Świat według Saramonowiczów

Nie warto zazwyczaj zajmować się tym, co w telewizyjnym czy radiowym programie chlapnie jakiś celebryta albo tym, co napisze na swoim facebookowym profilu. Ale tym razem, wyjątkowo, dwa takie chlapnięcia chciałbym uwiecznić. Pierwszy, przy okazji rolniczych protestów i zapowiedzi gwiaździstego marszu na Warszawę, odezwał się  najwybitniejszy polski twórca żenujących komedii, Andrzej Saramonowicz, a jego głos błyskawicznie i z entuzjazmem ponieśli po odmętach cyberprzestrzeni liczni warszawiacy.

Kocham Warszawę, która jest moim rodzinnym miastem. Nie życzę sobie, żeby moje miasto było najeżdżane przez górników, którzy palą oponywybijają okna. Nie życzę sobie, żeby było najeżdżane przez traktory i rolników, którzy moim zdaniem, są najbardziej uprzywilejowaną grupą społeczną – dodała w audycji radia Tok FM Jolanta Pieńkowska. Zdaniem tej popularnej telewizyjnej prezenterki, żony miliardera Leszka Czarneckiego, kolekcjonerki luksusowych torebek (wśród których jest i egzemplarz szytej na zamówienie Hermes Birkin za 47 tys. zł), to rolnicy są w naszym kraju najbardziej uprzywilejowaną grupą społeczną. Bo mają KRUS i dotacje unijne. Sympatyczna pani Jolanta nie będzie mogła na stare lata żyć z krusowskiej emerytury, więc trudno się dziwić, że uprzywilejowana pozycja rolników ją drażni. Nosicielka torebki Hermes Birkin musi być też prawdziwą estetką, więc nie dziwi jej protest przeciwko najeżdżaniu rodzinnego miasta przez traktory, które tak brutalnie kojarzą się z polem i gnojem, że powinny wstydliwie przemieszczać się po polnych i gminnych drogach, a nie wjeżdżać do miasta, które pani Pieńkowska kocha.

Oczywiście nie interesuje mnie tutaj osobiste zdanie scenarzysty żenujących komedii ani prezenterki głupawych programów telewizyjnych. Warto natomiast pochylić się nad nimi jako egzemplifikacjami sposobu myślenia polskiego filistra, którego umysłowość i sposób widzenia świata sublimuje w takie dzieła, jak komedie Saramonowicza i poranne programy Jolanty Pieńkowskiej, i który w tych właśnie wytworach kultury audiowizualnej odnajduje bliską sobie wizję świata. A jest to wizja, w której świat pracy, podstawowych ludzkich potrzeb materialnych i godnościowych albo nie istnieje, albo jest obśmiany. Wpis Saramonowicza jest w sumie podobny do jego komedii: względną podmiotowość mają w nich postaci o wysokim statusie materialnym, przy czym nie wiadomo zwykle, w jaki sposób uzyskanym. Nieistotne są tu problemy i aspiracje człowieka dającej się zdefiniować pracy, nieistotna jest społeczna doniosłość jego trudu. Na bohaterów z tej sfery światło rzuca się w taki sposób, by podkreślić wszystko to, co daje się łatwo wyszydzić. Na przykład język – nota bene stylizacje gwarowe wpisu Saramonowicza, owo „trza” i „zajunć”, mają za podstawę raczej chłopski język utrwalony w dziewiętnastowiecznej literaturze niż to, jak dziś rzeczywiście mówi się na wsi, ale przecież reżyser nie musi mieć żadnej wiedzy o niczym, jego wypowiedzi artystyczne i publicystyczne rodzą się ze stereotypu a nie z wiedzy i wyłącznie utrwalanie stereotypu mają na względzie. Albo wygląd kojarzący się właśnie z pogardzaną pracą czy nieodzowny traktor, który także kojarzy się z gnojem i brudem ziemi. Rolnicze traktory w wizji Saramonowicza przemocą wnoszą ów gnój i brud na czyste warszawskie ulice, tak jak swego czasu w koszmarach inteligenckich filistrów tabuny chamów nanosiły zabłoconymi buciskami gnój do salonów.

Ach, gdyby można było Saramonowiczowi i Pieńkowskiej zarzucić hipokryzję. Uznać, że są cyniczni, że tylko udają, że nie rozumieją, iż dorobili się wysokiej pozycji społecznej i materialnej dzięki temu właśnie, że ktoś w brudzie i gnoju coś materialnego stworzył, wyprodukował albo chociaż wyrwał ziemi. Ależ skąd. Oni naprawdę szczerze myślą, że rolnicy, górnicy, przemysłowi robotnicy, ktokolwiek zresztą, kto w swoim zajęciu musi się ubrudzić, spocić bądź zmęczyć, są nie tylko wstrętni, są – zwłaszcza występując zbiorowo i domagając się poszanowania swoich interesów – groźnym i wyłącznie destrukcyjnym żywiołem, do którego należy przemawiać tonem wyższości i językiem wulgarnego chama. Elementem życia społecznego, który należy powstrzymać przy pomocy policyjnej pały, i którego broń Boże nie można dopuścić do głosu. Pieńkowskie i Saramonowicze tego świata są naprawdę święcie przekonani, że ci, którzy im się właśnie z brudem i potem pracy kojarzą, są po prostu przeżytkiem dawnego czasu. A co gorsza, samym swoim istnieniem przypominają oni tym, którzy tyle wysiłku wkładają w to, aby o tym nie pamiętać, że świat jest także brudny, składa się również z kurzu i gnoju, że są w nim także elementy nieładne.

Saramonowicze nie są hipokrytami: oni rzeczywiście myślą, że gdy się zamknie i obroni policyjną pałą całe miasta przed wstępem tych, którzy nieładnie wyglądają i przypominają o czymś tak niemiłym, jak ich wysiłek i związane z nim życiowe problemy, to ludziom będzie się żyło lepiej, przyjemniej, sympatyczniej. Ludziom, czyli takim jak oni, tym z tych zamkniętych miast czy choćby tylko zamkniętych osiedli. Samoświadomość i inteligencja Pieńkowskich pozwala im naprawdę, bez żadnej hipokryzji być przekonanymi, że uprzywilejowanie grup społecznych polega na tym, że przy pomocy różnych świadczeń chroni się je od nędzy i zapewnia ciągłość ich produkcji. I co najgorsze: oni rzeczywiście myślą, że ci brudzący i pocący się przy robocie, jeżdżący traktorami i wykonujący podobne podłe czynności, są po prostu niepotrzebni, i niepotrzebne jest to, co oni zdołają naprodukować. Filister wierzy, że dotacje do górnictwa czy rolnictwa to finansowanie skansenu, anachronicznych stylów życia czy nierentownych miejsc pracy i zupełnie nie jest w stanie zrozumieć, że produkcja i posiadanie własnych zasobów surowców energetycznych czy własnej żywności to dla kraju rzecz bardzo istotna. Bo Saramonowicz i tak może jeść ziemniaki z Cypru (jakie to szczęście, że cypryjscy rolnicy nie mają interesu, aby przyjeżdżać do Warszawy, bo chyba z samej Australii musielibyśmy te ziemniaki sprowadzać), a Pieńkowska, jak powiedziała w jednym z wywiadów, i tak niemal nic w Polsce nie kupuje. Miejscem, w którym uwielbiam robić zakupy – cytuje Pieńkowską „Fakt” – jest Nowy Jork. Potrafię pojechać tam na kilka dni tylko po to. Tam mam poczucie, że mogę sobie bezkarnie wybrzydzać.

Saramonowiczom i Pieńkowskim wydaje się, że jest możliwy taki kraj, w którym nie będzie rolników, górników, robotników, wszystkich tych – jak to widzą ze swojej ukochanej Warszawy – brudasów zamieszkujących różne prowincjonalne dziury, śmierdzących piwem, szczających po parkach i generalnie psujących atmosferę fajnego miasta, jakim jest stolica. Bo przecież sprawa jest jasna – skoro Pieńkowska ma furę pieniędzy, a Saramonowicz furkę, to świadczy to jednoznacznie, że ich praca jest na rynku potrzebna, a praca tych na ciągnikach czy tych w kopalniach, z trudnością wiążących koniec z końcem – jest niepotrzebna, czyli niepotrzebni są też ci na ciągnikach. Niech więc szlag trafi rolników i ich polskie ziemniaki, a czemu nie i górników z ich węglem, przemysł z jego (tandetną) produkcją, niech szlag trafi nawet sklepy, których personel nie potrafi dać pani Pieńkowskiej poczucia, że może bezkarnie wybrzydzać. To jest właśnie oryginalny polski pomysł na modernizację, od ćwierćwiecza konsekwentnie wcielany w życie. Skoro pewne grupy społeczne, których tożsamość wyznacza ich podłe zajęcie, wydają się nieładne i niemiłe, skoro domagają się czegoś, czego Saramonowicze nie rozumieją i nie chcą rozumieć, to należy te grupy zlikwidować, a co najmniej odseparować od miłych państwa policyjnym kordonem. Od razu zrobi się milej, ładniej i nowocześniej.

Skoro bowiem nie ma związku między społeczną i finansową pozycją miłych państwa, a tym, że ktoś w naszym kraju jeździ traktorem czy pracuje w sklepie, to dlaczego nie miałby być możliwy kraj, którego bogactwo wypracowują twórcy żenujących komedii i głupawych programów telewizyjnych? Ci, którzy „patrząc – widzą wszystko oddzielnie” i inaczej widzieć nie potrafią. Tak właśnie myśli duża część naszych elit oraz tych, którzy do tych elit aspirują. Widzący zawsze wszystko oddzielnie mentalni Saramonowicze, którzy mocą swojego społecznego statusu urządzają nam Polskę: kraj bez przemysłu, bez rolnictwa, bez górnictwa, a wkrótce pewnie także kraj bez nauczycieli i bez kogokolwiek, czyim uprzywilejowaniem oburzy się dumna nosicielka drogiej torebki. Kraj, który ziemniaki i wszystko inne, czego potrzebuje, kupuje na Cyprze czy w Nowym Jorku, ale ma za to znakomite osiągnięcia w produkcji żenujących komedii i głupawych programów telewizyjnych.

I może jeszcze, przy okazji, pozwolę sobie zwrócić się do warszawskich ruchów miejskich, którym, jako warszawski mieszczanin, szczerze kibicuję. Może warto byłoby w większym stopniu uwzględniać w projektach dobrej Warszawy to, że jest ona nie tylko, jak by chcieli różni mentalni Saramonowicze, miastem należącym do jego mieszkańców, ale także – a w pewnych momentach nawet przede wszystkim – stolicą kraju, czerpiącą z tego statusu niezaprzeczalne korzyści (i dla siebie jako miasta, i dla swoich mieszkańców), a więc i mającym z tego powodu pewne zobowiązania? Może warto wziąć pod uwagę choćby to, że w mieście od czasu do czasu zjawiają się i będą zjawiać wydarzenia przyciągające tłumy – czy to protesty i demonstracje, czy to koncerty lub zawody sportowe – i postulować powstanie dużej liczby miejskich szaletów? Mentalnym Saramonowiczom może wydawać się, że rolnicy chodzą „szczać po parkach”, bo wynika to z ich dzikości, złośliwości i nienawiści do tych, którym się lepiej powiodło, ale my chyba rozumiemy, że wśród setek, wśród tysięcy ludzi, którzy daleko mają do domu, może się czasem trafić ktoś taki, komu bardzo chce się siusiu?

Jarosław Górski

(ur. 1970) – polonista, nauczyciel i dziennikarz. Napisał kilkaset artykułów publicystycznych i popularyzujących różne dziedziny sztuki, wydał książkę eseistyczną „Męska rzecz” (o literackich obrazach męskości) oraz powieść obyczajową „Wersje”. Mieszka w Warszawie. Stały współpracownik „Nowego Obywatela”.

10 odpowiedzi na „Świat według Saramonowiczów

  1. Ewa Szemraj pisze:

    nie wiedzialam iz p. jolanta pienkowska jest zona tego bogatego pana…pamietam ja sprzed 15 lat jako mlodziutka chuda dziewczynke…a o tym drugim panu w ogole nie slyszalam…
    Musze Pana zmartwic, Redaktorze. Niestety oni oboje maja racje. Wegiel jest brudny, gnoj smierdzi a traktory nie powinny poruszac sie po autostradach wybudowanych dzieki pieniadzom z Unii czyli tez moich. Poniewaz mam nadzieje ze zgodzi sie Pan ze mna iz wegiel mozemy sprowadzac z Rosji, energie kupowac za miedza w Niemczech a plody rolne wlasnie z Cypru. Jest to cel dla ktorego przyjeto Polske do Unii. Wszystko idzie ku temu zeby ziemie odrolnic, grunty sprzedac za inna walute niz zlotowki ( maj 2016 niedlugo:), kopalnie albo zamknac albo sprzedac na przyklad Hindusom. Nasze piekne autostrady niezniszczone przez ciagniki rolnicze beda dalej platne i z roku na rok wiecej. Tak bedzie. O tym czytam w kraju w ktorym mieszkam. A gdy juz osiagniety zostanie cel glowny, dorownanie Azji (cytuje za p. Balcerowiczem) czyli na przyklad Balgladesz, wtedy usiadziemy sobie wygodnie w fotelach.

  2. DMKM pisze:

    Niepotrzebne popisy językowe: >>jako egzemplifikacjami sposobu myślenia polskiego filistra, którego umysłowość i sposób widzenia świata sublimuje w takie dzieła, jak <<

    A z resztą się zgadzam. Nie zgadzam się z komentarzem pani Ewy Szemraj.

    Wolę kraj, w którym ludzie pracują blisko miejsca zamieszkania. Dzięki temu relacje zawodowe powiązane są z relacjami sąsiedzkimi a przez to są bardziej empatyczne, a sama praca rzetelniejsza.

    Hodowcy ziemniaków z dalekich krain – jak Pan napisał – nie przyjadą strajkować do Warszawy, z drugiej strony warszawski konsument nie musi patrzeć na niegodziwości hodowli ziemniaków w odległych krainach – to jest komfortowe.

    Z trzeciej strony te ziemniaki mogą być naszprycowane czymkolwiek, bo zamorskiego hodowcy nie łączy z warszawskimi konsumentami nic poza przepływem finansowym.

  3. Stach Głąbiński pisze:

    Obywatele mają prawo manifestować, czyli publicznie przedstawiać swoje poglądy. Niedopuszczalne jest wykorzystywanie tego prawa do akcji mających na celu wymuszanie decyzji administracyjnych. Do nadzorowania pracy administracji wybieramy sejm i samorządy, a jeżeli ktoś uważa, że nasi przedstawiciele nie reprezentują w tym zakresie społeczeństwa, winni po prostu przemyśleć swój udział w wyborach. Widziały gały, kogo wybierały. Zarazem niedopuszczalne jest, by mniejszość narzucała swoją wolę większości stosując metody uniemożliwiające normalne funkcjonowanie państwa.

  4. julian srebrny pisze:

    Panie Jaroslawie!

    Po co Pan robi reklame tym dwojgu osobnikow. Juz dawno zapomnialemo imie Pani JP, takze nie ogladam filmow tego drugiego Pana. Za czesto pan eksponuje ich nazwiska.. Tylko im robi reklame („dobrze czy zle byle po nazwisku” )

    JS

  5. Antal Falk pisze:

    @Stach Głąbiński

    Szanowny Panie, o jakiejże to mniejszości wymuszającej decyzje administracyjne Pan pisze? Jeśli tą „mniejszością” pańskim zdaniem jest polski świat pracy najemnej, to popełnia Pan gruby błąd. To raczej zakneblowana, otoczona pogardą filistrów, utrzymywana w stałej biedzie wciąż jeszcze zbyt milcząca większość. Wie Pan, tacy „odrażający, brudni, źli” czy jak wolałby pan Wojewódzki „sprzątaczki, których twarzy nigdy nie ogląda, bo zawsze są na klęczkach”. To „przypadkowe społeczeństwo” z sejmowej wypowiedzi posłanki Nowiny – Konopczyny… Ludzie, których nikt nigdy nie zapytał o zdanie w sprawach dla nich kluczowych. Macie szczęście, że to społeczeństwo jest wciąż jeszcze aż tak zastraszone czy pokorne, bo inaczej warszawskie ulice zapłonęłyby żywym ogniem.

  6. Maciej pisze:

    Poziom świadomości obywateli o roli Polski w Europie, stopniu jej niepodległości oraz kontroli rządzących nad procesami zachodzącymi w kraju jest bardzo niski. Tak samo jak wskaźnik każdej z tych trzech wymienionych rzeczy. Stąd, tak wiele osób myśli w podobny do wymienionych w tekście gwiazd sposób. Wygląda na to, że ludzie po prostu nie chcą mieć niezależnego kraju, w którym produkuje się dobrą żywność, gdzie jest względna niezaloeżność zasobów energetycznych, czy też dobrze sfinansowana, powszechna służba zdrowia. Najważniejsze właściwie stało się to, aby „Broń Boże!”, nikt ważny na umiłowanym „zachodzie” (cokolwiek to jest) nie powiedział, że tu jest „wieś”, zacofanie i w ogóle „be!”. Oczywiście, opinie tego typu są najprawdopodobniej tym rzadsze, im bardziej zgadzamy się na bycie supermarketem Europy (czytaj: nowoczesnym państwem).

  7. Czytelnik pisze:

    Bank Światowy nie ma złudzeń gdzie Polska leży i co tu się dzieje. Niedawno zrobił film o biedzie w Serbii, Polsce, Armenii i Kirgistanie: http://youtu.be/WA5Vs6M6OXc

  8. historia zna takie przypadki – rosnące rozwarstwienie, pogłębiająca się przepaść pomiędzy biednymi a bogatymi, alienacja elit, którym lud śmierdzi; historia nie zna innego rozwoju wydarzeń w takiej sytuacji niż krwawa rewolucja lub wojna; zagadka – co w Europie zdarzy się w najbliższych latach w związku z tym, że lud ma dosyć drenowania przez międzynarodową finansjerę i chamstwa różnego jaśniepaństwa; ja stawiam na burzę, którą wywoła Putin, a różne radykalne ruchy chętnie z nadarzającej się okazji skorzystają; w opamiętanie się bogatych i tzw elit już nie wierzę

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>