Ernst Friedrich Schumacher: Koniec balu [1975]

·

Ernst Friedrich Schumacher: Koniec balu [1975]

·

Sądząc po liczbie publicznych wypowiedzi przedstawicieli agend rządowych, jesteśmy w ostatniej fazie poważnego kryzysu ekonomicznego, który ma kilka nieprzyjemnych cech, a najgorszą z nich jest inflacja. Mówi się nam, że jeżeli chcemy sprostać naszym głównym konkurentom i uzyskać pozycję dogodną do czerpania korzyści z rozwoju światowej gospodarki, ufnie prognozowanych na przyszły rok, to musimy tę inflację zmniejszyć o połowę. Musimy coś zrobić z deficytem w handlu zagranicznym, a nawet zacząć spłacać nasze ogromne długi – wtedy ropa z Morza Północnego znowu zacznie płynąć szerokim strumieniem po naszej szczęśliwej drodze wzrostu gospodarczego.

Ten rodzaj optymizmu wystarczy, aby wpędzić w depresję najdzielniejsze serce. Czy będziemy w stanie zawrócić z tej „szczęśliwej drogi”? Na pewno będziemy w bardziej niebezpiecznej i trudnej sytuacji niż rok temu. Nadal będziemy mieli potrójny kryzys – kryzys zasobów, kryzys ekologiczny oraz kryzys społeczny. Wszystko będzie jeszcze bardziej kruche i wrażliwe.

Jestem pewien, że obecna sytuacja nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek wcześniejszą „depresją” czy „recesją” – oczywiście z wyjątkiem objawów takich jak bezrobocie. To nie jest część cyklu, to nie jest „korekta”, „krach giełdowy” czy coś w tym rodzaju – to koniec epoki. Barbara Ward mniej więcej rok temu stwierdziła krótko i dosadnie: „Bal się skończył”.

O jakim balu mowa? Była to uczta głównie dla niewielkiej liczby państw oraz równie niewielkiej (choć rosnącej) mniejszości w tych państwach, a większość ludzi dostarczająca dóbr i usług na potrzeby owej imprezy nie należała do beneficjentów tego wydarzenia. Pozwalaliśmy się omamić trzem złudzeniom:

• Po pierwsze, złudzeniu o istnieniu niewyczerpanych zapasów taniego paliwa i surowców naturalnych.

• Po drugie, złudzeniem było przekonanie o niemal równie niewyczerpanym zapasie robotników chcących wykonywać nudną, powtarzalną i przygnębiającą pracę za nieduże pieniądze.

• Po trzecie, złudzeniem było to, że Nauka i Technika już niedługo uczynią każdego tak bogatym, że na Ziemi nie będzie żadnych problemów, poza jedynym: co zrobić z wolnym czasem i bogactwem.

Te złudzenia, które sprawiły, że bal wyglądał tak jak wyglądał, obecnie rozwiały się niemal zupełnie. Zauroczyły nas one, ale już się budzimy i wokół dostrzegamy sterty śmieci. Jednak nadal jesteśmy częściowo pod wpływem owych złudzeń i większość tego, co mówimy i robimy opiera się na nadziei, że złudzenia wkrótce powrócą i impreza będzie trwała nadal.

Tak naprawdę, to wszyscy wiemy, że te złudzenia nigdy nie powrócą i że impreza skończyła się. Ale ponieważ wymyślenie i stworzenie czegoś nowego, na przykład nowego stylu życia, jest bardzo trudne i kłopotliwe, to wolimy dokonywać ogromnego wysiłku psychicznego, zwanego „wyparciem”.

Ten opłakany stan bez wątpienia nie ogranicza się do Wielkiej Brytanii. Niedawno widziałem relację na żywo ze spotkania na wysokim szczeblu, jakie miało miejsce w Niemczech kilka miesięcy temu – brali w nim udział kanclerz Helmut Schmidt, prezes Niemieckiego Banku Centralnego oraz znani ekonomiści, dyplomaci i dyrektorzy. Na spotkaniu tym nie było najmniejszych oznak chęci powrotu do trendów z lat 50. i 60. XX wieku, jak gdyby obecny kryzys był czymś w rodzaju międzynarodowego wypadku samochodowego i jakby nie było sposobu uniknięcia jego nieuchronnych skutków.

Podobne „wyparcie” można obserwować w innych dziedzinach, jak na przykład nauki przyrodnicze. Tu także „bal się skończył”. Była to impreza szczególnego rodzaju, właściwie orgia nihilizmu, świętowanie bezwartościowych, bezcelowych i bezsensownych teorii naukowych: rodzaj ludzki jest niczym więcej jak tylko kosmicznym zbiegiem okoliczności (który równie dobrze mógł mieć miejsce w innym zakamarku Wszechświata), a ostateczną rzeczywistością jest bezmyślna „materia” lub „energia”. Gdy impreza jeszcze trwała, najbardziej czczonym eksponatem było Drugie Prawo Termodynamiki lub Prawo Entropii, które zakłada, że wszystko „rozpada się” (przynajmniej dopóki nie żywi się pasożytniczo czymś innym), a Wszechświat jako całość czeka nieuchronna śmierć i rozkład.

Theodore Roszak podjął tę dyskusję z naukowcami i zapytał: „Dlaczego robią takie dziwne rzeczy? Przypuszczalnie dlatego, że entropia jest nihilistyczna; pokazuje, że wszystko zmierza w kierunku powszechnej śmierci i rozkładu, i wspiera założenia obcego, bezsensownego dla człowieka wszechświata, który się beznamiętnie i bezosobowo bada oraz manipuluje nim […], żeby móc analitycznie przejść od całości do części, zredukować jakość do ilości i wykluczyć przypadki krańcowe, by założyć radykalny obiektywizm przyrody: jest tak wiele hipotez do udowodnienia. Wszystko to razem wzięte odzwierciedla światopogląd naukowy, jaki znamy na Zachodzie od czasów Galileusza”.

Wszędzie są wskazówki, że nauka osiągnęła kres określonej epoki. Dowody nadchodzą ze wszystkich stron: fizyka i chemia nie mogą liczyć na nic więcej niż „substrat” zjawiska i gdy chodzi o kwestie życia, inteligencji i świadomości, muszą być postrzegane jakby służyły wyższym siłom. Dowody te oczywiście nigdy nie były obce filozofom przyrody i wszystkim, którzy myśleli o sobie jako o ludziach mających coś więcej niż zdrowy rozsądek; teraz jednak przytłacza naukowców ze wszystkich stron: gdy uważnie przyglądają się przyrodzie, odkrywają, że nie można wpasować przyrody w ich materialistyczny warsztat myślenia.

Wynikiem tego jest rosnący strumień publikacji, takich jak „Tajemnice życia roślin” Petera Tompkinsa i Christophera Birda. Donoszą oni o niezliczonych faktach, których nie można wytłumaczyć przy pomocy ortodoksyjnej nauki. Przedstawiają także przy okazji straszne historie prześladowań geniuszy, których odkrycia naukowe były zbyt nieortodoksyjne, aby „główny nurt” mógł je zaakceptować. Dziedzinami największej nietolerancji wydają się być medycyna i rolnictwo.

W doświadczeniach tych tak osobliwe i nie do przyjęcia jest to, że uzyskują one efekty łagodnie, czyli przy minimalnych nakładach energii lub innych substancji. Jest to całkowicie sprzeczne z technologią pochodzącą od nauki ortodoksyjnej, które zwykle jest „gwałtowna” i wymaga wysokich nakładów, zwłaszcza energii.

Dostępna literatura zawiera tak wiele opisów nowych możliwości, np. leczenia ludzi czy uprawy roślin, że można sądzić, iż dyscypliny te są u szczytu wrzenia intelektualnego oraz fermentu i że większość naukowców jest zbyt niecierpliwa, by kontynuować te nowe możliwe kierunki badań. Jednak nic takiego nie ma miejsca, może za wyjątkiem kilku nieustraszonych pionierów. Establishment świata nauki do perfekcji opanował „wyparcie”.

I znowu jest powód do optymizmu. Narasta ciśnienie i obrona oparta na „wyparciu” nie utrzyma się długo. Gdy zrozumiemy nasz kryzys ekonomiczny, wówczas będziemy wiedzieli, co robić i podobnie, gdy zrozumiemy kryzys nauki – znajdziemy sposoby rozwiązania go.

Trzeba oczywiście głowić się nad takimi problemami, jak inflacja i inne przejściowe dolegliwości, które nas dręczą. Ale nie zapewnimy sobie w ten sposób przetrwania. Przetrwanie będzie zależało od naszych zdolności do pokonania „wyparcia”, które broni całkowicie przestarzałych filozofii „rozwoju gospodarczego”.

Ci, którzy zdadzą sobie sprawę, że nadszedł koniec pewnej epoki w ekonomii i nauce, nie będą mieli powodów do „bezkompromisowej rozpaczy”. Gdy stary porządek umrze, nowy będzie już gotowy. Ale odkrycie nowych możliwości będzie wymagało ogromnego nakładu uczciwej pracy.

Ernst Friedrich Schumacher

Tłum. Przemysław Prytek

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Resurgence” vol. 6 nr 4, wrzesień-październik 1975 r. Następnie niniejszy polski przekład opublikowaliśmy w piśmie „Obywatel” nr 27 w roku 2006.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Tomasz Chmielewski

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie