Gadomski, Maziarski i Pinochet w jednym stoją domku

Gadomski, Maziarski i Pinochet w jednym stoją domku

Polska jak mało który kraj wie, co to znaczyć żyć pod jarzmem dyktatury. Nie minęło jeszcze 30 lat od czasu, gdy demokracja była dla nas ledwie marzeniem. Teraz w pocie czoła musimy stać na straży wolności, którą z takim trudem wywalczyliśmy. Tym bardziej dziwi fakt, że „Gazeta Wyborcza” regularnie publikuje teksty ludzi odwołujących się do antydemokratycznych wartości. Ludzi, którzy za pięknymi i utopijnymi ideami, skrywają zamiłowanie do dyktatorskich rozwiązań. Mam na myśli Witolda Gadomskiego i Wojciecha Maziarskiego, zwolenników idei Friedricha Hayeka i Miltona Friedmana.

Większość kojarzy Friedmana i Hayeka jako niewinnych myślicieli dwudziestowiecznych. W rzeczywistości stoją oni za jednym z najgorszych reżimów powstałych w drugiej połowie XX wieku. Chodzi o Chile pod rządami dyktatora Augusto Pinocheta, który jest odpowiedzialny za tortury i morderstwa tysięcy ludzi. Friedman i Hayek z sympatią spoglądali na kraj Pinocheta, ponieważ chilijski dyktator wiernie wprowadzał zalecania fundamentalizmu rynkowego. Gdy Zachód budował państwa dobrobytu za pomocą zdobyczy socjalnych, totalitarne reżimy były jedynymi miejscami, gdzie Hayek i Friedman mogli testować na ludziach swoją ideologię. Zresztą zdaniem uznanych ekonomistów, jak Amartya Sen i Joseph Stiglitz, eksperymenty te nie tylko zniszczyły demokrację, ale doprowadziły też do zapaści ekonomicznej Chile.

Fundamentalizm rynkowy był dla Friedmana oraz Hayeka ważniejszy od demokracji, praw człowieka i powszechnego dobrobytu. Podobne skrajnie kapitalistyczne idee stały zresztą za wieloma innymi dyktaturami – od Brazylii po Argentynę, a także za wyzyskiem i zapaścią gospodarczą krajów trzeciego świata. Nie wspominając o milionach ofiar rozwoju kapitalizmu na jego wcześniejszych etapach, kiedy to ideały wyznawane przez Gadomskiego i Maziarskiego wprowadzano za pomocą niewolnictwa, wojen i grabieży.

Gadomski i Maziarski idą śladami swoich mistrzów. Pokrewieństwo ideowe ze zwolennikami dyktatur sprawia, że gdy polska demokracja drży w posadach, publicyści „Wyborczej” konsekwentnie zalecają rozwiązania, które doprowadzą do jej dalszego osłabienia. Są zwolennikami przywilejów dla bogaczy pod postacią niższych podatków, choć dane jasno pokazują, że demokracja ma się najlepiej tam, gdzie bogaci płacą wysokie podatki – w Norwegii, Danii, Szwecji czy na Islandii. Mimo że wszyscy rozsądni specjaliści i instytucje, włączywszy w to Międzynarodowy Fundusz Walutowy, biją na alarm w związku z narastającymi nierównościami społecznymi, Gadomski i Maziarski chcą je powiększać. Wyciągają z  lamusa fundamentalizmu rynkowego zbutwiałe koncepcje. Powołują się na skompromitowaną teorię skapywania. Są zwolennikami ekonomicznej przemocy i władzy wielkich korporacji.

Co gorsza, szczują na współobywateli i współobywatelki. Stereotypy, które wygłaszają na temat najbiedniejszych członków naszych społeczeństw, przywodzą najgorsze skojarzenia związane z faszystowską propagandą. Zresztą, czemu się dziwić, skoro ich ulubieniec, Bronisław Komorowski, w drugiej turze ostatnich wyborów prezydenckich przymilał się do Pawła Kukiza, lidera partii sprzymierzonej ze skrajną prawicą.

Odbierają ludziom godność, przedstawiając ich jako głupi, zapijaczony motłoch. Tak jak Pinochet, i wielu dyktatorów przed nim, szczerze nienawidzą lewicy. Wznosząc się na wyżyny symetryzmu, porównują lewicowe działaczki walczące o prawa kobiet, prawa osób LGBT, prawa ludzi ubogich – do organizacji skrajnie prawicowych. Raz jeszcze, nie powinno to dziwić. Ich idol, Friedman, porównywał programy antydyskryminacyjne wprowadzone przez Amerykanów w 1941 roku do… Ustaw Norymberskich. Symetryzm jest nieodłączną częścią ich tradycji.

Nawiasem mówiąc, to oni przed ostatnimi wyborami doprowadzili do rozbicia obozu liberalnego. Gdy PO wyłamała się z ich fundamentalistycznych założeń w sprawie OFE, Gadomski wzywał do powstania nowej partii propagującej jego ideologię. Tak powstała Nowoczesna, która podzieliła liberalny elektorat i ułatwiła zwycięstwo PiS-owi.

Zdumiewający jest upór, z jakim twardogłowi fundamentaliści rynkowi próbują wmówić sobie i światu, że możemy poświęcić demokrację na ołtarzu dzikiego kapitalizmu. Zdumiewające jest również to, że „Gazeta Wyborcza” publikuje teksty miłośników ideologii stojącej za dyktaturą Pinocheta. Pozostaje mieć nadzieję, że polska demokracja przetrwa i to zagrożenie.

dr Tomasz S. Markiewka

PS. Tekst powstał z inspiracji twórczością Witolda Gadomskiego i Wojciecha Maziarskiego – ich bezkompromisową walką o demokrację, która uchodzi w niektórych sferach za oznakę rozsądku i umiarkowania. Zawiera przeróbki fragmentów ich felietonów.

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie