Teksty rymowane

·

Teksty rymowane

·

przemoc

przemoc to żyć za tysiąc pięćset

w zimnym mieszkaniu na czwartym piętrze,

które wygląda na kawalerkę

po nieprzespanej kolejnej nocy,

kiedy minuty długie, niepewne

zdawały się wlec wciąż, ledwie co kroczyć

 

przemoc to wstawać o piątej przed świtem,

by zdążyć zakręcić kaloryfery,

aby rachunki cyfr nie miały czterech

i by choć trochę starczyło na życie,

by nie oszczędzać na kredkach dla dziecka,

aby wciąż liczyć złotówki przestać,

aby się wynieść z czwartego piętra,

mieć nowe ciuchy, raz kupić wino,

trochę pokręcić się w handlowych centrach,

przejrzeć wystawy, nie tylko je minąć,

odwiedzić teatr, muzeum czy kino,

aby się cieszyć choć jedną chwilą

pośród bezsensu, co cię wypełnia

 

przemoc to siedzieć przez godzin siedem,

będąc na każde palca skinienie

nie być człowiekiem, być tylko numerem,

lub stanowiskiem albo peselem,

kodem, zasobem lub tylko NIP-em,

i złem koniecznym w zakładzie pracy,

któremu trzeba niestety płacić,

któremu trzeba fundować życie,

który mieć musi lekarza, dentystę,

opiekę, urlopy, wolne niedziele

i jeszcze nawet ubezpieczenie

 

przemoc to wierzyć tym publicystom

narzekającym na rozdawnictwo,

na to, że ty im zabierasz wszystko,

że kiedyś nad morzem to było czysto,

że w górach pusto, że tak przejrzysto,

gdy mieli te góry i morza na własność

a teraz do miejsc tych przybyło chamstwo,

co przecież wszystko dostało za darmo

nie tak jak wielki pan publicysta

co swą wierszówką, harówką, ofiarą,

każdym swym słowem, swą pracą całą

zasłużył, by z dóbr tych wszystkich korzystać

 

przemoc to słuchać o patologiach,

co w końcu dostały swój marny ochłap

tak przecież mówi Newsweek, Wyborcza,

że się sprzedałeś za jakiś socjal

i że nie myśląc o prawach i sądach,

o demokracji, wolności, poglądach,

o wodzie w kranie, ciepłej lub zimnej

oddałeś wszystko, co jest im bliskie

jak mogłeś wcale o nich nie myśleć,

kiedy na szali są sprawy wyższe?

 

kiedy stać musisz, gdy oni siedzą,

gdy wegetujesz kolejny miesiąc,

marznąc w mieszkaniu, znów mało jedząc

a oni mówią, że ciągle chcesz więcej,

łapę wyciągasz po więcej pieniędzy,

że się sprzedałeś za srebrników pięćset

zamiast uchwycić ich dobrą rękę

i wspólnie walczyć, by było jak było

o demokrację, o spokój i miłość,

o wolne sądy, śmieciowe umowy

i o eksmisje – te w środku nocy,

o wolny rynek, o brak rozdawnictwa,

i o programy Tomasza Lisa

 

gdy mówić będą, o wszystkim tym bredząc

słuchaj uważnie – to właśnie przemoc

 

eko

wśród plastikowych plaż i odkręconych kranów,

gdzie w pierś się bije milionerów paru

tych z rafinerii i tych od odpadów,

ze łzami na nowym filmie Netflixa,

gdzie celebryta swe grzechy wylicza

to, że nie dawał dobrego przykładu

i brak mu było empatii, czułości,

ale już kocha te lwy i foki,

tygrysy, rysie i wszystkie drzewa,

ale iść musi, bo jacht mu ucieka

 

wśród eko-coli, bio-soków, kampanii społecznych,

zielonych krawatów, torebek, wędrówek leśnych,

procenta od kawy na pomoc Afryce

i tego procenta, co dzierży kapitał

wśród żartów rubasznych o Grecie Thunberg,

rechotu prawicy, że ekofaszyzm,

że wolność odebrać chcą im lewacy,

wśród ognia, co trawi tajgę i tundrę,

zniczy, co płoną za pamięć lodowca,

drapania w płucach, łamania w kościach

pośród foliówek w żołądkach ptaków,

i przypadkowych wszystkich pożarów

bez raf koralowych, bez Amazonii,

lecz z celebrytą, co grzechy przypomni

 

wciąż kapie woda i płonie węgiel,

bo innego końca świata nie będzie

 

Piotrek Kolasiuk

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie