Ekonomia optymizmu

·

Ekonomia optymizmu

·

Polityki gospodarcze wielu państw europejskich ukazują w czasie kryzysu (a często także i przed nim) swoje ideologiczne oblicze, napędzane irracjonalnymi doktrynami ekonomicznymi. Coraz bardziej widoczna nieskuteczność strategii „zaciskania pasa” przyczynia się do narastającej krytyki dominującej ideologii neoliberalnej i jej praktycznych zastosowań. Nie bez słuszności pojawia się w tym kontekście zarzut „zapominania o człowieku”, o bezdusznej, technokratycznej realizacji cięć oszczędnościowych, bez zważania na społeczne efekty tych działań.

Dehumanizacja ekonomii jest rzeczywiście największą bolączką i głównym wyzwaniem dla teoretyków i praktyków polityki gospodarczej. Dzieje się tak nie tylko – i nie przede wszystkim – z powodu braku wrażliwości na realne ludzkie problemy, której często brakuje przy spisywaniu na papierze „odważnych” tzw. reform budżetowych, drastycznie ograniczających usługi publiczne i skutkujących materialną degradacją szerokich rzesz. Dzisiejsza ekonomia jest martwa i niekompetentna przede wszystkim ze względu na niezrozumienie roli kluczowego czynnika tworzącego bogactwo: człowieka. Właśnie na zrozumieniu ducha Postępu, rozwojowej misji ludzkości opiera się – bardziej niż na jednostkowych doświadczeniach sukcesów poszczególnych państw – sedno bogacenia się społeczeństw i poprawy ich warunków życia.

Doświadczenia historyczne dość jednoznacznie wskazują na absurdalność leseferystycznej, antypaństwowej teorii tworzenia bogactwa narodów. Kraj po kraju, państwo po państwie, od USA, przez Niemcy, po Koreę Południową i Japonię, historie gospodarczego sukcesu nieodzownie związane były z rozumną, intencjonalną polityką państwową1. Jednak poleganie na doświadczeniach historycznych nie do końca spełnia rolę przekonującego dowodu na słuszność tego prądu myśli ekonomicznej, który zostanie opisany. Po pierwsze, dlatego, że zastępy fanatycznych zwolenników zwodniczych ideologii przeciwstawiają twardym faktom historycznym „eksperymenty myślowe”, udowadniające rzekomo nadrzędną wartość wolnego rynku, bądź też zapewniają o nieuchronności znacznie szybszego rozwoju, jeśli historia potoczyłaby się inaczej, „gdyby państwo nie przeszkadzało”. Brak jakiejkolwiek możliwości empirycznej weryfikacji radykalnego liberalizmu został zresztą wprost przyznany przez Ludwiga von Misesa, „papieża” libertarianizmu2.

Bardziej istotny jednak niż przekonanie naiwnych pomocników oligarchii jest drugi powód. Otóż pozytywne doświadczenia ludzkości, choć są niezwykle cenne jako poszerzające wiedzę i rozumienie świata, nie mogą być imitowane. Potrzebne jest zrozumienie intencji, ducha kierującego tymi procesami. Jak zauważymy, studiując historię postępu, proces ten charakteryzuje zmiana, często rewolucyjna, transformująca ludzkość i jej otoczenie. Właśnie ta obserwacja powinna być punktem wyjścia dla generalnej teorii rozwoju oraz kompetentnej krytyki teorii aspirujących do prymatu w polityce gospodarczej, tak leseferystycznych, jak i np. marksizmu i keynesizmu.

Ekonomia, czyli rozwój

Podkreślenie niestatyczności procesów gospodarczych, jako dążących w kierunku wzrostu, powinno nastąpić już przy definiowaniu ekonomii kategoriach nauki o poprawianiu warunków życia ludzi, alternatywnej wobec często proponowanej „nauki o gospodarowaniu ograniczonymi zasobami”. Chociaż ta druga definicja jest dosłownie prawdziwa, a ludzkość natrafia na problemy różnego rodzaju deficytów, to jednak proces rozwojowy charakteryzuje się pokonywaniem owych trudności, wbrew pesymistycznym zapowiedziom teoretyków pokroju Thomasa Malthusa. Jasno zdefiniowany humanistyczny cel nauki ekonomii wyklucza to, co obserwujemy np. w Grecji, gdzie realny dobrobyt ludzi poświęcany jest w imię wirtualnych zobowiązań finansowych. Rok po roku realna grecka gospodarka kurczy się, zabijana przez „odczłowieczenie” mające wszystkie znamiona szaleństwa. Spadające aktywność gospodarcza, produkcja, płace i poziom życia, co stanowi rezultat „reform” w postaci brutalnych deflacyjnych cięć oszczędnościowych, odzwierciedlają nie tylko wielkie wpływy instytucji finansowych, uspołeczniających straty i prywatyzujących zyski, ale przede wszystkim kryzys wynikający z braku humanistycznego myślenia o świadomym, wspartym nauką kształtowaniu lepszego przyszłego losu zbiorowości.

W istocie, człowiek jest motorem i celem procesu rozwojowego. Poprawa warunków życia historycznie przejawia się w możliwości prowadzenia bardziej bezpiecznej, zdrowszej, mniej uciążliwej egzystencji, dzięki zwiększeniu ilości i poprawie jakości dóbr wytworzonych wskutek ludzkiej pracy. Wytwórczość dóbr na głowę zwiększa się w efekcie przełomu naukowo-technicznego lub ulepszeń i ich zastosowania w procesie produkcji, dzięki czemu jest ona wydajniejsza. Tym samym źródło bogactwa narodów może zostać zlokalizowane w postępie naukowo-technicznym, skutkującym poprawą produktywności pracy. Jedynym zaś źródłem przełomów naukowo-technicznych, wynalazków i ulepszeń jest świadome, intencjonalne użycie unikalnych, tylko człowiekowi dostępnych, świadomie twórczych możliwości umysłu. Te pozornie niepowiązane ze sobą wydarzenia „przełomów” tworzą historyczny proces, który – mimo regresywnych etapów, powodowanych oligarchicznym wirusem pesymizmu – charakteryzuje się jednoznacznym wektorem w stronę materialnie i społecznie bardziej „ludzkich” form życia. Postęp w osiąganiu coraz lepszych warunków bytowania, odrywający jednostki od materialnych zmartwień, pozwala uwolnić na rzecz humanistycznych procesów rozwojowych coraz większą część potencjału człowieka.

Każda jednostka zdolna jest do uczestnictwa w tym procesie nie tylko przez wyjątkowe odkrycia, ale również poprzez przyswajanie już odkrytej wiedzy oraz uczenie jej innych, powiększając twórczy i wytwórczy potencjał ludzkości. Tym samym każda jednostka niesie w sobie twórczą iskrę, która może przyczyniać się do społecznego rozwoju, choćby poprzez inspirowanie pozytywnych zachowań. Ogólniejszą konkluzją jest stwierdzenie pozytywnego wpływu wzrostu liczebności populacji na procesy rozwojowe i zdolność pokonywania zagrożeń dla ekosystemu, w tym ludzkości. To stwierdzenie zdaje się potwierdzać zarówno historia, w której zwiększeniu liczby ziemskiej populacji towarzyszył wzrost procesów rozwojowych, jak i intuicja, wskazująca, że rozpowszechnienie potencjału wiedzy dostępnej w danym okresie wśród jak największej liczby ludności zwiększa szanse na dokonanie przełomów naukowych czy zbiorowego wysiłku rozwojowego, przezwyciężającego wyzwania danej epoki3.

Bezdroża pseudoekonomii

Fałszywe teorie ekonomiczne z zaskakującym uporem omijają te spostrzeżenia, nie wiążąc poprawy warunków życia ludzi z postępem naukowo-technicznym. Leseferyzm, oparty na opiniach rzekomego „ojca ekonomii” Adama Smitha, stworzył wypaczoną interpretację procesów gospodarczych. Wyklucza ona pozytywne intencjonalne działanie na rzecz dobra wspólnego.

Leseferyzm był od samego początku oparty na pesymistycznej interpretacji ludzkiej natury, mającej uzasadnić hegemonię egoizmu w stosunkach gospodarczych. Historycy myśli ekonomicznej wiedzą, że prace Adama Smitha bazowały na miernej wartości publikacji Bernarda Mandeville’a pt. „Bajka o Pszczołach, czyli prywatne wady jako publiczne zyski”. W pracy tej Mandeville stwierdza, iż każde działanie podejmowane z intencją zwiększenia publicznego dobra w rezultacie temu dobru szkodzi. Tylko całkowicie egoistyczne działania, podejmowane przez jednostki we własnym interesie, przyczyniają się do powiększania całkowitego dobrobytu. Tym samym powstała teoria „sumy egoizmów” jako źródła społecznego dobrobytu, wykluczająca możliwość intencjonalnego wpływu ludzkości na procesy, które jej dotyczą. Według tej teorii ludzkość – tak w swej masie, jak i indywidualnie – kieruje się wyłącznie zwierzęcymi instynktami strachu i pożądania, co akcentował Smith.

Jak wskazuje badacz historii gospodarczej i krytyk gospodarczego liberalizmu, Jan Koziar, tego typu myślenie zostało zakwestionowane przez polskiego myśliciela, Stanisława Szczepanowskiego. Ten ostatni zauważył: Nie ma pospolitszej i grubszej myłki jak ta, która przypuszcza, że rozwój sił ekonomicznych jest wyłącznie wpływem egoizmu, łakomstwa i chciwości. […] Chciwość i łakomstwo mogą prowadzić do lichwy, do gry giełdowej, do stolika z kartami, do polowania za posagami, za synekurami, do sprzedawania nazwiska na parawan brudnych interesów, ale przenigdy do rozwoju ekonomicznego […]. Rozwój ekonomiczny nigdzie na świecie jeszcze się nie pojawił bez współudziału przynajmniej rzetelności, uczciwości, pracowitości i umiejętności4.

To stwierdzenie jest niemal dosłownym zaprzeczeniem wywodów Mandeville’a, oznajmiającego, że matactwo, luksus i pycha bowiem darzą nas czymś, co jest jak zdrowie [dla gospodarki – przyp. K.M.] i z grzechu korzyść też wyniknie, zaś splendorem nie jest cnota goła5.

Również marksowskie rozumienie procesów gospodarczych, utożsamiające źródła bogactwa (surplus value) niemal z samą pracą robotnika, pozostawia wiele do życzenia. Materialistyczne rozumienie procesów gospodarczych czyni u marksistów kluczową kwestię z „zagarnięcia” przez kapitalistów nadwyżki wypracowanej przez robotników. Tym samym naczelną staje się kwestia podziału już istniejących zasobów i potencjałów produkcyjnych, bez stosownego nacisku na tworzenie nowych. Tymczasem procesy rozwojowe, chociaż objawiają się w fizycznej postaci nowych dóbr, mają źródła niematerialne – postęp najpierw tworzy się w umyśle człowieka, jego twórczy akt nie daje się uchwycić, w przeciwieństwie do materialnych rezultatów tego aktu. Postęp w marksistowskiej tradycji po prostu „jest”, gdyż przemysł „staje się” coraz bardziej zmechanizowany. Udział człowieka w tym procesie ogranicza się do zajęcia w stosunkach przemysłowych pozycji wyzyskiwacza lub wyzyskiwanego.

Dzisiejsza degeneracja ekonomii, na czele z absurdalnym traktowaniem papierów wartościowych jako „wartości”, skłania wielu do spojrzenia przyjaznym okiem na keynesowską tradycję ekonomiczną. Rzeczywiście, fiskalna stymulacja gospodarki, nawet bez kompetentnego poszukiwania synergii wydatków infrastrukturalnych, naukowo-badawczych i przemysłowych (jako najefektywniej stymulującej wzrost wartości dodanej), może, szczególnie w warunkach kryzysu, pomóc gospodarce, a z pewnością jakościowo przewyższa destrukcyjną logikę cięć oszczędnościowych.

Jednak również keynesizm popełnia błąd, przyjmując implicite statyczne rozumienie procesów gospodarczych. Rozumowanie w kategoriach popytu/podaży nie tylko prowadzi do akceptacji absurdalnych interpretacji, takich jak „kryzysy nadprodukcji”, ale również zawęża rozumienie rozwoju gospodarczego jako takiego. W tej logice nie mieściłyby się takie przełomowe, postępowe projekty jak np. amerykański program kosmiczny NASA, na który, co oczywiste, nie było popytu. Nie stymulacja popytu stanowiła cel amerykańskich wizjonerów inicjujących program NASA – były nim zmiana rzeczywistości i wyniesienie ludzkości na kolejny, wyższy poziom rozwoju poprzez powiększenie zasobu ludzkiej wiedzy i wypracowanie nowych rozwiązań naukowo-technicznych, czyniących ludzkie życie łatwiejszym. Ten państwowy program, według wyliczeń magazynu „Chase Econometrics”, zwrócił społeczeństwu w ciągu niecałych dwóch dekad aż czternastokrotność każdego dolara wydanego na jego realizację. Humanistycznego efektu tego programu nie da się jednak policzyć monetarnie, zmieniona została bowiem nie tylko ilość bogactwa, ale także jego jakość. Do dziś korzyści uboczne z programu kosmicznego, które bez jego podjęcia nigdy by nie powstały, oferują ludzkości wiele praktycznych ułatwień (oraz ciekawych gadżetów) zwiększających komfort życia.

Tym samym keynesowska metoda ożywienia gospodarczego (stymulacja fiskalna), nie dostrzegając kluczowej cechy procesów rozwojowych, jaką jest zmiana zastanych warunków, nieuchronnie wpada w pułapkę niedocenienia zasadniczej roli postępu naukowo-technicznego: szukania sposobów wzrostu wartości dodanej. Nie kładąc wystarczającego nacisku na produktywne wykorzystanie wzrostu ilości pieniądza w obiegu, gospodarka może wpaść w inflacyjną pułapkę, którą wrogowie aktywności gospodarczej państwa przedstawiają jako dowód na bezużyteczność jakiejkolwiek interwencji w procesy gospodarcze. Alternatywnym rozwiązaniem, przedstawianym przez wielu kompetentnych ekonomistów, jest stymulacja kredytowa, dokonywana za pomocą banku państwowego. Taka celowa stymulacja, ukierunkowana na przedsięwzięcia wytwórcze, powodowałaby sytuację, w której dość duży wzrost ilości środków płatniczych w obiegu nie groziłby skokiem inflacji dzięki szybkiemu przyrostowi dóbr i mocy energetycznych6.

Nietajna misja ludzkości: Postęp

Poprawne rozumienie ekonomii, także w kontekście adaptacji odpowiednich metod, by podołać nadchodzącym wyzwaniom gospodarczym i ekologicznym, winno być osadzone w humanistycznej tradycji epistemologicznej.

Olbrzymi wkład w rozwój tej tradycji miał niemiecki filozof i naukowiec, Gottfried Wilhelm Leibniz (1646–1716). Swoim rozumieniem procesów ekonomicznych wyrastał on z pnia niemieckiej nauki o nazwie kameralizm, będącej lokalną wersją merkantylizmu i traktującą z wielką emfazą rolę państwa w stymulowaniu procesów gospodarczych. Jeden z czołowych kameralistów, Philipp von Hörnigk, wskazywał na kluczową rolę tego, co dziś nazwalibyśmy produkcją wysokiej wartości dodanej, czyli wdrażania wysoko zaawansowanych metod wytwarzania oraz promowania nowoczesnych gałęzi produkcyjnych, przynoszących najwyższy zwrot kapitału na jednostkę pracy. Leibniz podzielał ten pogląd, a jego koncepcję „taniego ognia” zastosował pierwszy Sekretarz Skarbu Stanów Zjednoczonych, promując poprawę za pomocą metod ochrzczonych później mianem „systemu amerykańskiego”, a polegającymi, mówiąc skrótowo, na wspieraniu infrastruktury i przemysłu.

Leibniz wskazywał na kluczową rolę przemysłu, zauważając, że handel jest jedynie pochodną potencjału wytwórczego, gdyż bazuje na sprzedaży produktów wytworzonych w manufakturach7. Wpływ Leibniza, zarówno jako naukowca-matematyka, jak i filozofa, na rozumienie kwestii rozwoju ludzkości przekracza jakiekolwiek osiągnięcia merkantylistów. Filozof ten był pionierem myślenia o wzroście potencjału energetycznego jako kluczowego dla rozbudowy potencjałów produkcyjnych, tym samym przewidując zarówno postępy w coraz efektywniejszym „tworzeniu” energii z zasobów do tej pory nie wykorzystywanych lub wykorzystywanych nieefektywnie, jak i rolę zwiększania tego potencjału w opanowywaniu i upowszechnianiu energochłonnych metod wytwórczych o znacznie wyższej efektywności produkcyjnej. Cel prac Leibniza nad ekonomią wyjaśnia najlepiej on sam: Dlaczego tak wielu ludzi ma być biednymi i nieszczęśliwymi dla korzyści takiej małej garstki ludzi? Czyż nie jest całym celem Społeczeństwa uwolnić robotnika z jego nędzy? […] Każdy kraj powinien móc samodzielnie wytwarzać niezbędne surowce i towary przemysłowe, które wcześniej sprowadzał z zagranicy, tak że nie będzie musiał pozyskiwać od innych tego, co może mieć sam dla siebie; każdemu krajowi należy wskazać, jak prawidłowo używać własnych zasobów krajowych […]. Produkcja dlatego powinna zawsze odbywać się w punkcie pochodzenia surowców8.

Analiza myśli Leibniza pokazuje, że dążenie do osiągnięcia jak najwyższej stopy zwrotu nie oznacza prymitywnego ekonomizmu i nie kłóci się z tym, co neoliberałowie traktują jako zbędne, „nierentowne” zajęcia, czyli z promocją edukacji, kultury i sztuki. Wręcz przeciwnie: jak wykazują Leibniz i inni humaniści, promowanie tych dziedzin jest absolutną koniecznością dla stymulowania tego, co stanowi prawdziwe źródło postępu: kreatywnych, twórczych zdolności człowieka. Tak samo jak konieczne są nieprzynoszące natychmiastowego zysku wydatki na prace badawczo-rozwojowe, tak samo ważna, a nawet ważniejsza, jest inwestycja w człowieka, rozwijająca jego potencjał. Rozwój sztuki czy, ogólniej, kształtowanie człowieka ma wręcz kluczowe znaczenie dla rozwoju tych zdolności. Jak zauważa jeden z najwybitniejszych ekonomistów naszych czasów, prof. Erik S. Reinert, wzrost gospodarczy był efektem nie czego innego, lecz właśnie zmiany paradygmatów myślowych, wypływających z neoplatońskiej tradycji humanistycznej Renesansu, rozwijanej m.in. przez Leibniza9.

Reinert przekonująco ukazuje, że źródłem postępu naukowo-technicznego i poprawy warunków życia ludzi były takie procesy jak uprzemysłowienie oraz upowszechnienie nowego podejścia do uczenia się i twórczości, propagowanego przez kręgi neoplatońskie10. W takim ujęciu to idee mają prymat nad materią i to idee, jako ostateczna siła organizująca, są zdolne do transformacji świata. W tej tradycji postęp staje się misją ludzkości, jako obdarzonej wyjątkowymi twórczymi możliwościami, różniącej się, wbrew opiniom Mandeville’a i Smitha, od świata zwierząt. Podczas gdy tradycja leseferyzmu wywodzi od pesymistycznego opisu człowieka niewiarę w jego zdolności kolektywnego działania na rzecz dobra wspólnego, tak tradycja humanistyczna wskazuje na odwrotny związek.

Państwo narodowe jest tą formą organizującą impuls rozwojowy społeczeństw, która w ramach danych kultur językowych ukształtowała stymulujące postęp instytucje i wartości, sprzeciwiając się oligarchicznemu naciskowi partykularnych interesów. Myśliciele nurtu neoplatońskiego aktywnie zachęcali kierujących państwem do intencjonalnej zmiany warunków życia mas społecznych. Pozytywne czyny o szerszym zakresie przynoszą bowiem większą chwałę ich sprawcy. Podczas gdy dla pojedynczej osoby chwalebne jest za pomocą aktu woli skierować swe myśli i czyny ku realizacji szczytnych idei, uczynienie tego na wielką skalę, za pomocą aparatu państwa, jest jeszcze szczytniejsze: efekt czynienia dobra jest większy. Państwo nie jest zatem ze swej natury tworem nieprzyjaznym, przeszkadzającym pożytecznej aktywności jednostek, lecz wyrazem woli czynienia dobra przez te jednostki. Właśnie działalność państwa, poprzez kreowanie instytucji, stymulowanie wzrostu i upowszechnianie dobrobytu, jest koniecznym elementem procesów rozwojowych, dla których rola kapitału i mechanizmy rynkowe nie są wystarczające11.

Z tej właśnie tradycji, przede wszystkim Leibniza, ale również Condorceta, Vattela i innych, wyrosła amerykańska szkoła polityki gospodarczej, praktykowana przez takich mężów stanu jak Alexander Hamilton, John Quincy Adams czy Abraham Lincoln. Z ich prac i czynów przebija optymistyczny duch zmiany, Postępu, o którym pisał Condorcet. Humanistyczna ekonomia święciła wiele triumfów, często jednak napotykając na opór ideologii oligarchicznych. Właśnie dziś ludzkość znajduje się na takim etapie.

Humanistyczna ekonomia stosowana

Postępowa ekonomia przechodzi jednak ostatnimi czasy do ofensywy. Widoczne jest to m.in. w tym, że pomimo medialnej dezinformacji i słabości prospołecznych środowisk akademickich, dobre rozwiązania, np. w sprawie regulacji rynków finansowych, coraz mocniej przebijają się do debaty publicznej. W krótkiej perspektywie państwa narodowe powinny bronić się przed narzucanym globalnym dyktatem neoliberalnej ideologii. Niektóre kraje, jak np. Argentyna, z powodzeniem to robią, używając, ku przerażeniu międzynarodowych instytucji finansowych, narzędzi protekcjonizmu gospodarczego.

W dłuższej perspektywie odrzucenie oligarchizmu i globalna współpraca na rzecz dobra wspólnego są absolutnie niezbędne. Jak wskazuje polski cybernetyk rozwoju, Lesław Michnowski, niedostateczne tempo postępu może doprowadzić do katastrofy społeczno-gospodarczej lub ekologicznej. Ten pesymistyczny scenariusz może zostać odwrócony tylko przez dramatyczny zwrot w polityce światowej, powodujący rozprzestrzenienie potencjału intelektualnego na szersze masy ludzkości, w znacznej mierze niewyedukowane lub wyedukowane na niedostatecznym poziomie. To właśnie człowiek, zauważa Michnowski, jest odpowiedzią na zagrożenia związane z relatywnymi czasowymi niedoborami zasobów12.

Warto zauważyć, iż polityka proponowana przez oligarchię, czyli cięcia wydatków i usług publicznych, jest w dłuższej perspektywie samobójcza, bezbronna wobec nowych zagrożeń geofizycznych czy nadchodzących z kosmosu; zagrożeń, które postęp naukowo-techniczny, kierowany rozumem człowieka, mógłby oddalić. Tym samym konieczne jest upowszechnianie wiedzy. Jednym z pomysłów, propagowanych tak przez Michnowskiego, jak i np. prof. Włodzimierza Bojarskiego, jest zmiana systemu patentowego. Jak zauważa ten ostatni, wiedza jest dobrem wspólnym, wszyscy korzystamy z udogodnień wypracowanych przez poprzednie pokolenia w ciągłym dziele Postępu: Sumaryczny koszt osiągniętego sukcesu jest jednak zawsze znikomy w porównaniu do kosztu poniesionego wcześniej, niekiedy w ciągu wieków, dla zdobycia wiedzy i doświadczeń, dostępnych dziś za darmo, a niezbędnych i wykorzystanych do konkretnego, nowego sukcesu […]. Humanistyczna i cywilizacyjna misja rozwoju nauki i pomnażania wiedzy od stuleci łączy się z jej upowszechnianiem dla rozwoju i postępu ludzkości, bez żadnych ograniczeń i dyskryminacji13.

Przed ludzkością stoi zatem wielkie wyzwanie zmiany złego porządku na przyjaźniejszy, lepiej wpisujący się w naturalną misję dziejową, jaką od wieków spełnia ludzkość, tworząc świat i na niego oddziałując, wciąż przesuwając granice wiedzy. Nie uda się jednak sprostać temu wyzwaniu bez „uczłowieczenia” na nowo nauki ekonomii, przywrócenia godności i poczucia wartości każdemu ludzkiemu życiu. Nie jest to kwestia wyłącznie poczucia społecznej sprawiedliwości i empatii, tak tępionej przez egoistyczny neoliberalizm, ale także chłodnego rozumu, dostrzegającego narastające zagrożenie dla ludzkości.

Krzysztof Mroczkowski

Przypisy:

  1. Zob.: Jan Koziar, Nie ma gospodarki bez polityki gospodarczej państwa. Na marginesie sztafety Melchiora Wańkowicza, Wydanie cyfrowe, Wrocław, 2009.
  2. Mises w ten sposób chroni swą błędną prakseologię ludzkiego działania przed zderzeniem ze światem rzeczywistym: Historia nie może ani udowodnić, ani podważyć żadnego ogólnego stwierdzenia w taki sposób, w jaki nauki przyrodnicze przyjmują lub odrzucają hipotezę na podstawie eksperymentów laboratoryjnych. Nie jest możliwa ani eksperymentalna weryfikacja, ani eksperymentalna falsyfikacja ogólnego twierdzenia z dziedziny historii. […] Poznanie prakseologiczne ma charakter czysto formalny i ogólny, nie dotyczy treści ani specyficznych cech określonego przypadku. Prakseologia dąży do poznania ważnego we wszystkich tych przypadkach, w których warunki odpowiadają dokładnie warunkom podanym w jej założeniach i wnioskowaniach. Jej twierdzenia i ustalenia nie wynikają z doświadczenia. Podobnie jak twierdzenia logiczne i matematyczne, są one zdaniami apriorycznymi. Nie podlegają weryfikacji ani falsyfikacji na gruncie doświadczenia i faktów. Ludwig von Mises, Ludzkie działanie, Warszawa 2007, ss. 33–34.
  3. Zob. prace Lesława Michnowskiego, dostępne na www.kte.psl.pl
  4. Jan Koziar, op. cit.
  5. Bernard Mandeville, Bajka o Pszczołach, czyli Prywatne Wady jako Publiczne Zyski, http://coin.wne.uw.edu.pl/lhardt/MandevilleUl.pdf
  6. Zob. Krzysztof Mroczkowski, Kredyty dla rozwoju – nie dla zysku, „Nowy Obywatel” nr 4/2011.
  7. Zob. Gottfried Wilhelm Leibniz, Society and Economy, Fidelio, vol. 1, no. 3, Fall 1992, p. 54.
  8. Ibidem.
  9. Ówczesne prace wskazujące na konieczność podejmowania przez państwo działań edukacji kulturowej i wspierania sztuki jako kluczowych dla rozwoju społecznego to, oprócz Leibniza, m.in. Emerich de Vattel, Droit des gens (Prawo Narodów, wyd. 1759, http://www.constitution.org/vattel/vattel.htm), Nicolas de Condorcet, Esquisse d’un tableau historique des progres de l’esprit humain (Szkic obrazu postępu ducha ludzkiego, wyd. 1795, http://oll.libertyfund.org/index.php?option=com_staticxt&staticfile=show.php%3Ftitle=1669&Itemid=27)
  10. Erik S. Reinert, Arno Mong Daastol, Exploring the Genesis of Economic Innovations: The religious gestalt-switch and the „duty to invent” as preconditions for economic growth, European Journal of Law and Economics, 1997/4, pp. 233–283. Dostępne na: http://www.arno.daastol.com/artprof/96wolff.html
  11. Erik S. Reinert, The Role of the State in Economic Growth, „Journal of Economic Studies”, Vol. 26, No. 4/5, 1999, pp. 268–326. Dostępne na: http://www.othercanon.org/papers/
  12. Zob. Lesław Michnowski, Społeczeństwo przyszłości a trwały rozwój, Komitet Prognoz PAN „Polska 2000 Plus”,Warszawa 2006, ss. 54–55.
  13. Włodzimierz Bojarski, Wiedza – dobro wspólne czy monopol komercyjny?, EkonomiaPolityczna.pl
komentarzy