Hiperinflacja wolności
Każda z tych grup używa słowa „wolność” jak tarczy, za którą można ukryć własny interes.
Zanim obejrzałem netflixowy serial Jana Holoubka „Heweliusz”, przeczytałem felieton Filipa Memchesa pt. „Czy Holoubek przyznał rację Kaczyńskiemu?”. Tekst jest tak krótki, że jedno spojrzenie wystarczyło, aby wychwycić słowo „układ”. Spowodowało to, że nie mogłem zrezygnować z lektury, choć rzadko czytam recenzje przed obejrzeniem filmu. Oczywiście w trosce o to, aby nie uwarunkować własnego odbioru innymi interpretacjami. Było jednak za późno.
Pojęcia układu użył po raz pierwszy Andrzej Zybertowicz w podtytule książki „W uścisku tajnych służb. Upadek komunizmu i układ postnomenklaturowy”. Toruński socjolog wskazuje, zresztą nie tylko w tej publikacji, jak pasożytnicze grupy interesów rozkradają Polskę, jak splot władzy, biznesu, służb i mediów, układ właśnie, działając w zakulisowy sposób, osłabia państwo polskie i jest śmiertelnie groźny nie tylko dla bezpieczeństwa naszego kraju, lecz przekłada się na życie zwykłych ludzi. Ludzie układu, od polityków po dziennikarzy, działając w swoim interesie żerują na wspólnotowo wytwarzanych zasobach, a nie w interesie społeczeństwa.
Zybertowiczowi udało się stworzyć grupę badaczy naukowo zajmujących się socjologią działań zakulisowych oraz nieformalnymi grupami interesów, tworząc tym samym ludzkie zasoby zdolne analizować sytuację owego uścisku, w którym w latach dziewięćdziesiątych znajdowała się Polska. Naukowiec stworzył aparaturę pojęciową i metodologię badania działań (podpadającą pod typ analizy sieciowej), które pozornie są niepowiązane, lecz pełnią istotną wolę w społecznym tworzeniu wiedzy oraz obszarów nie-wiedzy. To określona wiedza decyduje przecież o naszym obrazie świata, którym zazwyczaj milcząco kierujemy się w naszych decyzjach, także politycznych.
Warto zapoznać się z książką oraz artykułami tego badacza, aby samodzielnie wyrobić sobie zdanie na ich temat, gdyż pojęcie układu jest celowo ośmieszane. Szczególnie w kręgach „Gazety Wyborczej” – nic w tym dziwnego, wszak jest ona elementem opisywanego układu. Kłopot w tym, że uwagi krytyczne wobec Zybertowicza, bo trudno je nazwać polemikami, są słabej jakości, a bazują zazwyczaj na etykietach lub argumencie „teorii spiskowej”, nie wchodząc zupełnie w empirię opisywanych powiązań.
Co istotne, „W uścisku tajnych służb” ukazała się w 1995 roku, czyli w dwa lata po katastrofie promu Heweliusz. Z tego choćby względu aż prosi się o analizę tej katastrofy jako studium przypadku słabości państwa układu. Taką pracę wykonują zazwyczaj badacze, dziennikarze oraz analitycy służb. W przypadku serialu wykonał ją reżyser, na ile świadomie, to osobne pytanie, można jednak stwierdzić, że chęć stworzenia dobrego empirycznie opisu śledztwa niejako podpowiada określone ujęcie i terminologię.
W swoim felietonie Filip Memches zachęca do obejrzenia tego filmu właśnie przez pryzmat pojęcia układu. To bardzo mądra zachęta i jednocześnie bezpardonowa, albowiem już na początku felietonu autor pisze: „Zastanawiam się, czy Jan Holoubek zdaje sobie sprawę z tego, że jego serial «Heweliusz» stanowi akt oskarżenia wobec środowiska, które było politycznym protoplastą współczesnych demokratycznych elit wojujących z prawicowym populizmem?”.
Zdaniem publicysty „Do Rzeczy” netflixowy serial jest znakomity nie tylko artystycznie, ale także jako opowieść historyczna. Bowiem Polska w „Heweliuszu” to kraj z diagnozy Jarosława Kaczyńskiego, czyli kraj rządzony przez patologiczny układ opisywany przez prezesa Prawa i Sprawiedliwości oraz jego intelektualne zaplecze, w tym właśnie Zybertowicza. To państwo z kartonu, słabe, gdyż pozbawione zdolności obronnych i patriotycznej troski, łup dla grup interesu na styku państwa, biznesu i służb. Państwo, cytując klasyka, także wywodzącego się ze służb, istniejące „tylko teoretycznie”. Układ, jak pokazuje film, i co jest empiryczną rzeczywistością, będzie wszelkimi sposobami eliminował swoich wrogów, jak w przypadku kapitana Piotra Bintera, który uległ wypadkowi samochodowemu, będącemu w istocie dziełem służb.
Dekady temu za taką diagnozę Kaczyński był traktowany jako „oszołom” śledzący wpływy „obcych”, bo przecież wiadomo, że „historia się skończyła” i wszyscy mamy wspólne interesy ze „swoimi” (Rosja, Niemcy), przy czym nierzadko okazuje się, że są to interesy ponadnarodowych elit rozgrywanych w jak najbardziej narodowych interesach – tyle że nie naszych.
Czy Holoubek, kreśląc obraz Polski, nie przyznał racji Kaczyńskiemu, choć sam opowiada się za druga stroną politycznego sporu? – słusznie pyta Memches.
To ciekawe pytanie. Czy reżyser, i szerzej, ludzie opisujący rzeczywistość społeczną, w tym przypadku lat 90. ubiegłego wieku, potrafią uświadomić sobie, po pierwsze, czyja to rzeczywistość, kto jest za nią odpowiedzialny oraz, po drugie, wyciągnąć z tego wnioski. To sprawa fundamentalna, gdyż nie można odfajkować tego pytania prostym „To już przeszłość”, szczególnie że nie jest rzeczą trudną do opisania metamorfoza układu sprzed lat trzydziestu do dzisiaj. Co zadziwiające, nie zmieniają się nawet aktorzy tego spektaklu, choć na scenie odgrywają nowy scenariusz. W tym zakresie nic nie da refleksja nad polityczną nostalgią, bo nostalgia dotyczy tego, co minęło, a układ tylko się transformuje – uznanie go za trupa to duży błąd, gdyż wymyka się on opozycji kiedyś (był) – dzisiaj (nie ma) oraz opozycji regres – postęp, tak chętnie przykładanego do prawicy i lewicy.
Inne ważne pytanie brzmi: czy, i na ile, ludzie służący temu układowi rozpoznają swoją służalczość. Jakie przyjmują psychologiczne strategie radzenia sobie z tą kwestią, zakładając, że jakoś w ogóle ją podskórnie rozpoznają.
Te dwa pytania, i odpowiedzi na nie, pokazują swoją ważność dopiero przy odpowiednim oglądzie „Heweliusza” właśnie poprzez pryzmat pojęcia układu, a nie na przykład nostalgii za latami 90. Dobrze pamiętam z tamtych lat odwiedziny komornika, liczenie przez rodziców każdej złotówki i ubrania z lumpexu, które były znakiem biedy, a nie mody. Moja percepcja w ogóle nie była ukierunkowana poprzez pojęcie nostalgii, choć oczywiście przy okazji innych filmów bywam nostalgiczny, bo ona jest zawsze „wyrywkowa”. Postacią z filmu, wobec której czułem najwięcej sympatii i rozumiałem najlepiej, ze względu na swoje pochodzenie klasowe, byli Aneta Kaczkowska, żona kierowcy ciężarówki, i jej syn.
Może się wydawać, że perspektywa analizy sieciowej dotyczy tylko tych, którzy są wyżej w hierarchii grup zawodowych istniejących w owym splocie relacji, układu. Co do tego zwykłym ludziom? Otóż gdy wolny rynek, analogicznie jak demokracja, staje się fasadą, czyli nie wszyscy są równi, to tracą na tym najbardziej ludzie z klasy ludowej oraz z klasy średniej. Przegrywają w wyścigu o zasoby, a powodem porażki jest kierowanie się regułami obowiązującymi tylko ich, bo prawdziwe reguły zakulisowej gry znają ludzie układu, co oznacza, że dla klas podporządkowanych zawsze kończy się to ekonomicznym wyzyskiem. Aby zamaskować realny kształt rzeczywistości społecznej trzeba, głównie dzięki mediom oraz ich funkcjonariuszom złożonym z różnych „ekspertów”, odpowiednio tworzyć obszary wiedzy i niewiedzy, kształtować ideologię/światopogląd, kierować uwagą, zarządzać emocjami. Układ działa na przecięciu bazy i nadbudowy. Wystarczy prześledzić krok po kroku historie polskich bogaczy, w tym medialnych baronów, żeby zobaczyć, iż byli oni kowalami w kuźni służb.
W „Heweliuszu” wspomniany wątek ekonomiczny także jest obecny. Jak trafnie pisze Memches: „W «Heweliuszu» występuje postać kierowcy tira. Mężczyzna ginie w katastrofie promu, a wraz z nim tonie dzierżawiony przez niego pojazd. Przedsiębiorstwo, od którego dzierżawił tira, zapowiada wdowie (została z nastoletnim synem i jest w ciąży), że będzie musiała pokryć koszty utraconego mienia. Tymczasem kobiety nie stać nawet na godny pochówek męża. Odrodzona wolna Polska losem takich szaraczków się nie interesuje. Oto bezlitosne, nieludzkie oblicze raczkującego kapitalizmu”.
