Nie zgadzam się, więc jestem (obywatelem)

Zima 2012 |

Gdyby za dobrą monetę przyjąć slogany dominujące w debacie publicznej, mielibyśmy mnóstwo powodów do zadowolenia. Demokracja, społeczeństwo obywatelskie, standardy europejskie, transparentność i partycypacja, pluralizm, prawa i swobody. Takie zaklęcia nie schodzą z ust przedstawicieli władzy, dziennikarzy wielkich mediów, autorytetów politycznych i kulturalnych, a także ich interesownych lub wolontarystycznych klakierów pomniejszej rangi.

A rzeczywistość skrzeczy. Gdy organizacje społeczne zbierają 2 miliony podpisów dorosłych obywateli domagających się referendum w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego – rząd wyrzuca je do kosza. Władza wprowadza restrykcyjne prawo dotyczące zgromadzeń publicznych, czyli m.in. różnorakich form protestu społecznego. Premier przekonuje, że nie ma potrzeby organizowania referendum w sprawie zastąpienia złotówki przez euro, gdyż Polacy podjęli decyzję, głosując za akcesem do Unii Europejskiej – i choć formalnie ma rację, to nikt nie zdoła sobie przypomnieć pytania o rezygnację z narodowej waluty, a w dodatku przez już prawie dekadę sporo się zmieniło. Wbrew miażdżącym wynikom sondaży, rząd i prezydent otwierają furtkę stosowaniu organizmów modyfikowanych genetycznie. Budowę elektrowni atomowych, które na wiele lat „ustawią” polskie realia produkcji i dystrybucji energii elektrycznej, władza forsuje za pomocą kosztownej kampanii propagandowej, nie przyznając prawa głosu, a tym bardziej funduszy, zwolennikom innych technologii i rozwiązań. Takie przykłady można mnożyć.

Decydenci wszystkich krajów i ustrojów mają skłonność do podobnych postaw. U nas jednak w sukurs idą im ci, którzy powinni kontrolować władze. Te same media, które przed kilkoma laty były oburzone zapowiedziami wycofania książki Gombrowicza z listy lektur, dziś milczą o protestach przeciwko znacznemu okrojeniu nauczania historii w szkołach i o tym, że również w tej sprawie rząd wyrzucił do kosza podpisy obywateli – tym razem było ich „tylko” 150 tysięcy. Te same autorytety, które oburzały się, że lekarz-łapówkarz został aresztowany, milczą dzisiaj, gdy partia rządząca ogranicza prawa obywateli do manifestowania. Ludzie, którzy pozycję społeczną zbudowali na swych zasługach z czasów dawno minionego buntu przeciwko opresyjnemu systemowi, dzisiaj utyskują na wszystkich, którzy brużdżą panującym. Cóż jest bardziej żałosnego niż dawni opozycjoniści przekonujący o potrzebie „niewzniecania waśni”? Brakuje tylko, żeby zadeklarowali, iż przy Tobie, Najjaśniejszy Panie, stoimy i stać chcemy, a porządek panuje w Warszawie…

W takiej atmosferze umierają demokracja i społeczeństwo obywatelskie. Bo potraktowana poważnie demokracja nie jest ustrojem powszechnej zgody i harmonii, lecz systemem, w którym konflikt, spór i walka są czymś pożądanym. Owszem, bywają konflikty destruktywne, a eskalacja sporów może być groźna dla ładu publicznego, etosu dobra wspólnego i norm życia zbiorowego. Ale prawdziwe społeczeństwo obywatelskie to nie takie, które pokornie przytakuje władzy i zgadza się na wszystko, lecz to, które jest rozdyskutowane, zaangażowane, krytyczne, buntuje się i protestuje. Nie musi mieć racji, ale powinno mieć zapał i odwagę do wyrażania swoich racji.

Bycie obywatelem to zdolność nieufności i krytyki pod adresem czy to bieżącego rządu, czy też bardziej długofalowego układu sił politycznych i towarzyszącej im ideologii. Z tego względu, choć postawa krytyczna towarzyszy nam od początku istnienia pisma, niniejszy numer w stopniu jeszcze większym niż zwykle poświęciliśmy krytyce status quo i ukazaniu alternatyw. Gdy rząd daje do zrozumienia, że powinniśmy siedzieć cicho i że nasz głos się nie liczy, a obecna władza i wiele poprzednich serwują rozwiązania spod znaku rzekomych oczywistości i konieczności – my mówimy: w demokracji mamy prawo się nie zgadzać. I z tego prawa skrzętnie korzystamy, my, obywatele. Zapoznać się z efektami tej niezgody można na kolejnych stronach.

Remigiusz Okraska

(ur. 1976) – w roku 2000 współzałożyciel, a następnie redaktor naczelny „Obywatela”/„Nowego Obywatela”. Twórca koncepcji i redaktor portalu www.lewicowo.pl, funkcjonującego od roku 2009. W latach 2001-2005 redaktor naczelny ekologicznego miesięcznika „Dzikie Życie”, do dzisiaj jego stały współpracownik. Socjolog, społecznik. Od roku 1997 publicysta, autor kilkuset tekstów prasowych. Redaktor i pomysłodawca około 20 książek, w tym polskich przekładów prac Aldo Leopolda, Davida C. Kortena i Dave’a Foremana, a także wyborów tekstów zapomnianych lub mało znanych polskich myślicieli społeczno-politycznych, m.in. Edwarda Abramowskiego, Romualda Mielczarskiego, Jana Wolskiego, Jana Gwalberta Pawlikowskiego. Od 17. roku życia związany z działalnością społeczną. W wolnych chwilach pije wino (i pisze o nim na blogu http://literkibutelkikilometry.blogspot.com/), zbiera zioła i włóczy się po węgierskiej, czeskiej i słowackiej prowincji.

5 odpowiedzi na „Nie zgadzam się, więc jestem (obywatelem)

  1. Mniej więcej prawda. Ale dzieje się tak na życzenie większości wyborców. Zrozumienie dlaczego tak jest, jest kluczem do zrozumienia dlaczego tak jest, jak autor pisze. (Ja nie rozumiem).
    Jestem jednak raczej zwolennikiem demokracji pośredniej niż bezpośredniej (referendalnej). Zakładającej, że wybieram do decydowania ludzi mądrzejszych od siebie. Nie chcę w referendum decydować o GMO, budowie elektrowni jądrowej, przyjęciu €, metodach trepanacji czaszki, itp. Chcę by decydowali ci którzy się na tym znaja, sobie chcę zastrzec prawo zadawania dociekliwych pytań, nawet głupich.
    Widzę, że demokracja pośrednia źle działa. Co można zrobić by przekonać wyborców, że wybierają źle? I jak im dać perspektywę dobrego wyboru zamiast „mniejszego zła”?

  2. flick pisze:

    Debata publiczna jest niemożliwa i jest słusznie unikana, a oto dlaczego.
    Na pytanie „czy w naturalnym pomidorze znajdują się geny?” 52,2% Polaków odpowiada błędnie. 50% poprawnych odpowiedzi w pytaniu tak/nie nie oznacza, że połowa wie, ale że co najmniej połowa nie ma zielonego pojęcia ani o biologii, ani o genetyce, ani tym bardziej o GMO.
    Na pytanie „czy atomy są mniejsze od elektronów?” 58% Polaków znowu podaje błędną odpowiedź. Jak wyżej, obnaża to drastyczną ignorancję społeczeństwa. Jeśli większość nie ma pojęcia o budowie atomu, tym bardziej nie może mieć pojęcia o zasadzie działania elektrowni atomowych.
    Jakakolwiek merytoryczna dyskusja w takich warunkach jest absolutnie niemożliwa, bo ludziom braknie jakichkolwiek podstaw do decydowania. Ten kto poda najrozsądniejszy argument dostanie najmniejsze poparcie, bo nikt go nie zrozumie, zawsze w takiej debacie wygra populista.
    Jak zaradzić takim sytuacjom? Na przykład przez ograniczanie lekcji historii właśnie. Historia o ile ciekawa i pouczająca (jak każda wiedza) jest niepraktyczna w porównaniu z naukami przyrodniczymi. Ja w szkole miałem dość czasu by uczyć się o przywilejach Borzykowsko-Wolborskich i o tym do której dzielnicy trafił dany region Kujaw w czasie rozbicia. Nie było natomiast dość czasu by przeanalizować prawa doboru naturalnego, zasady dziedziczenia, czy strukturę elektrowni torowych. Brak takich właśnie wiadomości zamienia każdą merytoryczną dyskusję w ideologiczne kibolstwo.

  3. Piotr Battke pisze:

    Jest jak jest. W historii mieliśmy już kilka ustrojów i wydaje się, że mimo swoich wad, jednak ten jest najlepszy. Niestety, po latach prześladowań wykształciła się w nas tendencja do zabezpieczania przede wszystkim własnego bytu, nie dbając o innych. Liczymy, że postępujemy słusznie, popierając dojście do władzy pewnych ugrupowań, które później nas rozczarowują. To trzeba zmienić. Być może, że z czasem zmieni się też polski charakter, więc w połączeniu z pracą nad nim, oraz charakterami innych, przede wszystkim tych rządzących, uda się wprowadzić do tych rządów uczciwość i odpowiedzialność. Jak na razie widać „dwa kroki w przód, trzy do tyłu.”

  4. CAPS LOCK pisze:

    Nie ma demokracji w tym kraju i coraz jej mniej w zachodniej Europie. Wciąż słychać tylko i widać to mydlenie oczu sloganami „wybory to demokracja”. Tylko najpierw trzeba mieć w czym wybierać, a w Polsce nie ma od kilkunastu lat. System jest tak stworzony, aby tego wyboru nie było, a media legitymizują ten stan. Władza z mediami robi co może, żeby społeczeństwo obywatelskie nie powstało.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>