Wieś, czyli kultura niepamięci
A może zostawała duma z własnej przeszłości? Ale jaka duma i z czego, skoro tamto życie było nierzadko upokarzająco smutne i ubogie? Przecież wielu z tych, co ze wsi przybywali do miasta, nie miało niemal nic własnego. Może poza religijnością, która na płótnach malarzy ukazujących Wielkanoc na wsi zawsze jest taka sama: dworek, pan i pleban, chłopki klęczące na ziemi przy święceniu pokarmów. Tak, piękne wiejskie obyczaje, tyle że były obyczajami służącymi przede wszystkim panom, a ci klęczący ludzie o spracowanych rękach, o surowych twarzach, które szybko przegryzały starość, zmęczenie i ból, byli tylko postaciami z drugiego, trzeciego planu. Te masy nie miały w zasadzie nic swojego – nawet ich kultura była „kulturą podporządkowaną”, niepodmiotową, niesuwerenną. Nic więc dziwnego, że w kolejnych pokoleniach zrzucali z siebie resztki tej wiejskości, tego „wieśniactwa”, tej „wsiowości” – nawet nie dlatego, że im tak kazano, ale dlatego, że pamięć była brzemieniem, a może wręcz głęboko schowanym resentymentem i wstydem, świadomością podległości nawet jeśli już nie pańszczyźnianej, to zawsze instytucjonalnej, obyczajowej, kulturowej.
Patronite
