Niestrawne jagA?dki

KilkanaA�cie lat temu zdarzyA�o mi siA� jechaA� kolejA� z ciekawymi wspA?A�pasaA?erami a�� niepozornA�, najzwyklejszA� starszA� paniA� i jej dorosA�ym wnuczkiem. Wnuczek chciaA� byA� dla babci uczynny, ale w praktyce okazywaA� siA� nadgorliwy w jej udziecinnianiu: a�zBabuniu, popatrz, jakie za oknem miasto, babuniu, a w gazecie papieA?, a moA?e dla babuni jagA?dkA�, taka dobra jagA?dkaa�?. ZmA�czona tym nadmiarem troski pani dosiadA�a siA� do wspA?A�pasaA?erki, trochA� mA�odszej od siebie, z opaskA� na wA�osach i w anilanowym swetrze, wyglA�dajA�cej jak jedna z niepozornych, niewidocznych osA?b, pracujA�cych w usA�ugach na zapleczu A�wiata, osA?b, ktA?re sprawiajA�, A?e rzeczywistoA�A� jakoA� dziaA�a i toczy siA� z dnia na dzieA�. Od sA�owa do sA�owa, obie kobiety zaczA�A�y wymieniaA� siA� ulubionymi A�aciA�skimi sentencjami, a potem przeszA�y do rozmowy o Arystotelesie. BawiA�y siA� wspaniale. Nie byA�y to wcale ksiA�A?niczki w przebraniu kopciuszkA?w a�� pewnie po prostu chodziA�y do tuA? powojennych szkA?A� A�rednich, w ktA?rych jA�zykA?w klasycznych nauczano powszechnie (do lat 60.), i choA� nie zostaA�y osobami na tzw. stanowiskach, to wiedza i radoA�A� z niej czerpana zostaA�y z nimi na dobre.

olga

Wiem, A?e zabrzmiaA�o to jak pouczajA�ca opowiastka koA�cza A?yciowego Grzegorza Mateusiaka, byA� moA?e brakuje jeszcze tylko puenty a�za potem caA�y pociA�g wstaA� i zaczA�A� biA� brawoa�?. Ale co poradziA�, musicie wierzyA� mi na sA�owo. Nie mam ani talentu reportera-podsA�uchiwacza, ani dobrej pamiA�ci, ale ta historia, ktA?ra jakby spadA�a z nieba jako specjalna lekcja o nieoczywistoA�ci A�wiata, wA�A�cza mi siA� w gA�owie od czasu do czasu. Zwykle wtedy, kiedy przypomina mi siA� druga anegdota, ktA?rA� lubiA� opowiadaA� i pewnie przytaczaA�am juA? nieraz w innych kontekstach. Gdy legendarny bluesman Leadbelly opuA�ciA� wiA�zienie i udaA� siA� w trasA� koncertowA� ze zbieraczem amerykaA�skiego folkloru Johnem Lomaxem, ten chciaA�, by Leadbelly wystA�powaA� wciA�A? w drelichu i A�piewaA� surowe bluesy zza krat. To wywoA�aA�o niezgodA� miA�dzy muzykiem a jego odkrywcA�: jako wolny czA�owiek, juA? z wyrobionA� markA�, Leadbelly marzyA� o nowym garniturze i o tym, by graA� miejski jazz, co uwaA?aA� za naturalnA� ewolucjA� a�� wyrok zakoA�czony, mA?gA� juA? graA� jak wolny czA�owiek. Lomax wolaA� zamroziA� go w skamielinie a�zautentyzmua�?, nie biorA�c pod uwagA� wyborA?w samego artysty.

a�zZwyczajni ludziea�? nie majA� w A?yciu A�atwo nie tylko ze wzglA�du na jego materialnA� prozA�, ale takA?e dlatego, A?e nie sA� traktowani serio, za to czA�sto a�� instrumentalnie. KaA?dy wstrA�tny i krzywdzA�cy komentarz o a�zciemnym ludziea�?, a�zplebsiea�?, a�zniecywilizowanej hoA�ociea�?, ktA?rych naczytaliA�my siA� w ostatnich latach o wiele za wiele i za ktA?re rA?wnieA? na A�amach a�zNowego Obywatelaa�? niejeden dostawaA� zasA�uA?one bA�cki, ma swA?j rewers w postaci faA�szywej, instrumentalnej sympatii dla szarego czA�owieka. To czasami dobrze znana, stara chA�opomania, ale czasami coA� o wiele gorszego a�� instrumentalny, chytry paternalizm. Ten, kto stosuje takie metody, posA�uguje siA� wyobraA?onym a�zzwykA�ym czA�owiekiema�? jako paA�kA� sA�uA?A�cA� do zdzielenia jakiejA� grupy, ktA?rej aktualnie nie lubi. Na pewno znacie to doskonale.

WyobraA?cie sobie a�zulubionegoa�? publicystA� (na pewno takiego macie), ktA?ry nagrywa filmik o tym, jak szama prosto z puszki paprykarz szczeciA�ski i zagryza pasztetowA�, choA� na co dzieA� na pewno jada lepiej, i opowiada przy tym, A?e wstrA�tne lewaki nie wiedzA� co dobre, jedzA� tylko trawA�. Albo kiedy uznany aktor w wywiadzie przyznaje, A?e tak w ogA?le to nie bardzo lubi towarzystwo ludzi, chyba A?e na Podkarpaciu, bo tam lud prosty, A?yje zgodnie z intuicjA� i bez trucizn sA�czonych w niewinne dusze przez sA�owo pisane i nowoczesne wynalazki. MoA?na oczywiA�cie uwaA?aA�, A?e gdzieA� za Tarnowem zaczyna siA� jakiA� A�redniowieczny park tematyczny, w ktA?rym prA�d wytwarzajA� biegajA�ce chomiki, a mieszkaA�cy hoA�dujA� stylowi A?ycia z czasA?w Piasta KoA�odzieja. JeA�li jednak o czymA� A�wiadczA� takie opinie, to o odklejeniu mA?wiA�cego, ktA?ry Podkarpacie odwiedziA� chyba we A�nie. MiaA�am znajomego z tamtych okolic, ktA?ry A?artowaA�, A?e oczywiA�cie, wszyscy mieszkajA� w skansenie w Sanoku a�� malowanie sobie podkarpackiego a�zczarnego ludaa�? przez WarszawA� to powracajA�cy refren. Tyle A?e w zaleA?noA�ci od tego, kto mA?wi i w jakich okolicznoA�ciach, to albo ludek prosty a poczciwy, ktA?ry uroczo klnie, albo demoniczna tA�uszcza gotowa zdzieliA� za darmo sztachetA�.

MoA?na teA?, jak niektA?rzy robiA� dla szpanu, uA?ywaA� przeciA�tnego obywatela jako rekwizytu w swoim wA�asnym teatrze jednego aktora. W latach 80. powstaA�o okreA�lenie a�ztrustafariansa�? na ludzi, ktA?rzy gA�osili pochwaA�A� nieskomplikowanego A?ycia, bo byA�o ich na to staA� a�� byli rentierami, gwiazdami telewizji czy dziedzicami fortun, a z hippisowskiej chatki na koA�cu A�wiata, w ktA?rej A?yli prosto i zgodnie z naturA�, mA?gA� ich w razie potrzeby ewakuowaA� prywatny helikopter. To o takich przypadkach A�piewaA� zespA?A� Pulp w doA�A� nieoczywistym przeboju a�zCommon peoplea�?, ktA?rego bohaterka a�zchciaA�aby A?yA� jak zwyczajni ludziea�?, choA� oczywiA�cie wcale nie musi.

Tymczasem w Polsce mamy to szczA�A�cie, A?e a�� o ile faktycznie nie jesteA�my spadkobiercami milionerA?w a�� w wiA�kszoA�ci nie musimy udawaA� zwyczajnych ludzi, bo nimi jesteA�my. OczywiA�cie, ostatnie dekady przyniosA�y stopniowe pogA�A�bianie siA� podziaA�A?w miA�dzy ludA?mi i izolacjA�, a wiele drabin spoA�ecznego awansu poA�amano, ale pamiA�tajmy, A?e wciA�A? mamy niezA�e zapasy, z ktA?rych moA?na coA� zbudowaA�. WiA�kszoA�A� z nas chodziA�a do publicznych szkA?A�, nadal istniejA� darmowe studia dzienne i stypendia, wychowywaliA�my siA� czA�sto na niegrodzonych osiedlach, gdzie sA�siedzi reprezentowali bardzo rA?A?ne A�wiaty, a historie w poszczegA?lnych domach to nadal pamiA�A� rA?A?nych kolei losu, w tym przenosin ze wsi do miasta, faktycznych szans, jakie daA�a szkoA�a, biedy albo A?ycia tuA? nad kreskA�, pracy kiepskiej, A?mudnej, ale dajA�cej satysfakcjA�, a czasami A?adnej. RA?A?nice miA�dzy nami istniejA� i nieprawdA� jest, A?e A?yjemy w pA�askim klasowo spoA�eczeA�stwie, jak wydawaA�o siA� niektA?rym, ale bA�dA� siA� upieraA�, A?e mamy szansA� na budowA� relacji opartych na solidarnoA�ci i zrozumieniu, A?e dobro drugiego czA�owieka sA�uA?y takA?e nam.

