Nowy ład i stare metafory

·

Nowy ład i stare metafory

·

Rządowa zapowiedź Nowego Polskiego Ładu zrywa z wizją państwa jako nocnego stróża, w której to sektor prywatny i mechanizmy rynkowe są jedynymi motorami zmian.

Nie znamy jeszcze szczegółów programu, ale jego autorzy deklarują, że ma być odpowiedzią na wyzwania post-pandemicznej rzeczywistości gospodarczej. Ostatni rok boleśnie udowodnił, że pogląd, wedle którego instytucje państwowe mają stać z boku – nie działa. Pandemia COVID-19 uwydatniła słabość neoliberalnego spojrzenia na gospodarkę. Przywiązanie do starego konsensusu oznaczałoby większą zapaść gospodarczą i więcej zgonów. Reakcja rządu Mateusza Morawieckiego pokazała, że odczytuje on zmiany i wyciąga wnioski dotyczące polityki gospodarczej. Dlatego jest szansa, że Nowy Polski Ład wyrazi ducha amerykańskiego New Deal.

Dotychczas opinii publicznej przedstawiono kilka elementów programowych: zwiększenie finansowania służby zdrowia, wzrost kwoty wolnej od podatku, zmniejszenie opodatkowania emerytur czy nowe inwestycje publiczne. Program natychmiast skrytykowała liberalna opozycja. Ma on być wedle niej populistyczny, zorientowany na „rozdawanie pieniędzy podatników” i zbudowany kosztem klasy średniej. Z drugiej strony lewica, uznając zasadność przynajmniej niektórych celów NPŁ, skupiła się na niemożności jego sfinansowania. Powodem tego ma być brak reform systemu podatkowego.

Stare idee, nowe wyzwania

Globalny kryzys finansowy z 2008 roku i recesja będąca jego następstwem podważyły neoliberalny kapitalizm jako jedyną możliwą opcję rozwoju. Masowe protesty społeczne umożliwiły ruchom sprzeciwu wobec tego modelu gospodarczego uzyskanie poparcia politycznego, a czasem nawet przejęcie władzy. W praktyce niewiele to zmieniło. Ponad 10 lat po kryzysie żadne reformy, które miałyby doprowadzić do ściślejszej regulacji świata finansów, nie zostały podjęte, zaś ryzyko kolejnego kryzysu finansowego rośnie. W przypadku pandemii COVID-19 jest odwrotnie. Prawdziwa zmiana dokonała się w obszarze praktyki. Covidowy rok umożliwił weryfikację tez, u podstaw których leży neoliberalne założenie, że państwo należy postrzegać jako gospodarstwo domowe w skali makro. Zweryfikowano dwa naczelne założenia głównonurtowej ekonomii.

Pierwszym z nich jest prymat polityki pieniężnej nad fiskalną. Zacznijmy od definicji. W ekonomii przez politykę pieniężną rozumiemy działania podejmowane przez bank centralny w celu kontroli podaży pieniądza w gospodarce. Z kolei polityka fiskalna dotyczy wydatków państwowych i poziomu opodatkowania. Ekonomiści neoklasyczni negatywnie zapatrują się na tę drugą, gdyż wpływa ona na rynek w dużo silniejszym stopniu. Właściwym narzędziem jest polityka pieniężna realizowana przez niezależny bank centralny. Poprzez oddziaływanie na stopy procentowe jest on w stanie doprowadzić gospodarkę do optymalnego stanu. Tyle w teorii. W praktyce rządy wielu państw podjęły szeroko zakrojone działania fiskalne w postaci transferów finansowych, pożyczek czy zwolnień podatkowych w reakcji na ekonomiczne spustoszenie poczynione przez pandemię. Zaś na okres popandemiczny przewidywane są pakiety stymulacyjne, które mają umożliwić powrót na tory wzrostu gospodarczego.

Drugie z założeń obejmowało rzekome zło deficytu publicznego i wynikające z niego ryzyko inflacji. Obsesja braku deficytu i niszczących skutków zadłużenia publicznego okazała się być najbardziej bezprzedmiotowa spośród wszystkich tez ekonomii neoklasycznej. Rządy sfinansowały wydatki właśnie poprzez zwiększenie długu publicznego bez konieczności podwyższania podatków, cięć wydatków publicznych czy zadłużania się u zagranicznych pożyczkodawców. Tarcze dla przedsiębiorców nie potrzebowały alternatywnych źródeł finansowania – wystarczyła większość parlamentarna i podpis prezydenta. Złudne okazało się również ryzyko inflacji. Globalnie rządy państw mają do czynienia z deflacją, a więc spadkiem cen ze względu na zmniejszony poziom aktywności gospodarczej. W przypadku Polski poziom inflacji nie budzi żadnych zastrzeżeń – mieści się w celu inflacyjnym banku centralnego – i kształtuje się poniżej mediany dla okresu po 1989 roku.

Wnioski są jednoznaczne. Żadne z zagrożeń głoszonych przez ortodoksyjnych ekonomistów nie spełniło się. Rządy zareagowały, by ograniczyć konsekwencje pandemii. Wymusiło to odrzucenie rekomendacji płynących z paradygmatu neoklasycznego.

Lewicowa nieporadność

Politycznie największą ofiarę takiego obrotu spraw stanowi lewica. Prominentnym przykładem jest postępowanie brytyjskiej Partii Pracy. Po nieudanym eksperymencie z Jeremym Corbynem jako liderem i przegranych wyborach parlamentarnych, przywództwo w partii objął mniej radykalny Keir Starmer. Dziś labourzyści są orędownikami konserwatyzmu fiskalnego. Atakują Torysów za rzekomo nierozsądną politykę finansów publicznych, która nomen omen służy zmniejszeniu nierówności międzyregionalnych, szczególnie w obszarze tzw. czerwonego muru, który do ostatnich wyborów stanowił elektoralne zaplecze Partii Pracy.

Na krajowym podwórku podobne zachowania ujawniają się przy ocenie polityki społecznej Prawa i Sprawiedliwości. Uprzywilejowane klasy społeczne oceniały program 500+ czy wydatki socjalne, takie jak dodatkowe świadczenia emerytalne, jako prowadzące do zadłużania się państwa i scenariusza drugiej Wenezueli (w domyśle hiperinflacji). W tej perspektywie próbowała odnaleźć się lewica, która wskazywała, że bez zmiany systemu podatkowego takie programy społeczne są nie do utrzymania. Żadne z tych opinii nie okazały się prawdziwe. Transfery społeczne wywołały wzrost konsumpcji gospodarstw domowych, a to przełożyło się na mocniejszy wzrost gospodarczy. Z kolei zmiany w obszarze płacy minimalnej pozwoliły równiej rozłożyć zyski z tego wynikające.

Liberalni komentatorzy malują reformy społeczne rządu w barwach rewolucji październikowej. Faktycznie stanowią one socjalną korektę polityki III RP. Nie w tym jednak tkwi ich przełomowość. Narracja rządu na temat 500+ różni się od standardowego opisu tego typu programów społecznych. Nie jest to już transfer socjalny ani pomoc dla potrzebujących. Jest to inwestycja państwa w rodzinę, co wywraca dotychczasową perspektywę. W potocznym myśleniu to, co jest inwestowane, w przyszłości przyniesie zyski. Takie metafory legitymizują działania rządu w obszarze polityki społecznej.

Metaforą w ekonomię polityczną

Dlaczego jest to tak ważne? Lingwistyka kognitywna tłumaczy, że ludzkie myślenie o pojęciach abstrakcyjnych jest silnie zapośredniczone w naszym codziennym doświadczeniu. Nie suche fakty i liczby, ale ramy interpretacyjne, tj. systemy metafor, determinują nasz odbiór koncepcji teoretycznych. Modele ekonomii neoklasycznej są nieefektywne w prognozowaniu zjawisk gospodarczych. Z drugiej strony, metafora gospodarstwa domowego, wedle której powinniśmy więcej oszczędzać i mniej wydawać, by żyć dostatnio, jest zdroworozsądkowa. Odnosi się bowiem do naszego codziennego doświadczenia. Bilansowanie swoich przychodów i wydatków na poziomie indywidualnym ma ogromny sens. Jednak dla państwa jest to przepis na stagnację gospodarczą, destrukcję usług publicznych i rozrost obszarów biedy. Tym właśnie była polityka zaciskania pasa, którą liczne państwa wdrożyły po globalnym kryzysie finansowym.

To nie kolejne książki, raporty czy badania pozwalają przesuwać debatę publiczną w bardziej progresywnym kierunku. Robią to metafory, których używamy do komunikowania tych faktów. Wynikają z tego dwie kwestie. Pierwsza to świadomość, że słowa, którymi się posługujemy, mają znaczenie: albo posłużą do umocnienia hegemonii kulturowej ekonomii ortodoksyjnej, albo będą elementem bardziej sprawiedliwej wizji gospodarki. Druga: alternatywna teoria pozostanie nieskuteczna bez własnego zestawu metafor.

Nowoczesna Teoria Monetarna

Progresywną alternatywą dla polityki opartej o ekonomię neoklasyczną jest Nowoczesna Teoria Monetarna (Modern Monetary Theory). Wskazuje ona na wyjątkową rolę państwa i odróżnia je od sektora prywatnego. Państwo suwerenne monetarnie jest monopolistą w obszarze kreacji pieniądza, a nie jego użytkownikiem, jak gospodarstwa domowe i firmy. Emituje walutę, a następnie ściąga ją z powrotem, domagając się określonych usług lub towarów ze strony sektora niepaństwowego. Pieniądz to twór państwa, a nie rynku. Rodzi to następujące konsekwencje:

1. Państwa suwerenne monetarnie są ograniczone finansowo nie przez podatki czy zdolność do pożyczania, lecz przez realnie istniejące zasoby.

2. Jesteśmy ograniczeni przez inflację, a nie przez dług finansowy.

3. Podatki nie finansują usług publicznych – nie potrzebujemy pieniędzy bogatych, aby budować państwo dobrobytu.

Metaforze gospodarstwa domowego w skali makro przeciwstawiamy metaforę państwa jako zbiorowego zobowiązania na rzecz dobra wspólnego. Pieniądz nie jest towarem, lecz narzędziem, dzięki któremu dostępne zasoby przeznaczane są na projekty służące całej wspólnocie.

Jak to interpretować w kontekście wydatków socjalnych? Osoba patrząca z perspektywy neoklasycznej będzie widziała w nich wyraz społecznej zależności – socjal, który uczy bezradności i wynagradza brak aktywności zawodowej. Dla zwolennika MMT sprawa wygląda inaczej: jako wspólnota troszczymy się o siebie, a państwo powinno wspierać swoje społeczeństwo. Świadczenia społeczne są więc wyrazem troski, zaś ci znajdujący się w gorszej sytuacji powinni otrzymać właściwe wsparcie. Bieda i bezrobocie to nie problem indywidualny, ale wyzwanie dla państwa, aby właściwie zarządzać dostępnymi zasobami. Zmiana językowa pozwala legitymizować politykę, która wcześniej prezentowana jako wyraz marnotrawstwa, teraz jest dowodem dobrego rządzenia.

W tej ramie interpretacyjnej mamy więcej pomocnych metafor:

• Państwo inwestuje w produktywne moce społeczeństwa.

• Wydatki państwa napełniają nasze portfele pieniędzmi.

• Deficyt publiczny to zysk gospodarstw domowych.

• Państwu nie mogą skończyć się pieniądze.

• Prawdziwym ograniczeniem są nasze narodowe zasoby.

Celem jest ugruntowanie progresywnego myślenia o gospodarce w pozytywnie odbieranych skojarzeniach.

Sprawa polska

W kontekście polskim ma to dla nas następujące znaczenie. Polityka fiskalna i pieniężna obecnego rządu odeszła od rekomendacji ekonomistów neoklasycznych. Działania państwa w dobie pandemii pokazały, że nawet konstytucyjny próg 60% długu publicznego do wartości rocznego PKB można łatwo ominąć. W raporcie Instytutu Obywatelskiego (think tanku Platformy Obywatelskiej), o złowieszczo brzmiącym tytule „Stracone cztery lata: polityka makroekonomiczna PiS 2016-2019 i jej konsekwencje dla Polski, ze szczególnym uwzględnieniem czasu pandemii”, punktowane są wszelkie naruszenia neoklasycznej ortodoksji. Autorzy wskazują, że „Rząd i NBP zareagowały zastąpieniem w znacznym stopniu banków komercyjnych w ich roli dostarczyciela finansowania do gospodarki […] Rząd w ramach tarcz antykryzysowych udzielał masowej pomocy – częściowo bezzwrotnej – przedsiębiorstwom. Pomoc tę finansowano, pogłębiając dług publiczny – częściowo poprzez emisję pieniądza polegającą na bezpośrednim zakupie przez NBP obligacji rządowych, a częściowo poprzez sprzedaż obligacji bankom komercyjnym, po cenie de facto wyznaczonej przez cenę, po jakiej NBP bezpośrednio je skupuje”. Co jest herezją w głównym nurcie, w MMT stanowi rekomendowany sposób działania.

Z drugiej strony w wypowiedziach przedstawicieli rządu wciąż silnie obecne są metafory naturalizujące neoliberalną ideologię: marketingowe dążenie do budżetu państwa bez deficytu jako czegoś wartościowego czy tłumaczenie cięć w administracji publicznej wydatkami antypandemicznymi. Tym bardziej wymaga to od nas języka, który ugruntuje prospołeczną agendę i wykaże bezzasadność polityk opartych na założeniach ekonomii neoklasycznej.

Nie znamy jeszcze szczegółów Polskiego Nowego Ładu, ale co wiemy na pewno to fakt, że liberalni politycy niczego się nie nauczyli – ich modele poznawcze pozostają odporne na doświadczenia transformacji ustrojowej, kryzysu finansowego z 2008 i globalnej pandemii. Ideologiczne okulary nie pozwalają dostrzec wyników weryfikacji empirycznej. Czy rząd wyciągnął właściwe wnioski z przebiegu pandemii to okaże się w przyszłości. Ekonomiczne mity mogą osłabić skuteczność programu. Tego, czego więc trzeba się domagać i co podkreślić, to fakt, że państwo suwerenne monetarnie jest w stanie sfinansować każdy wydatek. Podstawowe pytanie brzmi nie „Za co?”, lecz „Na co i dla kogo?”.

Kamil Sawczak

Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Tomasz Chmielewski

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie