Dla świata pracy i poprzez świat pracy

Dla świata pracy i poprzez świat pracy

 

W odrodzonym po 123 latach niewoli państwie polskim prawie wszystkie dziedziny życia domagały się nowych regulacji, ujednolicenia i uporządkowania. Podobnie było z kwestiami dotyczącymi pracy. Początkowo obowiązywały w Polsce źródła prawa pracy państw zaborczych. Najlepiej rozwinięte było pod tym względem ustawodawstwo poniemieckie, w którym umowa o pracę uznawana była za rodzaj kontraktu cywilnego. Jednym z pierwszych posunięć ustawodawczych władz centralnych odrodzonej Rzeczpospolitej było wprowadzenie 8-godzinnego dnia i 46-godzinnego tygodnia pracy. Dekret w tej sprawie 23 listopada 1918 r. podpisany został przez Tymczasowego Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego i premiera Jędrzeja Moraczewskiego. Trzeba powiedzieć, że mieliśmy tutaj do czynienia z przyjęciem bardzo postępowego, jak na tamte czasy, modelu angielskiego, z sześciogodzinną sobotą pracującą. W 1922 r. przyjęto ustawę o urlopach, w przypadku której wyprzedziliśmy wiele państw znacznie bogatszych. Wprowadzała ona w przypadku osób zatrudnionych w przemyśle i handlu miesięczny urlop dla pracowników umysłowych. Pracownicy fizyczni w każdym z dwóch pierwszych lat pracy u tego samego pracodawcy mieli prawo do 8 dni urlopu w roku, a po przepracowaniu trzech lat u tego samego pracodawcy wymiar ich urlopu wynosił 15 dni rocznie. W lipcu 1924 r. przyjęto natomiast ustawę w sprawie ochrony pracy kobiet oraz osób młodocianych. I znów wprowadzone rozwiązania w pewnych kwestiach były pionierskie w skali światowej.

Rzecz jasna, nawet najlepsze ustawodawstwo nie stanowi gwarancji przestrzegania i obowiązywania zasad w nim zapisanych. Już w momencie prac nad określonymi rozwiązaniami prawnymi mieliśmy do czynienia ze zmasowaną kontrakcją środowisk przemysłowych, które usiłowały storpedować ich wprowadzenie, później zaś z nagminnym ich łamaniem i sabotowaniem. W związku z tym powołane zostały do życia instytucje, których zadaniem miało być czuwanie nad przestrzeganiem prawa pracy. Wśród nich szczególną rolę odegrała Inspekcja Pracy, zaś w jej ramach postacią, która zdecydowanie wyróżniała się w działalności zarówno na niwie praktycznej, jak i teoretyczno-ideowej, była Halina Krahelska.

***

Urodziła się 12 czerwca 1886 r. w Odessie. Jej ojciec, Jan Śleszyński, był profesorem matematyki na miejscowym Uniwersytecie, matka Helena z Augustynowiczów zajmowała się domem1. Odessa była w tamtym czasie zamieszkiwana przez jedną z największych społeczności polskich spośród miast rosyjskich.

Halina w działalność polityczną zaangażowała się już w czasie studiów. Wraz z Michałem Sulkiewiczem, Marianem Scheitzem, Józefem Śleszyńskim i Wacławem Snopkiewiczem zorganizowali pierwszą „piątkę” Polskiej Partii Socjalistycznej w Odessie. Do organizacji wszedł również późniejszy mąż Haliny, Józef Grabianka. Były to osoby skupione wokół instytucji społeczno-oświatowej, jaką stanowił Dom Polski w Odessie. W związku ze swoją działalnością Krahelska została w 1911 r. po raz pierwszy aresztowana. Po dwóch miesiącach w więzieniu została przeniesiona do miejsca przymusowego pobytu, którą decyzją władz był Kiszyniów. Przebywała tam do jesieni 1912 r., następnie przeniosła się do Kijowa. Od razu zaangażowała się ponownie w działalność patriotyczną, wstąpiła do Partii Socjalistów-Rewolucjonistów. Publikowała też w lokalnej gazecie „Gołos Truda” pod pseudonimem Janek. Nie trwało to jednak długo, 17 lipca 1913 r. została ponownie aresztowana i osadzona w więzieniu. W listopadzie 1914 r. na mocy wyroku sądu została pozbawiona praw obywatelskich i skazana na bezterminowe osiedlenie we wschodniej Syberii. Wraz z nią udał się tam Józef Grabianka. Ich miejscem pobytu stała się wieś Rybnoje nad Angarą, składająca się z dziesięciu chałup, oddalona 300 km od najbliższej stacji kolejowej. Przebywała tam do 1917 r.

Gdy Rosja zaczęła się pogrążać w coraz większym chaosie, postanowili z Józefem Grabianką opuścić miejsce zesłania. Niejako po drodze, w Smoleńsku, latem 1917 r., zawarli związek małżeński. We wrześniu dotarli do Odessy, tam od razu wstąpili do Polskiej Organizacji Wojskowej. Na wieść o odzyskaniu przez Polskę niepodległości opuścili Odessę i ostatniego dnia 1918 r. przybyli do Krakowa, w którym mieszkali już rodzice i brat. Niestety kilka tygodni po przybyciu do Krakowa jej mąż, wycieńczony i chory na gruźlicę, zmarł.

Wkrótce Krahelska przeniosła się do Warszawy. W styczniu 1919 r. Inspekcja Pracy została powołana do życia na mocy dekretu tymczasowego „O urządzeniu i działalności inspekcji pracy”, podpisanego przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, premiera Jędrzeja Moraczewskiego oraz Ministra Pracy i Opieki Społecznej Bronisława Ziemięckiego. Warszawskim Inspektoratem Pracy kierował znany Halinie z Odessy Zygmunt Bohuszewicz, a jego sekretarką została jej przyjaciółka z Domu Polskiego w Odessie, Maria Kirstowa. Dzięki tym znajomościom Krahelska została zatrudniona na stanowisku sekretarki jednego z obwodów I Okręgu w Warszawie. Kariera sekretarki zakończyła się jednak stosunkowo szybko. Skargę na brak bezstronności urzędniczki skierowali do Ministra Pracy przemysłowcy biorący udział w jednej z konferencji. Na wniosek Bohuszewicza oddelegowano ją zatem do pełnienia roli rozjemcy w czasie zatargów pomiędzy robotnikami a zarządami fabryk. Dzięki jej wysiłkom w wyniku negocjacji z przedstawicielami przemysłu udało się ustalić, w trzydziestu trzech umowach zbiorowych, zasady zatrudniania i zwalniania pracowników za pośrednictwem związków zawodowych.

W 1920 r. zawarła związek małżeński z Adamem Krahelskim, pracownikiem najpierw resortu pracy, a potem Ministerstwa Skarbu, pod koniec tego roku natomiast urodziła bliźnięta. To m.in. było przyczyną jej rezygnacji z pracy zawodowej. Następne cztery lata spędziła w domu, opiekując się dziećmi i podejmując liczne próby literackie. W listopadzie 1925 r. została ponownie przyjęta do Inspekcji Pracy na stanowisku podinspektora I Okręgu. W lipcu 1924 r. weszła w życie ustawa o ochronie pracy kobiet i młodocianych. Na skutek oporu pracodawców art. 15 tej ustawy, nakładający na właścicieli przedsiębiorstw zatrudniających ponad 100 kobiet obowiązek zorganizowania i utrzymywania pomieszczeń higieniczno-sanitarnych dla kobiet oraz żłobków dla niemowląt, wszedł w życie dopiero 1 sierpnia 1926 r. Brzmiał on: „Przedsiębiorca zatrudniający ponad 5 kobiet, obowiązany jest do urządzenia dla nich osobnych ustępów, ubieralni i umywalni. W zakładach, gdzie pracuje ponad 100 kobiet, winien przedsiębiorca utrzymywać dla nich urządzenie kąpielowe oraz żłobek dla niemowląt. Matkom karmiącym przysługuje prawo korzystania w ciągu godzin pracy z dwóch półgodzinnych przerw w pracy, które wlicza się do godzin pracy”2.

Krahelska na polecenie przełożonego Wacława Orgelbranda zajęła się w tamtym czasie wizytacją zakładów pracy w okręgu łódzkim. Spotkała się z wrogością środowiska przemysłowców, którzy na wszelkie możliwe sposoby utrudniali jej wykonywanie obowiązków poprzez wyłączanie prądu w trakcie nocnych kontroli, wywoływanie fałszywych alarmów przeciwpożarowych itp. Pomimo tego akcja otwierania żłobków rozwijała się szybko, w lipcu 1928 r. było ich już w Polsce 14. Dzięki wzorowemu wywiązywaniu się Krahelskiej z tego zadania awansowała ona ze stanowiska podinspektora pracy w I Okręgu na inspektora pracy i została zatrudniona w Głównym Inspektoracie Pracy. Od tego momentu nadzorowała wykonywanie ustawy o ochronie pracy kobiet i młodocianych w całej Polsce. W związku z tym, że wielu pracownicom znaczna odległość miejsca zamieszkania od fabryki i trudności komunikacyjne uniemożliwiały skorzystanie ze żłobka, Krahelska zainicjowała instytucje tzw. stacji lotnych nad matką i dzieckiem przy fabryce. Wprowadzono je w tych miejscach, gdzie nie dysponowano jeszcze zapleczem odpowiednim dla urządzenia żłobka. Pracodawca był zobligowany do zapewnienia na koszt zakładu opieki lekarskiej i pielęgniarskiej matce i dziecku w miejscu zamieszkania. Opracowała też podręcznik metodologii przyfabrycznej opieki nad dzieckiem. Na jego bazie prowadzono kursy dla pielęgniarek, które początkowo organizowały Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci oraz Chrześcijańskie Związki Zawodowe.

Wszystkie te inicjatywy wynikały z jej przekonania, że kobieta na rynku pracy musi zostać otoczona szczególną opieką. Jeśli już została „wygnana z domu przez nędzę i pogoń pracodawcy za tanim robotnikiem […] nie może – o ile nie chcemy spotęgować rabunkowej gospodarki kobietą w społeczeństwie – podołać równocześnie obowiązkom pracy zarobkowej i pracy w domu. Nie może tedy sprostać obowiązkom, które spadają na nią wraz z macierzyństwem, zarówno ze względu na to, że praca zarobkowa odrywa ją od dziecka na cały przeciąg dnia roboczego, jak i ze względu na brak dostatecznych sił fizycznych, gdyż obciążona jest łączną sumą pracy zarobkowej i zajęć domowych w ilości 12, 16 lub nawet 20 godzin. Skoro zaś tak jest, należy odciążyć kobietę robotnicę od wielorakich obowiązków i dopomóc jej, aby mogła należycie je wykonywać”3.

W wyniku tych działań na początku 1930 r. było w Polsce już 81 żłobków i stacji przyfabrycznych obejmujących opieką ponad 3 tysiące dzieci. O roli i znaczeniu w tym wszystkim ofiarnej działalności Krahelskiej świadczy chociażby fakt, iż we Francji w ciągu 30 lat obowiązywania podobnej ustawy powstało ich zaledwie 30. Co zaś do ich jakości w porównaniu z polskimi placówkami, to sama Krahelska w ostatnich dniach swojego życia opisywała to tak: „We Francji wprawdzie »les creches« ustawowo obowiązywały i istniały od przeszło trzydziestu lat, ale wizytowałam te obrzydliwe, śmierdzące kurniki z anemicznymi dziećmi i nielicznymi pielęgniarkami pełnymi zachwytu dla swego »patrona« (właściciela fabryki), który aż tyle świadczy! Mogę tu nadmienić, że gdy nasze żłobki były [wizytowane] przez amerykańskie działaczki kobiece, związane z Rockefellerem itp., pokazałam im żłobki lepsze i gorsze (specjalnie wybudowane i w lokalach przystosowanych), oświadczyły mi i potwierdziły to potem oficjalnie, że nie spotkały się ani w Europie, ani w Ameryce z instytucją opieki nad niemowlęciem pomyślaną tak celowo i postawioną pod każdym względem na najlepszym poziomie higieny i profilaktyki, wygląd zaś dzieci, ich idealna czystość, wesołość i przybywanie na wadze, najlepiej mówią o polskich żłobkach fabrycznych”4.

Jednocześnie wskazywała przy tym wszystkim, że rozwiązanie polegające na zakładaniu żłobków przyfabrycznych nie jest bynajmniej optymalne i docelowe. Nie obejmuje bowiem ono całej dziedziny rozproszonej pracy kobiecej, tzn. nie skupionej w fabrykach, po drugie zaś instytucja tego rodzaju nadmiernie wiąże robotnicę z fabryką: oddaje ona opiekę nad swoim dzieckiem w ręce fabrykanta. W związku z tym za o wiele lepsze rozwiązanie uznawała pobieranie od pracodawców określonych opłat, które przeznaczane byłyby na zakładanie i utrzymywanie sieci żłobków dla wszystkich kobiet pracujących5.

Warto zwrócić uwagę, że jednocześnie występowała przeciwko radykalnym programom głoszonym przez ówczesne organizacje feministyczne w rodzaju The Open Door International. Uznawała, że ich maksymalistyczne hasła nie mają szans realizacji i przynoszą więcej szkód niż pożytku samym kobietom. Głoszone przez działaczki tej organizacji postulaty całkowitego zrównania warunków pracy oraz płacy kobiet i mężczyzn w żaden sposób nie przyczyniają się do polepszenia zarobków kobiet, godzą natomiast w ideę ochrony ich pracy. Jak podkreślała Krahelska, organizacja ta „zwalczając ochronę pracy kobiet, przyczynia się w pierwszym rzędzie do rozbijania rodziny i obłudne przymykanie na to oczu, względnie powoływanie się na świętość i nienaruszalność tejże rodziny, nic a nic w tym nie odmieni. Postępowanie natomiast organizacji chrześcijańskich, walczących zaciekle (a beznadziejnie) o powrót kobiety do domowego ogniska, usiłując przeciwstawić się rozrostowi pracy pozadomowej kobiet, jest zapewne daleko bardziej uzasadnione, skoro organizacje te rzeczywiście dążą do utrzymania rodziny i nie pragną wychodzić poza ramy ustroju”6.

Oczywiście zauważała też upośledzenie kobiet zarabiających na tym samym stanowisku połowę tego, co mężczyzna, co powodowało, że kobiety stawały się dla fabrykantów atrakcyjniejszą siłą roboczą. Prowadziło to w efekcie do tego, że często utrzymywały one ze swojej pensji nie tylko siebie, ale i całą rodzinę, łącznie z bezrobotnym, bo droższym dla pracodawcy mężem.

Na podstawie swoich doświadczeń Krahelska wskazywała, że od samego początku głównymi przeciwnikami wprowadzania jakiegokolwiek ustawodawstwa pracy, a tym samym hamulcowymi na tym polu były klasy posiadające: ziemiaństwo i kapitał. Dążyły one do utrzymania dawnej tradycji niedopuszczania szerokich warstw ludu do oświaty, wiedzy oraz do uświadomienia społeczno-politycznego. „Wszystkie zamierzenia w dziedzinie polityki społecznej państwa, które zdążały w kierunku postępowym, otwierały przed ludem – chłopem lub robotnikiem – możliwości bardziej ludzkiego życia – spotykano po tamtej stronie z niechęcią, nienawiścią, furią lub też – gdy koniunktura polityczna nie sprzyjała bardzo otwartym atakom – zwalczano krytymi ciosami, skomplikowaną organizacją utrącania i sabotażu. Tak więc od samego początku Polski ziemiaństwo i fabrykanci oraz ich związki zwalczali z piekielną pasją ośmiogodzinny dzień pracy, urlopy robotnicze, ubezpieczenia od choroby, nieszczęśliwych wypadków itp. Powodował nimi zrozumiały, stanowy strach, że masy ludowe, gdy dostąpią krótszego dnia pracy, oświaty, wyższego poziomu życia – nie dadzą się tak wyzyskiwać jak za dawnych czasów analfabetyzmu. Oczywiście, nie zaniedbywano przy tym wypróbowanej metody osłabiania i pokonywania ludowych mas poprzez dzielenie ich, poprzez kłócenie ze sobą, poprzez kopanie pomiędzy chłopem a robotnikiem z miasta jak najgłębszej przepaści”7.

Zwłaszcza zaś przedstawiano robotników jako warstwę uprzywilejowaną, osiągającą wysokie zarobki, mającą możliwość korzystania z wszelkich dóbr kultury. To wyimaginowane położenie polskiego robotnika przeciwstawiano doli chłopa, wylewając „krokodyle łzy rozczulenia nad upośledzeniem chłopskim, niedojadaniem na przednówku, lichym przyodziewkiem, który się zgrabnie przeciwstawiało osławionym »jedwabnym pończoszkom« i »kapelusikom« robotnic fabrycznych”8. Tymczasem, jak podkreślała, konieczne jest współdziałanie robotników i chłopów w imię wspólnych ideałów i interesów. Stanowią oni dla siebie najbardziej naturalnych sojuszników, jako że nic nie wiąże ich z klasami posiadającymi. „Robotnik nie posiada nic, prócz pary rąk do wynajęcia. Robotnik z tego tytułu jest w każdym kraju tym elementem, który idzie w pierwszym szeregu walk wyzwoleńczych. Robotnik chce walczyć o ludzkie życie dla swych dzieci, o bezpłatną oświatę i wiedzę dla nich, o uspołecznienie produkcji, o zarobki, które pozwolą utrzymać rodzinę na poziomie ludzkiej (nie zwierzęcej!) egzystencji, o krótszy czas pracy, o zabezpieczenie państwowe starości, gdy już zarobić nie będzie mógł. Robotnikowi sojusznik-chłop jest niezbędny: ojczyzna nasza jest krajem jeszcze słabo uprzemysłowionym, rolniczym, chłop jest potęgą, jest ogromną siłą dynamiczną. Chłop rozumie dążenie robotnika do oświaty, jego chęć wyzwolenia się z wyzysku fabrykanta, jego chęć uczestniczenia w dorobku kultury i cywilizacji współczesnej. I wzajem – chłopu niezbędny jest wierny sprzymierzeniec w robotniku. Z wielkim bólem i żalem muszę tu powiedzieć, że nie może chłop polski liczyć – dziś jeszcze – na inteligencję pracującą jako całość, na to, że już dziś inteligencja będzie jego niezawodnym, wiernym, do końca pewnym sojusznikiem”9.

Krahelska konstatowała, że wprowadzanie ustawodawstwa dotyczącego ochrony pracy miało różne przyczyny, ale przede wszystkim decydowały tutaj względy humanitarne, nędza, upokorzenia, wyzysk dzieci zatrudnionych w fabrykach włókienniczych, a w późniejszym czasie względy bardziej pragmatyczne, tzn. strach przed rewolucją i radykalizowaniem się nastrojów społecznych. Wskazywała ona jednak także na trzeci czynnik, który powinien być brany pod uwagę, a zazwyczaj jest pomijany, choć przecież winien działać na wyobraźnię niektórych, przynajmniej ekonomistów dążących do racjonalizacji procesu produkcyjnego oraz jak największej efektywności, a mianowicie – na względy gospodarcze. Ochrona życia i zdrowia robotników po prostu opłaca się państwu, społeczeństwu czy przemysłowi, ponieważ to człowiek pracy wytwarza wszystkie wartości składające się na majątek narodowy. W związku z tym postulowała dokonanie konkretnych obliczeń dotyczących wartości pracy ludzkiej w całokształcie bogactwa narodowego. To zaś pozwoliłoby naocznie się przekonać „jak potężną z punktu widzenia gospodarczego jest wartość reprezentowana w produkcji przez czynnik ludzki, a tym samym, że z punktu widzenia interesów gospodarczo-państwowych ochrona tego czynnika ludzkiego przed wszelkim marnotrawieniem musi zająć pierwsze miejsce wśród zagadnień polityki państwowej. Państwo więc wkraczać tu musi jako czynnik regulujący pomiędzy właściciela warsztatu i narzędzi pracy a robotnika czynnego w owym warsztacie, w imię obrony tego robotnika, w naszym zrozumieniu przede wszystkim w imię obrony jego jako istoty, najbardziej ważnej części bogactwa narodowego”10.

Zwracała uwagę na wciąż niedostateczną ochronę pracy i przestrzeganie praw pracowniczych. Ustawodawstwo dotyczące tych kwestii, choć uznawała je za wystarczające w naszym kraju i stanowiące wręcz powód do chluby, wciąż „źle jest wykonywane i bardzo często przekraczane. Dotyczy to niemal wszystkich ustaw społecznych (o czasie pracy z 1919 r., urlopach z 1922 r., o pracy kobiet i młodocianych z 1924 r.), jak również przepisów prawnych dawnych zaborów (obowiązek prowadzenia książeczek, regulaminów pracy itd.). […] Otóż na ogólną liczbę 11980 wizytacji fabryk w 1925 r. […] stwierdzono 44911 wykroczeń; w tym przeciw ustawie o czasie pracy – 4537, przeciw ustawie o pracy kobiet i młodocianych – 3144, przeciw ustawie o urządzeniach ochronnych i higieniczno-sanitarnych – 23851”11.

Świadczyć o tym też może liczba strajków, a przede wszystkim powody, z jakich są przeprowadzane. Krahelska podkreślała, że zaledwie 1% nich związany był z żądaniami politycznymi, reszta zaś dotyczyła generalnie rzecz biorąc warunków pracy, stanowiła walkę o przestrzeganie przez pracodawców ustawodawstwa państwowego dotyczącego urlopów, regulaminowego czasu pracy, zniesienia pracy nocnej, ubezpieczenia w Funduszu Bezrobocia, regularnej wypłaty zarobków. Analizując wyniki ankiet przeprowadzanych w zakładach pracy przez Komisję Ankietową, wskazywała: „Badania warunków pracy w poszczególnych gałęziach przemysłu przez specjalne delegacje inspekcyjne wykazują zawsze rażące wykroczenia przeciw ustawie o czasie pracy, również jak i przeciw ustawie o pracy kobiet i młodocianych. Praca nocna kobiet i młodocianych jest jeszcze w Polsce masowo stosowaną: kobiet – w fabrykach włókienniczych i w emalierniach, dzieci nieletnich – w hutach szklanych; wymieniamy tu grupy produkcji, stosujące pracę nocną kobiet i dzieci prawie powszechnie; poza tym protokoły inspektorów, spisywane z tytułu nocnej pracy kobiet i młodocianych, świadczą o bardzo częstym dorywczym lub sezonowym stosowaniu tej pracy w najrozmaitszych rodzajach przemysłów i niemal bez wyjątku we wszystkich fabrykach zatrudniających kobiety, o ile fabryki te czynne są w nocy. Wykroczenia przeciw ustawie o czasie pracy są szczególnie jaskrawe we włókiennictwie; w przemyśle tym czas pracy przedłużał się jeszcze w 1926 r. do 16 godzin w jednej zmianie, a sytuacja nie zmieniła się znacznie od tego czasu na korzyść, bowiem w wielu przedsiębiorstwach łódzkich 10- i 12-godzinny dzień pracy inspekcja konstatowała i w roku bieżącym. Liczenie się z obowiązkiem przestrzegania tej ustawy znalazło wyraz w zarządzeniu środków ostrożności, ażeby, zatrudniając w nocy kobiety pod okiem miejscowej inspekcji, nie dopuścić ich do nocnej pracy jedynie w noc wizytacji fabryk przez delegatów władz centralnych, bez żadnej zresztą troski o bardziej dokładne zamaskowanie tego wybiegu”12.

Szczególną jej troskę i zainteresowanie wzbudził jednak problem pracy dzieci i młodocianych, poświęciła temu zagadnieniu osobną broszurę. Była w Polsce pionierką w kwestii badań tego problemu. We wstępie do wzmiankowanej pracy wskazywała, że zainteresowanie warunkami pracy robotników młodocianych, poddanie ich skrupulatnej analizie, jest czymś niezmiernie ważnym i nie cierpiącym zwłoki. „Wielki rozrost pracy młodocianych w przemyśle (nie mówimy już w tej chwili o rzemiośle, wypełnionym siłą roboczą dzieci), zdziesiątkowanie i słabość fizyczna roczników, które za parę lat przyjdą do pracy fabrycznej, posługiwanie się pracą dzieci i pracą młodocianych w najszkodliwszych dla zdrowia gałęziach produkcji, nadmierne przeciążanie organizmów młodocianych liczbą godzin pracy, pracą nocną, pracą bez przerw obiadowych – oto są przyczyny, dla których kwestia zapoznania się z warunkami pracy robotników młodocianych powinna zająć wśród zagadnień społecznych wybitne miejsce. Jest jeszcze jedno, co skłania nas do zagajenia kwestii o pracy młodzieży robotniczej w literaturze polskiej. Jest to konieczność ujawnienia rzeczywistego charakteru udziału młodzieży w produkcji, udziału zwyczajnego robotnika-wytwórcy, maskowanego prawie powszechnie za pomocą fikcji szkolenia w zawodzie”13.

W świetle danych Głównego Urzędu Statystycznego z 1926 r. młodociani mieli stanowić 9% ogólnej liczby zatrudnionych w zakładach liczących ponad 20 pracowników. Przy czym w pewnych gałęziach gospodarki nie byli zatrudniani w ogóle (użyteczność publiczna, monopole: tytoniowy, spirytusowy i in.), natomiast w innych ta liczba była zdecydowanie większa: krawiectwo – 33,7%, przemysł włókienniczy 21,6%, szklany 17,8%, metalowy 16,5%, poligraficzny 16,4%14. Nierzadkie były sytuacje, w których w niewielkich rozmiarów fabryczkach, liczących do 50 zatrudnionych, młodociani mieli stanowić większość załogi, w jednej z nich nawet ponad 80%. Do tego wszystkiego dochodziło chałupnictwo i drobne warsztaty rzemieślnicze nieuwzględnione w sprawozdaniach GUS, „przepełnione pracą dzieci”, w których „częstokroć nie spotyka się w ogóle innych robotników prócz młodocianych”15. Płace ich wahały się od jednej piątej do dwóch trzecich płac robotników niewykwalifikowanych, zaś od jednej ósmej do jednej trzeciej płac robotników wykwalifikowanych16, do tego dochodził bardzo słaby stopień ich uzwiązkowienia. Wszystko to powodowało, że robotnik tego rodzaju „jest naprawdę bezbronny, bezsilny, a jako siła robocza najtańsza, nieskrępowana niczym, idzie do pracy za wszelką płacę, jest mimowolnym współzawodnikiem mężczyzn i obniża koszty robocizny. Stąd wynika ta nienormalna sytuacja, że nawet wielkie przedsiębiorstwa przyzwyczajają się opierać swe kalkulacje na niepomiernie niskich kosztach robocizny młodocianych”17.

Dysproporcje płacowe wynikały rzecz jasna z faktu, że osoby młodociane zatrudniane były w charakterze praktykantów przyuczających się do zawodu, a więc pracowników niepełnowartościowych. Tymczasem zdaniem Krahelskiej była to całkowita fikcja, mistyfikacja mająca maskować fakt wykorzystywania prawie darmowej siły roboczej. Analizując sytuację w różnych gałęziach przemysłu, głównie metalowym, poligraficznym i zbrojeniowym, a także w rzemiośle, stwierdzała, iż nie ma „dziś w przemyśle żadnego szkolenia w kierunku dawania »praktykantom« skończonych kwalifikacji zawodowych, nie ma też wcale nawet dążności do racjonalnego szkolenia w sensie odsłonięcia przed uczniami całości zawodu, przysposabiania do udziału w produkcji. I w rzemiośle także nie ma planowego ani systematycznego szkolenia w zawodzie. Wszędzie natomiast jest korzystanie z pracy młodocianych w charakterze taniej przygodnej siły roboczej”18.

Pomimo istnienia ustawodawstwa ochronnego normującego czas pracy młodocianych inaczej od czasu pracy dorosłych, wprowadzającego zakaz pracy nocnej oraz nadliczbowej, nakazującego wliczanie pewnej liczby godzin nauki (6 tygodniowo) do płatnych godzin pracy młodocianego, wszystkie te przepisy, jak wskazywała Krahelska, były notorycznie łamane. W związku z wynikami swoich badań postulowała wprowadzenie ustawy zakazującej zatrudnianie młodocianych w liczbie przekraczającej pewien ustalony stosunek (np. 5%) do liczby dorosłych robotników, zakazującej płacenie „uczniowskich” stawek płacy w sytuacji, jeśli nie idzie wraz z tym równolegle rzeczywiste nauczanie, wprowadzającej minimalne stawki płacowe dla młodocianych oraz skracającej dzień pracy młodocianych do 6 godzin19.

W 1929 r. wyjechała na roczne stypendium Fundacji Rockefellera do Szwajcarii, Francji, Austrii i Niemiec w celu zapoznania się z systemami ochrony pracy i opieki społecznej funkcjonującymi w Europie Zachodniej. W 1931 r. zakończyła też zatrudnienie w Inspekcji Pracy, między innymi w związku z coraz większą krytyką z jej strony kursu politycznego sanacji. Doświadczenia, które zebrała w latach pracy w Inspekcji pozwoliły jej na wysunięcie konkretnych postulatów reform w celu usprawnienia działalności instytucji. Zwracała uwagę, że Inspekcja Pracy, jako część administracji publicznej, narażona jest na niebezpieczeństwo stopniowego biurokratyzowania, mechanizowania swych czynności. Takie tendencje widoczne są w zasadzie w przypadku każdego urzędu, jednak zdaniem Krahelskiej sytuacja Inspekcji jest wyjątkowa. Powołana jest ona bowiem do obrony praw, życia, bezpieczeństwa i zdrowia pracowników, a w takiej sytuacji wszelka rutyna jawi się jako zabójcza. Aby mogła dobrze sprostać tym zadaniom, musi nieustannie reagować, zapobiegać krzywdom, wykazywać czujność i wrażliwość. W związku z tym postulowała rozbudowę Inspekcji w drodze powołania asystentów i asystentek ze środowiska robotniczego. Wedle niej należy „pamiętać, że inspektorzy pracy wykonują swoje czynności zawsze w zupełnie wyjątkowych warunkach: mianowicie wszystkie ich wystąpienia wkraczają w dziedzinę zasadniczych, a bardzo jaskrawych przeciwieństw pomiędzy zainteresowanymi stronami, którymi są dwie różne klasy społeczne. Tymczasem większość inspektorów pracy we wszystkich państwach ma nastawienie w kierunku wyraźnego przeceniania roli i znaczenia interesów kapitału w gospodarstwie społecznym. Utożsamianie powodzeń lub niepowodzeń kapitału z powodzeniami lub niepowodzeniami społeczeństwa, tak powszechne wśród inspektorów pracy, jest bodaj najgłówniejszą przeszkodą ku temu, ażeby istniejąca dotąd na papierze ochrona pracy robotnika zstąpiła na ziemię, przeistoczyła się w samo życie”20. W przypadku zaś pracy kobiet funkcje inspektorów, podinspektorów czy asystentów powinny pełnić bez wyjątku kobiety, jako rozumiejące o wiele lepiej specyfikę położenia kobiet, ich potrzeby i zagrożenia pojawiające się na tym polu.

Pomimo odejścia z Inspekcji Pracy, Krahelska nie porzuciła swoich zainteresowań. W następnych latach prowadziła wykłady w Studium Pracy Społeczno-Oświatowej Wolnej Wszechnicy Polskiej czy sporządziła raport dotyczący warunków pracy i życia pracowników Monopolu Spirytusowego na podstawie około dwóch tysięcy ankiet. Działała w tamtym czasie w tzw. Legionie Młodych, stanowiącym skrajną lewicę obozu piłsudczykowskiego, występującą zarówno przeciwko Kominternowi (międzynarodowemu komunizmowi), międzynarodowemu kapitałowi, jak i międzynarodowej polityce Kościoła21. Była również członkinią grupy literackiej „Przedmieście”, utworzonej w czerwcu-lipcu 1933 r. z inicjatywy Heleny Boguszewskiej i Jerzego Kornackiego. Jej członkami byli m.in. Władysław Kowalski, Gustaw Morcinek, Kazimiera Muszałówna, Zofia Nałkowska, Adolf Rudnicki i Bruno Schulz. Zespół ten stawiał sobie za cel podejmowanie w twórczości tematyki społecznej. W tzw. Siedmiu Punktach stanowiących jego artystyczne credo wskazywano m.in., iż chodzi o skierowanie reflektora uwagi i talentu na elementy życia proletariackiego w Polsce; uwzględnienie w procesie tworzenia artystycznego tragicznej postawy bezrobotnego proletariatu; nawiązanie kontaktu z literatami mniejszości narodowych w Polsce oraz bezpośrednią obserwację proletariackich środowisk mniejszości narodowych; zgrupowanie w ramach Zespołu młodych pisarzy rekrutujących się ze środowisk proletariackich22.

Z kolei w 1932 r. ukazała się wydana nakładem Instytutu Gospodarstwa Społecznego książka Krahelskiej „Praca kobiet w przemyśle włókienniczym”, a w kolejnym roku rozprawa „Przeobrażenia w rodzinie współczesnej i w roli kobiety”. W następnych latach ujrzały światło dzienne jej kolejne publikacje o różnym charakterze, zarówno naukowym, jak i wspomnieniowym czy literackim: „Prawda o stosunkach pracy” (1934), „Ze wspomnień inspektora pracy” (1936), „Polski strajk” (1937). W międzyczasie jej mąż Adam Krahelski został oddelegowany przez Zarząd Wspólnoty Interesów Górniczo-Hutniczych w Warszawie do Katowic. Dwuletni pobyt na Górnym Śląsku Krahelska wykorzystała do gruntowniejszego poznania tamtejszego środowiska robotniczego, co znalazło odzwierciedlenie w jej powieści „Zdrada Heńka Kubisza” (1938). W roku 1937 należała do współzałożycieli Klubu Demokratycznego – mającego opozycyjny charakter wobec rządów sanacji, opowiadającego się przeciwko narastającym w kraju tendencjom totalistycznym i nacjonalistycznym – na bazie którego utworzono wiosną 1939 r. Stronnictwo Demokratyczne.

We wrześniu 1939 r. znalazła się w Warszawie i jako obwodowy komendant Obrony Przeciwlotniczej na Mokotowie koordynowała akcję gaszenia pożarów, ratowania ludzi czy organizowania posiłków. Współpracowała z Wojskowym Biurem Historycznym i Biurem Informacji i Propagandy Komendy Głównej ZWZ-AK. Począwszy od stycznia 1940 r. sporządzała codzienne zapiski o życiu Polaków w okupowanej stolicy, zatytułowane „Kronika z lat okupacji Agaty i Sabiny”, które zawierały również przegląd prasy wroga i komentarze dotyczące bieżących wydarzeń i informacji z frontu. Przygotowała również do wydania „Oświęcim – pamiętnik więźnia”, zawierający opis życia obozowego w KL Auschwitz, a sporządzony w dużej mierze na podstawie relacji Władysława Bartoszewskiego. Na przełomie marca i kwietnia 1942 r. Krahelska została potrącona przez niemiecki samochód na Rondzie Waszyngtona w Warszawie. W wyniku tego wypadku została jej amputowana noga. W lipcu 1944 r. została kolejny raz w swoim życiu aresztowana, tym razem przez Gestapo. Przebywała w więzieniu w Radomiu, następnie w Berlinie, ostatecznie na mocy decyzji władz niemieckich przewieziono ją do obozu w Ravensbrück.

Tam, w skrajnych warunkach, chora i niedożywiona, poddawana torturom fizycznym i psychicznym, napisała swoją ostatnią pracę pt. „Wytyczne w sprawie organizacji Inspekcji Pracy w Polsce Niepodległej po II wojnie światowej”. W tym dość lapidarnym tekście zwracała uwagę na najważniejsze wedle niej kwestie, które należy uwzględnić w odrodzonym państwie podczas tworzenia ustawodawstwa pracy i organizowania służb mających sprawować pieczę nad jego przestrzeganiem. Za rzecz najistotniejszą uznała zasadę ograniczenia wysiłku robotnika do granic, które wyznacza konstrukcja psychofizjologiczna każdego człowieka. Podkreślała, że nie można w imię racjonalizacji systemu pracy, osiągania większej efektywności, narażać na szwank zdrowia człowieka. Żadne bowiem, nawet najbardziej wzniosłe cele nie mogą usprawiedliwiać zaprowadzania systemu produkcji godzącego w zdrowie i życie jednostki ludzkiej. Szczególnie mocno odnosiła to zagadnienie do pracy kobiet, które dodatkowo spełniają obowiązki matki. Drugą kwestią, która w specjalny sposób została przez nią wyróżniona, jest praca osób młodocianych. W tym punkcie wskazywała na potrzebę całkowitego wyeliminowania wszelkiej bezpłatnej pracy młodzieży oraz przedłużenia obowiązkowego okresu nauki szkolnej. W związku z tym postulowała stosowanie nowoczesnego, krótkiego przysposabiania do zawodu, wprowadzenie normalnej odpłatności takiej pracy, a ponadto otoczenie jej szczególną ochroną ze względu na wiek i „specjalne fizjologiczne warunki rozwojowe organizmów”23.

Zmarła z wycieńczenia 19 kwietnia 1945 r., pochowano ją na terenie obozu, który został wyzwolony 11 dni później. Jej symboliczny grób znajduje się na cmentarzu służewieckim w Warszawie.

Biografia i całokształt działalności Haliny Krahelskiej nie mogą budzić wątpliwości, że mieliśmy do czynienia z postacią wielkiego formatu, która potrafiła w harmonijny sposób łączyć w swoim życiu różne pola aktywności. W sferze zagadnień związanych z ochroną pracy wykazywała się niezwykłym uporem, konsekwencją i bezkompromisowością, prowadząc swoją działalność kontrolną pomimo oporów ze strony pracodawców, a często też obojętności swojego środowiska zawodowego preferującego postawy konformistyczne. O jej wyjątkowej roli i niesłabnącym znaczeniu świadczy również fakt, że w uznaniu jej zasług dla rozwoju inspekcji pracy w Polsce, Główny Inspektor Pracy ustanowił w 1989 r. Nagrodę im. Haliny Krahelskiej za osiągnięcia w zakresie ochrony pracy i ochrony zdrowia w środowisku pracy.

Przypisy:

  1. Na temat życia Krahelskiej zob. T. Kozłowski, Inspektor Pracy Halina Krahelska, Warszawa 2014; https://www.pip.gov.pl/pl/f/v/120972/Krahelska%20Internet.pdf; K. Ptak, Krahelska Halina Maria, „Polski Słownik Biograficzny”, Wrocław 1970, t. 15, str. 85-87; H. Krahelska, Wspomnienia rewolucjonistki, Warszawa 1934; M. Kirstowa, H. Krahelska, S. Wolski, Ze wspomnień inspektora pracy, t. 1-2, Warszawa 1936.
  2. Ustawa z dnia 2 lipca 1924 r. w przedmiocie pracy młodocianych i kobiet, http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19240650636/O/D19240636.pdf (dostęp 18.12.2018).
  3. H. Krahelska, O rzeczywistą ochronę pracy kobiet,
    http://lewicowo.pl/o-rzeczywista-ochrone-pracy-kobiet/ (dostęp 20.12.2018).
  4. Idem, Wytyczne w sprawie organizacji Inspekcji Pracy w Polsce Niepodległej po II wojnie światowej, „Inspektor Pracy. Czasopismo Poświęcone Zagadnieniom Ochrony, Bezpieczeństwa i Higieny Pracy” 2014 z. 1, s. 24.
  5. Idem, O rzeczywistą ochronę… op. cit.
  6. Ibid.
  7. Idem, Chłop i robotnik, http://lewicowo.pl/chlop-i-robotnik/ (dostęp 16.12.2018).
  8. Ibid.
  9. Ibid.
  10. Idem, Czynnik ludzki w produkcji, http://lewicowo.pl/czynnik-ludzki-w-produkcji/ (dostęp 19.12. 2018).
  11. Idem, Ochrona pracy w Polsce, http://lewicowo.pl/ochrona-pracy-w-polsce/ (dostęp 17.12.2018).
  12. Ibid.
  13. Idem, Praca dzieci i młodocianych w Polsce, Warszawa 1928, ss. 12-13.
  14. Ibid., s. 16.
  15. Ibid., s. 20.
  16. Ibid., s. 29.
  17. Ibid., s. 38.
  18. Ibid., ss. 53-54.
  19. Ibid., ss. 78-84.
  20. Idem, O rzeczywistą ochronę…
  21. Deklaracja ideowa Legionu, http://instytut-brzozowskiego.pl/?p=1079 (dostęp 20.12.2018).
  22. H. Krahelska, Literatura proletariacka, http://lewicowo.pl/literatura-proletariacka/ (dostęp 19.12.2018).
  23. Idem, Wytyczne w sprawie…, ss. 23-24.
komentarzy