Strefa stałego wyzysku

O specjalnych strefach ekonomicznych, warunkach pracy i płacy w nich oraz o tym, czy oferują one jakiekolwiek korzyści gospodarce, rozmawiamy z Małgorzatą Maciejewską, autorką raportu „Zmęczone ciała i bezcenne produkty. Warunki pracy kobiet w specjalnej strefie ekonomicznej przemysłu elektronicznego”.

***

Proszę na początek nakreślić ogólne tło – czym są specjalne strefy ekonomiczne, na mocy jakiego prawa powstały itp.

Małgorzata Maciejewska: Strefy powstały formalnie w 1994 roku. Ale już wcześniej, od początku lat 90., samorządy udzielały różnych ulg przedsiębiorcom. Prowadziłam badania o transformacji w Wałbrzychu, gdzie padł kiedyś pomysł, by całe dawne województwo wałbrzyskie było specjalną strefą ekonomiczną. Ulgi podatkowe dla biznesu obowiązywały już od początku lat 90., a w 1994 r. Polska ratyfikowała porozumienie Światowej Organizacji Handlu i w jego ramach strefy zaakceptowano jako rozwiązania przeznaczone szczególnie dla krajów, gdzie panuje kryzys. Miały one wspomóc rozwój gospodarczy, rozumiany przez Światową Organizację Handlu bardzo wąsko – jako wzrost stopy PKB. W 1994 r. nic się jeszcze nie działo, powstała tylko pierwsza ustawa dotycząca stref. W rzeczywistości produkcja w większości stref ruszyła później, bo po roku 2000.

Zwolennicy stref często używają argumentu, że może i są w nich ciężkie warunki pracy, ale bez istnienia stref bezrobocie w tych regionach byłoby jeszcze większe. Jak to wygląda w miastach takich jak Nowa Ruda czy Wałbrzych, w których prowadziła Pani badania?

M. M: Specjalne strefy ekonomiczne są enklawami, gdzie polskie i zagraniczne firmy zostały zwolnione z płacenia podatków od dochodów oraz otrzymały inne formy wsparcia: bezzwrotne dotacje, zwolnienia z podatku od nieruchomości, możliwość zakupu ziemi po niższych kosztach.

Nikt w Polsce nie przeprowadził dotychczas audytu kosztów istnienia i działania stref, także kosztów pozaekonomicznych, np. społecznych. Lokalne społeczności nie mają praktycznie nic z istnienia stref – jedyny podatek odprowadzany z nich to podatek od pensji pracowniczych. Odpowiedzialność za strefę, jej przygotowanie i wspieranie, spoczywa na lokalnych samorządach, ale w zamian samorządy nie dostają w zasadzie nic. Jeśli chodzi o bezrobocie, to początkowo strefy miały powstawać wyłącznie tam, gdzie PKB na głowę było najniższe. Pierwsze strefy powstawały właśnie w takich regionach, tyle że w połowie lat 90. sytuacja ekonomiczna wszędzie była dość ciężka. W późniejszym czasie strefy powstawały już właściwie na życzenie inwestora, czyli tam, gdzie inwestor chciał, tam, gdzie miał najlepsze połączenie komunikacyjne, by eksportować towary wyprodukowane w specjalnych strefach itp.

Jeśli chodzi o poprawę sytuacji ekonomicznej, to strefy nie odbiegają od warunków pracy, jakie panują „na zewnątrz”, ale były to swego rodzaju „laboratoria”. Na przykład najwcześniej wprowadziły na dużą skalę elastyczne formy zatrudnienia, najszybciej rozwijało się tam zatrudnienie przez agencje pracy tymczasowej itd. A jeśli chodzi o obniżenie poziomu bezrobocia, to być może po części strefy na to wpłynęły, ale patrząc na taki region jak wałbrzyski, widzimy, że zatrudnienie w nich znalazła niewielka część populacji. W strefach jest wysokie zatrudnienie na umowach cywilnoprawnych czy poprzez agencje pracy tymczasowej. Takie zatrudnienie jest ogromnie niestabilne – mamy do czynienia z bardzo dużą rotacją pracowników, a skoro w regionie bezrobocie pozostaje wysokie, to strefy mogą często wymieniać siłę roboczą. Zakres oddziaływania strefy jest bardzo duży, to znaczy potrafi ona zasysać ludzi z ogromnego obszaru, co powoduje, że może żonglować siłą roboczą, może pozyskiwać ludzi z rejonów, gdzie praca za najniższą krajową lub ciut więcej jest warta tego, by dojeżdżać do niej kilka godzin dziennie.

Zatrudniła się Pani w strefie poprzez agencję pracy tymczasowej. Jakie są formalne różnice pomiędzy pracownikami etatowymi a tymczasowymi? W swoim raporcie pt. „Zmęczone ciała i bezcenne produkty. Warunki pracy kobiet w specjalnej strefie ekonomicznej przemysłu elektronicznego” nazywa Pani tych drugich „pracownikami jednorazowymi” i pisze, że „tymczasowość zatrudnienia jest rodzajem kontroli”.

M. M: Tymczasowe zatrudnienie polega przede wszystkim na tym, że pracuje się jako pracownik, który jest „w leasingu”, czyli jest wynajmowany przez agencję firmie, która prowadzi produkcję.

I podpisuje umowę z agencją, nie z firmą produkcyjną ze strefy?

M. M: Tak, pracownik podpisuje umowę z agencją, która go „użycza” pracodawcy. Nazywa się to prawnie „pracodawca-użytkownik”. Takie osoby pracują w oparciu o umowę o pracę tymczasową, a czasem też w oparciu o zlecenie – to są dwie formy, które agencje najczęściej wykorzystują. Jeśli chodzi o kwestie formalne, to umowa o pracę tymczasową nie daje wielu praw ani możliwości –takiego pracownika można bardzo łatwo zwolnić, nie może on brać urlopu na żądanie przez pół roku i nie ma żadnych gwarancji zatrudnienia. Istnieje prawo mówiące, że pracownik może w agencji przepracować maksymalnie 18 miesięcy, a następnie powinien już zostać zatrudniony przez firmę, której świadczy pracę – ale to fikcja, agencje bardzo często żonglują między sobą pracownikami w ten sposób, że pracownik zostaje przesunięty do innej agencji, i cykl zaczyna się od nowa. Z drugiej strony, patrząc na przykład tej strefy, którą opisywałam w raporcie, tak zwani pracownicy stali, z umową na czas określony czy nieokreślony, mają może trochę więcej praw wynikających z kodeksu pracy, ale te prawa są nadal bardzo łatwe do złamania i bardzo trudno wyegzekwować ich przestrzeganie przez pracodawcę. Chodzi tu przede wszystkim o zwolnienia dyscyplinarne, które ich dotykają. Przynajmniej jedna osoba w „mojej” fabryce została w ten sposób zwolniona przed strajkiem, a po strajku było bardzo wiele takich osób. Oczywiście sąd pracy przyznał nam później rację, że było to nielegalne, ale nikt nie chciał tam już później wrócić do pracy, bo ludzie obawiali się dalszych represji ze strony zarządu fabryki. Jeśli w strefie ma się umowę na czas określony, to ona w żaden sposób nie chroni – nadchodzi koniec umowy, każą się zwolnić na miesiąc i znów zatrudniają na czas określony, aby nie musieć – do czego zobowiązuje prawo – przyjmować takiego pracownika na umowę na czas nieokreślony. Umowy kodeksowe też tracą tu swoją moc, bo pracodawcy mają wielką siłę, by łamać w Polsce prawo.

Czy jest możliwość „awansu” z pracownika tymczasowego na etatowego?

M. M: Wydaje mi się, że obecnie jest to jeszcze trudniejsze w świetle pokryzysowej redukcji zatrudnienia. Do lat 2008-2009 było to bardziej prawdopodobne, ale teraz wciąż postępuje uelastycznienie, jeszcze łatwiej jest agencjom dokonywać takich manipulacji, by pracownicy później (lub wcale) zostawali przejęci przez pracodawcę-użytkownika.

Jak kształtują się pensje w strefach? Czy wzrosły od czasu, gdy zakończyła Pani badania?

M. M: Tam, gdzie pracowałam, w 2011 r. pensja pracowników produkcji z rocznym lub dwuletnim stażem wynosiła 1500-1600 zł brutto. Pracownice, które zatrudniły się przez agencję pracy tymczasowej, zarabiały minimalną krajową, bo nie można zatrudnić kogoś na pełen etat i płacić mniej. Natomiast reszta pracowników co prawda miała trochę wyższe pensje, ale duża część tych pensji to były wypracowane nadgodziny. Wiele osób miało tak niskie wypłaty, że musiały wypracowywać nadgodziny, co dla organizmu jest zupełnie wyczerpujące – praca po 10-12, a nawet, jak u nas w fabryce, 16 godzin na dobę jest ponad siły.

Jak w strefie prezentował się „płciowy” podział zajęć? W raporcie jest fragment, w którym pisze Pani o byciu skierowaną pierwszego dnia pracy do wizualnego sprawdzania rozmieszczenia komponentów na płycie, podczas gdy Pani znajomy został od razu skierowany do obsługi maszyny, czyli pracy trudniejszej. Jakie stanowiska pracy zajmują kobiety, a jakie mężczyźni? W strefie zatrudniają się głównie kobiety, a mimo to pracują one na stanowiskach niższych?

M. M: Stanowiska wyższe to m.in. technik, liderzy zmian i kierownicy produkcji – i w większości byli to mężczyźni. Na trzech liderów zmian pracowała u nas jedna kobieta. Nie było żadnej możliwości awansu dla pracownic produkcyjnych – można tylko było przenieść się ze stanowiska, które było bardzo męczące, na stanowisko, które było męczące trochę mniej, ale nie wiązało się to ze zmianą wynagrodzenia. Kobiety są strategicznie rekrutowane do tego typu prac. W wielu feministycznych badaniach potwierdza się to, że pracodawcy zakładają, że kobiety mają „swoiste zdolności”, takie jak szybkości i zręczność manualna, a także to, że są one skłonne pracować za niską płacę .

Jakich technik dyscyplinowania pracowników używano w strefie?

M. M: Jedną z nich jest płeć – płciowy podział pracy, o którym wspominałam. Drugą jest sam fakt pracy tymczasowej, która dyscyplinuje ludzi, ponieważ dzieli pracowników na tymczasowych i stałych, przez co trudniej jest im się zaprzyjaźnić i zorganizować się. Dyscyplinowano nas przez ciągły reżim, kontrolowanie wydajności naszej pracy stoperem. Oprócz tych mikrotaktyk, kolejnym elementem dyscyplinowania było to, że ludzie pochodzili z naprawdę różnych miejscowości, co powodowało, że trudniej im się było zorganizować i zmobilizować do tego, aby współdziałać i sprzeciwić się wyzyskowi.

Umawiając się na wywiad, użyłam w naszej korespondencji terminu „feminizacja ubóstwa”, który skrytykowała Pani jako nieadekwatny. Czy może Pani to rozwinąć?

M. M: Mówiąc o „feminizacji ubóstwa”, mówimy, że tylko kobiety są ubogie. Bada się pod tym kątem ich warunki życia, albo się je opisuje, nawet nie robiąc badań. Termin „feminizacja ubóstwa” w ogóle nie wskazuje, skąd ubóstwo pochodzi – mówi tylko, że ubóstwo towarzyszy jakiejś grupie, grupie kobiet, natomiast nie informuje, skąd to ubóstwo, w jaki sposób jest wytwarzane, kto je wytwarza, dlaczego ono tak silnie oddziałuje na kobiety. „Feminizacja ubóstwa” nie ma też perspektywy klasowej. To gettoizacja biedy – czasami robi się badania dotyczące ubóstwa i mówi się o najbiedniejszych dzielnicach, przy czym nie patrzy się, dlaczego akurat te dzielnice są najuboższe. Ten termin nie pokazuje strukturalnych przyczyn biedy, która oczywiście nie dotyka wyłącznie kobiet, ale wiąże się z tym, że jeśli ktoś prowadzi gospodarstwo domowe i ma na utrzymaniu dzieci, to dochód się kurczy. Czy kobieta podejmuje pracę najemną, czy jej nie podejmuje, dochód i tak rozkłada się na tyle osób, ile jest w rodzinie. Patrząc pod tym kątem, można powiedzieć, że bieda jest przede wszystkim wynikiem bardzo niskich zarobków w Polsce, a także zupełnego braku zabezpieczeń socjalnych dla osób, które albo tracą pracę, albo nie mogą jej znaleźć, albo wychowują dzieci i nie mogą pracować.

Ten termin nie mówi też o tym, że istnieją różne kobiety w różnych sytuacjach bytowych. Że są kobiety na stanowiskach menedżerskich – np. organizatorki Kongresu Kobiet – i że to nie są osoby reprezentujące wszystkie kobiety.

Dziękuję za rozmowę.

10 marca 2015 r. Rozmawiała Magda Komuda.

Małgorzata Maciejewska

aktywistka feministyczna, socjolożka, członkini Think Tanku Feministycznego i Ogólnopolskiego Związku Zawodowego „Inicjatywa Pracownicza”.

18 odpowiedzi na „Strefa stałego wyzysku

  1. Andrzej pisze:

    Mam wrazenie, ze zachodzi tutaj totalnie niezrozumienie co do tego czym jest umowa tymczasowa o prace, jak i nawet czym sa strefy ekonomiczne. Wyjasnijmy od tego drugiego – strefy daja prace. Praca daje wplywy z PIT dla samorzadow. To co autorka okresla „Lokalne społeczności nie mają praktycznie nic z istnienia stref – jedyny podatek odprowadzany z nich to podatek od pensji pracowniczych.” jest podstawowa budzetu kazdego osrodka samorzadowego w Polsce. KAZDEGO. Bez tego „praktycznie nic” byloby faktyczne nic. Mamy wiec zrezygnowanie z wplywow od mnostwa podatkow jakich mozna uniknac na rzecz jednego podatku jakiego uniknac nie mozna a jaki rowna sie pracy. Bez zrozumienia tego mechanizmu autorka nie powinna nawet zabierac sie za ten temat.

    Praca tymczasowa jest, jak sama nazwa wskazuje, tymczasowa. Trzeba zrozumiec, ze istnieja rozne formy pracy a ktos kto wrzuca je wszystkie do jednego worka i ma wobec nich te same wymagania nie jest realista, jest naiwniakiem bez wiedzy czego sie podejmuje. Czy hydraulik robiacy dla pani autorki zlecenie tez musialby miec u niej prawo do urlopu i opieki socjalnej? Nie, bo robi tylko zlecenie. Maja tymczasowa relacje w jakiej obie strony powinny sobie zdawac sprawe z realiow i nie tworzyc nieracjonalnych wymagan. Podobnie jak i inni podpisujacy takie umowy. Jesli ktos podpisuje umowe bez zrozumienia tego w jakim modelu pracuje, co naklada umowa, oraz jakie ma prawa i obowiazki to jest sam sobie winien. Tak jak ten hydraulik nie ma co liczyc by go autorka przygarnela na stale tak i podobnie ma kazda osoba decydujaca sie, podkreslmy decydujaca – bo praca nie jest przymusowa w naszym kraju. Zanim podejmie sie prace powinno sie poznac warunki, w innym wypadku samemu mozna byc sobie winnym bo nieznajomosc prawa nie zwalnia od odpowiedzialnosci, w tym odpowiedzialnosci za swoje wlasne decyzje.

