Flotylla Uproszczeń

·

Flotylla Uproszczeń

·

Izraelscy żołnierze to roboty strzelające do wszystkiego, co się rusza. W Gazie nie ma szkół, bo są same więzienia. Wszyscy aktywiści Flotylli Wolności są święci. Oto konflikt izraelsko-palestyński oczami Romana Kurkiewicza.

Kilka dni temu Roman Kurkiewicz zaskoczył wywiadem, jaki ukazał się w „Krytyce Politycznej”. Znany dziennikarz dzieli się w nim przemyśleniami na temat sytuacji Palestyńczyków, polityki Izraela, a także własnymi przeżyciami z tegorocznej Flotylli Wolności.

Gaza?
Rozpoczyna stwierdzeniem, że do Strefy Gazy „nie można dostarczyć podstawowych artykułów gospodarczych”. A przecież Izrael lata temu wypracował skuteczne mechanizmy umożliwiające każdemu przekazanie Palestyńczykom pomocy humanitarnej i towarów konsumpcyjnych. Jeśli nie chcemy tego robić poprzez wsparcie jednego z ponad 120 zatwierdzonych projektów społeczności międzynarodowej, możemy zgłosić się do organizacji pozarządowych (PAH, Oxfam, ANERA, Viva Palestine itd.), które transportują towary do Strefy. Ponadto przez otwarte niedawno przejście graniczne Kerem Shalom, do Gazy codziennie wjeżdżają z Izraela setki ciężarówek z towarami.

Zdaniem Kurkiewicza, mieszkańcy Strefy Gazy żyją w więzieniu. Skoro w więzieniu, to wiadomo – są „pozbawieni jakichkolwiek szans edukacyjnych”. Nieważne, że na zamieszkałym przez 1,5 mln osób terytorium działa ponad 640 szkół i kilka uniwersytetów.

Skąd dramat Gazy? Zdaniem dziennikarza, „stało się tak w wyniku politycznych decyzji rządu Izraela”. I kropka. W czarno-białej narracji brak informacji na temat przejęcia władzy w Strefie przez Hamas. Organizacja ta, uznawana przez Unię Europejską i USA za terrorystyczną, dąży co prawda do wymazania państwa żydowskiego z map, ale widać jest to czynnik zbyt mało istotny, żeby znalazł się w analizach Kurkiewicza.

Idylla Flotylla
W wywiadzie nie brakuje także obserwacji na temat dramatu, jaki rozegrał się w czasie zeszłorocznej akcji Flotylli Wolności. Niestety i one są powierzchowne. Dowiadujemy się m.in., że „sytuacja, w której Izrael uzurpuje sobie prawo do operacji wojskowej na wodach międzynarodowych, jest absolutnym skandalem”. „Absolutny skandal” wyjątkowo nietrafnie charakteryzuje podstawy prawne izraelskiej interwencji. W świetle ONZ-owskiej konwencji Law of the Sea, wody międzynarodowe nie należą do żadnego państwa. Można na nich dokonać kontroli ładunku statku w sytuacji, gdy służby podejrzewają, że na jego pokładzie są terroryści albo broń. Państwo żydowskie od lat korzysta z tego prawa i kontroluje jednostki pływające nieopodal wód Izraela.

– „Tego typu akcja ma kilka celów. Oczywiście głównym jest dowiezienie pomocy humanitarnej” – Kurkiewicz nie ma wątpliwości co do tegorocznych zamiarów organizatorów Flotylli Wolności. Jednak już zeszły rok dobitnie pokazał, że nie o to bynajmniej chodzi. Towary wiezione do Gazy są elementem mającym nagłośnić cel walki politycznej aktywistów. W 2010 r. ponad 2/3 lekarstw transportowanych dla Palestyńczyków było… przeterminowanych już w chwili ładowania ich na pokłady.

I w tym, i w zeszłym roku aktywiści nie chcą słyszeć tureckich i izraelskich propozycji przetransportowania ładunków przez egipski port El-Arisz lub izraelskie przejścia graniczne. Nie chcą, bo gdyby do Gazy płynęli bez ładunków, w warstwie symbolicznej nikogo nie ratowaliby z „humanitarnej opresji”.

Auschwitz na pokładzie
Aby nie było żadnych wątpliwości, Kurkiewicz podkreśla, że wśród pasażerów pierwszej Flotylli „były osoby ocalone z Holokaustu”. Nie rozumiem, co to ma do meritum. Jak to uzasadnia całą akcję? To bardzo osobista i drażliwa dla wielu kwestia, ale moim zdaniem w tym przypadku dziennikarz instrumentalnie wykorzystuje ów fakt.

Holokaust to symbol, który ma nas do sprawy Flotylli konkretnie nastawić. Ma ją chyba uwiarygodnić. Doprawdy nie wiem, czemu. Czy ci, którzy przeżyli Shoah, są nieomylni? Czy reprezentują jakieś zwarte stanowisko, formację polityczną, światopoglądową?

A przecież na pokładzie „statków wolności” był także Erdin Tekir, który odsiedział 3,5 roku w rosyjskim więzieniu za współudział w porwaniu w 1996 r. promu z ponad 200 pasażerami. Tylko co z tego? Czy udział w akcji Flotylli byłego bojownika Szamila Basajewa obala szlachetne pobudki reszty aktywistów? I czy wreszcie sam Tekir nie ma prawa zmienić swych poglądów?

Dlaczego słuszna troska o los Palestyńczyków uprawnia do szkodliwych skrótów myślowych i jednostronnie upraszczanej narracji? Jak spłycanie problematyki konfliktu dwóch związanych węzłem gordyjskim narodów ma przysłużyć się do jego rozwiązania?

Europejska lewica od lat jest najodważniejszym i najbardziej postępowym adwokatem spraw ludzi spychanych na margines. Broni praw mniejszości seksualnych, mniejszości narodowych, ruchów robotniczych i drastycznie rosnącego prekariatu. Walczy o sprawiedliwy świat, wolny od rasizmu i uprzedzeń. Niestety jej spojrzenie na sprawę palestyńską od lat jest bardzo jednostronne. Ze szkodą tak dla Palestyńczyków, jak i Izraelczyków.

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie