Moc woli

·

Moc woli

·

Krzyczeli, żeśmy stumanieni,
Nie wierząc nam, że chcieć – to móc!

My, Pierwsza Brygada” (autor nieznany)

W kraju, gdzie postać Józefa Piłsudskiego stanowi jedną z najważniejszych „ikon” politycznych, mało kto pamięta o czołowym ideologu jego środowiska. W kraju, w którym niedawno rządziła partia nawołująca do „rewolucji moralnej”, niemal nikt nie wie, że już wiele lat temu ktoś posługiwał się tym hasłem.

Jeśli mówić o ruchu umysłowym obozu rządowego po maju 1926, to stworzył go właśnie Adam Skwarczyński – pisał Andrzej Micewski. Ale postać ta zasługuje na pamięć nie tylko, ani nawet nie przede wszystkim jako „mózg” sanacji. Skwarczyński to wielki nauczyciel, który nieustannie przypominał, że życie publiczne to przede wszystkim problem moralny. Nauczyciel, który uczył jednocześnie patrzyć i w niebo, i na ziemię. Cel musi być wysoki, realizacja prawdziwa, przyziemna, niefałszowana pięknym słówkiem – tak wspominał go uczeń i współpracownik, Jan Hoppe.

***

Urodził się 3 grudnia 1886 r. w Wierzchni Polnej w Małopolsce Wschodniej, w zubożałej rodzinie ziemiańskiej. Jego ojciec, Wincenty, to uczestnik powstania styczniowego, zaś matka Maria była córką powstańca listopadowego. Po śmierci ojca, gdy chłopiec miał zaledwie dwa lata, rodzina przeniosła się do Lwowa.

Tu w roku 1898 rozpoczął naukę w gimnazjum. Należał do tajnych kółek samokształceniowych polskiej młodzieży. Do raczej standardowych, lecz głęboko przeżywanych lektur Mickiewicza, Słowackiego i Norwida wkrótce doszło zainteresowanie dorobkiem Żeromskiego i Wyspiańskiego, a także ideami Edwarda Abramowskiego i Stanisława Brzozowskiego. Tym właśnie inspiracjom pozostanie wierny całe życie. Wkrótce dołączyła do nich kolejna, tyleż ideowa, co personalna fascynacja – 17-letni Skwarczyński jesienią 1903 r. wziął udział w tajnym lwowskim odczycie dla młodzieży, poświęconym powstaniu styczniowemu. Prelegentem był Józef Piłsudski. Jemu też pozostanie wierny aż do śmierci.

Zaowocowało to politycznym zaangażowaniem. Ze szkolnym kolegą Tadeuszem Dąbrowskim założył organizację Polska Młodzież Narodowa Bezpartyjna. Łączyła hasła powstańczo-niepodległościowe z programem radykalnych reform socjalnych, bliska była „prawemu” skrzydłu Polskiej Partii Socjalistycznej. Grupą liczącą kilkaset osób kierował zakonspirowany, wzorowany na masonerii zespół „Świt”, w skład którego wchodził m.in. Skwarczyński. Chłopak sformułował wówczas tezę, że większość starszego pokolenia jest stracona dla sprawy niepodległości. Było to zbieżne z koncepcją Piłsudskiego, wedle której – jak zauważył Bohdan Urbankowski – proletariat zastąpiono młodzieżą jako grupą, która stanie się motorem napędowym przeobrażeń społecznych. Skwarczyński współredaguje międzyszkolne pisemko, pisze broszurę o metodach walki o „spolszczenie” galicyjskich szkół zaborczych, prowadzi prelekcje dla młodych robotników. Rozpoczyna studia polonistyczne na lwowskim Uniwersytecie Jana Kazimierza. Chce zostać nauczycielem, aby móc kształtować umysły młodego pokolenia.

Wkrótce, w 1908 r., następuje intensyfikacja jego działań. Regionalna sekcja PPS – Frakcja Rewolucyjna tworzy we Lwowie Związek Walki Czynnej, kuźnię kadr przyszłych oddziałów zbrojnych. W powołanej przy ZWC Niższej Szkole Wojskowej ukończył Skwarczyński kursy podoficerski i oficerski. W tym samym okresie w owym środowisku powstaje młodzieżowa, ponadpartyjna organizacja „Życie”, o programie socjalno-niepodległościowym – Skwarczyński zostaje sekretarzem jej władz, później przez rok jest przewodniczącym. Na początku 1909 r. wstępuje zaś do PPS-FR, będąc czołowym działaczem partii w lokalnym środowisku studenckim. Innym elementem tego ruchu jest młodzieżowe pismo „Promień”, w którym publikuje swe pierwsze teksty, a następnie wchodzi w skład redakcji. Wykłada również na kursach wojskowych ZWC. Gdy w 1910 r. Piłsudski we Lwowie tworzy Związek Strzelecki, Skwarczyński zostaje jego aktywistą. Rozpoczyna wówczas, po skończeniu studiów, pracę zawodową – najpierw w Rohatynie, a od 1912 r. we lwowskich gimnazjach. Jest także publicystą partyjnego pisma „Przedświt”.

W obliczu narastającego prawdopodobieństwa wybuchu wojny, Związek Strzelecki intensyfikuje prace szkoleniowe – Skwarczyńskiego mianowano najpierw komendantem grup młodzieżowych, a następnie Oddziału Żeńskiego, którego uczestniczki szkoli w pracy kurierskiej i wywiadowczej.

***

W pierwszym swym poważniejszym tekście, „Zagadnienia patriotyzmu polskiego”, Skwarczyński krytykował w „Promieniu” wiosną 1910 r. przeciwstawianie dążeń do niepodległości oraz postulatów socjalnych: Postępowe, rewolucyjne, socjalistyczne uzasadnienie patriotyzmu polega na uznaniu narodu za podstawę jedyną dla realizacji wartości ogólnoludzkich, stworzenia jak najdogodniejszych warunków pracy, twórczości i rozwoju. Koniecznym postulatem, wynikającym z takiego poglądu, jest niepodległość narodu. Prawdziwie owocna i prawdziwie odpowiedzialna praca odbywać się może tylko w obrębie samodzielnego organizmu państwowego, którym sam naród włada, a który nie jest zawisły od decyzji obcego rządu ani od obcego układu sił społecznych, na który nie możemy wysiłkami naszymi wpływać.

Ważny temat jego ówczesnych rozważań to krytyka „pracy organicznej” jako rzekomo jedynej właściwej metody działania w istniejących realiach politycznych. Czymże jest /…/ owa ideologia pokojowej, za wszelką cenę, pracy organicznej? Nie jest to nic innego jak propagowanie, z obywatelskim gestem, idei bezpiecznego kącika. Posada, warsztacik, sklepik dla mego gniazdka, mojej „rodziny Połanieckich”. Poza nią może się dziać, co chce – w ostrych słowach chłostał „organiczników” na łamach „Przedświtu” w 1914 r. Skwarczyński uważał, że gdyby nie potępiane przez „realistów” zrywy zbrojne, nie zaistniałyby warunki do pracy pokojowej. Jego zdaniem, to właśnie powstania i inne formy czynnego oporu sprawiły, że zaborcy zmuszeni zostali do poluzowania więzów krępujących polską aktywność – zaowocowały one reformą stosunków w rolnictwie i przyspieszeniem rozwoju przemysłu. Wyrzekanie się walki zbrojnej przez pozytywistów i endecję jest zatem nie tylko moralnie naganne (jako quasi-kolaboracja z wrogiem), ale i krótkowzroczne z punktu widzenia rozwoju cywilizacyjnego ziem polskich. Nie znaczy to, że odrzucał „małe” formy działania – przeciwnie, uważał, że wartościowe są wszelkie pozytywne inicjatywy społeczne, przynoszące konkretne zdobycze materialne i przemiany świadomości. Nie należy jednak traktować ich jako celu samego w sobie – jest nim bowiem niepodległość, którą należy wywalczyć jak najszybciej – ani przeciwstawiać rzekomo szaleńczym inicjatywom spod znaku bojowego oporu wobec zaborców.

Bardziej oryginalnym, a w przyszłości kluczowym, aspektem jego młodzieńczego światopoglądu, była apoteoza czynu, przekształcania rzeczywistości wedle własnej woli. Skwarczyński sytuuje się tu w opozycji zarówno wobec „realizmu” środowisk konserwatywnych (robimy tyle, na ile warunki pozwalają), jak i nierzadko towarzyszącej postawom religijnym wiary w „cud” (realia odmienią się na lepsze za sprawą boskiej interwencji lub zbiegu okoliczności), ale także w kontrze do marksowskiego przekonania o deterministycznym charakterze procesów dziejowych. Nie uważał oczywiście, że „wszystko jest możliwe”, jednak wychodził z założenia, że kluczowy czynnik to swoiste „natężenie” woli ludzkiej, nadające moc sprawczą wysiłkowi zbiorowemu. Pisał w tygodniku „Życie” w tekście „Fetysze ideologiczne”: …chodzi nam o patriotyzm działania. Z tego, że jesteśmy Polakami, zgoła nic jeszcze nie wynika. Czyn nasz jest określony tym, czym być mamy i czym być chcemy… /…/ urojonym jest wszystko to, co nie jest przedmiotem samowiednego czynu naszego – fetyszem jest wszelki „żywioł”, który nas w działaniu ma wyręczać – a w rezultacie jest tylko formułką, która sankcjonuje nasz bezczyn.

***

W sierpniu 1914 r. jako oficer sztabu I Brygady Legionów wyruszył na front u boku Piłsudskiego. Wziął udział w walkach w okolicach Kielc. Wkrótce został zastępcą szefa Oddziału Wywiadowczego brygady, ponadto koordynował działania kurierskie i szpiegowskie grupy kobiecej. Następnie w stopniu podporucznika skierowano go jako przedstawiciela I Brygady do Departamentu Wojskowego Naczelnego Komitetu Narodowego. Zajmował się m.in. nielegalnym werbunkiem ochotników do polskich oddziałów. Od marca do sierpnia 1916 r. ponownie brał bezpośredni udział – jako dowódca kompanii – w walkach frontowych, tym razem na Wołyniu.

Później został oddelegowany do Warszawy – Piłsudski powierzył mu reprezentowanie swego środowiska w Komendzie Naczelnej Polskiej Organizacji Wojskowej. Jesienią 1916 r. wraz ze Stanisławem Thuguttem i Tadeuszem Hołówką rozpoczął Skwarczyński edycję nielegalnego pisma wyrażającego poglądy piłsudczyków – „Rząd i Wojsko”; w styczniu 1917 r. został redaktorem naczelnym. Tworzy wokół czasopisma ugrupowanie polityczne Związek Dobra Publicznego, jednak nie odegra ono większej roli. Warto jednak zacytować jego pisane po latach wspomnienia nt. owej organizacji: Związek Dobra Publicznego miał być organizacją o charakterze społeczno-moralnym, /…/ wypracowującą nowe metody skupienia się zespołu na podstawach bezwzględnego zaufania i bezwzględnej odpowiedzialności jednostki przed zespołem za wzięte na siebie obowiązki społeczne i za praktykowanie wyznawanych zasad.

20 czerwca 1917 r. Skwarczyński został aresztowany przez niemiecką policję w nielegalnej drukarni „Rządu i Wojska”. Uwolniony w październiku, wszedł w skład tajnej piłsudczykowskiej grupy Konwent, do jej centrum kierowniczego – Organizacji A. Wkrótce ponownie aresztowany, trafił do twierdzy w Modlinie, gdzie w więziennych warunkach podupadł na zdrowiu, rozwinęła się dotychczas lekka gruźlica. Wraz z kolegami przygotowuje ucieczkę za pomocą podkopu, jednak nie zdążyli z niego skorzystać. 12 listopada 1918 r. wyszedł na wolność już w niepodległym kraju.

Dwa dni później w „Nowej Gazecie” opublikował tekst „Straszak bolszewizmu”, wymierzony w tych, którzy blokują przeobrażenia społeczne. Skwarczyński, wierny swemu światopoglądowi, przekonuje, że po osiągnięciu pierwszego celu – odzyskaniu niepodległości, należy sięgnąć po drugi, reformy socjalne: Niesprawiedliwy porządek, hamujący rozwój narodu ku słońcu /…/, nazywają świętością nietykalną. /…/ Widzą tylko ciasny interes: To samo bożyszcze, o którym już pisał Mickiewicz w „Księgach narodu”, że jest najszkaradniejsze.

Wkrótce został redaktorem naczelnym wspomnianej „Nowej Gazety”. W styczniu 1919 r. dziennik przekształcono w „Gazetę Polską”, która pod wodzą Skwarczyńskiego ukazywała się do końca listopada tego roku. Wznowił też edycję tygodnika „Rząd i Wojsko”. W kwietniu 1920 r. inicjuje kolejne pismo – dziennik „Naród”. Wszystkie te gazety były organami nieformalnego środowiska piłsudczykowskiego, na ich łamach formułowano oceny sytuacji bieżącej, wykuwała się także doktryna grupy w nowej sytuacji – w wolnej Polsce. Skwarczyński był czołowym publicystą wspomnianych periodyków, wyrósł też na jednego z głównych ideologów swego obozu. Zasadniczy temat jego ówczesnych rozważań to sytuacja geopolityczna – wojna z sowiecką Rosją, zabezpieczenie granicy wschodniej oraz powołanie federacji krajów „międzymorza”, aby wytworzyć przeciwwagę dla wpływów rosyjskich. Sam zresztą w obliczu najazdu sowieckiego zgłosił się na ochotnika do wojska, nie brał jednak bezpośredniego udziału w walkach – ze względu na stan zdrowia objął stanowisko w Wydziale Oświaty i Kultury MSW.

Stosunek wobec „sprawy wschodniej” sprawił, że ostrze jego krytyki kieruje się wówczas głównie przeciwko endecji, tradycyjnie „filorosyjskiej” i niechętnej wobec „agresywnej” polityki Piłsudskiego na wschodnich rubieżach państwa. Jednak spór Skwarczyńskiego z endecją dotyczy również, a może nawet głównie stosunku wobec reform socjalnych. Uważa, że stronnictwo Romana Dmowskiego, choć mówi o interesach narodowych, jest de facto głosem warstw posiadających. Stąd też wynika niechęć narodowców wobec przeobrażeń socjalnych i ustrojowych oraz próby kanalizowania radykalnych nastrojów mas za pomocą kreowania mniejszości narodowych na kozła ofiarnego. Na łamach „Rządu i Wojska” w styczniu 1920 r. pisze: Ani sprawy konstytucji, ani reformy agrarnej, ani ochronnego ustawodawstwa robotniczego, ani sprawy waluty, przemysłu i aprowizacji kraju /…/ – nie rozstrzygnie się podniosłym okrzykiem „Bóg i Ojczyzna” lub mniej podniosłymi hasłami antysemickimi.

Wierny jest młodzieńczym postulatom socjalistycznym, ale gra toczy się o coś więcej – o cywilizacyjny rozwój Polski. Polska przywileju szlacheckiego /…/ nie różni się od Zachodu wielkością ucisku społecznego, bywał on tam nawet jeszcze większy niż u nas. Ale gdy na Zachodzie na gnojnym ugorze tej ujarzmionej pracy wyrastała potęga państw i dorobki kultury, to u nas jej owocem była swawola bezpłodnej kulturalnie i państwowo klasy wiecznie niedojrzałych starych dzieci, bądź bezgranicznie krótkowzrocznych sybarytów. Z podobnych względów podjął także krytykę Kościoła – choć nie bez znaczenia było poparcie kleru właśnie dla endecji oraz ataki na piłsudczyków jako „bezbożników” i „bolszewików”. W 1920 r. propagował tzw. kościół narodowy (dość silny wśród Polonii amerykańskiej, zdobywający pewne przyczółki także w kraju) i ograniczenie autonomii struktury organizacyjnej Kościoła katolickiego. Wątek ów został jednak szybko wyciszony ze względów taktycznych, bowiem piłsudczycy nie chcieli eskalować tego konfliktu.

Doktryna narodowej demokracji to wedle niego obcy „przeszczep”, naśladownictwo analogicznych tendencji z krajów Zachodu, niezakorzenione w miejscowym etosie. Jeśli stronnictwo Dmowskiego odrzuca tak ważne elementy rodzimej tradycji, jak dorobek epoki romantyzmu, jeśli potępia powstańcze zrywy narodowowyzwoleńcze, to jego zdaniem ponad tradycję narodową przedkłada zagraniczne doktryny, obce „duszy polskiej”. W szkicu „Rozwój idei narodowej a Narodowa Demokracja” pisał o dwóch programowych manifestach endecji – „Myślach nowoczesnego Polaka” Dmowskiego i „Egoizmie narodowym” Zygmunta Balickiego, iż charakterystyczną cechą obu tych książek jest to, że nie wyłaniają się one z żadnej tradycji ideowej polskiej; choć słowa „tradycja” używają na każdej niemal stronicy /…/. /…/ są zlepkiem utartych „trzeźwych prawd” moralnych oraz /…/ spopularyzowaniem wzorów angielskich, niemieckich, japońskich – wypowiedzianym za pomocą /…/ modnej wówczas terminologii pozytywistycznej i ewolucjonistycznej /…/.

***

Skwarczyński bronił dziedzictwa romantyzmu przed endekami, gdyż było ono dlań rdzeniem polskości, najwyższym wykwitem geniuszu narodowego. To nie tylko literatura, nie trend poetycki – przeciwko takiemu rozumieniu romantyzmu protestował, nie godząc się na przykrawanie go do szkolnych formułek. Wedle Skwarczyńskiego, polscy romantycy stworzyli samoistny, niezwykle oryginalny nurt filozoficzny i kulturowy, nie mający wiele wspólnego – wbrew obiegowej opinii – z analogicznymi trendami w innych krajach.

Sięgał tu po analizę Brzozowskiego, którego rozprawę „Filozofia romantyzmu polskiego” uznawał za najlepsze odczytanie ducha tamtej epoki. W ślad za nim przekonywał, że romantyzm polski jako jedyny trafnie rozpoznał pełnię nauki chrystusowej (ale także innych wielkich tradycji religijnych), jako wezwania do wzniesienia ludzkiego ducha na wyżyny. Człowiecza wolność, geniusz twórczy, czyn, miały być swoistym moralnym obowiązkiem, świat konieczności zaprzeczyć i świat swobody porodzić z siebie, jak pisał w recenzji pracy Brzozowskiego. To ludzka wolność tworzenia, ale wysoce moralna, skierowana zawsze ku górze, nie dołowi, będąca drogą ku samostwarzaniu i samowładztwu, stanowiła wedle niego kwintesencję bożego Słowa.

Jako taki stał się więc romantyzm polski także przesłaniem dla całej ludzkości. Szczególnie ważny jest jednak na gruncie narodowym, bowiem tu zespoliły się jego mistyczne i etyczne aspekty z realiami zaborów. Literatura stała się w Polsce, mocno jak nigdzie indziej, natchnieniem do zmagań z uciskiem narodowym. I nie tylko narodowym, gdyż Skwarczyński podkreślał, jak bardzo splątane są idee romantyzmu z postawami i projektami emancypacyjnymi, z polskim radykalizmem społecznym, z nową moralnością, która odrzuca poddaństwo również wewnętrzne, klasowe.

Jednak w tym właśnie aspekcie odchodził od romantyzmu. Uważał, że ze względu na realia epoki, czyli brak własnego państwa, nurt ten rozwinął się jednostronnie – pozbawiony możliwości konkretnej pracy społecznej, nieproporcjonalnie wiele oczekiwań pokładał w przeobrażeniach dokonujących się dzięki bożej łasce czy duchowi dziejów. Choć jako poetów najbardziej cenił Mickiewicza i Słowackiego, ideowo bliższy był mu Norwid, akcentujący znaczenie pracy jako instrumentu przekształcania ducha indywidualnego i zbiorowego. Za najbardziej „udanego” adepta dziedzictwa romantyzmu uważał Stanisława Szczepanowskiego, który wizje i wskazania moralne wieszczów potrafił przekuć – nie spłycając ich – w dokonania na niwie gospodarczej, organizacyjnej itp. Paradoksalnie, Skwarczyński ideowe dziedzictwo romantyzmu zalecał uzupełnić praktyką niemal pozytywistyczną. My żyjemy w innej epoce /…/ Nasz czyn musi więc być „dopełnieniem w życiu własnym i sercu” – ale równie silnie musi być dopełnieniem w rzeczywistości nas otaczającej: w rzeczywistości materialnej i społecznej. /…/ musi naród polski przemienić misję swą na zadania konkretne, domagające się wykonania dziś i jutro – pisał w recenzji pracy Brzozowskiego.

***

Choć głównym przeciwnikiem politycznym i ideowym była dlań prawica, wkrótce skierował polemiczne ostrze również w stronę lewicy. Początkowo w PPS-ie i lewicujących stronnictwach chłopskich widział sojusznika, co miało wszak silne uzasadnienie w niedawnej przeszłości. Nie porzucił postulatów prospołecznych, popierał lewicowe rozwiązania ustrojowe, jak wybór prezydenta w wyborach powszechnych, był przeciwny instytucji Senatu. Uważał, że to lewica byłaby najlepszym gospodarzem kraju. Posiada ona ku temu racje moralne, jako ci, którzy popierali „insurekcjonistyczną” politykę wobec zaborców zamiast endecko-konserwatywnego lojalizmu, a także sformułowała wizję modernizacji państwa i społeczeństwa, dającą możliwość przezwyciężenia dystansu cywilizacyjnego wobec krajów, które rozwijały się bez jarzma niewoli.

Jednak tak, jak endecji zarzucał reprezentowanie interesów posiadaczy, tak i lewicę spotkała krytyka za to, że przedkłada interesy klasowe ponad dobro państwa. Naród dzieli się na klasy i interesy klas dotąd upośledzonych są tymi potężnymi dźwigniami, które podnoszą ku górze sprawę doskonalenia się społecznego narodu. Ale chodzi o to, by klasa, dochodząc do znaczenia i do władzy, umiała myśleć kategoriami obejmującymi całość sprawy narodu i państwa /…/. Żeby ciasno i egoistycznie pojęty interes klasy nie przysłaniał tego zadania naczelnego /…/ – pisał w 1920 r. Tymczasem, jego zdaniem, stronnictwa lewicowe przesadnie akcentowały interesy klasowe.

Na ów konflikt wpływ miały niewątpliwie względy przyziemne – socjaliści i lewica chłopska radzili sobie w niepodległej Polsce bez sojuszu z obozem Marszałka, w dodatku byli sceptyczni wobec militarystycznej „polityki wschodniej”. Natomiast piłsudczyków coraz bardziej marginalizowano – nie potrafili stworzyć reprezentacji parlamentarnej, tracili stanowiska w instytucjach państwowych, a sam Piłsudski był stopniowo odsuwany od wpływu na siły zbrojne.

Ale nie tylko w tym tkwiły przyczyny sporu. Jego sednem stała się walka z „partyjniactwem”, czyli z partykularnymi postawami oraz z przedkładaniem sloganów ponad konkretną pracę. W 1922 r. Skwarczyński pisał: Śmiało można rzucić dziś pytanie: czy np. dzięki frazesom „programowym” i /…/ stronnictwom politycznym /…/ choć jedna z dziedzin życia narodowego: polityka zewnętrzna, przemysł, szkolnictwo, armia, administracja, nauka, zyskała coś więcej oprócz kamieni na drodze; czy dzięki programom partii politycznych /…/ Polska zyskała choć jedną szkołę, jednego żołnierza czy armatę, jedną maszynę czy fabrykę. Takie stanowisko otwierało Skwarczyńskiemu drogę do stworzenia nowej jakości na gruncie polskiej myśli ideowo-politycznej.

***

Na początku 1922 r. powołał do życia kolejne pismo – dwutygodnik (później miesięcznik) „Droga”. Stało się ono teoretycznym organem obozu piłsudczykowskiego oraz miejscem kształtowania jego ideologii. Główne zręby linii programowej to oprócz oczywistego w tych kręgach kultu Piłsudskiego oraz afirmacji tradycji romantycznej, również znacznie bardziej nieszablonowe koncepcje. W sferze etycznej to przede wszystkim apoteoza Czynu i Pracy, przeciwstawionych determinizmowi i teoretyzowaniu. W sferze politycznej było to przedkładanie państwa i dobra publicznego nad partykularne interesy oraz – w wymiarze praktycznym – przeciwstawienie „partyjniactwu” i demokracji parlamentarnej silnej władzy, wspartej jednakże o mobilizację mas w organizacjach społecznych. W sferze ekonomii – radykalizm społeczny, jednakże w wersji „nieklasowej”, przybierający postać koncepcji etatystycznych w gospodarce oraz wątków syndykalistycznych w dziedzinie organizacji świata pracy.

W artykule programowym w pierwszym numerze „Drogi” zawarł Skwarczyński znamienne przesłanie. Życie dawne /…/ każe nam dziś /…/ nie sięgać wysiłkiem w jutro, /…/ ograniczyć się do Polski streszczonej w programach i ideałach sytego chama i sklepikarza, w myśli zapatrzonego w prawo do lenistwa proletariusza, w duchu dewotki i stróża porządku, chcących uzyskać prawo do świata bez wysiłku, bez trudu, raju niemocy /…/. Prawdę nowego życia ludzie ci /…/ chcą nagiąć do swoich wygód i spokoju. Ale ich czas już mija: Muszą wyrosnąć czynniki, które oczyszczą życie państwowe Polski z tego wszystkiego, co żeruje na rzeczywistym wysiłku kraju /…/. Musi powstać człowiek i warstwy, które /…/ rozsadzą /…/ zakrzepłe, zatęchłe z czasów jezuityzmu i racjonalizmu formy /…/ Przeciwstawią one produkowaniu nieudolnych moralnie i fachowo do czynu ludzi wychowanie wszystkich zdolności, sił fizycznych, moralnych i intelektualnych, wychowanie człowieka woli i czynu, człowieka pracy i myśli zbiorowej. /…/ Ilekroć w nowym wysiłku rozrosną się formy nowego życia, o ile mocniej odetchnie człowiek wolny i szerzej obejmie władzę nad światem – głośniej zahuczy maszyna, mocniej uderzy młot i dalej zagłębi się pług w ziemię oraną; o ile naród nasz, nie lękając się przemocy obcych, silniej wykuwać będzie organa życia i potęgi; o ile wyżej sięgnie uczucie i westchnienie człowieka ku Bogu; o ile głębiej wniknie myśl w tajnie żywota; pewni bądźmy: i pień twardy wieczysty drzewa, tradycja – i liść i kwiat doroczny, bunt – będą służyły Życiu wiecznemu, prawdzie.

Znamienna była też atmosfera w redakcji „Drogi”. Z okazji 10-lecia edycji pisma, Skwarczyński pisał: „Psychologia awangardy” – tak można by streścić postawę duchową „Drogi”; psychologia małej garści, wdzierającej się w nowe dziedziny, ale nie dla samej tylko rozkoszy nowych doznań i myśli, lecz w poczuciu, że za nią idzie z zamiarami trwałej budowy „siła główna”. Owa siła główna to oczywiście obóz piłsudczykowski.

***

Należał Skwarczyński do tej części swego pokolenia, której rozczarowanie odrodzoną Polską opisał w „Przedwiośniu” Stefan Żeromski. Wierzył, że niepodległa ojczyzna nie tylko wespnie się na wyżyny rozwoju, ale w dodatku dokona tego zgodną, wytężoną pracą ogółu obywateli. Zamiast tego przyszła szara rzeczywistość. Po latach pisał: Walka o władzę… pozorna: bo w niej o zaszczyty, o wpływy, o zyski, o satysfakcję wreszcie chodziło, a nie o odpowiedzialność. Wyścig demagogiczny partii – poniżający człowieka, bo ogłupiający go fantastycznymi hasłami i obietnicami w celu wyłudzenia dla siebie poklasku, popularności, mandatów. Wyścig do tanich zysków, karier, zaszczytów.

A na dodatek dezawuowanie znaczenia i marginalizowanie roli publicznej tych, którzy położyli podwaliny pod niepodległość. Obóz piłsudczykowski to dlań nie tylko bohaterowie wygranej batalii o wolną Polskę. Ich czyn zbrojny i postawa znamionowały coś znacznie większego – przezwyciężanie zastanych realiów, zdolność wyrośnięcia aktem własnej woli ponad siebie samego. Manifestem ideowym Skwarczyńskiego z owego okresu stał się artykuł z „Drogi” o znamiennym tytule „Historia posłuszna woli ludzkiej” – i równie znamiennym podtytule „W dziesięciolecie Legionów”. Autor kreśli w nim obraz legionistów jako grupy, która wbrew atmosferze epoki – „zatęchłej rupieciarni” – oraz uwarunkowaniom politycznym, osiągnęła wielki cel. Sami siebie zaczęli przetwarzać, kształcić, przerabiać na inną, nową miarę, na miarę wielkich zadań, wedle wymagań nowych, przyszłych czasów. /…/ poczuli się kadrami armii ujarzmionego narodu. Zmienili sposób życia, zmienili zamiłowania swe i zawody, zmienili obyczaje. /…/ Oto żywa i czynna wiara tych ludzi, wola i wytężona praca uczyniła ten cud, że ich dorobek wrósł korzeniami w rzeczywistość, zdołał uczynić sobie posłuszną historię, zdołał zapanować nad przyszłością. Praca ich ofiarna i jej rzetelne wyniki stały się sprawcami tego bardzo rzadkiego zjawiska: posłuszeństwa historii wobec woli ludzkiej /…/. /…/ uwierzywszy w swoją sprawę, natężywszy w jej kierunku swą wolę, /…/ szli na podbój jutra, by uczynić je takim, jakim ujrzeli je w swym „marzeniu” – a raczej w swym postanowieniu i planie.

Ten etos i ci ludzie powinni zatem „opanować” Polskę, jeśli wspiąć ma się ona na wyżyny, wbrew niekorzystnym, zdawałoby się, uwarunkowaniom. Jest to bowiem naturalna elita, o której pisał wręcz, że pod zaborami stanowiła jakby osobny, nieliczny, szlachetny naród. Już w 1921 r. na łamach „Rządu i Wojska”, Skwarczyński przeciwstawiał ich czyn ogółowi: Zbyt znikomo mała część narodu włożyła w sprawę niepodległości pracę i ponosiła dla niej ofiary. /…/ Ogół narodu odczuł uzyskanie niepodległości jako dar, a przeto nie doceniał jej wagi, nie mógł traktować jej jako rzeczy z własnej krwi i kości zrodzonej. /…/ Tę zatem lukę w psychice naszej /…/ zapełnić musi ów okres nowy /…/ systematycznej, budującej pracy. /…/ Do tej pracy trzeba nie mniejszej mocy moralnej, nie mniejszego rozpędu i nie mniejszej odwagi niż do walki orężnej. Muszą do niej /…/ stanąć ci ludzie, którzy najwięcej okazali dojrzałości narodowej, najwięcej zrozumienia istoty i potrzeby samodzielnego bytu i najwięcej wartości moralnych. Dźwignęli oni wśród pożogi miecz Polski, narzucili światu i narodowi swemu, zgnuśniałemu w niewoli, prawo jego bytu. Teraz w dumnym jego cieniu rozpocząć muszą orkę i zasiew, bo to tylko druga postać tej samej pracy. Innymi słowy: dowódcy z lat wojny powinni zostać liderami w czasie pokoju.

***

W 1924 r. Skwarczyński przewodził próbie powołania politycznej reprezentacji tego środowiska – Konfederacji Ludzi Pracy. Nie wyszła ona jednak poza stadium organizacyjne i programowe. Realia były niekorzystne – piłsudczycy coraz bardziej tracili wpływ na politykę państwa, głównie na rzecz znienawidzonej endecji. Punktem zwrotnym stał się przewrót majowy.

Redaktor „Drogi” należał do ścisłego grona doradców Marszałka, którzy zostali wtajemniczeni w plany zamachu. Tydzień po przejęciu władzy przez piłsudczyków zaczął Skwarczyński wydawać pismo „Nakazy Chwili”, które opatrzył podtytułem „Sprawie Rewolucji Moralnej w Polsce”. W ostrych słowach chłoszcze w nim prawicę, wychwala nową władzę, zapowiada daleko idące przemiany społeczne. Żywot pisma nie trwa długo. Piłsudski jest pragmatykiem, ogłasza, że zrobił „rewolucję bez rewolucyjnych konsekwencji”, nie podejmuje wielkich reform, a w pierwszym szeregu jego ekipy stają raczej technokraci i organizatorzy niż ideowcy. Skwarczyński usuwa się w cień, jednak nie żywi urazy – przekonany o geniuszu Piłsudskiego, uważa też, że to dopiero początek zmian, które potrwają lata i stopniowo obejmą wszelkie dziedziny życia. Chce służyć „nowej Polsce” bez ambicji wysuwania się na czoło i z ufnością, że jego wizje będą realizowane prędzej czy później.

Przewrót majowy to dla niego punkt zwrotny w dziejach kraju. Oczywiście nie bez znaczenia jest sam triumfalny powrót obozu piłsudczykowskiego do władzy, jednak „rewolucja majowa” to dla Skwarczyńskiego coś o wiele bardziej istotnego. Przede wszystkim postrzega powodzenie akcji Marszałka jako potwierdzenie teorii o znaczeniu siły woli w kształtowaniu rzeczywistości. To niejako powtórka czynu legionowego, gdy zdeterminowana garstka wbrew, zdawałoby się, zdrowemu rozsądkowi i niekorzystnym okolicznościom, osiągnęła swój cel.

Przewrót majowy zajmuje miejsce w jego wizji dziejów Polski jako kraju, gdzie rozwój dokonuje się w sposób skokowy, dzięki natężeniu siły sprawczej, przeciwko ograniczeniom sytuacyjnym i determinizmowi. W programowym tekście „Prawda jedyna o czynie ludzkim” głosi: Gdzież więc – jeśli nie tu prawda czynu, ta prawda, która u nas już tyle razy w świetnych blaskach zorzy „romantycznej” świeciła, gdzież więc, jeśli nie tu ta prawda objawiona człowiekowi być powinna? Gdzież jeśli nie tu. Tu były puste i szare epoki, tu był leniwy i bierny ogół. A na tym tle heroizm ludzki zmagał się z szarzyzną i biernotą – samotny tak, jak samotny jest człowiek we wszechświecie i tak zuchwale dumny, jak dumnym stanie się człowiek, gdy pojmie, że prawda jest tylko w jego czynie.

Warto wspomnieć, jak Skwarczyński postrzegał swoje środowisko. W liście otwartym do Tadeusza Hołówki pisał: Tymi odpowiedzialnymi pionierami nowej przyszłości – możemy /…/ być tylko my. Co znaczy to „my” – wiesz dobrze. Nie jest to partia żadna, ani organizacja, jawna czy tajna. /…/ Są to ludzie Nowej Polski, ci, którzy niepodległymi /…/ byli już przed wojną, bo ich dusz niewola ani nie spodliła, ani nie wyjałowiła, ludzie, którzy /…/ mają w sobie niepohamowany pęd naprzód i głęboką pogardę dla wszelkiego „interesu” /…/.

Jak pisał Leszek Kamiński, wedle Skwarczyńskiego Mandat do władzy w Polsce daje piłsudczykom właśnie to, że są oni spadkobiercami romantyków /…/. Moralne prawo do „rządu dusz” daje Piłsudskiemu i legionistom fakt, że oni właśnie urzeczywistnili swoją walką Mickiewiczowskie hasło „mierz siły na zamiary”, że stanęli jak opisani przez poetę „ludzie szaleni”, wbrew „ludziom rozsądnym” /…/. Dorobku moralnego Legionów nie można zaprzepaścić, trzeba go w narodzie upowszechnić. Stąd właśnie wzięła się Skwarczyńskiego koncepcja „rewolucji moralnej”. Przewrót majowy miał wyzwolić nowe siły etyczne w narodzie, podciągnąć go w górę, ku wyżynom, na których znajdowali się wedle niego dawni legioniści, a w ten sposób na nowe tory pchnąć całą Polskę.

Wyszedłszy od wspomnianej tezy o „dwóch narodach”, tj. bojowej i szlachetnej garstce, która wywalczyła niepodległość, oraz biernej większości, której wolna Polska „spadła z nieba”, przekonywał Skwarczyński, iż: Rewolucji moralnej naród, opętany biernością, nie podjął. Podjął ją Piłsudski, ale dokończyć i utrwalić musi ją naród, bo inaczej nie byłaby ona rewolucją moralną. /…/ w tej chwili hasłem być musi: „Wszystko dla Polski i jej odrodzenia – nic dla Polaków”. Polacy zbyt długo gnuśnieli w bierności, by w tej chwili jedynym dla nich nakazem nie było tylko to jedno: ofiara. Ofiara z dóbr osobistych, z pragnień i aspiracji najsłuszniejszych na rzecz państwa, które zbiorowym wysiłkiem uczynić musimy przybytkiem najwyższego podniesienia duchowego i twórczego wszystkich obywateli i narzędziem walki o najszczytniejszą przyszłość narodu i ludzkości. W 1933 r. przekonywał, że Sprawa kształtowania duszy nowego człowieka, będąc najtrudniejszą, jednocześnie jest najbardziej zasadniczą, podstawową. Wiara, że fakty materialne, przemiany ekonomiczne kształtują automatycznie nowy typ człowieka, zbankrutowała. /…/ Trwałą podstawą pomyślnej przyszłości w rozwoju materialnym i organizacyjnym, oraz pięknych zdobyczy w dziedzinie ideowej i kulturalnej będą tylko charaktery ludzi.

Jan Hoppe pisał: Dla Skwarczyńskiego nade wszystko jasnym było to, że zły człowiek nie zdoła tworzyć rzeczy dobrych i pięknych, że żądni zysków i pragnący dobrych interesów ludzie, nie stworzą tej innej, nowej, tak patetycznie zapowiadanej i idealistycznie pojmowanej przyszłości.

***

Polem i zarazem narzędziem rewolucji moralnej miał stać się czyn, który w epoce niepodległości powinien przybrać postać pracy – nad sobą oraz dla dobra ojczyzny, wzajemnie się dopełniając. Mamy zbudować nową Polskę i nowego w Polsce człowieka. Tej budowy nie zaczniemy wznosić samym umysłem, samym myśleniem, samymi ideami, programami. /…/ Budowa ta bowiem odbywa się przez wyrabianie charakterów i moralności, a te wartości można tylko wypraktykować. Skwarczyński uważał, że w czasie pokoju należy krzewić wzorce „małego heroizmu”. Typy sportowców-lotników Żwirki i Skarżyńskiego, konstruktora Wigury /…/ są typami niepodległymi przyszłości, a rodzić się mogą i rodzą się coraz częściej w każdym zawodzie. Typ tego bezrobotnego, który na pożyczkę narodową przyniósł przechowane od lat złote monety, bo chciał wzmocnić /…/ państwo, jest typem moralnym tej samej rasy – przekonywał.

Pracę rozumiał dwojako. Nie tylko o wysiłek każdego Polaka z osobna mu chodziło, nie tylko o zespolenie owych wysiłków w dzieło zbiorowe. Polska miała stać się „państwem pracy” (taki tytuł przybrał nb. organ prasowy Legionu Młodych, którego „guru” był – o czym później – Skwarczyński). W 1923 r. z goryczą pisał w „Drodze”, iż wbrew wszelkim szumnym hasłom, głoszonym wszędzie i przez wszystkich, praca, w żadnej swej postaci, nie daje dziś w Polsce ani siły, ani znaczenia, ani honoru, nie zapewnia nawet możności życia i utrzymania. Panuje natomiast kapitał i to nawet nie kapitał produkcyjny, ale kapitał spekulacyjny i pasożytniczy. Tymczasem, jak streszczał jego poglądy Hoppe, Praca musi wyznaczać miejsce w życiu, a nawet w hierarchii społecznej.

Polska miała stać się krajem, w którym zaznaczy się przewaga Pracy nad Kapitałem – nie na darmo przewrót majowy określał Skwarczyński mianem „rewolucji żołnierskiej i robotniczej”. Choć on sam nie formułował szczegółowych wskazówek w tej dziedzinie – tym zajmowali się jego współpracownicy, jak ideolog polskiego etatyzmu, Stefan Starzyński, a cały zespół „Drogi” inicjował takie wydarzenia, jak np. monumentalne wydawnictwo „Na froncie gospodarczym” – to rozproszone wzmianki nie pozostawiają wątpliwości w kwestii jego poglądów. W 1928 r. stwierdzał: Linia postępowania obozu „piłsudczyków” w tych sprawach jest ustalona; /…/ a streszcza się w roli państwa nie tylko jako regulatora życia ekonomicznego, lecz jako czynnika inwestującego i kierującego nim – w imię interesów ogółu, a mimo lub nawet wbrew interesom partykularnym prywatno-kapitalistycznym.

Nie znaczy to, że Skwarczyński zajmował stanowisko klasowe, bliskie socjalistom. Był to raczej swoisty solidaryzm narodowy – swoisty, bo zakładający prymat świata Pracy, jednak mającego na uwadze dobro wspólne, stan państwa. Reforma społeczna oprzeć się u nas będzie mogła nie na zwycięstwie siłą jednej klasy nad innymi /…/, chociażby to nawet było zwycięstwo „klas pracujących”. Oprze się ona na gruntownej zmianie stosunku człowieka do zawodu swego i warsztatu, jako nie do środka zarabiania na życie, ale do instrumentu wybranej z powołania twórczości – pisał tuż po przewrocie majowym we wspomnianym liście do Hołówki.

Właśnie w tej kwestii zaciągnął największy dług ideowy u Brzozowskiego, który postulował „przetworzenie pracy z musu w przedmiot miłości i swobody”. W całej logice dzisiejszego porządku społecznego i /…/ panującej ideologii – tak mieszczańskiej, jak i robotniczej – praca nie jest połączona wewnętrznymi węzłami ze swym przedmiotem, z produktem – jest odeń moralnie oderwana, jest on dla niej obojętny – pisał Skwarczyński w artykule „Rola inteligencji w ruchu zawodowym świata pracy”. Zmiana tego stanu rzeczy nie zależy jednak tylko od reform socjalnych, przeobrażenia stosunków własnościowych czy od polepszenia warunków pracy. Musi ona stać się także przedmiotem wytężonych wysiłków samych pracowników najemnych i ich organizacji zawodowych. Relacja człowiek – praca, musi objąć aspekt etyczny, duchowy, nie tylko materialny. Pracownik powinien doskonalić się w wykonywaniu swych obowiązków, wkładać w nie serce, zaś związki zawodowe mają za zadanie nie tylko dbałość o warunki zatrudnienia, lecz także działalność edukacyjną i wychowawczą, by ułatwić zawodowe doskonalenie siebie oraz metod i warsztatów swej pracy i w ten sposób przetworzyć ludzi pracy z najemników na twórców.

***

Piłsudczycy, a wśród nich Skwarczyński, byli przekonani, iż dobrem najwyższym jest państwo. Ta „świętość” to zarówno efekt odzyskania niepodległości oraz odczuwanego zagrożenia ze wschodu i zachodu, ale także skutek przekonania, że państwo i jego wysiłki są kluczową płaszczyzną organizacji życia narodu. Obóz ten krytycznie traktował wszelkie pomysły spod znaku „państwa-minimum”, motywowane czy to gospodarczo, czy z punktu widzenia swobód obywatelskich. Uważano, że tylko silne i sprawne państwo zapewni właściwy rozwój Polsce i jej mieszkańcom. Ponieważ jednak państwo było w ich odczuciu słabe – zarówno z instytucjonalnego, jak i mentalnego (skutek dziedzictwa zaborów) punktu widzenia – uważali, że konieczne są wzmożone wysiłki na rzecz jego wzmocnienia.

Skwarczyński u schyłku lat 20. krytykował stanowisko, zgodnie z którym Mówi się ciągle obywatelowi o obowiązkach, jakie wobec niego ma rząd i państwo, ale przemilcza się systematycznie obowiązki obywatela /…/. Kwintesencję jego poglądów na to zagadnienie stanowi podsumowanie pracy zbiorowej „Pod znakiem odpowiedzialności i pracy”, będącej zapisem dyskusji organizowanych pod kierunkiem Skwarczyńskiego. Pisał tam następująco: Zawsze mówmy ludziom w pierwszym rzędzie o ich obowiązkach, a nie o uprawnieniach. /…/ Wykreślić z naszego słownika słowa „Protestujemy” i „Żądamy” – i zastąpić je słowami: „Dążymy”, „Pracujemy”. Wykreślić słowo „Interes”, nawet w znaczeniu „interes zbiorowy” – a zastąpić je słowem „Służba”.

Nie oznacza to, że redaktor „Drogi” uważał, iż „jednostka niczym”, że państwo powinno być „totalne”, a obywatele posłusznym stadem owiec. Stworzył koncepcję, która stanowiła „trzecią drogę” między liberalną demokracją parlamentarną a totalitarnymi reżimami faszystowskimi i komunistycznymi. Nazwał ją „uspołecznieniem państwa”. Termin ten zaczerpnął od jednego z prominentów obozu piłsudczykowskiego, Walerego Sławka, jednak znacznie rozwinął i pogłębił jego koncepcję. Uważał, że państwo jest silne nie wtedy, gdy odbierze obywatelom ich inicjatywę, lecz gdy potrafi powiązać ją z celami ponadpartykularnymi. Chodziło o stopniowe rozkładanie odpowiedzialności za państwo na szerokie sfery zorganizowanego społeczeństwa /…/ na barki związków społecznych: gospodarczych /…/, zawodowych /…/, oświatowo-kulturalnych, wychowawczo-wojskowych itd. W tekście „O podstawy demokracji” przekonywał, że /…/ wciągnąć musimy do współpracy wszystkich ludzi, posiadających dobrą wolę i ambicję twórczą, których niejednokrotnie dzielą dzisiaj różne hasła i przekonania, a których złączą dyscyplina moralna zaufania, poszanowanie człowieka i kult „wielkiego zbiorowego obowiązku”.

Jak wspomniałem, redaktor „Drogi” negatywnie oceniał „rozdrapywanie” Polski przez grupy interesu skupione w stronnictwach politycznych. Zapewne część tej niechęci wynikała z fiaska piłsudczykowskich projektów partyjnych, jednak towarzyszyła jej bardziej wnikliwa diagnoza. Zgrupowani wokół „Drogi” autorzy – w tym czołowy polski ideolog syndykalizmu, Kazimierz Zakrzewski, autor książki „Kryzys demokracji” – uważali, że wyczerpała się dotychczasowa formuła polityczna. Kryzys demokracji jest faktem przede wszystkim w znaczeniu przeżycia się obowiązującej w niej ideologii oraz zbankrutowania form organizacyjnych – pisał Skwarczyński w 1926 r. Uważał, że zdobycz rewolucji francuskiej, jaką było wyrwanie człowieka z ograniczeń ancien régime’u, została w demokracji parlamentarnej zatracona wskutek „masowego” postrzegania obywateli-wyborców. Zwycięstwo takiego czy innego programu miało być osiągnięte drogą liczby: takim czy innym głosowaniem. Większość miała być tym, co załatwi sprawę. /…/ Liberalizm zmarnował zdobycz Wielkiej Rewolucji: wyzwolenie człowieka; nie wciągnął tego człowieka w ustrój społeczny, tylko jego surogat: abstrakcyjną jednostkę. Toteż zadaniem /…/ jest wcielić pełnego, odpowiedzialnego człowieka w pracę zespołową – przekonywał w 1932 r. w piśmie „Jutro Pracy”.

Już 10 lat wcześniej konstatował, że coraz powszechniejsze jest znienawidzenie partii i ich polityki sejmowej natomiast coraz wyraźniejsze – obejmowanie życia publicznego przez organizacje społeczne /…/. Rozwijają się świetnie i koncentrują związki samorządów wiejskich i miejskich, zamiast „stronnictw” ludowych coraz silniej do głosu dochodzą chłopskie zrzeszenia gospodarcze i kulturalne, zamiast partii robotniczych analogiczne organizacje robotnicze /…/. To właśnie miało stać się podstawą nowego ustroju. Skwarczyński parlamentarnej demokracji frazesu, demokracji niwelującej, demokracji poniżającej człowieka przeciwstawiał demokrację realizacji, rozciągającą się nie tylko na uprawnienia polityczne, ale również na życie zarówno w samorządach lokalnych, jak i gospodarczych, na życie kulturalne, gospodarcze, zawodowe, oświatę, wciągając najszersze warstwy jako świadomego, odpowiedzialnego współtwórcę /…/.

W artykule programowym „Uspołecznienie państwa” pisał: Przewrót majowy odsunął /…/ demokrację starego typu: /…/ partii, werbalnych „programów”, nieobowiązujących haseł /…/. Otworzył natomiast możliwości dla nowej formy współpracy społecznej – tej, która gardząc werbalizmem pisanych programów, organizuje zespoły konkretnej pracy; tworzy dobra rzeczywiste, materialne i kulturalne – i ma ambicję demokratyzować społeczeństwo nie tylko politycznie, lecz również i gospodarczo i kulturalnie /…/.

***

Dziwnie brzmi dzisiaj apoteoza demokracji – choćby nieparlamentarnej – w wykonaniu ideologa obozu sanacyjnego. Skwarczyński odrzucał jednak tezę, że porządek polityczny ustanowiony w efekcie przewrotu majowego, jest dyktaturą. Był przekonany, iż rządy piłsudczyków są odległe od tego modelu, stanowiąc typowo polską, nową jakość. /…/ rządy nasze mają na ogół o wiele mniej „silną rękę”, niż gdzie indziej rządy najbardziej demokratyczne czy liberalne.

W tekście „Myśl wychowawcza Piłsudskiego” przekonywał, iż /…/ jego ideał wychowawczy zmierza do urobienia człowieka własnowolnego i własnowolnego społeczeństwa, do wydobywania z ludzi i ze społeczeństwa czynu. Nie nakazywania /…/, ale /…/ stawiania człowieka i społeczeństwa w takim położeniu, w którym rodzi się decyzja, poczucie odpowiedzialności i czyn. Na łamach „Jutra Pracy” dodawał: Zaledwie znajdzie się w sytuacji dyktatora (listopad 1918, maj 1926, „Brześć”), natychmiast z sytuacji tej wyciąga konsekwencje wprost przeciwne: demokratyczne, liberalne, konstytucyjne. Zaledwie konsekwencje te ujawniać zaczynają swe sprzeczne z postulatem odpowiedzialności oblicze, rzuca im pod nogi „dyktatorskie” gesty. Bo w gruncie rzeczy przez cały czas chodzi mu o tę rzecz /…/, która nie mieści się ani w liberalnej demokracji, ani w dyktaturze. Chodzi mu właśnie o odpowiedzialność ludzi /…/.

Jego zdaniem, „władczość” Piłsudskiego ma specyficzny rys, wynikający z polskiej tradycji. Kluczowe były tu doświadczenia powstania styczniowego, które Marszałek wnikliwie studiował. Wówczas władza obywała się bez przymusu, którego organów Rząd ów nie posiadał, tylko przez nacisk i autorytet moralny /…/. Wedle niego, Piłsudski wcielił tę ideę w życie w czasach Legionów i POW, które również nie posiadały żadnych uprawnień administracyjno-decyzyjnych, a cały posłuch wynikał z moralnego autorytetu inicjatyw i ich twórców. Rok 1863, Legiony, a zwłaszcza POW /…/ – we wszystkich tych momentach /…/ objawia się zbiorowa inspiracja, polegająca /…/ na tym, że zbiorowością natchnioną rządzi nakaz nie formalno-prawnej, lecz moralnej natury, nakaz, który przyjmowany jest przez „podwładnych” bez przymusu, w sposób zupełnie dobrowolny – pisał w „Prawdzie jedynej…”. Oczywiście w warunkach odzyskanej niepodległości i istniejącego aparatu państwowego, nie jest ani możliwa, ani pożądana sytuacja całkowitej dobrowolności postaw i poczynań obywateli, jednak wedle Skwarczyńskiego obóz piłsudczykowski i jego lider nie dążą do typowej dyktatury. Ich ideałem jest władza silna, a na dobrej woli oparta.

Z takich właśnie pozycji – minimalizowania przymusu instytucjonalnego oraz kładzenia nacisku na wychowanie, dobrowolną przemianę moralności obywateli – krytykował ustroje totalitarne: faszyzm i komunizm: Odrzućmy sztywność i „zasadniczość” obu tych eksperymentów, wyzwólmy się z lenistwa umysłowego, które stwarza u nas co chwila modę to na sowiety, to na faszyzm, modę szkodliwą i głupią.

***

W styczniu 1927 r. Adam Skwarczyński objął kierownictwo referatu społecznego w Kancelarii Cywilnej Prezydenta RP. Jego służbowe mieszkanie na Zamku Królewskim stało się placówką organizacyjną propiłsudczykowskich inicjatyw. Wieś, ruch zawodowy, młodzież robotnicza, szkolna i akademicka, instytucje oświatowo-kulturalne, wydawnictwa, konferencje porozumiewawcze tu znajdują swe ognisko, ducha i plan działania – pisał Bolesław Wasylewski.

Już w 1922 r. Skwarczyński współtworzył Powszechny Uniwersytet Korespondencyjny, pomagający poszerzać wiedzę osobom z prowincji oraz pracującym mieszkańcom dużych miast. Po przewrocie majowym inicjował lub czynnie wspierał kolejne organizacje społeczne, m.in. Związek byłych Więźniów Ideowych, Organizację Młodzieży Pracującej, Instytut Oświaty i Kultury, Unię Związków Pracowników Umysłowych. Pod jego kierownictwem powstał „Atlas organizacji społecznych”.

Kluczowe były dlań jednak organizacje młodzieżowo-wychowawcze. Uważał, że „rewolucja żołniersko-robotnicza” w pełni dokona się wtedy, gdy dominującą rolę w Polsce zacznie odgrywać generacja „ludzi pomajowych”, nie obarczona nawykami i wzorcami pokolenia swoich rodziców. Dlatego też gros wysiłku poświęcił pracy formacyjnej w środowiskach młodzieżowych. Na początku 1930 r. inspirował utworzenie Legionu Młodych – Akademickiego Związku Pracy dla Państwa. Organizacja ta, o charakterze elitarnym, była w zamierzeniu placówką formacyjną w środowisku studenckim, a od 1932 r., po zmianie nazwy na Związek Pracy dla Państwa – Legion Młodych, również wśród młodzieży robotniczej i urzędniczej. Legion Młodych głosił – jak pisze Zbigniew Osiński – hasła antynacjonalistyczne, antykapitalistyczne, antyklerykalne i antyniemieckie, opowiadał się za ograniczeniem własności prywatnej, ustanowieniem silnej kontroli państwa nad gospodarką, planowaniem gospodarczym, uniezależnieniem się od kapitału zagranicznego, a także /…/ potrzebę reform społecznych. Skwarczyński wchodził w skład tzw. Senioratu, czyli grupy wspierająco-doradczej LM. Innym środowiskiem tego typu, z którym współpracował, była grupa związana z tygodnikiem „Jutro Pracy” o orientacji piłsudczykowsko-nacjonalistyczno-syndykalistycznej, wywodząca się ze związków zawodowych pracowników umysłowych.

W 1932 r. rozpoczęła działalność Straż Przednia – Organizacja Pracy Obywatelskiej, również powołana z inicjatywy Skwarczyńskiego. Była przeznaczona dla osób w wieku 15-21 lat i miała za zadanie wychowywać w duchu wskazań redaktora „Drogi” uczniów szkół średnich. Ważną rolę w jej działaniach pełniły zajęcia samokształceniowe oraz praktyczne – wychowanie poprzez pracę i czyn. Skwarczyński był trzy lata prezesem organizacji, redagował także jej organ – miesięcznik „Kuźnia Młodych”. SP i redakcja „KM” były inicjatywami, w które włożył mnóstwo energii i wysiłku. Nieco mniej, lecz także sporo zaangażowania poświęcił Centralnemu Komitetowi ds. Młodzieży Wiejskiej, którego był przewodniczącym. W 1934 r. powołał Towarzystwo Wiejskich Uniwersytetów Regionalnych.

Nie zaniedbał też pracy formacyjnej wśród osób bardziej dojrzałych. Wieczory dyskusyjne organizowane pod jego kierownictwem gromadziły intelektualną elitę obozu piłsudczykowskiego. Na początku lat 30. formułował wizje nowej elity państwowej, wyłonionej w oparciu o dorobek w pracy na rzecz państwa, nie zaś wedle pochodzenia społecznego czy zamożności. Inspirowany tyleż elitaryzmem dawnych legionistów, co projektem Abramowskiego „Związek Rycerzy Polski”, powołał w 1930 r. niejawny Zakon Dobra i Honoru Polski. Aleksander Ivánka pisał o tej organizacji, iż stawiała sobie za cel wypracowanie zasad nowego ustroju, przede wszystkim opierając się na zasadach moralnych i podporządkowując interesy osobiste interesom państwa.

***

Pod koniec lat 20. odnowiły się u niego powikłania związane z gruźlicą. Szybki rozwój choroby sprawił, że w 1929 r. musiał poddać się amputacji obu nóg. Przykuty do wózka inwalidzkiego, nie zaprzestał intensywnej pracy, a wręcz można odnieść wrażenie, iż podwoił dotychczasowe wysiłki. Po kilku latach nastąpił jednak kolejny silny nawrót choroby. Adam Skwarczyński zmarł 2 kwietnia 1934 r. Do już posiadanych Krzyża Virtuti Militari, Krzyża Walecznych i Krzyża Niepodległości pośmiertnie dodano Wielką Wstęgę Orderu Polonia Restituta.

Na jego dorobek ideowy kładzie się dwuznaczny cień w postaci silnych powiązań z obozem władzy, któremu zdarzało się podejmować decyzje zasługujące na krytykę czy wręcz – jak np. sprawa procesów „brzeskich” – haniebne. Na pewno idealizm Skwarczyńskiego zderzał się z twardymi realiami oraz z niedoskonałościami personalnymi członków elity władzy. Gdy on widział w piłsudczykach niemalże zakon świętych mężów, zdarzali się tam również cynicy, karierowicze, osoby nieudolne czy czerpiące splendor z dawno minionej legionowej szlachetności. Gdy uzasadniał ograniczanie „partyjniactwa” dobrem państwa, jego towarzysze widzieli w tym poręczny instrument eliminowania politycznej konkurencji, a w obozie rządzącym odtwarzały się wszelkie cechy systemu partyjnego, tyle że w postaci frakcji i nieformalnych klik. Gdy Skwarczyński wprowadzał dychotomię piłsudczyków i reszty, przypisując im biegunowo przeciwne kwantyfikatory, z całym dobrodziejstwem inwentarza akceptował również osoby miernej kondycji intelektualnej i moralnej, a odrzucał wiele szlachetnych postaci – w tym własnych dawnych towarzyszy i współpracowników – które również chciały i potrafiły służyć Polsce, tyle że niekoniecznie w „jedynie słusznych” szeregach.

Na rzecz Skwarczyńskiego przemawiają jednak nie tylko cenne i wciąż aktualne elementy dorobku intelektualnego, ale również cechy osobowościowe i postawa, które przekreślają sporą część zasygnalizowanych wątpliwości. Cieszył się szacunkiem nawet wśród przeciwników politycznych, mając opinię człowieka krystalicznie uczciwego i ideowego. Przykładowo, Karol Popiel, lider przedwojennej chadecji, który sanacji „zawdzięczał” m.in. proces polityczny i więzienie, pisał o Skwarczyńskim, że był jednym z tych bardzo nielicznych „starych piłsudczyków”, którzy rozumieli, iż nie wystarczy zdobyć zbrojnie władzę w państwie, by rządzić narodem, ale trzeba mu dać wizję lepszej przyszłości i wychować odpowiedni zespół ideowych pracowników, którzy by ją wcielali w życie. Daria Nałęcz, oceniając jego życie po latach i z dystansem badacza, stwierdziła, że wyróżniał się /…/ wyjątkową wręcz bezinteresownością osobistą. Nie wzbudzały jego pożądania żadne dobra materialne. Nie przejawiał ambicji zrobienia kariery. Nie ciągnęły go wielkie gabinety, lśniące limuzyny i kłębiące się tłumy petentów. W przeciwieństwie do wielu swych kolegów wiódł życie niezwykle skromne, wręcz ascetyczne. Sprawiał wrażenie człowieka, który w pełni oddał się wielkim sprawom ideowym. Na łamach „Państwa Pracy” wychowankowie z Legionu Młodych żegnali go tak: Był dla nas tym większym autorytetem, że zasadzie Czynu, Odpowiedzialności i Honoru podporządkował przede wszystkim i bez reszty całe swoje życie osobiste i całą swą publiczną działalność.

Bibliografia (ważniejsze pozycje):

  • Andrzej Chojnowski, Piłsudczycy u władzy. Dzieje Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1986.
  • Jacek Czajkowski, Jacek M. Majchrowski, Adam Skwarczyński (3 XII 1886 – 2 IV 1934) /w:/ tychże, Sylwetki polityków Drugiej Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Znak, Kraków 1987.
  • Andrzej Garlicki, Od maja do Brześcia, Czytelnik, Warszawa 1981.
  • Jerzy Holzer, Mozaika polityczna Drugiej Rzeczypospolitej, Książka i Wiedza, Warszawa 1974.
  • Jan Hoppe, Adam Skwarczyński /w:/ tegoż, Wierzyłem… (artykuły), Nakładem Wydawnictwa „Jutra Pracy”, Warszawa 1938.
  • Jan Hoppe, Adam Skwarczyński. Myśli o związkach zawodowych, Organizacja Młodzieży Pracującej, Warszawa 1934.
  • Jan Hoppe, Wspomnienia, przyczynki, refleksje, Odnowa, Londyn 1972.
  • Aleksander Ivánka, Żołnierz Dobra i Honoru Polski /w:/ Wspomnienia o Stefanie Starzyńskim, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1982.
  • Leszek Kamiński, Romantyzm a ideologia. Główne ugrupowania polityczne Drugiej Rzeczypospolitej wobec tradycji romantycznej, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, Wrocław 1980.
  • Kazimierz Koźniewski, Zamknięte koła. Wspomnienia z lat 1929-1945, tom I, wydanie II przejrzane i uzupełnione, Wydawnictwo Literackie, Kraków – Wrocław 1984.
  • Władysław T. Kulesza, Koncepcje ideowo-polityczne obozu rządzącego w Polsce w latach 1926-1935, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1985.
  • Teodor Ładyka, Polska Partia Socjalistyczna (Frakcja Rewolucyjna) w latach 1906-1914, Książka i Wiedza, Warszawa 1972.
  • Andrzej Micewski, W cieniu marszałka Piłsudskiego. Szkice z dziejów myśli politycznej II Rzeczypospolitej, Czytelnik, Warszawa 1968.
  • Daria Nałęcz, Sen o władzy. Inteligencja wobec niepodległości, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1994.
  • Daria Nałęcz, Wstęp do: Adam Skwarczyński, Od demokracji do autorytaryzmu, Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa 1998.
  • Tomasz Nałęcz, Polska Organizacja Wojskowa 1914-1918, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Polska Akademia Nauk – Wydział I Nauk Społecznych, Wrocław 1984.
  • Zbigniew Osiński, Janusz Jędrzejewicz – piłsudczyk i reformator edukacji (1885-1951), Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2007.
  • Karol Popiel, Droga ideowego piłsudczyka /w:/ Jerzy Braun, Karol Popiel, Konrad Sieniewicz, Człowiek ze spiżu, Odnowa, Londyn 1981.
  • Marian Stępień, Spór o spuściznę po Stanisławie Brzozowskim w latach 1918-1939, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1976.
  • Adam Skwarczyński, Od demokracji do autorytaryzmu, Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa 1998.
  • Adam Skwarczyński, Myśli o nowej Polsce, Biblioteka Drogi, prawdopodobnie Warszawa 1930.
  • Adam Skwarczyński, Wskazania, Nakładem Straży Przedniej, Warszawa 1934.
  • Bolesław Wasylewski, Adam Skwarczyński – życiorys /w:/ A. Skwarczyński, Wskazania, Nakładem Straży Przedniej, Warszawa 1934.
  • Bohdan Urbankowski, Filozofia czynu. Światopogląd Józefa Piłsudskiego, Wydawnictwo Pelikan, Warszawa 1988.
  • Iwo Werschler, Tadeusz Hołówko. Życie i działalność, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1984.
  • W. Z. (Wacław Zagórski), Autorytet moralny, „Państwo Pracy” nr 13/1934 (8 kwietnia).
komentarzy