„Crack”, czyli hipokryzja, rasizm i klasizm

·

„Crack”, czyli hipokryzja, rasizm i klasizm

·

Uciąć programy socjalne, zderegulować rynki, obalać rządy okolicznych socjalistów, rozpocząć wojnę z narkotykami, a całość okrasić nutką rasizmu i uprzedzeń klasowych. Co może pójść źle? Wszystko. I o tym mówi dokument „Crack. Kokaina, korupcja i konspiracja”, który zagościł ostatnio na Netflixie. Nie zrażajcie się tytułem, to nie kolejna sensacyjna opowiastka na nośny temat.

And everybody know, another kilo
From a corner from a brother to keep another below
Stop illin’ and killing, stop grillin’
Yo, Black, yo (We are willing!) – 

tak rymował pod koniec lat 80 Chuck D, ikona rapu zaangażowanego społecznie. Crack był już wtedy integralną częścią amerykańskich gett. Jedni robili na nim fortuny, kupowali cadillaki i obwieszali się złotem, inni za jego sprawą tracili zdrowie, życie lub wolność, jeszcze inni po prostu bywali na haju.

Czym jest crack? To kokaina zmieszana i podgrzewana najczęściej z sodą, co zmienia ją z proszku w zdatne do palenia grudki. Palony w fifce pęka wydając charakterystyczny dźwięk, stąd jego nazwa. Wdychany do płuc dym działa szybciej i mocniej niż wciągany do nosa proch. Crack jest tańszy od kokainy, a to oznacza, że jest dostępny nie tylko dla ludzi od klasy średniej wzwyż, sięgają po niego również, a może przede wszystkim biedni. Kokaina zasypywała salony, crack rozgościł się na ulicach. Choć jedno i drugie to de facto ta sama substancja.

Stanley Nelson, stary wyga filmu dokumentalnego, o cracku opowiada nam ustami byłych dilerów, narkomanów, policjantów, ale również naukowców i ludzi ze świata kultury. Nie ma tu narracji z offu, są za to mocne obrazy Ameryki sprzed trzech dekad, której daleko było do utopijnej krainy wolności i dobrobytu z hollywoodzkiej laurki. Nelson stawia na prostą dokumentalną formę, solidną faktografię, nie dokładając technicznych fajerwerków. Dobrze zmontowane zdjęcia z obfitego archiwum, podlane hip hopem z lat 80. i 90. pozwalają nam wejść do getta, zanurzyć się w jego oparach i lepiej zrozumieć problem – znacznie bardziej złożony, niż wielu z nas mogłoby się wydawać.

Przywrócimy nadzieję tym, którzy ją utracili i zaprosimy ich do wielkiej narodowej krucjaty, by uczynić Amerykę znów wielką. Make America great again.

W 1981 r. Amerykanie wybrali na prezydenta średnio utalentowanego aktora, który kampanię wyborczą zbudował na powyższym haśle. Ronald Reagan rozpoczął neoliberalną epokę zachodniego świata. Od tej pory królować miał wolny rynek, a jego niewidzialna ręka miała rozwiązywać problemy nękające obywateli wolnego świata. Administracja Reagana konsekwentnie likwidowała wszelki socjal. I tutaj zaczyna się historia sukcesu cracku. Z jednej strony ludzie pogrążeni w biedzie poszukujący taniego haju, z drugiej ci sami ludzie bombardowani sloganami o amerykańskim śnie, o „chciwości, która jest dobra”, o braniu losu we własne ręce, a jednak bez perspektyw na legalną karierę. Crack dał odpowiedź jednym i drugim. Pierwsi dostali haj, drudzy śnili swój american dream, zostali ulicznymi kapitalistami w najczystszej wolnorynkowej formie. Sprzedawali bez regulacji, bez hamulców, bogacili się nie zawracając sobie głowy konsekwencjami. Crack rozprzestrzeniał się po USA niczym wirus, a Stanley Nelson w swoim najnowszym dokumencie starannie kreśli społeczno-polityczny kontekst tej zarazy.

„Somoza może jest skurwysynem, ale to nasz skurwysyn” – powiedział o krwawym dyktatorze z Nikaragui przywódca wolnego świata Reagan. Parafrazując: może skurwysyn, ale rynku nam nie zamknie i nie ureguluje. Sandiniści, którzy Anastasio Somozę obalili, mieli poglądy mieli marksistowskie. Poza tym trwała zimna wojna, więc każdy zalążek socjalizmu USA próbowały dławić. Administracja Reagana wspierała nikaraguańską prawicową partyzantkę. Kiedy Kongres zadecydował, że Amerykanie nie będą dłużej opłacać wojny domowej obcego państwa, rząd wraz z CIA wymyślili alternatywę. Do Iranu toczącego wojnę z Irakiem nielegalnie sprzedawano broń, a część pieniędzy transferowano do Nikaragui. Gotówkę CIA dostarczało samolotami. Po wyładowaniu dolarów na pokład awionetek trafiała kokaina, która w ten sposób docierała do USA. Tak partyzanci zarabiali na wojnę. Reagan z kolei wypowiedział już wtedy wojnę narkotykom. Hipokryzja?

Nelson pokazuje, jak wojna z narkotykami sprowadziła problem narkomanii i uzależnień do kwestii kryminalnej, całkowicie pomijając aspekt ochrony zdrowia. Narkomanom, zwłaszcza tym niebiałym i niezamożnym, nie proponowano leczenia, lecz więzienie. Wykluczonym jeszcze większe wykluczenie. Politykę twardej ręki kontynuował zarówno Bush, jak i demokrata Clinton. Dyskusja o sensie lub bezsensie antynarkotykowej krucjaty zaczęła kiełkować dopiero w czasach Obamy, choć nie przyniosła ona zasadniczego zwrotu w polityce. W efekcie za kratami amerykańskich więzień odsiadują dziś wyroki 2 miliony osób – tyle samo, ile zamieszkuje np. Słowenię. Ponad połowa to czarni, ponad połowa za przestępstwa narkotykowe. Popularny wśród biedniejszych Afroamerykanów crack jest obłożony stokrotnie wyższą sankcją niż kojarzona z klasą średnią i elitą kokaina. Echa rasizmu?

I know this crackhead who said she gotta smoke nice rock
And if it’s good, she’ll bring you customers and measuring pots
But yo, you gotta slide on a vacation
Inside information keeps large niggas erasin’ and their wives basin’

– rymował 20-letni Nas.

 

„Crack” odtwarza medialną histerię, która w latach 80. wybuchła wokół używki. Widzimy dziennikarzy bezrefleksyjnie powtarzających wprowadzające w błąd slogany i przepisujących niesprawdzone statystyki, stygmatyzując całe społeczności. Przyglądamy się politykom prześcigającym się na to, kto będzie twardszy, kto bardziej bezkompromisowy. Brzmi znajomo? Przypomnijmy sobie debatę na temat dopalaczy.

Autor „Cracku” skupia się na swoim podwórku. Stawia pytania o to, jak crack zmienił jego kraj, co doprowadziło do eksplozji popularności narkotyku, czy wojna z narkotykami jest gorsza niż same narkotyki. Stany Zjednoczone jako supermocarstwo miały największy wpływ na kreowanie światowej polityki narkotykowej, dobrze więc spojrzeć na jej korzenie. Potem warto zadawać kolejne pytania. Chyba że wystarczy nam odpowiedź pierwszej damy Nancy Reagan. Co zrobić, kiedy ktoś proponuje ci narkotyki? Just Say No! I po problemie.

Przemysław Ciupka

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie