toczyłem słowne boje przytaczając takie argumenty.
    Zatrważające, że to właśnie Ci najmniej zarabiający najzażarciej bronili takiego systemu i nie dali sobie przemówić do logiki.

    Doznany dysonans poznawczy, u niektórych powodował wybuchy fizycznej agresji

  3. Samson pisze:

    Dziękuję , tak samo jak poprzednicy, za ten artykuł. Całkowicie się z nim zgadzam. W dodatku jestem aktywny, w celu zainteresowania sprawą niesprawiedliwych podatków w Polsce, jakiejś fundacji, w tym Fundacji Akcja Demokracja. Udają, że nie rozumieją o co chodzi. Mimo to wspieram ich, ale tylko w segmencie walki za smogiem. ( Jest to w w.g. mojej wiedzy jedyna większa fundacja, która ten ogromny problem widzi ) Wywalczyłem sobie ciężko, w licznych sporach mailowych, to segmentowe wsparcie, w tej Fundacji. Uważali, że jeżeli wspieram ich w tym segmencie, to także w całej polityce fundacji. Tak, że trzeba uważać, nawet przy wspieraniu niektórych inicjatyw, bo zostaniecie Państwo wmanipulowani w takie sprawy, z którymi na pewnie nie chcielibyście mieć do czynienia.

  4. gz pisze:

    Ja mam 2 kwestie:

    1. Jestem z 1991 roku, wiarę we własność prywatną mam niejako we krwi i na pierwszym miejscu nie trafia do mnie argumentacja „należy bronić własnych interesów”. Należy bronić zasad, które będą sprawiedliwe dla każdego. Dotychczasowe kilka lat w demokracji raczej nauczyło mnie uniwersalizującego myślenia. Mówienie o obronie własnych interesów wydaje mi się krokiem wstecz – przyjmowaniem partykularnego punktu widzenia.

    Nie twierdzę, że moja argumentacja jest skuteczna. Jakoś znalazłem się na tym portalu, ale retoryka obrony interesów grupowych w pierwszej chwili mnie odrzuca.

    2. to pytanie / prośba – czy teksty można opatrywać przypisami? Przykładowo:
    „Jeden z brytyjskich dziennikarzy zauważył ostatnio, że wiele tekstów prasowych niewiele różni się od folderów reklamowych najpotężniejszych korporacji.”

    Który? Kiedy? Gdyby załączyć na końcu tekstu link, byłoby wiarygodniej. Na jakich podstawach tak stwierdził?W jakiej prasie? Które foldery brał pod uwagę i co jest w nich napisane? Czego dotyczyły te artykuły?

    Skądinąd interesujący tekst rozłazi się w moich oczach przez mnożące się pytania, na które nie uzyskuję odpowiedzi.

    • FMP pisze:

      „Należy bronić zasad, które będą sprawiedliwe dla każdego.”
      Dlaczego pracownik ma uznawać istnienie „własności prywatnej” środków produkcji za sprawiedliwe, skoro to on jest z tego powodu obciążany odpowiedzialnością za błędne decyzje posiadaczy, na które nie miał wpływu?
      W obrębie systemu proponuje mu się jedynie „zmień pracę” lub „zausz firmę”, co oznacza podporządkowanie się innemu pracozdziercy, bądź zostanie pracozdziercą i pasożytowanie na innych.

    • Samson pisze:

      ” Dotychczasowe kilka lat w demokracji raczej nauczyło mnie uniwersalizującego myślenia. Mówienie o obronie własnych interesów wydaje mi się krokiem wstecz – przyjmowaniem partykularnego punktu widzenia. ”

      Nie ma uniwersalnych interesów, są tylko narodowe, panadnarodowe, grupowe ( zawodowe, partyjne, społeczne ) itp.itd. I każda grupa, poprzez swoje lobby, czy to finansowe ( jak się okazuje dominujące ) czy też, jak nam się wmawia, inne lobby, ( te inne to w.g. mnie także pozór-maska ) próbuje zdominować podatki , wpływy i inne aktywa ( siłę roboczą, środowisko, narzędzia ). I tym zdominowanym powinno chodzić o zmniejszenie niekorzystnych proporcji finansowych, a przynajmniej, jak pisze Autor artykułu, o AKTYWNOŚĆ w tym kierunku !!!!!!!. Niech Pan pamięta, dopóki Pan walczy, jeszcze Pan nie przegrał.

      Przypisy zamieszcza się w książkach, nie w skrótowych artykułach, w których ważniejsze jest ulotne wrażenie autora, powzięte na podstawie bardzo nieraz ulotnych informacji, często zasłyszanych. Najważniejsze jest, czy ta synteza jest zgodna z doświadczeniami innych i układa się w spójny związek zdarzeń.

  5. Dub pisze:

    Ogólnie zgadzam się z artykułem, jednak problem nie leży w stawce podatkowej. Progi podatkowe akurat powodują problemy u wyższej klasy średniej a nie u realnych bogaczy.

    Prawdziwym problemem jest to że naprawdę bogaci ludzie płacą prawie zawsze mniejsze (procentowo) podatki niż przeciętni ludzie. To przecież nie są ludzie na etatach, tylko właściciele firm, posiadających środki na specjalistów finansowych którzy potrafią optymalizować podatki w ten sposób żeby płacić prawie nic (np podatek od dochodu, nie od obrotu), a pomyśleć że jeszcze nie tak dawno temu nie było nawet podatku belki i na takich odsetkach można było zarabiać zupełnie bez żadnego opodatkowania.

    Mowa o podnoszeniu podatku w kontekście PITu to nieporozumienie, ale optymalizacja podatkowa w państwie w czasach dzisiejszej globalizacji to bardzo skomplikowany temat i nawet przy jasnym celu (bogaci płacący odpowiednio dużo + konkurencyjna oferta podatkowa dla instytucji) realizacja jest ciężka.

    • Samson pisze:

      Ma Pan dużo racji. Niestety, u nas w Polsce dyskutuje się o optymalizacji podatkowej, w sytuacji gdy 80% podatkowych dochodów państwa otrzymuje się od podmiotów prywatnych, a 20 % od firm. W państwach zachodnich proporcje są odwrotne. Jest takie przysłowie : ” Nim gruby schudnie, chudy umrze „. Nie można z tym czekać na lepsze czasy, a tym bardziej mieć oczekiwać, że nowy układ polityczny coś zmieni. Te chore proporcje dochodów podatkowych to immanentna cecha tego państwa od lat, która nie jest powszechnie znana podatnikom, szczególnie tym najbardziej poszkodowanym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>