Bramini, kupcy i widmo populistycznej lewicy

Elity, które wyróżniają się dobrym wykształceniem i postępowymi wartościami, głosują na lewicę. Posiadacze wysokiego kapitału ekonomicznego identyfikują się z prawicą. Natomiast ofiary rosnących nierówności, wobec zmierzchu polityki klasowej, zwracają się ku nacjonalistycznym populistom. Tak brzmi diagnoza przedstawiona przez Thomasa Piketty’ego, najgłośniejszego obecnie ekonomistę na świecie, oparta na badaniach elektoratów w Stanach Zjednoczonych, Francji i Wielkiej Brytanii w latach 1948-2017. Co jego studium może nam powiedzieć o polskiej scenie politycznej?

W raporcie „Lewica braminów kontra prawica kupców: rosnące nierówności i zmiany w strukturze konfliktu politycznego” francuski autor opatrzył swoje wnioski imponującym zestawem danych statystycznych – przez ponad sto stron ciągną się wykresy, na których przedstawiono np. to, jak kształtowało się poparcie ze względu na wykształcenie badanych od końca II wojny światowej do teraz, jak na postawy wyborcze wpływał osiągany dochód czy też jak ewoluowały wybory dokonywane przez mniejszości rasowe. Piketty nie tylko podjął się analizy tego materiału, ale przedstawił też swoją diagnozę demokracji i możliwe scenariusze przyszłości.

Wspólną cechą występującą na szeroką skalę w trzech badanych przez Piketty’ego krajach jest wyraźny wzrost nierówności społecznych, który można odnotować od lat 80. XX wieku. Wtedy to w Wielkiej Brytanii za sprawą zwycięstwa thatcheryzmu, w USA dzięki dominacji reagonomiki, a we Francji pod wpływem odwrotu lewicy prezydenta Mitteranda od wspólnego programu socjalistów i komunistów, hegemonię uzyskała neoliberalna polityka gospodarcza. Pomimo zaostrzającego się podziału klasowego, lewicowa polityka, która byłaby skoncentrowana na kwestiach redystrybucji bogactwa, znajduje się w kryzysie, a opór wobec neoliberalizmu wspieranego tak przez centroprawicę, jak i centrolewicę, artykułuje się głównie w kategoriach prawicowego, ksenofobicznego nacjonalizmu. Piketty próbuje rozwiązać zagadkę, dlaczego tak się dzieje. Czy to tylko fałszywa świadomość? Skuteczna promocja neoliberalnej ideologii? Bynajmniej.

populist-leaders-002

Autor „Kapitału w XXI wieku” zauważa, że w latach 50. i 60. podział na prawicę i lewicę wynikał przede wszystkim z różnic klasowych: lewica miała swoich wyborców wśród słabiej wykształconych i gorzej wynagradzanych grup, podczas gdy na prawicę głosowali raczej beneficjenci systemu z klasy wyższej i średniej. Trend ten zaczął ulegać zmianie w latach 70., gdy z lewicą zaczęli się utożsamiać coraz mocniej absolwenci szkół wyższych. Dopełnił się on w XXI wieku, gdy wyraźne stało się to, że lewicę popierają elity wykształcenia z wysokim kapitałem kulturowym, podczas gdy prawica lepiej reprezentuje elity majątkowe. W efekcie dominujący podział polityczny zorganizowany jest już nie między klasami, lecz w obrębie frakcji grup uprzywilejowanych, a ofiary neoliberalizmu skazane są albo na fałszywy wybór w nieswojej wojnie, albo na populistyczną reakcję wobec niej. W tej sytuacji coraz większa rzesza wyborców o niewielkim kapitale ekonomicznym i bez wyższego wykształcenia, rezygnuje z udziału w wyborach.

Komplikacja struktury społecznej, która wpływa na zmiany w artykulacji konfliktu politycznego, spowodowana jest nie tylko ekspansją sektora edukacyjnego – tym, co określa się przejściem do „gospodarki opartej na wiedzy”. Podsyca ją także neoliberalna globalizacja: deindustrializacja państw zachodnich i napływ imigranckiej siły roboczej. Ustanawia on ważny podział polityczny między „globalistami” a „natywistami”. Ci pierwsi wspierają otwarcie gospodarek na handel międzynarodowy i pozytywnie zapatrują się na migracje, podczas gdy ci drudzy przejawiają nastawienie protekcjonistyczne. Zdaniem Piketty’ego podział ten dał o sobie bardzo wyraźnie znać w zeszłorocznych wyborach prezydenckich we Francji, gdzie wyborcy, którzy opowiadali się za redystrybucją i byli przychylnie nastawieni do imigrantów popierali dwóch kandydatów lewicy (Jean-Luca Mélenchona i Benoîta Hamona), probiznesowi globaliści zwrócili się w kierunku centrysty Emmanuela Macrona, probiznesowi natywiści wsparli prawicowego Françoisa Fillona, a socjalni, lecz antyimigranccy natywiści głosowali na liderkę Frontu Narodowego, Marine Le Pen.

Znaczenie kontekstu globalizacyjnego widoczne jest także w USA, gdzie odpływowi spauperyzowanej białej klasy robotniczej od Demokratów do Republikanów towarzyszy formowanie się coraz bardziej pokaźnej bazy wyborczej wśród Afroamerykanów i Latynosów. Koalicja, na której wspierają się Demokraci nie ma więc charakteru klasowego – łączy ona raczej nieuprzywilejowane mniejszości z białymi wyborcami o liberalnych poglądach. W ten sam sposób Republikanie bazują na poparciu grup probiznesowych i tradycjonalistycznej, ksenofobicznej klasie średniej, z którą mogą się połączyć biali robotnicy, przekonani o tym, że Demokraci wspierają „kolorowych” ich kosztem. Co ciekawe, w ostatnich wyborach prezydenckich w USA Piketty dostrzega przesunięcie, które – choć w tym przypadku jednorazowe, co było „zasługą” Donalda Trumpa – to może okazać się zapowiedzią nowego trendu dla zachodnich demokracji: widoczny był sojusz elit wykształcenia i elit majątkowych przeciwko Trumpowi, podczas gdy ekscentryczny milioner zaskarbił sobie sympatie słabiej wykształconych i gorzej opłacanych wyborców. Również we Francji niechęć do Marine Le Pen popchnęła najzamożniejszych z prawicy bliżej centrum, ku Macronowi.

Kontrastuje z tym sytuacja w Wielkiej Brytanii. Po objęciu przywództwa w Partii Pracy przez Jeremy’ego Corbyna jasne stało się, że w przeciwieństwie do USA i Francji nie dojdzie tam do antyprawicowej koalicji braminów i kupców. W gronie tych pierwszych urosło poparcie dla lewicy, podczas gdy ci drudzy odwrócili się od partii, której wcześniejszy kurs na neoliberalizm przysporzył sympatii wśród części globalistycznie zorientowanych kupców. Przykład brytyjski podsuwa trzeci scenariusz przyszłości, z którym sympatyzuje sam Piketty: zamiast okrzepnięcia podziału politycznego ze względu na elity wykształcenia i elity majątkowe i w kontrze do przetasowania po liniach globaliści kontra natywiści, możliwy jest powrót do polityki klasowej, do którego dąży Corbyn. Problematyczne pozostaje to, na ile lewicowy populizm, budowany na poparciu klas niższych oprze się na sojuszu z absolwentami szkół wyższych (i przybierze orientację bardziej internacjonalistyczną), czy też zorientowany zostanie na wzmocnienie suwerenności państwa narodowego (przez co bliższy będzie natywistom). Brexitowe dylematy Partii Pracy dobrze zdają sprawę z tej dychotomii. Piketty jest zdania, że lewicowy suwerenizm jest na słabszej pozycji w rywalizacji z populistyczną prawicą, stąd optuje za „silną, przekonującą egalitarno-internacjonalistyczną platformą”, która „połączy słabiej wykształconych, gorzej opłacanych wyborców bez względu na pochodzenie w ramach tej samej partii”.

Proponowana przez francuskiego ekonomistę optyka „braminów i kupców” zdaje się dość dobrze przystawać do polskiej rzeczywistości. Piketty twierdzi, że nawet w kraju bez wzmożonej imigracji same przemiany edukacyjne powinny powodować ewolucję konfliktu politycznego analogiczną do tej, którą wychwycił w trzech przebadanych przypadkach. To przypadek Polski, gdzie między 2001 a 2013 rokiem doszło do wzrostu odsetka obywateli z dyplomem szkoły wyższej z 12% do 26% i gdzie 40% Polaków w wieku 30-34 lat może się nim poszczycić. Z drugiej strony, przed aktualnym napływem Ukraińców – których ma być niebawem w Polsce 3 miliony – i zanim Polacy przestraszyli się zalewu wyimaginowanej masy uchodźców, imigracja nie była zmienną, którą trzeba było brać pod uwagę w badaniach wzorców konfliktu politycznego.

Badania opinii publicznej zdają się potwierdzać obserwacje Piketty’ego. Wyłania się z nich wizerunek lewicy jako opcji popieranej przez wielkomiejskich „wykształciuchów” z klasy średniej. Z zeszłorocznego komunikatu badań CBOS wynika, że elektorat Partii Razem kształtuje się następująco: „co trzecia osoba ma od 25 do 34 lat, przy czym wśród ogółu ankietowanych odsetek ten wynosi tylko 19%. Prawie dwie trzecie (63%) sympatyków tej partii ma wyższe wykształcenie, czyli znacznie większy odsetek niż w przypadku zarówno zwolenników lewicy (34%), jak i ogółu ankietowanych (25%). Ponad połowę sympatyków Partii Razem stanowią mieszkańcy miast powyżej 100 tys. ludności, podczas gdy wśród zwolenników lewicy oraz ogółu badanych jest to około 30%. Prawie połowa sympatyków Partii Razem deklaruje, że w ogóle nie bierze udziału w praktykach religijnych. Aż 95% elektoratu tej partii popiera członkostwo Polski w UE, czyli więcej niż wśród ogółu ankietowanych. Można powiedzieć, że partia ta bliższa jest młodym ludziom z wielkich miast niż tradycyjnemu elektoratowi lewicy”. Z innego dokumentu dowiadujemy, że największe grupy popierające Razem to kadra kierownicza i specjaliści, podczas gdy w gronie robotników niewykwalifikowanych partia, która chce stać po stronie pracowników, nie notuje jakiegokolwiek poparcia.

Alarmujące jest także to, że w 2017 roku tylko 4% ogółu wyborców określających się jako lewicowych, było skłonnych zagłosować na Razem. Za to aż 38% tej grupy popierało Platformę Obywatelską – w 2005 roku było to tylko 7%. PO ma wśród wyborców lewicowych nawet większe poparcie niż SLD (20%), a wyborcy Sojuszu to dziś w 40% emeryci i renciści, a z grup czynnych zawodowo – podobnie jak w przypadku Razem – najwięcej zwolenników SLD ma wśród kierowników.

Gdzie zatem jest elektorat z klasy ludowej i niższej średniej, jeśli nie po lewej stronie sceny politycznej? Jak informuje CBOS, najbardziej robotniczy elektorat gromadzą Kukiz’15 i Prawo i Sprawiedliwość. Również wśród tych dwóch ugrupowań jest najwięcej wyborców, którzy sytuację materialną swoich gospodarstw domowych uważają za złą, podobnie jak mieszkańców wsi i miast poniżej 100 tysięcy mieszkańców. Wniosek, że dziś to populistyczna prawica sięga po wyborców, którzy nie odnajdują się w podziale na braminów i kupców, potwierdzają dane dotyczące tak istotnego dla Piketty’ego czynnika wykształcenia: w ostatnich wyborach parlamentarnych 50% wyborców PiS i 41% Kukiz 15’ ukończyło jedynie szkołę podstawową, gimnazjum lub zawodówkę.

Widmo populistycznej lewicy, o którą upomina się nawet tak głównonurtowy i umiarkowany reformista jak Piketty, być może krąży gdzieniegdzie w Europie, ale najwidoczniej ominęło Polskę.

Łukasz Moll

Łukasz Moll

doktorant filozofii na Uniwersytecie Śląskim, redaktor czasopisma naukowego „Praktyka Teoretyczna”, lewicowy aktywista z Górnego Śląska.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>