    A teraz samo sedno – szkodliwe warunki. Jak juz wspomnielismy praca nie jest przymusowa. Jesli warunki sa szkodliwe, ciezkie, niesprawiedliwe to odchodzcie z tych zakladow i nie tkwijcie w takiej sytuacji. W innym wypadku zachowujecie sie jak bita zona, ktora nie robi z problemem nic. Macie prawa do reakcji i spory zakres mozliwosci.

    • pietruszkin pisze:

      Tak, chcącemu nie dzieje się krzywda ;)
      Może niech każdy z wyzyskiwanych na taśmie od razu założy własny biznes po zwolnieniu się z pracy.

    • takwlasnie pisze:

      Problem polega na tym, że ludzie w wieku 24 lat kończą studia magisterskie (nawet poprzedzone niekiedy inżynierskimi) i szukają pierwszej pracy właśnie przez agencję tymczasową bo w ogłoszeniach o pracę nie ma żadnych startowych pozycji za średnią krajową do zarządzania produkcją.

      To właśnie powoduje chory popyt na pracę w najgorszych warunkach.

      Jakby takich ludzi nie przybywało, tylko takie strefy byłyby kierowane do obszarów, w których ludzie nie mieli szansy na rozwój, to mogliby normalnie strajkować. Na rynku brakuje specjalistów, a ludzie po wyższych studiach zabierają miejsce przy taśmie 40-latkom, którzy nigdy nie mieli możliwości pójść na studia i zdobyć sensownego wykształcenia.

      • takwlasnie pisze:

        Gwoli ścisłości nie chodzi mi o to, że absolwent każdego kierunku powinien po studiach dostać ciepłą posadkę, tylko o to, że inwestycja w edukację się nie zwraca i ten system produkuje ludzi bez żadnego potencjału na rynku pracy, co powoduje chory popyt na najgorszą pracę.

    • Robert pisze:

      Piękne słowa Panie Andrzeju :D haha. Ciekawi mnie skąd Pan się urwał

  2. ulla pisze:

    To co pan nazwa normalnością, to jest w takich panstwach jak Niemcy, Francja oprócz polski jest nienormalne.Cwaniacy tak dogadali się z pseudo politykierrrrami, aby stworzyć takie ustawy, aby mogli osiągać bardzo duże zyski.Motłoch może robić za michę ryżu. I tak jest w tym śmierdzącym kraju, gdzie solidarnuchy rządzą.Ale dobrze wszystkim co na nich głosowali.W PRL-u było bardzo dobrze w porównianiu z tym s…………………,ale utopia, straszenie jakąś komuną, a proszę przeczytać definicję komunizmu, czy w Polsce była komuna?/ To był PRL, a co teraz jest, i co z tego kraju zrobiła solidarność.Dlaczego nikt nie strajkuje…………no tak zapomniałam jeseśmy najszczęśliwszym narodem na świecie, bo mamy miskę ryżu….:)) Polak nową przypowieść sobie kupi, że przed szkodą i po szkodzie głupi (Jan Kochanowski ciagle żyw)

    • Andrzej pisze:

      Ten model pracy jest taki sam w niemczech, uk czy irlandii. Nawet niektorych praw jest mniej. Agencje pracy tymczasowej sa przy kazdej niemal duzej inwestycji swiatowych korporacji.

      Co do francji nie wiem.

      • Anna pisze:

        Nie wiem jak to wyglada w Niemczech czy we Francji, ale we Wloszech pracownicy zatrudnieni przez Agencje pracy poza tym ze maja kontrakt na czas okreslony (wydaje mi sie to logiczne i normalne) maja takie same pensje jak pracownicy zatrudnieni bezposrednio w firmie. Pracownik zatrudniony przez Agencje kosztuje firme wiecej, wiec mozna by powiedziec ze firma placi dodatkowo wlasnie za fakt, ze nie bierze na siebie odpowiedzialnosci za przyszlosc zawodowa pracownika.

        • Andrzej pisze:

          Ale wlasnie umowa na czas okreslony jest umowa tymczasowa. I to o pensji to racja, z tym, ze zalezy od pracy. Wielu konsultantow, specjalistow, jest wynagradzanych w tym modelu ekstra.
          W innych przypadkach decyduje dostepnosc a jesli praca wymaga malych kwalifikacji to pracownikow jest duzo i ich koszt jest niski.

  3. małgorzata pisze:

    Ustawa o pracy tymczasowej w momencie jej powstania ( i tak jest zapisane w ustawie) miała służyć do pracy tymczasowej np na sezon lub na zastępstwo w momencie choroby pracownika lub urlopu macierzyńskiego. Do końca 2010 roku był zapis w ustawie który ograniczał maksymalne zatrudnianie poprzez Agencje Pracy Tymczasowej w ten sposób do 12 miesięcy na przestrzeni 36 miesięcy tegoż pracownika u tego samego pracodawcy użytkownika. Po okresie 12 miesięcy pracownik jak był potrzebny musiał dostać umowę o pracę ale już z pracodawcą użytkownikiem, mogła to być umowa czasowa ale nie przez Agencje. W grudniu 2010 roku po cichu Sejm wprowadził zmiany do tej ustawy które wypaczają ideę zastępstwa. A mianowicie wydłużył okres zatrudniania z 12 miesięcy do 18 miesięcy na przestrzeni 3 lat ale to nie byłoby jeszcze takie tragiczne. Ale zamiast u jednego pracodawcy użytkownika zmienił w jednej Agencji Pracy Tymczasowej. Spowodowało to , że zgodnie z prawem pracownicy już piaty rok pracują u tego samego pracodawcy, często na tym samym stanowisku, dostają co tydzień umowy o pracę tylko po 18 miesiącach są przerzucani do innej agencji. Często w tym celu Agencja tworzy swoja spółkę córkę tylko po to aby papierkowo wyglądało, ze pracownik pracuje już w innej agencji. I to już nie jest praca tymczasowa gdyż ludzie w ten sposób są zatrudniani do wykonywania normalnych planów produkcyjnych. Jest to wyzysk pracowników. Kobieta jak zajdzie w ciążę jest praktycznie pozbawiona urlopu macierzyńskiego i wychowawczego. Ktoś się spyta jak to jest możliwe. A jest. Gdyż umowy są np. tygodniowe . Od poniedziałku do niedzieli. Jak pracodawca zobaczy , że jest w ciąży nie daje kolejnej umowy. Więc takiej kobiecie nie pozostaje nic innego tylko np. w piątek przed zakończeniem umowy iść na zwolnienie lekarskie które dostaje i ma płatne do dnia porodu. Rodzi dziecko i ZUS odmawia wypłaty bo w dniu porodu była na zwolnieniu więc nie spełniała warunku płacenia składki przez pracodawcę na ZUS. Jak to się ma do polityki prorodzinnej. Nijak To jest dyskryminowanie kobiet. Pracownik Agencji jest również pokrzywdzony przy wyliczaniu rekompensaty za urlop wypoczynkowy gdyż nie bierze się średniej z 3 miesięcy tylko z całego okresu zatrudnienia w danej Agencji. Np. aby wyliczyć wynagrodzenie za 1 dzień urlopu agencja sięga z zatrudnieniem aż do roku 2003. I to jest zgodne z Ustawą. Stwierdzenie wcześniej wypowiadanej osoby, że każdy powinien wiedzieć co podpisuje jest niesprawiedliwe. Jeżeli ktoś jest w sytuacji, że dookoła nie ma pracy bo jest duże bezrobocie musi podjąć pracę żeby z czegoś żyć a jeszcze ma rodzinę na utrzymaniu. To nasze Państwo jest chore , że umożliwia takie prawo. Ale wielu polityków ma biznesy w postaci Agencji i możliwości wpływu na posłów stąd cichaczem wprowadzane poprawki.

    • Andrzej pisze:

      Prosze mi powiedziec co jest niesprawiedliwego w swiadomosci tego co sie samemu robi? Jesli firma podpisze umowe a powie, ze jej nieprzeczytala to i postara sie z niej niewywiazac to bedzie to nieuczciwe. Jesli pracownik zrobi to samo to jest to niesprawiedliwosc? Swiadomosc praw, obowiazkow, i odpowiedzialnosci za wlasne dzialania jest podstawa kazdego panstwa, niezaleznie jak socjalnego.

      O ile rozumiem, ze mieszkajac w regionie o ciezkich warunkach trzeba ponosic koszt i ofiare godzac sie przeceniac swoja wartosc i pracowac za nizsze kwoty to nie ma nic niesprawiedliwego w wymaganiu tego by wiedziec i rozumiec co sie samemu robi.

      Czlowiek, wbrew temu co Pani pisze, nie jest wrosniety w ziemie. Gdy warunki srodowiska nie pozwalaly na wyzywienie plemienia plemie sie przenosilo. I podobnie postepuja teraz rodziny przenoszac sie do innych miast czy panstw. Jesli idealne panstwo to takie, ze odpowiedzialnosc za obywatela ma brac albo panstwo albo przedsiebiorstwo, albo kosciol, wszyscy, tylko nie obywatel, to tej pracy nie bedzie bo pieniadz bierze sie z pracy a nie z samego wejscia w zwiazek czy relacje z instytucja. To sa podstawy ekonomii.

      Wspomniane wady ustaw sa normalne w kazdym przepisie prawa i wymagaja godzenia wielostronnych interesow i szukania kompromisow. Nie wymagania by tylko i wylacznie jedni wzieli odpowiedzialnosc za innych. Tak jak wspomniany hydraulik nie powinien wymagac by go pani przygarnela.

      • oficjalny pisze:

        W pełni się zgadzam z wypowiedzią panie Andrzeju na temat artykułu. Niestety, nie raz by się chciało wystąpić w obronie „lemingów”… Tak właśnie, ta nazwa jest najbardziej adekwatna dla ogromnych grup, mas społeczeństwa Polskiego, niestety! Oni wierzą w „zieloną wyspę” nadal, jakby nie rozumieli, że jest to przenośnia, mistyfikacja, socjologiczna manipulacja środowisk politycznych, które słusznie walczą możliwie najbardziej wyszukanymi sposobami o swe mandaty do sprawowania władzy ! Najgorsze w tym ambarasie jest to ,że pośród tzw. „lemingów” żyją oświeceni* obywatele z minimalnym ale i z poprawnym tokiem rozumienia istoty zasad demokracji ! Którzy chcąc nie chcąc, muszą znosić krzywdy wynikające z konkurowania z nie do końca uczciwymi firmami funkcjonującymi na rynku. …Aczkolwiek dopuszczanie rządzących na łamanie Konstytucji przez tzw. „nieuczciwych” pracodawców, jest ciosem wymierzonym tak na prawdę w całokształt Państwa, i z tego powodu nie należy pochwalać bezsilnej władzy, wobec takich praktyk politycznych decyzji ! Które skutkują na dłuższą metę korupcją i destabilizacją całego Państwa. A skoro przymrużenie oka na łamanie Prawa?? – to nie wiadomo, czy już owa grupa dawno nie straciła przewagi demokratycznej, bo jakże oczywistym faktem jest to, że łamanie prawa jest tendencją, i postępuje już tylko w jednym kierunku ;) ! ,to i tez, o krok do fałszowania wyborów w takim państwie !….?

      • ofik pisze:

        Skąd na tym portalu znalazł się ktoś tak zaczadzony neoliberalizmem? Pan naprawdę wierzy w te brednie o „wolnym rynku”? Proponuję przeczytać książkę Ha JooN Chang – 23 rzeczy których nie mówią ci o kapitalizmie.

  4. G. pisze:

    Trochę spieniłam się jak przeczytałam o zwolnieniach dyscyplinarnych – mnie tak zwolniono. Przyczyną było, że zwróciłam uwagę na poszanowanie moich rzeczy. Sytuacja wyglądała w taki sposób, że zaczynając pracę mieliśmy złożyć swoje rzeczy wszyscy w jednym pomieszczeniu. Wybrałam miejsce na stole, bo nie było ani wieszaków, ani szafek, a na krzesłach siedzieli ludzie (zrobiło tak więcej osób. Po skończonej pracy gdy wróciłam do pomieszczenia, aby się przebrać w drogę do domu moich rzeczy początkowo w ogóle nie zauważyłam, gorzej bo nawet nie było tych stolików na których złożyliśmy rzeczy….Wszystkie rzeczy zostały po prostu bezładnie zrzucone na podłogę, która nie była na dodatek w żaden sposób sterylna (i tak leżały). Wściekłam się, bo uważam, że po skończonej pracy mam prawo ubrać się czysto, a nie mieć totalnie wszystkiego do prania. Powiedziałam więc, że życzę sobie aby mnie i moje rzeczy traktować w inny sposób, bo wykonując niezbyt czystą pracę mam zamiar przynajmniej po niej wyglądać schludnie. Do tego dowaliłam coś o tym, że ja moje rzeczy szanuję i nikt nie ma prawa rozrzucać ich po podłodze. I tak właśnie stałam się pracownikiem konfliktowym pretendującym do natychmiastowego zwolnienia. To tyle na temat – totalny brak poszanowania osób i mienia.

  5. Maciek pisze:

    Słowa Pana Andrzeja świadczą o tym że w polskich realiach istniej wybór – chcesz pracować na zlecenie, pracujesz na zlecenie, chcesz na stałe, pracujesz na stałe. Pisze Pan o naiwności, otóż, naiwnością jest twierdzenie, iż opisani w rozmowie pracownicy mają jakikolwiek wybór. Oczywiście, praca tymczasowa jest korzystna dla pewnych grup jak dorabiający, czy studenci. Natomiast, jak rozumiem, większość z osób opisanych w rozmowie chce się utrzymać, mając do wyboru jedynie ten niestabilny typ pracy.

    Nie porownywałbym zawodu hydraulika do najemnego pracownika fabryki – inne kwalifikacje, inny status zawodu, inna płacą i popyt. Sam wykonuję, tak zwany, zawód wolny i względnie wysoka płaca oraz kwalifikacje pozwalające na ewentualną zmianę pracy stawiają mnie w zupełnie innym położeniu na rynku pracy – dolegliwość tymczasowości pracy jest znacznie mniej dotkliwa.

    Naturalnie jeśli przyjmiemy retorykę Gazety Wyborczej, o tym że są po prostu tacy co im się udało i tacy co nie, czy też JKM, o tym że bieda istniała i istnieć musi i już nie przesadzajmy bo ci biedni dzisiaj nie mają tak źle jak choćby 200 lat temu, wtedy wszystko jest w porządku i w zgodzie z „NATURALNYM” porządkiem rzeczy.

    Wchodząc na portal Nowego Obywatela, przyjmijmy już może z góry fakt iż zawartość jego treści wypływa z niezgody na obecny podział świata pracy w Polsce na tych lepszych i tych gorszych.

  6. Zbigniew pisze:

    Minimalna stawka w Niemczech to obecnie 8.50 euro ,jednak firmy satelitarne mogą z tego wziąć nawet 40% wynagrodzenia ,świadczenia nie przysługują ! Jak widać złodziejskie zasady wyzysku obowiązują wszędzie !

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>