Od pandemii do Zielonego Nowego Ładu?

·

Od pandemii do Zielonego Nowego Ładu?

·

Dążenie do „powrotu do normalności” po pandemii koronawirusa może się okazać silniejsze niż nawoływania do zmiany fundamentów funkcjonowania gospodarki i społeczeństwa. Globalne reguły gry w tych zakresach miały się fundamentalnie zmienić już przy poprzednim kryzysie z lat 2007–2008. Jeśli nie chcemy powtórki z rozrywki, w której ideały sprawiedliwości społecznej i ekologicznej po raz kolejny trafią do szuflady, przyda się szczypta mobilizacji i zakreślenie przestrzeni, w których w wyniku COVID-19 pojawiła się okazja do renegocjacji warunków gry.

O koronawirusie i jego negatywnych konsekwencjach – zarówno tych zdrowotnych, jak i gospodarczych – słychać było w ostatnich miesiącach sporo. Między Odrą a Bugiem nie za często mówiło się jednak o środowiskowym wymiarze jego zaistnienia, jako zagrożeniu dla (globalnego) zdrowia publicznego.

Środowiskowy wymiar pandemii

Naukowy konsensus, podzielany przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), wskazuje na odzwierzęcy charakter wirusa. Nieraz, jak w przypadku ptasiej grypy, mieliśmy w ostatnich latach do czynienia z sytuacją „przeskoku” patogenu od dzikiego zwierzęcia na człowieka za pośrednictwem jednego z gatunków udomowionych1. W przypadku wirusa SARS-CoV-2 poważnie rozważana jest opcja, w której jego pojawienie się jest skutkiem wzrostu skali nielegalnego handlu dzikimi zwierzętami, szczególnie pancernikami2.

Myślenie o pandemii w charakterze „zemsty natury na ludzkości” niekoniecznie pomaga w zrozumieniu i znalezieniu źródeł problemów na styku człowiek-zdrowie-środowisko. Natomiast uznanie jej za „sygnał ostrzegawczy”, jak sugeruje m.in. Szefowa Programu ONZ ds. Środowiska (UNEP), Inger Andersen3 – już bardziej. Ostrzeżenie to zwraca naszą uwagę na dotychczasowe wzorce produkcji i konsumpcji w zglobalizowanej gospodarce, które przyczyniają się do rosnącego nacisku człowieka na środowisko.

O jednym z przejawów tego nacisku – kryzysie klimatycznym – słyszymy całkiem sporo. Innym dziejącym się na naszych oczach kryzysem jest ten związany z postępującą utratą różnorodności biologicznej, opisywany niekiedy wręcz w kategoriach „szóstego wielkiego wymierania”. Opublikowany w zeszłym roku raport IPBES – Międzyrządowego Zespołu ds. Bioróżnorodności i Usług Ekosystemowych – podkreślił skalę tego wyzwania, wskazując na to, że w sytuacji utrzymywania się status quo w naszej relacji ze środowiskiem w ciągu kilku dekad zagrożonych wyginięciem może być nawet milion gatunków4.

Proces ten wiąże się z rosnącą presją człowieka na środowisko – z jednej strony z coraz szerzej zakrojonym wydobywaniem surowców naturalnych (które, jeśli zachowamy dotychczasowy model gospodarczy, zwiększy się w okresie 2015–2060 przeszło dwukrotnie5), z drugiej zaś z coraz mniejszą odległością siedlisk ludzkich od terenów zajmowanych przez dzikie gatunki i ekosystemy. W efekcie grozi nam nie tylko utrata piękna trudnego do oszacowania w wartościach materialnych, ale również zwiększanie się puli ryzyka dla rozwoju ludzkości. Dość wspomnieć, że wedle przywoływanych w raportach agend ONZ danych już dziś ok. 60% chorób zakaźnych, z którymi się mierzymy, ma pochodzenie odzwierzęce, a w wypadku nowych chorób tego typu wskaźnik rośnie do okolic 75%6.

Pomieszanie szyków

Efekty najnowszego przejawu tego zjawiska mogliśmy obserwować gołym okiem. Zamknięte zakłady produkcyjne, czystsze powietrze w miastach od Chin i Indii po Polskę, poważne ograniczenia w przemieszczaniu się – szczególnie poza granice państwowe, chowanie do szuflady dogmatów o dyscyplinie budżetowej i szykowanie najróżniejszej maści pakietów stymulacyjnych. To tylko niektóre z szeregu zjawisk, które działy się na naszych oczach i które do tej pory trudno było nam sobie wyobrazić – a jeszcze trudniej przekonać decydentów do działań w rodzaju czasowego oferowania darmowej opieki przedszkolnej w Australii7 czy wysyłania obywatelom czeków w Stanach Zjednoczonych8.

Każde ze wspomnianych zdarzeń ma inną wagę i podlega innej ocenie, łączy je natomiast jedno. Są żywym dowodem na to, że w momentach kryzysu ludzkość zdolna jest do daleko posuniętych zmian, idących nierzadko w poprzek naszych przyzwyczajeń i stojących za nimi dogmatów. To szczególnie ważny wniosek w obliczu mierzenia się z innym kryzysem – środowiskowym, którego istotnym elementem jest wzajemne przerzucanie się odpowiedzialnością (np. między poszczególnymi krajami czy branżami) i dowodzenie, że nie jest możliwa daleko posunięta zmiana sposobów funkcjonowania gospodarki, a nawet nawyków konsumentów (co przewija się chociażby przy okazji dyskusji o roli indywidualnego transportu samochodowego czy sektora lotniczego).

Tymczasem – czy tego chcieliśmy, czy nie – z dnia na dzień w naszym życiu musiały zmienić się punkty odniesienia. Zmiany te pokazały, że w obliczu niespodziewanych sytuacji trudno mówić o jednym kryzysie. Dodatkowo na jaw wyszły skutki przecięcia się różnego rodzaju nierówności z indywidualnymi preferencjami dotyczącymi trybu pracy czy stylu życia.

Dla części z nas korzyścią stała się możliwość pracy zdalnej i związanego z tym zaoszczędzenia czasu (i nerwów) na dojazdach z i do miejsca zatrudnienia. Dla innych dokładnie to samo zjawisko, w połączeniu z koniecznością zorganizowania czasu dzieciom uczącym się w domu, okazało się nie lada wyzwaniem. Dla części osób z sektorów takich jak turystyka czy codzienne usługi odcięcie od klientów zwiększyło ryzyko utraty pracy. Innym, np. dostarczającym jedzenie, książki czy sprzęt elektroniczny, pracy nie ubyło, a jej intensyfikacja wiązała się ze zwiększonym ryzykiem zachorowania.

Do tej skomplikowanej układanki zmian doszedł na poziomie wartości również szok związany z ujawnieniem się słabszych stron dotychczasowego modelu globalizacji – czy, szerzej, zdominowanej przez myślenie neoliberalne formy kapitalizmu. Ograniczając rachunek ekonomiczny niemal wyłącznie do pogoni za krótkoterminowym zyskiem skutecznie udało się zbudować oparte na ścinaniu kosztów łańcuchy dostaw o prawdziwie planetarnym charakterze, opierające się na zasadzie „dostaw w samą porę” (just-in time manufacturing).

Druga strona globalizacji

Pandemia zwróciła uwagę na brzemienne w skutkach efekty wzrostu znaczenia modelu długich łańcuchów wartości – uzależnienia Europy czy Ameryki Północnej od farmaceutyków i sprzętu medycznego wytwarzanych w Chinach i Indiach. Połączenie współwystępowania pandemii w różnych częściach świata z zakłóceniami w łańcuchu dostaw spędzało sen z powiek odpowiedzialnym za zdrowie publiczne decydentom na kontynencie, skłaniając ich do rozważania racji innych niż kwestia najniższej ceny, związanych z powrotem produkcji przemysłowej do Europy9.

W minionych miesiącach okazało się, że niedostateczna internalizacja negatywnych (społecznych i środowiskowych) kosztów zewnętrznych w rachunkach ekonomicznych przedsiębiorstw czy regulacjach poszczególnych państw ostatecznie zemściła się w namacalnej formie zagrożenia zdrowia publicznego, prowadzącego do wymuszonego ograniczenia możliwości produkcji i konsumpcji. W efekcie doszło zatem do jak najbardziej wymiernych strat gospodarczych, których ryzyko często… uzasadniało w ostatnich dekadach zmniejszanie poziomów ochrony pracowniczej czy brak stanowczych działań na rzecz ochrony środowiska.

Kwestie globalnych łańcuchów dostaw odbijają się czkawką nie tylko w sektorze publicznym. W momencie pisania tego artykułu z niemałymi emocjami śledzić można było perypetie jednego z symboli globalnego cyfrowego kapitalizmu – firmy Apple. Wstrzymanie produkcji w Chinach, które miało miejsce na początku roku, oznacza konieczność nadrabiania wielotygodniowych zaległości produkcyjnych. Co rusz pojawiają się nowe, nieoficjalne doniesienia co do tego, czy najnowszy model iPhone’a, który swą premierę powinien mieć we wrześniu, zostanie (niemal dosłownie) dowieziony na czas – a jeśli sztuka ta się gigantowi z Cupertino nie uda, to jak długie będzie opóźnienie10.

