Bezdroża dochodu podstawowego?

·

Bezdroża dochodu podstawowego?

·

Eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego w opublikowanym raporcie „Bezwarunkowy Dochód Podstawowy. Nowy pomysł na państwo opiekuńcze?” przyjrzeli się szansom wdrożenia BDP w Polsce. Czyli koncepcji bezwarunkowego transferu pieniężnego wypłacanego regularnie każdej jednostce na poziomie gwarantującym materialną egzystencję. O dochodzie podstawowym dyskutuje również Klub Jagielloński. To już nie tylko lewicowi akademicy, ale szersze spektrum polityczne i społeczne. Całkiem niedawno debatę na podobny temat zorganizowała Komisja Młodych NSZZ „Solidarność”. Z czego wynika ta popularność?

Poszukiwanie alternatyw jest naturalne. Globalny kryzys finansowy z 2008 roku podważył zaufanie do kapitalizmu. Ci, którzy zyskali na deregulacji sektora finansowego, stali się głównymi beneficjentami pomocy publicznej. Kiedy menedżerowie wielkich banków inkasowali nagrody za dobre wyniki z poprzednich lat, tysiące pracowników było zwalnianych z powodu postępującej recesji. W wyniku pandemii COVID-19 miliony ludzi straciło pracę lub likwidowało drobne biznesy. Gdy indywidualny wysiłek przestaje być gwarantem godnego bytu, koncepcja regularnego transferu finansowego daje poczucie bezpieczeństwa.

Krytyka neoklasyczna i pozorne odpowiedzi

Ekonomiści neoklasyczni to główni oponenci wdrożenia dochodu podstawowego w Polsce. Przedmiotem sporu jest sposób finansowania oraz wpływ na rynek pracy. Zwolennicy BDP odnoszą się do tego na dwa sposoby – zachowawczo lub progresywnie. Pierwsze podejście wpasowuje dochód podstawowy w obecny ład instytucjonalny. Ma on osiągać cele obiecane przez neoliberalny kapitalizm. W ujęciu progresywnym, BDP jest narzędziem, które intencjonalnie przekracza reguły gospodarki rynkowej. Problem polega na tym, że w zależności od publiki, zwolennicy dochodu podstawowego stosują różne linie argumentacji, które jednak mają odmienne rezultaty.

Głównonurtowi ekonomiści twierdzą, że budżet Polski jest zbyt mały, aby sfinansować ten eksperyment. W tym scenariuszu wzrost obciążeń podatkowych byłby na tyle wysoki, że zahamowałby wzrost gospodarczy. Dlatego konieczne są radykalne cięcia wydatków publicznych. Upodabnia to BDP do koncepcji negatywnego podatku dochodowego, czyli transferu pieniężnego wypłacanego przez państwo, jeśli zarabiający nie osiąga określonej kwoty wolnej od podatku. Jeśli Jan Kowalski zarabia 50 tysięcy złotych przy 60 tysiącach jako kwocie wolnej od podatku, to brakujące 10 tysięcy pokrywa państwo. Milton Friedman, najbardziej znany zwolennik tej idei, widział w negatywnym podatku dochodowym narzędzie likwidacji socjalnych funkcji państwa. W tym samym kierunku zmierzają argumenty zachowawczo zorientowanych zwolenników BDP. Transfer pieniężny tak, ale wszelkie pozostałe świadczenia socjalne i usługi publiczne mocno ograniczamy. Strona progresywna jest natomiast bardziej otwarta na finansowanie programu z deficytu publicznego.

Kolejny spór dotyczy bezwarunkowości dochodu podstawowego. Głównonurtowi ekonomiści obawiają się kultury wyuczonej bezradności, czyli efektu masowego wycofywania się z rynku pracy wskutek otrzymywania świadczenia. Problem ubóstwa miałby się jeszcze pogłębić. Podobnie jak wcześniej, tutaj też panuje dwugłos. Zachowawczy zwolennicy BDP argumentują, że dochód podstawowy tworzy bufor bezpieczeństwa. Zachęca do podejmowania bardziej ryzykownych działań, niemożliwych w reżimie pracy najemnej ze względu na systemowy brak stabilności finansowej. BDP stałby się więc gwarantem drobnej przedsiębiorczości i kreatywnych projektów. Ogólny poziom produktywności wzrósłby, a nie spadł. Z kolei opcja progresywna widzi w dochodzie podstawowym narzędzie oporu w miejscu pracy. Umożliwiłby on wycofanie się z rynku pracy i budowę nie-kapitalistycznych relacji społecznych.

Niezależnie od przyjętej wersji BDP, koncepcja ta obarczona jest brakami, które czynią ją kontr-skuteczną względem deklarowanych celów. Przyjrzyjmy się temu.

Mniej stabilności (cenowej i pracowniczej)

Koncepcję dochodu podstawowego łączy z perspektywą ekonomii neoklasycznej indywidualizm metodologiczny. Jednostka jest traktowana jako punkt odniesienia. Ryzyka i szanse dochodu podstawowego są analizowane w ujęciu mikroekonomicznym. Z tego powodu zwolennicy BDP ignorują makroekonomiczne konsekwencje swojej polityki. Czym z tej perspektywy jest dochód podstawowy? To większe możliwości wydatkowe społeczeństwa bez dodanych usług lub zdolności produkcyjnych. To wzrost popytu przy zachowaniu dotychczasowego poziomu podaży. W zależności od przyjętej wersji BDP – zachowawczej bądź progresywnej – mierzymy się z różnymi problemami.

Zacznijmy od wersji dochodu podstawowego, która odrzuca regułę neutralności fiskalnej w imię znaczącego transferu pieniężnego. Ryzykiem jest tu inflacja. We współczesnych gospodarkach ryzyko inflacyjne dotyczy relacji między nominalnym wzrostem wydatków (popytu), a zdolnością gospodarki, by odpowiedzieć na ten popyt zwiększoną podażą towarów i usług. Gdy popyt rośnie szybciej niż produkowane towary lub świadczone usługi, tworzy się presja na wzrost cen.

Zwolennicy BDP odpowiedzą, że nie jest to problem, bo gospodarki kapitalistyczne cierpią z powodu zbyt niskiego poziom wydatków. Firmy są w stanie produkować dużo więcej, niż konsumenci mogą obecnie kupić. Dzięki dochodowi podstawowemu przedsiębiorstwa będą mogły bardziej wykorzystać moce produkcyjne i zatrudnić więcej ludzi. Poziom cen ustabilizuje się z czasem. Tym, co zostało przeoczone w takiej perspektywie, jest cykliczność wpisana w funkcjonowanie gospodarki – chodzi o okresy wzrostu i spadku. W przypadku pierwszego zjawiska inwestycje rosną, spada bezrobocie i zwiększa się konsumpcja. W drugim tendencja jest odwrotna – sektor prywatny kurczy się, a ludzie więcej oszczędzają niż wydają. Koncepcji dochodu podstawowego brakuje automatycznych stabilizatorów, które mogłyby działać kontrcyklicznie. Dochód podstawowy, jako stały i regularny transfer pieniężny, nie jest wrażliwy na zmiany makroekonomiczne. W dobie recesji zapobiega znaczącemu spadkowi popytu krajowego, co stymuluje gospodarkę. Jednak w okresie prosperity BDP zwiększa ryzyko inflacyjne. Sytuacja staje się gorsza, gdy więcej osób dzięki BDP korzysta z „wolności” od pracy. Strona podażowa gospodarki kurczy się, a popyt pozostaje na stałym poziomie. Ten popyt na towary i usługi może zostać zaspokojony importem, co jednak wpływa na kurs wymiany i krajowy poziom cen, wzmacniając dodatkowo tendencje proinflacyjne.

W wersji zachowawczej ryzyko inflacyjne jest zredukowane, bo kwota otrzymywana w dochodzie podstawowym jest mniejsza. BDP nie zwiększa deficytu publicznego, a pracownicy nie otrzymują kwoty, która skłoniłaby ich do wycofania się z rynku pracy. Pojawia się jednak inny zestaw problemów. Po pierwsze, skupienie się na kosztach programu skutkuje tym, że transfer pieniężny będzie zbyt niski, aby rozwiązać problemy, które zwolennicy BDP deklarują przezwyciężyć – biedę i niestabilność dochodową. Kolejne ryzyko dotyczy wpływu na rynek pracy. Część pracowników, mając dodatkowe źródło dochodu, rezygnowałaby z pracy pełnoetatowej i łączyła dochód podstawowy z zatrudnieniem na niepełny etat. W wymiarze makro oznacza to zwiększoną podaż nie-pełnoetatowej siły roboczej i przebudowę struktury rynku pracy. Jest to kluczowe w kontekście koncepcji dualnego rynku pracy, gdzie istnieją dwa segmenty o odmiennych warunkach płacowych i zatrudnienia: sektor kluczowy i sektor peryferyjny. Pierwszy, oczekujący określonego poziomu kwalifikacji, oferuje w zamian stabilne zatrudnienie i wyższy poziom płac. Drugi, o niskich barierach wejścia (jeśli chodzi o posiadane kompetencje) i wyjścia (ze względu na małą atrakcyjność warunków pracy i zatrudnienia), charakteryzuje się większym udziałem atypowych form zatrudnienia. Dochód podstawowy doprowadzi do silniejszej segmentacji rynku pracy. Pracodawcy funkcjonujący w sektorze peryferyjnym, gdzie siła przetargowa pracowników jest mniejsza, mogą łatwiej obniżyć poziom płac, wiedząc, że pracownicy dysponują regularnym buforem finansowym. W praktyce BDP staje się polityką wzmacniającą prekaryzację stosunków pracy i transfer dochodów od pracowników do przedsiębiorców.

Kultura indywidualizmu

Indywidualizm metodologiczny dochodu podstawowego ma swoje kulturowe implikacje. BDP jest projektem indywidualistycznym. Jego przedmiotem jest jednostka wyabstrahowana ze zobowiązań społecznych. W wizji zwolenników tego rozwiązania jednostka wolna od konieczności pracy będzie mogła dać wyraz swoim zdolnościom i w ten sposób przysłużyć się wspólnocie. Towarzyszy temu celebracja kreatywności i anty-paternalistyczny sentyment, wymierzony przede wszystkim wobec państwa. Kiepsko funkcjonujące usługi publiczne, jak np. zajęcia dodatkowe dla dzieci, zastępują oddolnie zorganizowani obywatele, którzy teraz mają zasoby, by realizować takie projekty. Państwo opiekuńcze z biurokratycznym aparatem kontroli wypierane jest przez wolontariat „na dopingu”.

Idealizacji indywidualnej innowacyjności towarzyszy deprecjonowanie roli pracy. Rzecznicy BDP sprowadzają ją do przynoszącej dochód aktywności wycenianej przez rynek. Jeśli bezpieczeństwo finansowe może być zagwarantowane innymi sposobami, to jest ona zbędna. W bliźniaczy sposób pracę ujmuje teoria neoklasyczna w tzw. krzywej podaży pracy. Pracownik ma wybór między pracą – która jest czymś złym, bo stanowi źródło niewygody – oraz czasem wolnym – postrzeganym jako coś preferowanego. W tym ujęciu praca jest tolerowana, bo dzięki zarobkom umożliwia zakup innych preferowanych dóbr. Mechanizmem, który zarządza alokacją czasu pracownika, jest płaca, która określa cenę czasu wolnego. Ekonomiści neoklasyczni oraz zwolennicy BDP sprowadzają aktywność zawodową do funkcji czysto zarobkowych. Pomijają fakt, że praca oprócz wynagrodzenia przynosi szereg wewnętrznych pozytywów w postaci zdrowia psychicznego, poczucia przynależności czy osobistej satysfakcji.

Suwerenność (monetarna) ma znaczenie

Dylematy dotyczące sposobu finansowania BDP wynikają z braku zrozumienia różnicy między krajami suwerennie monetarnymi (m.in. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Szwajcaria, Polska), a krajami tej suwerenności pozbawionymi (strefa euro). Te pierwsze dysponują monopolem na emisję pieniądza i tworzą popyt na tę walutę poprzez nakładanie zobowiązań podatkowych. W przeciwieństwie do rządu, sektor niepubliczny, tj. firmy i gospodarstwa domowe, jest użytkownikiem waluty (tak samo jak kraje, które oddały swoją suwerenność monetarną Europejskiemu Bankowi Centralnemu). Opodatkowanie służy tworzeniu popytu na rządową walutę. Ten proces można widzieć w trzech etapach: 1) Rząd nakłada zobowiązanie podatkowe płatne w walucie, którą emituje. 2) W obliczu zapotrzebowania na jednostki waluty rządowej podatnicy oferują towary i usługi na sprzedaż, prosząc w zamian o jednostki waluty. 3) Rząd emituje swoją walutę i wydaje – w zamian za dobra i usługi, których potrzebuje.

Zwolennicy BDP błędnie kwalifikują kraje suwerenne monetarnie jako użytkowników waluty. Zawężając przestrzeń fiskalną państwa, są zmuszeni bilansować budżet kraju poprzez wzrost podatków i cięcia w wydatkach. W efekcie grawitują w kierunku polityki zaciskania pasa uzupełnianej regularnym transferem pieniężnym. Wraz ze wzrostem czasowego zatrudnienia, pomimo dobrych intencji rzeczników dochodu podstawowego, otrzymamy bardziej sprekaryzowaną gospodarkę ze zwijającym się państwem. Rezultat odległy od tego, co obiecują pracownikom najemnym.

Jak krytykować?

Nie mam wątpliwości, że pomimo zaprezentowanej krytyki, koncepcja BDP będzie zyskiwała na popularności. Jej zwolennicy sprawnie komunikują, co jest ich celem i jakimi atutami dysponują w zestawieniu z neoliberalną polityką. Kiepska jakość współczesnych stosunków pracy, tj. upowszechnienie się niskopłatnego i niestabilnego zatrudnienia bez możliwości awansu, czyni atrakcyjnymi obietnice godnego życia poza pracą najemną. Ponadto BDP wykorzystuje kulturowe znaczenie indywidualizmu silnie zakorzenionego w neoliberalizmie. Równie ważne jest instytucjonalne zaplecze tego projektu. Międzynarodowe i krajowe środowiska akademików – socjologów, filozofów, ekonomistów i badaczy polityki społecznej – uprawomocniają BDP od strony naukowej. Organizacje aktywistyczne przekładają język naukowej teorii na żądania polityczne, które następnie trafiają na sztandary ruchów społecznych i partii politycznych.

Mając świadomość zagrożeń związanych z dochodem podstawowym i kosztów trwania statusu quo, potrzebna jest krytyka, która umożliwi bardziej sprawiedliwą wizję świat. Po pierwsze, BDP skupia się na jednostce, abstrahując od jej społecznych zobowiązań. Nie daje narzędzi do rozwiązania problemów, przed którymi stoimy jako społeczeństwo. Kryzys klimatyczny i sprawiedliwa transformacja w kierunku mniej emisyjnej gospodarki są tu nieobecne. Co więcej, dochód podstawowy może sytuację pogorszyć. Stymulacja wydatków, przy nietkniętej strukturze podażowej, oznacza większe zużycie zasobów w ramach gospodarki niezrównoważonej ekologicznie. BDP niewiele oferuje także w kontekście wyzwań rozwojowych Polski. Pułapka średniego rozwoju wymaga skoordynowanej polityki, mającej na celu przebudowę struktury gospodarczej kraju. Regularne wsparcie pieniężne na poziome jednostki co najwyżej aspiruje do mikroekonomicznych narzędzi polityk aktywnego rynku pracy. Ciężar modernizacji gospodarki przerzucony jest na indywidualnych obywateli. To pracownicy muszą się sami dokształcić i podnieść własne kwalifikacje. Dlatego alternatywne spojrzenie powinno zaczynać się od wspólnoty jako punktu wyjścia. BDP nie jest w stanie sprostać wyzwaniom, które wymagają kolektywnego wysiłku do ich rozwiązania.

Każda krytyka zostawia pytanie o alternatywę. Jeśli odrzucamy dochód podstawowy i neoliberalny status quo, to co w zamian? Jaka propozycja poprawi sytuację jednostek i będzie funkcjonalna poziomie makroekonomicznym? O tym w kolejnym tekście, ale do tego czasu polecam zapoznać się z tekstem Rafała Wosia na temat gwarancji zatrudnienia.

Kamil Sawczak

Inne teksty autora można przeczytać tu: sawczak.substack.com

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie