Adam Ciołkosz: Przeszedł do historii [1936]

·

Adam Ciołkosz: Przeszedł do historii [1936]

·

Nie pora jeszcze na syntezę, na pełny obraz, czym był i czym jest Daszyński dla klasy robotniczej i dla Polski. Jego życiorys dal nam Henryk Swoboda w książce „Ignacy Daszyński – życie, praca, walka”. Ale sam Daszyński w pamiętnikach swoich zatrzymał się na listopadzie 1918 r., doszedł do końca epoki, która się raz na zawsze zamknęła z upadkiem Austrii. Okres Polski niepodległej miał jeszcze czekać na jego pamiętnikarskie pióro. I dzisiaj – stoimy dopiero pośrodku niezmiernie trudnego okresu dziejów Polski. Dopiero gdy okres ten zostanie zamknięty, postać Daszyńskiego w Polsce niepodległej uwydatni się należycie w całym swym blasku i wielkości.

Lecz jedno jest już dzisiaj pewne: Daszyński tym, co dotychczas zdziałał, przeszedł do historii. Podwójna jest gorycz pracy w ruchu socjalistycznym. Jest to praca przeważnie bezimienna, wymagająca całkowitego oddania się, podporządkowania i poświęcenia Wielkiej Sprawie. Tylko ten, kto sprawę tę głęboko ukochał, znajdzie pełną radość we włączeniu swoich wysiłków w wielki rytm walki o wolność i sprawiedliwość społeczną i w tym właśnie socjalizmu potęga, że miliony ludzi gotowe są do największej ofiarności bezimiennej dla tej sprawy przyszłości. Dla sprawy przyszłości – bo żaden inny ruch w dziejach ludzkości nie wymagał tak daleko sięgającego wzroku, nie stawiał przed oczy wizji tak wspaniałej, ale dalekiej przyszłości. Jakże często słyszy się na robotniczym zgromadzeniu słowa prawdziwe: Nie dla siebie walczymy, pracujemy dla przyszłości, dla następnych pokoleń. A przecież każde ludzkie serce tęskni do tego, by oglądać dorobek życia, by nie tylko uczestniczyć w siejbie, ale także i w żniwach. Tej radości jednostkom nakazuje socjalizm się wyrzec; to jego gorycz druga – jeśli wolno mówić o goryczy w tym, co jest największą i jedyną nadzieją świata.

Obie te gorycze ominęły Daszyńskiego. Daszyński nie był, nie mógł być innym, jak wszyscy ci, którzy całych siebie oddają sprawie ludu roboczego. Nie on nazwisko swoje wyniósł tak wysoko; to masa robotnicza ujrzała w nim swój sztandar płomienny; ona go wypieściła miłością swoją, ona instynktem niezawodnym wyczuła w Daszyńskim największego trybuna ludu, jakiego znają dzieje Polski. Opowiadano w Polsce ostatnimi laty śmieszne baje o przywódcach-uzurpatorach, którzy sami narzucili się masom i którzy masom są obojętni. O, gdyby ci szydercy mogli czytać w sercach robotniczych! Ujrzeliby tam imię Daszyńskiego opromienione taką miłością, jakiej przed nim nikt może w Polsce nie zaznał i nikt po nim nie zazna.

Kochał go lud i pokochała historia. Danym mu było oglądać urzeczywistnione swe myśli. Widział, jak bezkształtne masy, jego ręką sformowane, dobiły się praw obywatelskich, jak zaczęły same kształtować dzieje. Widział Polskę dobywającą się do niepodległego bytu państwowego i formował jej nowe oblicze. Przewodził wielkiej walce o nowoczesną treść Polski niepodległej i do walki tej wyprowadził wielomilionowe rzesze ludowe.

Treścią jego życia – walka! Swoje słowo i swoje pióro, swój rozum, wiedzę i doświadczenie, wszystko oddał na służbę socjalizmu. W ogniu najcięższych walk z bezładnych tłumów na poły niewolników tworzył zwarte, świadome siebie, zdyscyplinowane zespoły. Wielki strajk górników węglowych 1900 r., strajk robotników rolnych 1902 r., wreszcie strajk robotników przemysłu naftowego, to największe walki o skrócenie czasu pracy, o wyższe zarobki, o poprawę bytu, z którymi złączone jest nazwisko Daszyńskiego. W historycznej walce o równe i powszechne prawo głosowania tchnął on w masy ludu nie tylko robotniczego, ale i chłopskiego, przeświadczenie o ich pełnej wartości obywatelskiej, o ich uprawnieniu i dojrzałości do kierowania swym losem. On wreszcie te wielkie masy poprowadził do walk o polskość (Śląsk Cieszyński) i o Polskę niepodległą, on jeden stanąć mógł na czele rządu lubelskiego – pierwszego rządu w Polsce od dziesiątków lat, który własną wolą władzę brał z rąk ludu polskiego, a nie z łaski zaborców.

Czy trzeba, przypominać, że wszystko to działo się w walce z pogrobowcami dawnej Polski szlacheckiej? Że każdą piędź ziemi wyrębywać trzeba było w bezustannym starciu z galicyjską szlachtą, z partią „stańczyków”, a później z reakcją całej już Polski, wreszcie z dążeniami dyktatorskimi i faszystowskimi? Świeże to dzieje, lecz odciśnięty na nich lwi pazur Daszyńskiego utrwali historia Polski na zawsze.

Ona także zapisze, że po raz pierwszy w Polsce, w kraju, który znał bunty chłopskie, odruchy rozpaczy i gniewu, ale nigdy nie znał zorganizowanego na daleką metę, świadomego swej roli dziejowej, ruchu mas ludowych – Daszyński taki ruch stworzył, a stworzywszy rzucił tym samym najpewniejszy i jedyny możliwy fundament pod przyszłość Polski XX stulecia.

Historia zapisze również, jak tego wodza robotników polskich, walczącego o każdą polską szkołę dla polskich dzieci, podnoszącego wszędzie prawo Polski do wspólnego i wolnego bytu, kochali robotnicy innych krajów. Wiedzieli wszakże, że Daszyński przynosi im to, co w Polsce było najczystszego i najlepszego, co było dalekie od wszelkiej krzywdy innym wyrządzanej. Dziś jeszcze opowiedzą Wam robotnicy wiedeńscy, jak konie z powozu Daszyńskiego wyprzęgali, dziś jeszcze w dalekich, obcych krajach nazwisko to od razu stwarza łączność między zabłąkanym polskim wędrowcem a proletariatem miejscowym…

Przychodzi czasem myśl natrętna i zła: a cóż z tej pracy, z całego tego dorobku pozostało? Strajkiem generalnym w 1905 roku wyrąbywali sobie robotnicy polscy równe i powszechne prawo wyborcze; krwią swoją w 1920 r. okupili sobie swe prawo do gospodarzenia w Polsce; ale potem przyszedł rok 1930 i 1935 i wiele dni złych, złowrogich. Cóż stało się z dorobkiem Daszyńskiego?

Nic z dorobku tego nie zginęło i nie przepadło, bo istotą tego dorobku nie są chwilowe zwycięstwa i chwilowe klęski, lecz – wielka, zorganizowana, prąca naprzód, uświadomiona masa proletariacka. A ona jest, żyje i pozostanie, wierna socjalizmowi, wierna sztandarom czerwonym, wierna naukom Daszyńskiego. I jak długo trwa proletariat polski na swoich posterunkach walki – tak długo żyje Daszyńskiego dzieło. Wierzymy, że żyć będzie wiecznie.

I wiecznie żyć będzie Ignacy Daszyński w sercach polskiego robotnika i chłopa.

Adam Ciołkosz

 

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w broszurze „Ignacy Daszyński – Wielki Trybun Ludu. W 70. rocznicę urodzin. 26 października 1936 r.”, Towarzystwo Uniwersytetu Robotniczego Oddział im. Adama Mickiewicza w Krakowie, Kraków 1936. Grafika w nagłówku tekstu: drzeworyt autorstwa Wacława Wąsowicza. Tekst przypominamy w 90. rocznicę śmierci Ignacego Daszyńskiego.

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie