Make Life Harder to ***** *** i nic więcej

·

Make Life Harder to ***** *** i nic więcej

·

Make Life Harder to jeden z największych fenomenów internetu na lewo od centrum. Inne centrolewicowe memiarnie (PLwDD i Tygodnik NIE) próbują skopiować jego sukces, ale na razie są bardzo daleko. Jednak MLH, mimo przewagi w liczbie obserwujących, nie tylko jest daleko w tyle za swoimi konkurentami pod względem jakości treści, ale też zmienia się w niebezpieczną politycznie sektę, która po bliższym przyjrzeniu okazuje się też ideologiczną wydmuszką.

MLH zaczynał dziesięć lat temu jako fanpejdż na Facebooku całkiem zabawnie kpiący ze sztucznych obrazów życia celebrytek nowego wtedy w Polsce typu, czyli szafiarek, dziś zajmujących się nie tylko modą i nazywanych influencerkami. Przede wszystkim najbardziej wtedy znanej z nich – Kasi Tusk. Obecnie najprężniej marka MLH działa na Instagramie i, choć w sporadycznie udostępnianych postach nawiązuje niekiedy do dawnej konwencji, bardziej niż Kasią Tusk i jej koleżankami po fachu interesuje się teraz jej ojcem i jego obszarem działalności, wrzucając codziennie na InstaStories memy zarówno autorstwa własnego, jak i przeklejane, podsyłane przez obserwujących.
Prawie 800 000 followersów robi wrażenie – aż dwa procent populacji Polski śledzi profil na IG w sposób zdystansowany komentujący wydarzenia społeczno-polityczne. Obawiam się jednak, że popełniający przy tym wiele błędów tradycyjnych mediów i tworzący niebezpieczną bańkę, a do tego niewykorzystujący potencjału, jaki tkwi w młodych (no, powiedzmy…) ludziach rozczarowanych elitami odklejonymi od realiów życia w Polsce oraz ich rządami.

Po pierwsze, obawiam się, że MLH przy pomocy rytuału i rutyny tworzy bardzo uzależniające medium, które tysiące osób codziennie śledzą i, co do czego nie mam wątpliwości, traktują jako główne źródło wiedzy o wydarzeniach w kraju.

Rytuał MLH wygląda tak:

1. Przed rozpoczęciem pracy (treści pochodzą od typka, który nie pracuje na etacie) jakiś eskapistyczny, malowniczy landszaft ze ścieżką dźwiękową;

2. O 9:00 gif ze zwierzęciem przypominającym jakimś drobnym niuansem, gestem czy pozą człowieka zaczynającego pracę – najczęściej niewyspanego, nieszczęśliwego;

3. W ciągu dnia kilka memów na temat aktualnych wydarzeń w polskiej polityce; obowiązkowo ***** ***;

4. Zwierzątka;

5. „W mieście X w przejściu podziemnym prowadzącym na przystanek tramwajowy Y siedzi starsza pani i sprzedaje <wstaw cokolwiek>”, albo „Sklep z guzikami państwa Z nie poradził sobie z pandemią – przed wyprowadzką pozbywają się dobytku”;

6. MAKŁOWICZ;

7. ***** *** * ************;

8. Coś tam o tym, jak w Polsce jest do dupy;

9. SASIN!

10. Zwierzątka;

11. ***** ***;

12. „Czekając na 17:00” (przypominam – od typka, który nie pracuje na etacie);

13. Jeszcze ostatni mem z Czarnkiem/Sasinem/Kaczorem/Suskim;

14. 17:00 – gify z podekscytowanymi zwierzętami;

15. ***** ***;

16. Landszafcik z zachodem słońca.

Jak łatwo zauważyć, nie jest to zniuansowany przekaz oferujący jakiekolwiek diagnozy, lecz przestrzeń dla wylewania frustracji, oswajania śmiechem przygnębiającej rzeczywistości i odczuwania wspólnoty losów przez pokolenie milenialsów.

Najbardziej niepokojącymi mnie elementami przekazu oferowanego przez MLH są ***** *** oraz ogłoszenia wspomniane w punkcie piątym. Hasło swą wszędobylskością buduje szkodliwą narrację, bardzo źle diagnozującą problemy polskiej sceny politycznej, sprowadzającą je do „złego PiS-u”, w którym to momencie admin MLH może sobie podać rękę z TVN-em, Gazetą Wyborczą i innymi korporacyjnymi mediami głównego nurtu. Z kolei ogłoszenia bez odpowiedniego komentarza budują narrację indywidualistyczną, zrzucającą na społeczeństwo (czy, w tym przypadku, społeczność odbiorców MLH) ciężar rozwiązania problemów strukturalnych, dających się rozwiązać tak naprawdę jedynie u źródła – poprzez sprawne zarządzanie państwem, lepsze prawodawstwo, sprawiedliwszy podział owoców naszej pracy, instytucje zwrócone frontem do obywatela. Te posty aż proszą się o komentarz „Czy naprawdę chcecie żyć w państwie, w którym los staruszki, której nie stać na leki, zależy od admina memiarni, który udostępni jej łzawą historię oraz od jego odbiorców, którzy tłumnie ruszą kupić do niczego im niepotrzebne bibeloty oferowane przez ową staruszkę? Następnym razem przed skreśleniem kwadracika na karcie wyborczej zamknijcie oczy i wyświetlcie na wewnętrznej stronie powiek obraz tej kobiety!”.

Obawiam się jednak, że właśnie w owej ideologicznej miałkości tkwi powab MLH i przyczyna jego popularność wśród wielkomiejskich millenialsów. To moje pokolenie. Jego przedstawiciele niestety często, nawet ci określając się jako lewica, mają na myśli jedynie idpolowy aspekt tejże: poparcie dla ruchów LGBT+, aborcji, mniejszości etnicznych (których głównym problemem w Polsce jest, o ironio, niesprawiedliwy rynek pracy i śmieciowe albo w ogóle nielegalne formy zatrudnienia ich w charakterze kurierów rozwożących jedzenie najczęściej, statystycznie, właśnie grupie społecznej, z której rekrutują się odbiorcy MLH), praw kobiet i świeckiego państwa. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że profil nie byłby tak popularny, gdyby powodował u swoich followersów choćby najmniejszy dyskomfort.

Jakub Szymkowiak

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie