Krzysztof Mroczkowski

(ur. 1987) – publicysta, ekonomista i historyk. Propagator zapomnianej
historii myśli ekonomicznej i teorii rozwoju. Stały współpracownik
„Nowego Obywatela”.

Teksty tego autora:

Misiewicze kontra Morawiecki

Koncepcja bardziej zaawansowanej aktywności państwa we wsparciu rozwoju gospodarczego jest kierunkiem nieuchronnym, jeżeli chcemy nadrobić dystans do krajów zaawansowanych, które takich instrumentów używały bądź używają. Fakt, że brakuje nam społecznej dojrzałości do wytworzenia instytucji i organizacji mogących w łatwy sposób sprostać temu zadaniu, nie oznacza, że nie powinniśmy się starać. W perspektywie kilku lat symboliczne niezręczności rządzących, takie jak awansowanie kadr przysłowiowej „Apteki w Łomiankach” na wysokie funkcje w gospodarce, mogą stać się idiomem zastępującym dyskusję o aktywności państwa w gospodarce. W połączeniu z nieuchronnymi niepowodzeniami niektórych aspektów „planu Morawieckiego” powstać może zbitka pojęciowa ośmieszająca nie-neoliberalne podejście do polityki gospodarczej. PiS, zapewne wbrew swoim intencjom, może uczynić prowadzenie wieloaspektowej polityki gospodarczej w przyszłości znacznie trudniejszym. Możliwe „wpadki” w zarządzaniu będą więc w pewnej mierze spowodowane wysokim poziomem trudności, lecz zła polityka kadrowa nada temu dodatkowy wymiar – niszczący zaufanie do możliwości pozytywnego wpływania przez państwo na procesy gospodarcze. Bez wątpienia część opiniotwórców o nastawieniu sceptycznym wobec obecności państwa w gospodarce wykorzysta tę okazję do wieszczenia klęski „projektu państwowego”. Największym przeciwnikiem Morawieckiego mogą się okazać jego właśni „sprzymierzeńcy”. Czytaj więcej

Zmądrzejemy?

W naszym kraju pewną popularnością wśród środowisk opiniotwórczych cieszy się pogląd, że nadzieja na poprawę warunków bytowych powinna być walutą zakazaną na politycznym i wyborczym bazarku. Takie „schlebianie ludowi” jest bowiem uznawane przez wyrazicieli tego poglądu za populizm, nierozsądne, krótkowzroczne, może nawet nieetyczne rozdawnictwo, które z pewnością musi skończyć się katastrofą budżetową. Konsensus wyrazicieli tego poglądu jest taki, że dokonanie bardziej wyrazistej redystrybucji jest po prostu niemożliwe – a nawet jeżeli możliwe, to przypomina ignorowanie sił grawitacji: po początkowym impecie dobrych chęci musi nastąpić bolesne sprowadzenie na ziemię. Doskonałym przykładem tego typu przekonań jest kwestia wprowadzenia dodatku 500+. Zwolennik konsensusu „ludzi rozsądnych” powie, że 500+ jest pustą obietnicą, która nie może być zrealizowana. Kiedy już ta obietnica się zrealizuje, z równą pewnością stwierdzi, że jest to tylko świetny aprioryczny dowód nadchodzącej katastrofy (…bo przecież jest niemożliwe). Wbrew wieszczom imposybilizmu, 500+ jest możliwe do sfinansowania w tym i kolejnym roku. Jeżeli rząd na własne życzenie nie rozchwieje budżetu, to przy progresywnych przesunięciach w podatku PIT uda się uczynić 500+ programem permanentnym, z którego nie zrezygnują również kolejne ekipy. W międzyczasie, dzięki efektom poprawy ekonomicznej sytuacji mniej zamożnych Polaków, możliwe będzie nie tylko takie zwiększenie spójności i stabilności społecznej, jakie wykluczy organizowanie impulsu zbiorowego przez mrzonki typu „Polexit” czy wojenki kulturowe, ale i umożliwi zbudowanie zaangażowanego, dobrze poinformowanego społeczeństwa obywatelskiego. Czytaj więcej

Budujmy fundamenty

Od kilku miesięcy mamy do czynienia z nową narracją na temat polityki gospodarczej, w której ważne miejsca odgrywać mają „wzrost rodzimego kapitału”, „patriotyzm gospodarczy”, „koniec niskich kosztów pracy” oraz „stawianie na innowacyjność”. Natężenie nowego przekazu stało się tak duże, że (bynajmniej nie liberalny) dziennikarz ekonomiczny Rafał Hirsch zaczął prosić o stworzenie aplikacji blokującej treści z frazą „patriotyzm gospodarczy”. Stwierdzenia o konieczności wspierania przez państwo procesów podnoszenia produktywności, wzmocnienia i modernizacji przemysłu czy promowania sektorów o międzynarodowym potencjale konkurowania, jeszcze zaledwie pięć lat temu były poza głównym nurtem, występując raczej na tak niszowych łamach, jak „Nowy Obywatel”. Dziś są już w większości codzienną strawą mediów „głównego nurtu”, wypierając dawniej modne stwierdzenia o „konieczności reformy finansów publicznych”, uelastycznienia kodeksu pracy czy zmniejszenia obciążeń przedsiębiorcom. Warto zauważyć, że chociaż problem wykluczenia społecznego, w tym jego aspektów ekonomicznych, jest duży, to nie ma w żadnej mierze rozmiarów np. ukraińskich – dla sporej części Polaków transformacja ustrojowa zakończyła się dobrze w sferze ekonomicznej i/lub społecznej. Tym bardziej działania redystrybucyjne adresowane przede wszystkim do dolnego kwintyla dochodowego populacji mogłyby w zasadniczy sposób podnieść stabilność i spójność społeczną, oddziałując pozytywnie na możliwość zaspokajania podstawowych potrzeb oraz korzystania z niektórych ułatwień życia. Innymi słowy – zmiana obecnego stanu rzeczy jest trudna, lecz osiągalna. Czytaj więcej

O nierównościach chłodno i gorąco
(Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów)

Nierówności życiowe, a więc te związane z życiem ludzi, ich zdrowiem i zdolnością do funkcjonowania, ustabilizowały się w XX wieku, lecz ostatnio mają tendencję do zwiększania się. Autor przywołuje dość dobitne przykłady z badań brytyjskich. Różnica długości życia między mieszkańcami bogatych rejonów Kensington and Chelsea w Londynie a rejonem Tottenham Garden wynosi 17 lat, czyli tyle, ile między Wielką Brytanią a Birmą. Różnica między długością życia w dwóch dzielnicach Glasgow – Calton i Lenzie, wynosi 28 lat, czyli tyle, ile między Wielką Brytanią a Haiti, trzy piąte populacji Brazylijczyków żyje zaś na wyższym poziomie niż najuboższa jedna piąta Amerykanów. Czytaj więcej

Populizm – problem i szansa

Jedną z obelg najczęściej używanych w przestrzeni publicznej jest określenie działań oponentów ideowych mianem populizmu. Postulaty popularne wśród społeczeństwa często zostają nim ochrzczone ze względu na swoją sprzeczność z ortodoksją panującą w dziedzinie polityk publicznych. Granice dzielące populizm od rozsądnego działania często bywają przy tym nominalne. Na populizm warto jednak spojrzeć jako na siłę rozciągającą dostępne ramy „rzeczywistości” zdefiniowane przez panujący konsensus dotyczący polityk publicznych. Taki populizm przeciwdziała tendencjom „zapominania” o sprawach ważnych, lecz mało widocznych z punktu widzenia arkuszy kalkulacyjnych ministerstwa finansów. Niech przykładem będzie lokalna infrastruktura, często ratowana dopiero w wyniku społecznych protestów – służba zdrowia, której przeznaczono zadanie utrzymania się z głodowych składek, i której głośny skowyt często ratował utrzymanie cywilizacyjnego minimum; lokalne szkoły i ich uczniowie, reprywatyzowane kamienice i ich lokatorzy. Innymi słowy, populizm może być głosem zwykłych ludzkich spraw, przesuwając granice rzeczywistości tam, gdzie „nie da się”, a już na pewno „nie opłaca”. Tego typu populizm osiągnął sporo małych zwycięstw. Czytaj więcej

Druga transformacja

Zastanawiamy się nad przyprawami, nie wiedząc nawet, co się gotuje i w jakim naczyniu, a wręcz tego, czy zasiądziemy przy stole, czy też będziemy przystawką. Dziś model dobrobytu, rozwoju i demokracji został zastąpiony przez model chciwości, krótkowzroczności i plutokracji. To, co wspólnotowe, ustępowało przed partykularyzmami, na czym traciła początkowo spójność społeczna państw rozwiniętych, teraz zaś, wraz z postępującą erozją klasy średniej, zagrożona jest konkurencyjna hegemonia zachodniego biznesu. Niestety silny wpływ pierwiastka plutokratycznego utrudnia elitom państw rozwiniętych połączenie skutku z przyczyną. Czytaj więcej

Niższe podatki i inne prezenty

Czego można życzyć Polsce w nowym roku? Obniżki podatków! Jest to życzenie z pewnością popularne, ale czy uzasadnione? Tak, jeśli zawęzimy obniżki do dwóch istotnych spraw. Po pierwsze, obniżone powinny zostać podatki dla najbiedniejszych. Ze względu na potrzeby i strukturę konsumpcji tej dużej grupy wiadomo, że znacząca większość „odzyskanych” od fiskusa pieniędzy nie przeleżałaby w przysłowiowej skarpecie, tylko zostałaby wydana. Po drugie, rozwiązaniem praktykowanym w krajach o wyższym poziomie i dynamice rozwoju sektorów wysokiej techniki są podwójne odpisy inwestycyjne na prace badawczo-rozwojowe firm. Firma dokonująca prorozwojowych inwestycji mogłaby odpisać dwukrotność tej kwoty od podatku. Jest to w krótkim okresie niekorzystne dla skarbu państwa, ale po kilku latach przyczynia się do podniesienia strukturalnego poziomu rozwoju gospodarki kraju, dzięki coraz lepszej międzynarodowej pozycji konkurencyjnej dużych przedsiębiorstw. Czytaj więcej

Skończmy z Europą dwóch prędkości

Jaka była to polityka? Trafnie skomentował ją noblista Peter Diamond: „Historycy wytarzają w smole i pierzu europejskich bankierów centralnych”. Poza zbawienną deklaracją z połowy 2012 r. o gotowości skupu obligacji państw peryferyjnych Unii, EBC nie wykorzystał swoich możliwości i nie stał się narzędziem stymulacji inwestycyjnych, lecz jedynie kołem ratunkowym banków. Na domiar złego, będąc pod presją Niemiec, zbyt zachowawczo podchodził do konieczności obniżenia stóp procentowych, mimo stagnacji wzrostu w Unii. W rezultacie tej polityki, podczas gdy Stany Zjednoczone powoli wydobywają się z dołka, Unia Europejska porusza się w zwolnionym tempie, nie potrafiąc trwale zwiększyć tempa wzrostu, zmagając się z wysokim bezrobociem. Powrotu do dawnej „normalności” nie widać, nie ma też krytycznej refleksji i sprzeciwu wobec „nowej normy”. W rezultacie nadal dominuje konsensus elit dotyczący konieczności zaciskania pasa przez społeczeństwo, ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami. Czytaj więcej

Mit niemocy

Rozmowy ujawnione w ramach „afery taśmowej” mogą być widziane tylko w jednym świetle, takim, do jakiego przywykliśmy i na jakie przyzwalaliśmy, np. wysłuchując połajanek o „złodziejskim ZUS-ie”. Czego tymczasem dowiedzieliby się z nagrań ci, którzy z chęcią piszą rozprawki o „aferze”, nie wysłuchując nawet całych dwóch godzin i jedenastu minut rozmowy Belka – Sienkiewicz? Tego, co powinno być oczywiste przed „aferą”. Pozytywne zmiany, jakkolwiek powolne i trudne, przeprowadzane przez ludzi z tej lub innej bajki, są możliwe. „Państwo istnieje teoretycznie” tylko dopóki poszczególne jego części nie zrozumieją, jaką jest wartością i jak wielki potencjał do ulepszania świata w nim drzemie. Czytaj więcej

Krezusi czy nędzarze?

Z celu, jakim jest zrównoważony rozwój społeczno-gospodarczy, nie można – i ze względów praktycznych nie warto – rezygnować. Na tle części otoczenia naszej historycznej wędrówki ostatnie 25 lat było sukcesem, ale to nie unieważnia wielkiej przepaści między słusznymi aspiracjami polskiego społeczeństwa a stanem rzeczywistym. Przepaść tę może zasypać żmudna obywatelska praca: nad stworzeniem sprawniejszych urzędów, mądrzejszych mediów, lepszych polityk lokalnych itp. A przede wszystkim praca nad zmianą systemu gospodarczego na promujący dobrobyt jak najszerszych rzesz obywateli. Czytaj więcej