Pełna zgoda, lecz można poczynić jeszcze jedną ważną obserwację. Żona kierowcy jest zmuszona do „żebrania”, jak mówi, jej sytuacja ulega ekonomicznej i społecznej degradacji. Jej mąż nie ma uroczystego pogrzebu, który miał kapitan Ułasiewicz. Śmierć zabiera wszystkich tak samo, ale nie wszyscy są tak samo traktowani po śmierci – w tym sensie serial trafnie pokazuje, że kto lekceważy ludzką godność, zyskuje wroga (sukces populizmu jest zatem zrozumiały). Ponadto wdowa po kapitanie dostaje zapewnienie, że finansowo będzie zabezpieczona. Ta ekonomiczna i symboliczna różnica sprawia, że kobiety nie darzą się sympatią. Dodatkowo w grę wchodzi obarczenie kapitana winą za śmierć męża, co ważne, jeszcze przed wyrokiem. Czyżby wpływ mediów? Ten wątek medialny w filmie niestety nie istnieje poza hasłami, aby nie wierzyć w to, co mówią w telewizji. Konflikt obu kobiet, choć zarządzany całą skomplikowaną i heterogeniczną siecią relacji, przekłada się na agresję wśród dzieci, które widzą w sobie wrogów, nie dostrzegając wroga prawdziwego: układu duszącego państwo. On musi pozostać w cieniu, gdyż przeciwko widzialnemu wrogowi łatwiej się zjednoczyć, w przeciwnym razie wszyscy walczą przeciwko wszystkim, lecz uderzający prętem w klatkę pozostaje niewidzialny.
Serial to świetnie pokazuje. Choć obie kobiety straciły mężów, nie są w stanie być ze sobą solidarne, nie pojawia się nawet możliwość sojuszu międzyklasowego przeciwko tym, którzy w jakiś sposób przyczynili się do tragedii (choć to cały splot okoliczności, co rozmywa odpowiedzialność) lub maskują prawdę. Jedna walczy o dobre imię męża, druga mierzy się z realiami kapitalizmu, niec mogą znaleźć winnego, bo w świetle prawa wszystko jest porządku. Prawo to jednak jest odpowiednio skrojone: ci biedniejsi podejmują bowiem ryzyko, które w przypadku wypadku losowego sprawia, że tracą wszystko, a ich los będzie ich winą. Bogaci na tragedii jeszcze zarobią, za odszkodowanie wybudują nowy prom. Wszyscy grają, ale ryzyko nie jest takie samo.
W tym sensie film zachęca do sojuszu w imię oporu i buntu przeciwko układowi, gdyż koniec końców prawie wszyscy przez niego cierpimy. Cierpi nasza godność, gdyż w imię swoich interesów oczernia się innych ludzi. Cierpi się, gdyż żyje się w świecie, w którym nie można być uczciwym i każdy jest jakoś „umoczony”, a co za tym idzie podlega szantażowi. „A co ty zrobiłeś?” – pytana dążącego do prawdy o katastrofie Bitnera jego kolega Kubara, mając na myśli, że i ten wiedział o pewnych nieprawidłowościach związanych ze stanem technicznym promu. Cierpi się, gdyż postawienie się układowi prowadzi do bardzo poważnych konsekwencji, w związku z tym znikają z horyzontu mogący mu się przeciwstawić, np. odważni adwokaci jak w serialu, albo dziennikarze. Cierpi się, gdyż uczciwi ludzie przegrywają z nowym typem człowieka, którego w filmie reprezentuje Kubara, który działa zawsze w służbie układu, choć zapewne nie jest złym człowiekiem.
Co ciekawe, jego przeciwieństwem jest Aneta, żona kierowcy. To ona publicznie mówi, że choć jest „prosta, to nie głupia” i widzi, co się dzieje przed Izbą Morską. Jest nie tylko poznawczo przenikliwa, ale i odważna, gdyż nie przyjmuje oferty składanej przez służby. W ostatnich scenach filmu widzimy, jak wraz z kapitanową mówią sobie „dzień dobry”, bo choć poniosły różne konsekwencje, to obie wiedzą, kto jest ich wrogiem.
„Heweliusz” pokazuje, jakim koszmarem jest życie w kraju zdominowanym przez układ. Najgorsze jest to, że ten koszmar, choć nie dla wszystkich, trwa. Układ topi nie tylko statki – topi ludzi oraz ich marzenia i nadzieje na lepsze życie. Niekiedy najzwyczajniej w świecie zabija, jak Jolantę Brzeską, o której film pt. „Lokatorka” dobrze pokazuje działanie układu, i to wcale nie z odległej przeszłości lat 90.
Jeśli się nie ockniemy, pozostaną po nas tylko pęcherzyki powietrza, żyjące tyle, co bańki mydlane.
Mayday, Mayday, Mayday…
dr hab. Michał Rydlewski
Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Zmechowiec 75 – Praca własna, CC0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=179736839
Każda z tych grup używa słowa „wolność” jak tarczy, za którą można ukryć własny interes.
Taka zmiana polityczna wybiłaby region z Globalnego Południa, zabezpieczając strategiczne „miękkie podbrzusze” Stanów Zjednoczonych.