Inna Polska. Ta sama Polska
Inna Polska. Ta sama Polska
Jest to numer o Polsce B. O prowincji, o peryferiach, o wsiach, o średnich i małych miastach. O ich problemach, zapaści, niewesołych widokach na przyszłość. O tym, że same te terminy niosą w Polsce określone skojarzenia, stereotypy i fałszywe wyobrażenia.
O obojętności klasy politycznej i klasy paplającej. O tym, że ze stolicy i z kilku największych ośrodków nie widać tego, co małe, odległe, biedne. Pozbawione reprezentacji w polityce, mediach, kulturze. A jeśli nawet czasami się zauważa, to aby wyśmiać i wyszydzić. Albo coś obiecać w kampanii wyborczej. Albo, w najlepszym razie, łaskawie pochylić się nad „zmarginalizowanymi” – na chwilę, paternalistycznie, rzekomo wiedząc lepiej, co ich trapi i czego im trzeba.
Piszący te słowa przemieszkał na prowincji niemal całe życie, prawie pół wieku. Przed trzema laty siedzibę redakcji naszego pisma przenieśliśmy z jednego prowincjonalno-powiatowego (45 000 mieszkańców) do innego prowincjonalno-powiatowego miasta (29 000). Nie mówimy o tym, co znamy tylko z teorii, doktryn, badań, analiz. Mówimy o tym, co znamy z własnego życia. Współtwórcami tego numeru są osoby m.in. z Czechowic-Dziedzic, Cieszyna, Radomska, Połczyna-Zdroju, Radomia, Brudzenia Dużego, Bieszczadów. Opowiadamy o tym, co się dzieje w innej Polsce.
Michael Harrington, naukowiec i polityk związany z demokratyczną lewicą, wydał w roku 1962 książkę, która wstrząsnęła amerykańską opinią publiczną. W czasach prosperity, wielu reform socjalnych, niesamowitego wzrostu poziomu życia – niejeden uznałby, że jest OK, więc po co drążyć temat. Tymczasem Harrington ukazał, że wciąż istnieją liczne palące problemy społeczne, całe obszary biedy, wykluczenia i braku perspektyw. A nawet że na tle ogólnego „cyferkowego” wzrostu, sytuacja niejednego człowieka i niejednego miejsca ulega pogorszeniu. A przepaść między światem sukcesu i światami porażek się pogłębia.
Dziś w Polsce wiele mówi się o rozwoju, sukcesach, wzroście, doganianiu i przeganianiu itp. Polska 2026 nie jest tą Polską, w której bezrobocie wynosiło 20%, w wielu miejscach sięgało 40%, ratunkiem dla milionów była migracja zarobkowa, ogromna większość mogła tylko pomarzyć o godnych zarobkach i jakimkolwiek wsparciu socjalnym. Ale to nie znaczy, że jest świetnie.
Tak jest z obszarami, które nazwano Polską B, peryferiami, prowincją itp. Choć nie są w tak marnej kondycji, jak niegdyś, to metropolie i duże miasta uciekają im pod wieloma względami. A problemy dawne zostały zastąpione nowymi – kto wie, czy długofalowo nie bardziej destrukcyjnymi. Na przykład wyludnianiem się, starzeniem populacji i zapaścią demograficzną, zanikaniem usług społecznych i opiekuńczych, destrukcją form życia prywatnego i publicznego, jednostkowego i zbiorowego.
Mało kogo to interesuje. Ale my tu wciąż jesteśmy, żyjemy, trwamy. Głosujemy, płacimy podatki, pracujemy, robimy wiele ważnych rzeczy. Można na nas machnąć ręką i dziwić się, że to czy tamto na prowincji nie pasuje do wielkomiejskich wizji, wyobrażeń i chęci. Można z nas szydzić i wyśmiewać. Ale można też – i trzeba – zauważyć nasze problemy. Państwo i społeczeństwo, które wypinają się na miliony obywateli i współbliźnich, nie zasługują na dobrą opinię.
Z takim przekonaniem oddajemy w wasze ręce numer 101 „Nowego Obywatela” – niewidziane dotychczas w Polsce wielogłosowe kompendium na temat najważniejszych problemów i wyzwań prowincji, ale także tego, jak można jej pomóc.
PS. Jeśli „Nowy Obywatel” ma się nadal ukazywać i poruszać tematy, jakich wcale lub prawie nie znajdziecie w innych mediach, potrzebne jest Wasze wsparcie – zajrzyj proszę tutaj: https://nowyobywatel.pl/pomoc/
Patronite