To nie jest kraj dla słabych ludzi?

·

To nie jest kraj dla słabych ludzi?

·

Stare ludowe porzekadło mówi, że zanim gruby schudnie – chudy umrze. Pochodzi ono oczywiście z tych dawnych czasów, w których otyłość była synonimem zamożności pozwalającej uzyskać „słuszną” tuszę, gdy inni przymierali głodem.

Przypominam sobie te słowa za każdym razem, gdy docierają do mnie narzekania rozmaitych pracodawców, przedsiębiorców, biznesmenów, ludzi z kadry kierowniczej czy przedstawicieli klasy średniej na to, jak to oni mają ciężko, źle, harują, poświęcają się, cierpią, odmawiają sobie tego czy tamtego, a już szczególnie o tym, że państwo i ojczyzna są dla nich takie nieprzyjazne. Śmiech mnie pusty ogarnia, gdy słucham tego wszystkiego, bo w Polsce to nie oni, silni, mają najgorzej. Najgorzej mają słabi. To oczywiście żadne odkrycie, raczej zupełnie banalna teza, że słabi mają najgorzej. Tyle że gdzie indziej państwo tych słabych czy słabszych wspiera na różne sposoby, żeby im nieco ulżyć w zmaganiach z losem, wolnym rynkiem, kiepskim startem w dorosłość czy z trudną, niekoniecznie udaną przeszłością. U nas jest zazwyczaj odwrotnie – słabsi są poza kręgiem zainteresowania państwa lub wręcz dostają od niego po głowie.

O tym właśnie piszemy sporo w bieżącym numerze „Nowego Obywatela”. Zaczynamy od wstrząsającego – przynajmniej dla mnie, choć tyle już przecież widziałem, słyszałem, czytałem – wywiadu z Katarzyną Dudą. Zbadała ona to, w jakich warunkach pracują ci najsłabsi ze słabych – ochroniarze, sprzątaczki itp. – których za nasze wspólne pieniądze zatrudniają instytucje publiczne. Po lekturze chce się wyć z wściekłości.

Podobne wnioski płyną z innej naszej rozmowy, w której Maria Libura analizuje problemy polskiego systemu opieki zdrowotnej. Z kolei Rafał Bakalarczyk w swoim tekście ukazuje nam, co nie działa w systemie wsparcia socjalnego i jakie grupy lądują w efekcie na marginesie – i co z tym wszystkim należy zrobić, jeśli mamy im pomóc. Piotr Wójcik zastanawia się natomiast, jak powinno wyglądać państwo, które pomaga słabym i pozwala im wyzwolić potencjał tłamszony obecnie koniecznością ciągłej walki o przetrwanie.

Patrzymy też w przeszłość i w dal. Jeden z artykułów opisuje początki chrześcijaństwa jako ruchu tych, których pewna niemodna dziś pieśń nazywała „wyklętym ludem ziemi”. Inny z tekstów zabiera nas w czasy i realia mało znane, bo dzisiejsze nauczanie historii ma za nic słabych – do epoki śląskich buntów przeciwko feudalnemu wyzyskowi. A skoro już jesteśmy przy historii, polecam także nasz wywiad z prof. Jerzym Eislerem. Opowiada on o tym, jak niegdyś „wyklęte” wątki i postaci stały się modne i popularne, i dziś to one spychają w cień wszystko, co bardziej zniuansowane, mniej modne czy słabiej promowane. Z kolei Olga Drenda – autorka jednej z głośniejszych książek ostatnich tygodni, „Duchologii” – przypomina o zjawisku zupełnie dziś marginalnym, niepopularnym, a nierzadko wyśmiewanym, czyli o kulturze robotniczej.

Inni autorzy ukazują innych słabych. Jak wyrzut sumienia zamożnego i rozwiniętego świata brzmi artykuł Marcina Rzepy o ogromnej cenie płaconej przez rdzenną ludność odległych krain za taki rozwój, który dla ofiar tego procesu jest wyłącznie regresem. W numerze mamy również rozważania o tym, że wielu dzisiejszych pariasów już wkrótce może zacząć mieć jeszcze więcej problemów, bo… nadchodzą roboty. Jeśli tego nie przemyślimy dobrze i nie zadbamy o słabszych, czeka nas koszmar.

To oczywiście nie wszystkie materiały, które przygotowaliśmy dla Was. Zapraszam do lektury!

komentarzy