Wspomniane przykłady pokazują, że modele dostaw, umożliwiające konsumentom (głównie) na Globalnej Północy cieszenie się bogactwem towarów i usług, potrafią mieć swoją drugą, niezbyt przyjemną stronę. Podnoszenie wątpliwości co do ich obecnego charakteru nie musi – co często próbują robić zwolennicy status quo – oznaczać dążenia do gospodarczej autarkii.

Nikt nie postuluje produkcji tabletów czy zamrażarek w każdym powiecie, ale już refleksję o zmianach wzorców produkcji i konsumpcji czy sprzyjających takiemu, a nie innemu ich kształtowi politykach handlowych czy przemysłowych – jak najbardziej. Nic tak nie ilustruje jej potrzeby, jak obecny model globalnej polityki żywnościowej, w której wymiana towarów na globalnym rynku czy niemal anegdotyczne podróże niektórych produktów przez połowę świata w celu ich obróbki i dostarczenia na europejskie czy północnoamerykańskie stoły zdają się wciąż dominować nad postulatami suwerenności żywnościowej.

Dyskusja ta potrzebna jest tym bardziej, że w przeciwnym razie do pojedynku idei dojdzie na osi, której bieguny wyznaczać będzie z jednej strony neoliberalna wizja globalizacji, z drugiej zaś wprowadzany na chybił trafił protekcjonizm spod znaku Donalda Trumpa, który zamiast realizować cele społeczne czy ekologiczne (nie wspominając o paraliżowaniu współpracy międzynarodowej, niezbędnej w obliczu globalnych wyzwań – od kryzysu klimatycznego po walkę z unikaniem opodatkowania) preferuje budowę „kapitalizmu w jednym kraju”.

Oczywiście nie oznacza to, że dotychczasowe wzorce będzie łatwo zmienić – i to zarówno ze względów politycznych, jak i biznesowych. Przedstawiciele sektorów, do których kierowane są apele np. o powrót ich mocy produkcyjnych do Europy czy USA, zasłaniają się (nie bez racji) związanym z tym wzrostem kosztów i argumentują, że jeśli miałoby do tego dojść na istotną skalę, wówczas wymagać to będzie długofalowego wsparcia ze strony sektora publicznego – w wariancie minimum chociażby w formie długofalowej strategii, konsekwentnie wdrażanej np. za pomocą bodźców finansowych czy zmian legislacyjnych11.

Europejskie ambicje

Czy Unia Europejska będzie w stanie w konstruktywny – i progresywny – sposób odpowiedzieć na te wyzwania? Można pokusić się o pewien (bardzo ostrożny) optymizm, choć z wychodzących z gabinetów Komisji Europejskiej dokumentów, mających składać się na całościową wizję Europejskiego Zielonego Ładu, póki co wyłania się pewne napięcie między podejściem bardziej przyjaznym dla środowiska i uwzględniającym społeczny wymiar transformacji ekologicznej a wizją skupiającą się na maksymalizacji korzyści ekonomicznych.

Przypomnijmy – na początku nowej kadencji Komisji Europejskiej jej przewodnicząca, Ursula van der Leyen, ogłosiła w Parlamencie Europejskim szczegóły daleko posuniętego projektu, mającego na celu uczynienie z Europy (a ściślej rzecz biorąc, z Unii Europejskiej) pierwszego kontynentu neutralnego klimatycznie do roku 2050. Cel ten ma kształtować działania Unii, wykraczające daleko poza tradycyjnie rozumianą ochronę środowiska, istotnie wpływając m.in. na kształt kolejnych wieloletnich ram finansowych UE oraz projektów realizowanych w ich obrębie12.

Neutralność klimatyczna polegać ma na dojściu do sytuacji, w której po radykalnym zmniejszeniu emisji gazów cieplarnianych wszelkie pozostałe jeszcze do połowy wieku emisje neutralizowane będą dzięki zwiększeniu ich absorpcji, możliwej do osiągnięcia zarówno dzięki działaniom opartym o naturę, takim jak wzrost powierzchni lasów, jak i technologicznym, w rodzaju wychwytu i składowania dwutlenku węgla. Deklaracji tej towarzyszył obszerny harmonogram ogłaszania kolejnych strategicznych inicjatyw, które skutkować mają koordynowaniem działań oraz zmianami legislacyjnymi przestawiającymi unijną gospodarkę na zielone tory13.

Już po samym zestawieniu poruszanych kwestii widać, że w unijnych kręgach decyzyjnych zaczyna kiełkować pewna zmiana myślenia. Do przewartościowania przynajmniej części dotychczasowych polityk z jednej strony mobilizować je może rosnący nacisk ze strony elektoratu na działania proklimatyczne, z drugiej zaś – kwestie geopolityczne, takie jak rosnąca rola Chin, związane z tym ambicje dotyczące szeroko zakrojonej budowy nowej infrastruktury i przejmowania kontroli nad już istniejącą (projekt „jednego pasa i jednej drogi”) oraz konflikty handlowe na osi Pekin-Waszyngton14.

We wspomnianym harmonogramie, poza dążeniem do wzmocnienia celów redukcji emisji gazów cieplarnianych do poziomu 50, a nawet 55% do roku 2030, znajdziemy między innymi zobowiązanie do opracowania koncepcji mechanizmu dostosowania cen na granicach UE pod kątem emisyjności gospodarek eksportujących towary do Unii.

Choć unijni decydenci podkreślają, że rozwiązanie to ma być zgodne z regułami Światowej Organizacji Handlu (WTO), to odnosi się wrażenie, że chodzi o wprowadzenie ceł na produkty z krajów, które w niedostateczny sposób realizują wysiłki na rzecz ochrony klimatu. Mechanizm ten ma mieć za zadanie ochronę europejskiego przemysłu i zniechęcać do eksperymentów z przenosinami produkcji poza Unię, które przyniosłyby zarówno utratę lokalnych miejsc pracy, jak i w żaden sposób nie przyczyniły się do redukcji emisji (takie ryzyko eksportu problemów ekologicznych określane jest mianem ucieczki emisji – ang. carbon leakage).

Dwie twarze Unii?

Na tym jednak nie kończy się dążenie do rozwijania lokalnych zdolności produkcyjnych w zakresie budowy zielonej gospodarki. Unijny rynek pracy pobudzić mają w najbliższych latach działania takie jak wsparcie dla programu „fali renowacji” w budownictwie – jednym z ważniejszych źródeł emisji gazów cieplarnianych. Rozwijanie gospodarki o obiegu zamkniętym (w której odpad z jednego procesu produkcyjnego staje się cennym surowcem dla innego, co stanowi odejście od aktualnie dominującego, linearnego modelu „wytwórz – użyj – wyrzuć”) w sektorze sprzętu elektrycznego i elektronicznego czy przy produkcji baterii może, poza generowaniem innowacji, pomagać również w zmniejszaniu zależności m.in. od importu strategicznie ważnych metali ziem rzadkich.

Połączenie działań na rzecz budowy prawdziwie zintegrowanych sieci energetycznych na kontynencie, rozwijania morskiej energetyki wiatrowej oraz badań, rozwoju i wdrażania uznawanych za obiecujące technologii wodorowych, może z kolei przynieść szereg korzyści, takich jak poprawa efektywności energetycznej, zmniejszanie strat przesyłowych, poprawa stabilności systemu opartego w coraz większym stopniu na źródłach odnawialnych, a także zapewnienie bezpieczeństwa dostaw dla sektorów energochłonnych, takich jak produkcja stali, która również ma doczekać się dedykowanej jej strategii rozwoju.

Jak widać po kolejnych ogłaszanych w ostatnich miesiącach (w tym już w czasie pandemii koronawirusa) dokumentach, takich jak unijna strategia przemysłowa czy koncepcja zmian w polityce żywnościowej w holistycznym spojrzeniu „od pola do stołu”, ambicje w zakresie walki ze zmianami klimatu i zazieleniania gospodarki państw członkowskich zostają z nami w europejskiej polityce na stałe. Pandemia koronawirusa sprawiła wręcz, że w inwestycjach na rzecz ochrony środowiska dostrzega się szansę na odzyskanie ekonomicznego wigoru po okresie zamknięcia gospodarki. Choć kluczowe będzie przekucie wspomnianych ramowych dokumentów na konkretne zmiany w unijnej polityce, nie należy spodziewać się odwrotu od tego proklimatycznego trendu – nawet jeśli jego tempo będzie zapewne oceniane przez aktywistów ekologicznych jako niewystarczające w stosunku do naukowego konsensusu w sprawie skali niezbędnych redukcji emisji.

Sporym wyzwaniem w realizacji tych zamierzeń – poza rozziewem między ambitnymi deklaracjami a działaniami państw członkowskich – może być również brak pełnej koordynacji poszczególnych polityk sektorowych czy budowanie ich w oparciu o sprzeczne (lub co najmniej wymagające sporej pracy nad ich uspójnieniem) wartości i założenia. Na przykład w ogłoszonej w marcu 2020 r. europejskiej strategii przemysłowej przeczytamy zarówno o potrzebie konkurencyjności unijnego przemysłu i nieulegania protekcjonistycznym trendom, jak i hasła wzmocnienia suwerenności technologicznej Europy czy jej przemysłowej i strategicznej autonomii15.

Takie wyrafinowane stanowisko może w scenariuszu optymistycznym oznaczać żmudną pracę wykorzystywania narzędzi typu regulacje czy polityka handlowa do promowania w świecie unijnych standardów i europejskiego modelu społecznego, włączającego kwestie socjalne i ekologiczne do polityki gospodarczej. W bardziej pesymistycznym scenariuszu może z kolei być jedynie zasłoną dymną – lub ewentualną niewielką korektą – polityki takiej jak zwykle, w której na przykład, mimo zapisywania proekologicznych deklaracji w treści kolejnych porozumień handlowych, w bardzo ograniczony sposób bierze się pod uwagę chociażby wpływ wzrostu obrotów handlowych z często geograficznie odległymi partnerami na poziomy emisji gazów cieplarnianych.

To, która z tych dwóch wersji ziści się w praktyce, zależy od szeregu czynników. Wśród nich wymienić warto m.in. przetasowania na scenach politycznych państw członkowskich (w szczególności znaczenie formacji ekopolitycznych, których wyniki wpływają na deklaracje i działania pozostałych ugrupowań), poziom mobilizacji ruchu klimatycznego czy jego zdolności do nawiązywania sojuszy z innymi, ważnymi aktorami życia społecznego (np. związkami zawodowymi). Po stronie zainteresowanych scenariuszem zielonej transformacji znajdziemy również sporą część samorządów, na własnej skórze mierzących się z wyzwaniami środowiskowymi, a także część biznesu, powoli dostrzegającego powiązania między stanem natury a długofalowym bezpieczeństwem osiągania zysków na rynku.

O pożytkach z lokalizacji

W efekcie skrzyżowania dotychczasowych trendów, związanych z rosnącą świadomością ekologiczną i postępującą cyfryzacją, a także działaniami na rzecz ograniczenia negatywnych skutków pandemii, możemy, przy odrobinie szczęścia, obudzić się za jakiś czas w nieco lepszym świecie. Nie stanie się to rzecz jasna samo z siebie – wymagać będzie nieustannej czujności wspomnianych powyżej aktorów życia gospodarczego, społecznego i politycznego, dążących do minimalizacji ryzyk i maksymalizacji korzyści z przyspieszonej transformacji naszego życia.

Z już zauważalnym trendem z zakresu decentralizacji energetycznej, których najlepszym symbolem jest w Polsce popularność skierowanego na rozwój małoskalowej energetyki odnawialnej programu „Mój Prąd”, skrzyżować się mogą dalsze działania z zakresu przyjaznej dla ludzi i środowiska odbudowy lokalnych gospodarek – od termomodernizacji już istniejących budynków aż po bardziej śmiałe wykorzystywanie lokalnych surowców budowlanych przy nowych inwestycjach. Dołączyć do tego może – przy spójnie realizowanych politykach aglomeracyjnych i regionalnych – wzmocnienie mody na korzystanie z lokalnej produkcji rolnej oraz powrót sezonowości oferty sklepowej i diety konsumentów.

Obok tych trendów sprzyjać lokalizacji gospodarki mogą również bardziej nieoczywiste zjawiska. Drukowanie trójwymiarowe może zwiększyć na przykład popularność naprawiania różnego rodzaju sprzętów poprzez produkcję niezbędnych do tego części zamiennych. Lokalne kawiarenki naprawcze mogą wykorzystywać zarówno już istniejącą wiedzę o sposobach wydłużenia życia produktów, jak i dobrodziejstwa nowoczesnych technologii, przyczyniając się do zmniejszenia zapotrzebowania na wydobycie (najczęściej importowanych) surowców i redukcję emisji gazów cieplarnianych w stosunku do nowych urządzeń.

Rozwojowi lokalnych społeczności sprzyjać może nawet… praca zdalna. Żyjący w największych metropoliach specjaliści, do tej pory uzależnieni od konieczności mieszkania względnie blisko miejsca pracy, będą mogli spędzać więcej czasu np. w rodzinnych stronach16. Choć dla wielu osób z tej grupy korzyści życia w największych polskich miastach pozostaną istotne, dla innych możliwość dłuższego przebywania w mniej anonimowej lokalnej wspólnocie czy blisko terenów atrakcyjnych przyrodniczo może okazać się ciekawą alternatywą. W efekcie będą mogli zaspokajać swoje potrzeby społeczne i konsumpcyjne w lokalnych gospodarkach, pozwalając im na złapanie nieco oddechu w obliczu depopulacji, związanej z nią utraty dochodów i zwijania usług publicznych.

Oczywiście to tylko jedna z wersji przyszłości (nie tylko) w Polsce. Możliwe są również znacznie mniej optymistyczne scenariusze.

Przeszkody na drodze

W mniej różowej wizji najbliższych kilku lat wspomniana przed chwilą elastyczność w miejscach pracy kończy się rozmyciem granic między czasem wolnym a pracą, a także rosnącym zainteresowaniem nadzorem nad pracą zdalną ze strony pracodawców. Zamiast poszerzania pola wolności w miejscu pracy, dochodzi do spychania na pracownika obowiązku zapewnienia narzędzi do jej wykonywania, a wszelkie oszczędności czasu spowodowane brakiem konieczności dojazdu do pracy z nawiązką konsumowane są przez stres związany ze wspomnianym nadzorem czy nierównym podziałem pracy domowej17.

W takim krajobrazie, w którym zmęczone osoby pracujące zdalnie podtrzymują przy jako takiej egzystencji osoby pracujące np. w sprekaryzowanym sektorze usług (z różnego rodzaju dostawami internetowymi na czele), mamy do czynienia nie tylko ze zróżnicowanym ryzykiem potencjalnego zachorowania w przypadku nawrotu pandemii, ale również z niewykorzystaniem szans na uwolnienie naszego potencjału w kwestii większego zaangażowania w lokalne życie społeczne czy realnego transferu wiedzy i doświadczenia z większych ośrodków do wsi i mniejszych miejscowości.

Co więcej, inwestycje w rozwój zielonej gospodarki realizowane bez stawiania na cele takie jak lokalny rozwój gospodarczy i zaspokajanie potrzeb społeczności wiejskich czy tych z mniejszych ośrodków miejskich, mogą wiązać się z niewykorzystaniem szans rozwojowych czy wręcz generować konflikty. Po dziś dzień słabo rozpoznana jest na przykład fala protestów przeciwko lokalizowaniu elektrowni wiatrowych, których przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r. było kilkaset i które stanowiły dla ówcześnie nowego rządu Prawa i Sprawiedliwości alibi do wprowadzenia rygorystycznych przepisów odległościowych, de facto zamrażających rozwój lądowej energetyki wiatrowej w Polsce. Realizowane odgórnie inwestycje, w których mieszkańcy nie mieli udziału i z których nie widzieli dla siebie namacalnych korzyści, w efekcie ograniczyły rozwój całej branży i np. jej potencjał do tworzenia nowych miejsc pracy. Jej odpowiedź, uwzględniająca większy udział lokalnych społeczności w korzyściach z tego typu inwestycji, przyszła za późno, by powstrzymać niekorzystne dla niej zmiany prawne18.

Nie ma lepszego dowodu na to, że transformacja ekologiczna nie będzie możliwa bez szerokiej partycypacji społecznej, o czym powinny już dziś myśleć np. firmy angażujące się w budowę bardziej wielkoskalowych elektrowni słonecznych. Stanowi również szerszą przestrogę przed automatycznym przyjmowaniem pełnej akceptacji społecznej dla zmian w otoczeniu, realizowanych za pomocą nowoczesnych technologii – o ograniczeniach tego punktu widzenia zaczynają z kolei przekonywać płonące dziś w Europie maszty sieci 5G, na które przenoszona jest szeroka gama lęków o skutki dziejących się w coraz szybszym tempie zmian na świecie19.

Trzymanie się status quo, z ewentualnymi zielonymi dodatkami tu i ówdzie, może jak widać generować konflikt między „naszą” społecznością lokalną a „ich” działaniami proekologicznymi. Wykorzystanie potencjału wzmocnienia lokalności – bardziej jako pozytywnego projektu, umożliwiającego rozwijanie się do tej pory pozostających na uboczu rejonów kraju niż jako starodawnie rozumianego protekcjonizmu – oferuje tymczasem coś jeszcze. Coś niewymiernego, ale tym bardziej istotnego, a mianowicie dającą nadzieję opowieść o lepszej przyszłości, pozwalającą na emocjonalne zaangażowanie się w coś więcej niż tylko w nostalgię za przeszłością.

Odbudowa gospodarki, regeneracja społeczeństwa

Pandemia koronawirusa pokazała nam, że w razie potrzeby niemal z dnia na dzień możemy zmienić sposób, w jaki funkcjonujemy. Unaoczniła, że traktowanie środowiska naturalnego jako worka bez dna, dostępnego do nieograniczonej eksploatacji, potrafi przynieść opłakane skutki szybciej, niż sobie to wyobrażaliśmy. Udowodniła, że oszczędzanie na wydatkach zdrowotnych – od niedostatecznej ilości personelu medycznego po przenoszenie produkcji poza poszczególne państwa (czy choćby bloki regionalnej integracji gospodarczej) na dłuższą metę potrafi przynieść poważne straty, w tym również ekonomiczne. Zmusiła do ponownego spojrzenia na to, jaką wartość jako społeczeństwo nadajemy różnym zawodom – i czy dostateczną uwagę przykładamy do warunków pracy poza własnym miejscem zatrudnienia.

Tę listę można jeszcze wydłużać. Kluczowym pytaniem jest, czy pragnąc uspokojenia sytuacji i instynktownie tęskniąc do czasów przedpandemicznych jesteśmy w stanie uznać, że ówczesna normalność jest na dłuższą metę nie do utrzymania – i że podcinała one fundamenty naszej egzystencji. Uznanie tego faktu może prowadzić do działania, w którym odpowiemy na spowodowany przez COVID-19 kryzys gospodarczy, ale też na wciąż palące kryzysy ekologiczne, takie jak klimatyczny czy związany z utratą bioróżnorodności.

Odpowiedź ta, aby była kompletna, musi dać szansę trwałego, zrównoważonego rozwoju również w kontekście terytorialnym. Bogactwo – w tym to wygenerowane przez zieloną transformację – nie skapnie samo z siebie. Tak jak każda zmiana, generować ona będzie zwycięzców i przegranych. Bez kontroli nad tym procesem – zarówno tej odgórnej ze szczebla unijnego i krajowego, jak i oddolnej, na poziomie społeczności lokalnych i regionów – proporcje liczebności tych grup i ilość szans życiowych dla osób z tego drugiego grona mogą osiągnąć nieakceptowalne poziomy, prowadzące do nasilenia konfliktów społecznych czy wręcz kontestacji przyjaznych dla środowiska zmian politycznych i ekonomicznych.

Jeśli jednak kończyć niniejszy artykuł optymistyczną puentą, warto, by wybrzmiał jeszcze jeden wątek. W polskich regionach drzemie ogromny potencjał społeczny i ekologiczny, który przyjazna dla ludzi i środowiska odbudowa gospodarki po kryzysie ma szansę wydobyć na światło dzienne. Jego realizacja może zmienić nasz kraj z marudera w lidera europejskiej polityki klimatycznej. Rozwijanie lokalnej produkcji i inwestowanie w poprawę dostępności usług publicznych może zmniejszyć napięcia (w tym te polityczne) między miastem a wsią, przyczyniając się do regeneracji nie tylko gospodarki i środowiska, ale również społeczeństwa.

Utopia? Cóż, chodzą słuchy, że z takiej właśnie śmiałości słynęła niegdyś lewica czy – mówiąc szerzej – progresywne siły społeczne i polityczne. Niezbyt ciekawą alternatywą pozostaje klimatyczny pesymizm i czekanie na nieuchronną katastrofę z nadzieją na to, że uda się nam wyszarpać jeszcze kilka, kilkanaście lat życia we w miarę stabilnym świecie. Choć wiara w linearność niemal niemożliwego do zatrzymania marszu postępu również może w tej sytuacji bardziej przeszkadzać niż pomagać, to czasem, niczym w tytule popularnej książki Rebekki Solnit, warto mieć nadzieję w mroku. Również wtedy, gdy – jak w tym roku – przyjął on formę izolacji w czterech ścianach własnego mieszkania.

Przypisy:

  1. Emerging zoonotic diseases and links to ecosystem health – UNEP Frontiers 2016 chapter, United Nations Environment Programme, https://www.unenvironment.org/resources/emerging-zoonotic-diseases-and-links-ecosystem-health-unep-frontiers-2016-chapter (data dostępu do tego i poniższych odnośników: 18.7.2020).
  2. The Sustainable Development Goals Report 2020, United Nations Department of Economic and Social Affairs (UN DESA), https://unstats.un.org/sdgs/report/2020/The-Sustainable-Development-Goals-Report-2020.pdf.
  3. Coronavirus: ‘Nature is sending us a message’, says UN environment chief, The Guardian 25.3.2020, https://www.theguardian.com/world/2020/mar/25/coronavirus-nature-is-sending-us-a-message-says-un-environment-chief.
  4. Global Assessment Report on Biodiversity and Ecosystem Services, IPBES, https://ipbes.net/global-assessment.
  5. Global Resources Outlook 2019: Natural Resources for the Future We Want, International Resource Panel, https://www.resourcepanel.org/reports/global-resources-outlook.
  6. Zob. przypis 1.
  7. COVID-19 Economic response – free child care, Parliament of Australia 6.4.2020, https://www.aph.gov.au/About_Parliament/Parliamentary_Departments/Parliamentary_Library/FlagPost/2020/April/Coronavirus_response-Free_child_care.
  8. Disaster Financial Assistance with Food, Housing, and Bills, USA.gov, https://www.usa.gov/disaster-help-food-housing-bills.
  9. Lori M. Wallach, The state steps in to save global economies, „Le Monde Diplomatique (English edition)” maj 2020, https://mondediplo.com/2020/05/02free-trade.
  10. Zob. np. https://www.macrumors.com/roundup/iphone-12/#release_date.
  11. It’s Hard to Break Chinese Supply Chains, Stephanomics Podcast 2.7.2020, https://www.bloomberg.com/news/audio/2020-07-02/it-s-hard-to-break-chinese-supply-chains-podcast.
  12. Europejski Zielony Ład, strona internetowa Komisji Europejskiej, https://ec.europa.eu/info/strategy/priorities-2019-2024/european-green-deal_pl.
  13. Komunikat i plan działania w sprawie Europejskiego Zielonego Ładu, strona internetowa Komisji Europejskiej, https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/HTML/?uri=CELEX:52019DC0640&from=EN.
  14. Roderick Kefferpütz, Geopolityka a Zielony Ład dla Europy, Green European Journal, 11.3.2020, https://www.greeneuropeanjournal.eu/geopolityka-a-zielony-lad-dla-europy/.
  15. Komunikat Komisji: Nowa strategia przemysłowa dla Europy, strona internetowa Komisji Europejskiej, https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/?qid=1593086905382&uri=CELEX%3A52020DC0102.
  16. Nt. preferencji form pracy po pandemii zob. m.in. Anita Błaszczak, Zdalna praca zostanie z nami na dłużej. Jak radzą sobie polskie firmy?, „Rzeczpospolita” 19.5.2020, https://cyfrowa.rp.pl/it/47594-zdalna-praca-zostanie-z-nami-na-dluzej-jak-radza-sobie-polskie-firmy oraz Anna Cieślak-Wróblewska, Szefowie muszą przygotować się do rewolucji w pracy biurowej, „Rzeczpospolita” 14.6.2020, https://www.rp.pl/Praca/306149937-Szefowie-musza-sie-przygotowac-do-rewolucji-w-pracy-biurowej.html.
  17. Nt. braku równowagi między pracą a czasem wolnym zob. np. Marta Urzędowska, Mama i tata pracują zdalnie. A domem i dziećmi i tak zajmują się tylko kobiety, Wyborcza.pl 28.5.2020, https://wyborcza.pl/7,75399,25979913,mama-i-tata-pracuja-zdalnie-a-domem-i-dziecmi-i-tak-zajmuja.html oraz Urlop z kulą u nogi, nowyobywatel.pl 12.7.2020, https://nowyobywatel.pl/2020/07/12/urlop-z-kula-u-nogi/.
  18. Mieszkańcy gmin mogą zyskać dzięki propozycjom PSEW, PortalKomunalny.pl 21.4.2016, https://portalkomunalny.pl/mieszkancy-gmin-moga-zyskac-dzieki-propozycjom-psew-331105/.
  19. Sylwia Czubkowska, Komu zależy, by płonęły maszty 5G? Ponad 140 ataków w całej Europie!, Spider’s Web+ 4.6.2020, https://spidersweb.pl/plus/2020/06/5g-potesty-covid-ataki-teorie-spiskowe.

Bartłomiej Kozek – polski korespondent magazynu „Green European Journal”, autor lub współautor szeregu materiałów i opracowań, poświęconych m.in. wizji Zielonego Nowego Ładu w Polsce, tworzenia zielonych miejsc pracy, podatków ekologicznych czy wpływu zmian klimatu na zdrowie publiczne. Jego artykuły pojawiały się m.in. w „Przekroju”, „Rzeczpospolitej”, „Zielonych Wiadomościach” oraz w serwisie internetowym Krytyki Politycznej.

komentarzy