Dziki kapitalizm zniszczyA� i podzieliA� bardzo wiele, ale nie unicestwiA� wszystkiego. W wiA�kszoA�ci, jako obywatele, nadal jedziemy na rA?A?nych piA�trach, ale jednak tego samego, niezbyt wysokiej jakoA�ci wA?zka. Znajdujemy siA� na spektrum niepewnoA�ci i skromnego stanu posiadania a�� od bardzo skromnego, po a�zw porzA�dkua�?, a zewnA�trzne oznaki stabilizacji bywajA� makietA� z tektury. Nawet stateczna menedA?erka z lA�niA�cego biurowca moA?e swojA� gorliwoA�ciA� w szlusowaniu do aktualnych standardA?w i mody maskowaA� a�zsA�oikowea�? poczucie niedopasowania (co zresztA� jest zjawiskiem starszym niA? III RP a�� o psychologicznych zawiA�oA�ciach awansu spoA�ecznego mA?wi sympatyczny film a�zWarszawskie goA�A�biea�? z lat 80.). A poniewaA? czA�sto ciuch od projektanta jest z lumpeksu, sushi z dyskontu, a dekoracje w stylu prowansalskim pochodzA� z hurtowni a�zUpominexa�?, makieta moA?e siA� okazaA� stosunkowo A�atwa w demontaA?u. Kto wie, moA?e dlatego takA� popularnoA�ciA� cieszA� siA� opowieA�ci o latach 90., moA?e siA�gajA� po zwykA�A� pokoleniowA� nostalgiA� a�� przypominajA� czas, gdy kolorowe gazety trA�biA�y o tym, A?e kaA?dy moA?e zostaA� milionerem, ale z drugiej strony rzeczywistoA�A� sama uczyA�a o tym, jak rA?A?ni bywajA� ludzie i ich A?yciorysy. MogliA�my, mieszkajA�c w domu jednorodzinnym, odwiedziA� po lekcjach koleA?ankA� z klasy w kamienicy bez A�azienki, albo samemu mieszkajA�c w kamienicy wpaA�A� do mieszkania kolegi z bloku, A?eby pograA� na amidze. DorastajA�cym w realiach, gdzie wszystko jest ogrodzone, wszA�dzie trzeba wpisywaA� kody i za wszystko trzeba pA�aciA�, ta nauka na pewno przychodzi trudniej a�� trzeba przekroczyA� coA� zastanego.

W eseju poA�wiA�conym obcoA�ci w literaturze science fiction Ursula K. LeGuin pisze: a�zJeA�li zaprzeczasz wiA�zi z drugim czA�owiekiem albo grupA� ludzi, jeA�li twierdzisz, A?e sA� zupeA�nie odmienni niA? ty a�� tak, jak mA�A?czyA?ni zrobili to wobec kobiet, jedna klasa wobec innej, narA?d wobec narodu a�� moA?esz zaczA�A� ich nienawidziA� lub ubA?stwiaA�, ale w kaA?dym z tych przypadkA?w zaprzeczasz waszej duchowej rA?wnoA�ci, ludzkiej realnoA�ci. Zmieniasz ich w rzecz, z ktA?rA� jedyna moA?liwa relacja to relacja oparta na wA�adzy. W ten sposA?b dokonujesz zgubnego w skutkach zuboA?enia swojej wA�asnej rzeczywistoA�ci. Wyobcowujesz siA�a�?. MyA�lA� o tym zawsze, kiedy przypominam sobie sytuacje, w ktA?rych lewicowcy wydajA� siA� podchodziA� do moA?liwie szeroko rozumianego a�zludua�? jak do jeA?a. BojA� siA�, nie wiedzA�, jak siA� zachowaA�, jak mA?wiA� o ludziach, z ktA?rymi sympatyzujA� i chcieliby okazaA� solidarnoA�A�, wreszcie a�� wyobraA?ajA� sobie na ich temat niekoniecznie wA�aA�ciwe rzeczy. Na temat ludzi, ktA?rzy sA� przecieA? w zasiA�gu rozmowy!

Pytam siebie w duchu: co siA� z nami podziaA�o? Dlaczego zachowujemy siA�, jakbyA�my odlecieli na rA?A?ne planety? JakbyA�my nigdy nie mieli sA�siadA?w, nie mieszkali teraz czy kiedyA� na blokowisku, nie chodzili do publicznej szkoA�y i nie odwiedzali kolegA?w z klasy, a w dorosA�ym A?yciu nie A�A�czyA�y nas relacje z ludA?mi, ktA?rzy mogli pracowaA� w zawodzie, o ktA?rym my nie mamy pojA�cia, ale razem z nami A�azili po gA?rach, bunkrach albo sA�uchali podobnej muzyki? Co jest tym biletem na innA� planetA�, co stawia te bariery? WyksztaA�cenie, nawet jeA�li nigdy nie pracowaliA�my w zawodzie lub nie dotrwaliA�my do magistra? Praca? A moA?e a�� o ironio a�� uA�wiadomienie sobie, A?e w spoA�eczeA�stwie nie wszyscy mamy rA?wne szanse, co jakimA� dziwnym sposobem sprawia, A?e zaczynamy siA� dystansowaA� wobec kogoA�, z kim niedawno moglibyA�my wypiA� piwo i porozmawiaA� o zbieraniu pA�yt (bo a�zco on sobie o mnie pomyA�li, muszA� mieA� salon wypisany na twarzya�?).

SkA�d siA� to bierze, to pouczanie i pielA�gnowanie poczucia winy, samokrytyka zamiast faktycznej polityki, autoanaliza i przykrawanie siA� do wzorca zamiast bardziej praktycznego i empatycznego przymkniA�cia oka na rA?A?norodnoA�A� postaw ludzkich, przyznania, A?e ja jestem taka, a ty A�maka, ale A�A�czA� nas podobne cele, monitorowania drobiazgA?w zamiast stwierdzenia a�� ok, ale idA? i nie grzesz wiA�cej? Jest jakiA� straszny paradoks w tym, A?e czasem wiedza i samoA�wiadomoA�A� zamienia siA� w pancerz. Teoria habitusA?w Bourdieu, skA�dinA�d bardzo odkrywcza w socjologii, przeniesiona na poziom rozmA?w miA�dzyludzkich i osobistych postaw robi dziwne rzeczy z Polakami i Polkami. WidziaA�am najlepsze umysA�y mego pokolenia pochA�oniA�te przez nieustanne rachunki sumienia. Czy moA?e mi siA� podobaA� ta piosenka? Czy to wypada, czy nie wypada? Czy nie wydajA� siA� za gA�upi lub za mA�dry? Czy moje gusta nie sA� elitarne albo przeciwnie, pozerskie? Jak Molierowski pan Jourdain, ktA?ry po 40 latach uA�wiadomiA� sobie, A?e mA?wi prozA�, tak biedny, zdezorientowany sympatyk lewicy uA�wiadamia sobie, A?e mA?gA� mieA� w A?yciu nieco wiA�cej fartu. AswiadomoA�A� rA?A?nych punktA?w startowych w A?yciu to sama w sobie dobra rzecz, bo czas najwyA?szy daA� sobie spokA?j z mitem a�zod zera do milioneraa�?, ale problem zaczyna siA� wtedy, gdy ta A�wiadomoA�A�, zamiast oA�wiecaA�, staje siA� ciA�A?arem, o ktA?rym pisaA�a LeGuin.

Tak powstaje uprzedzenie, z mieszaniny obaw i lA�kA?w: mogA� zrobiA� coA� A?le, wiA�c na wszelki wypadek bA�dA� siA� trzymaA� z daleka. KtoA� dotychczas znany staje siA� w naszych oczach obcym, czA�owiekiem z innego A�wiata, niezrozumiaA�ym; pogA�A�bia siA� miA�dzy nami rA?w, choA� A�wiadomoA�A� i empatia powinna raczej sprzyjaA� jego zasypywaniu. Wyobcowujemy siA� rA?wnieA? wobec samych siebie. JeA�li jesteA�my wyksztaA�ceni albo mieliA�my szczA�A�cie znaleA?A� dobrA� pracA� a�� zaczynamy siA� za siebie wstydziA�, postrzegaA� swA?j (mimo wszystko nadal skromny) status jako barierA� w komunikacji, ciA�A?ar wiA�kszy niA? w rzeczywistoA�ci. WidziaA�am realizacjA� tego scenariusza kilka razy i za kaA?dym z nich wyglA�daA�o to podobnie: jakby bardziej A�wiadomie deklarowany akces do lewicy sprawiaA�, A?e wczeA�niej zwyczajnie otwarty na A�wiat (i prospoA�eczny w praktyce) czA�owiek wolaA� schowaA� siA� do nory i pogrA�A?yA� w nieskoA�czonych debatach o tym, kim jesteA�my i dokA�d tuptamy. MoA?na poA�wiA�caA� siA� wtedy w nieskoA�czonoA�A� cyzelowaniu mowy i wA�asnych przyzwyczajeA� tak, by byA�y jak najmniej dokuczliwe dla innych grup spoA�ecznych. Takie dyskusje odbywajA� siA� zwykle w niewielkich gronach, co czyni je niszowym sportem. Redaktorzy i czytelnicy a�zNOa�?, ktA?rzy sA�uchajA� metalu, a jest nas tu kilkoro, zapewne pamiA�tajA� tragikomiczne debaty sprzed kilkunastu lat o tym, kto nadaje siA� na TRVE metalowca, a kto juA? naraA?a siA� na pozerstwo; zwykle koA�czyA�o siA� to tym, A?e w zbiorze TRVE zostawaA�a moA?e jedna wzorcowa osoba. Po co doskonale pozbawiony uprzedzeA� jA�zyk, skoro nie zamierzamy go uA?ywaA�, skoro boimy siA� porozmawiaA�?

Ten lA�k i pewna sztywnoA�A�, samoalienacja a�� wszystko to moA?e niestety przeA�oA?yA� siA� na prA?bA� rozmowy. KtoA�, kto nie jest pewien, jak mA?wiA� do drugiego czA�owieka w obawie, A?e ten jest a�zzupeA�nie inny niA? jaa�?, zaczyna babciojagA?dkowaA�, robiA�c wraA?enie takie, jakie zrobiA� a�� mimo najlepszych intencji a�� wnuczek z kolejowej anegdoty. Nikt nie lubi, gdy siA� ktoA� nad nim, dorosA�ym obywatelem, pochyla i zaA�amuje rA�czyny. Nikt nie chce, A?eby mu na siA�A� wpychaA� nawet najsmaczniejsze jagA?dki. Nieco naiwnA�, ale moA?e skutecznA� (bo nie ma zmiany bez dozy naiwnoA�ci) receptA� na wyjA�cie z tego stanu rzeczy jest daA� siA� polubiA�, najlepiej osobiA�cie. Szukanie poziomych pA�aszczyzn porozumienia, idA�cych w poprzek podziaA�A?w narzuconych nam z gA?ry. Za tzw. moich czasA?w, w latach 90. i wczesnych zerowych, takim wspA?lnym gruntem byA�y subkultury. Dzisiaj mogA� byA� to rzeczy powszechnie lubiane, jak sport, ciuchy, ogrA?dek czy makijaA?, albo nieco bardziej niszowe, jak stare auta, szydeA�kowanie albo UFO. JeA�li nasi rozmA?wcy sA� nieco starsi, mogA� spokojnie zdeklasowaA� wiedzA� magistra, bo oczywistA� rzeczA� byA�o dla nich oglA�danie Teatru Telewizji i a�zWielkiej Grya�?, moA?e czytanie wielkonakA�adowych magazynA?w w rodzaju a�zPrzekrojua�? czy a�zNowej Wsia�?. To oni wygraliby z nami w a�zJednym z dziesiA�ciua�?.

StanisA�aw BaraA�czak zastanawiaA� siA� w latach 70., dlaczego tak wielu widzA?w bynajmniej nienoszA�cych cylindra i fraka kochaA�o a�zKabaret Starszych PanA?wa�?, ignorujA�c jednoczeA�nie A�opatologiczne filmy i powieA�ci milicyjne. OdpowiedziA� byA� szacunek dla widza. Nie moA?na bowiem podwaA?aA� czyjejA� zdolnoA�ci do myA�lenia. ZakA�adaA�, A?e ktoA� jest z zasady pozbawiony wyobraA?ni, umiejA�tnoA�ci autorefleksji, poczucia humoru (w tym dystansu wobec samego siebie). Dzisiaj autorzy blogA?w i kanaA�A?w Youtube poA�wiA�conym teoriom spiskowym, pA�askiej Ziemi albo Reptilianom, nie stroniA� od wykA�adania teorii filozoficznych (nawet jeA�li sA� to teorie wziA�te z kompletnie innego wymiaru, albo z pewnej czA�A�ci ciaA�a) i wcale nie unikajA� trudnych sA�A?w. I chociaA? opowiadajA� bajki, to trzeba oddaA� im sprawiedliwoA�A�, A?e realizujA� postulat BaraA�czaka o tym, A?eby szanowaA� swojego odbiorcA�. Warto wziA�A� sobie to do serca. Nawet jeA�li nasz obecny lub potencjalny znajomy, sA�siad, wspA?A�pracownik nie ma czasu na czytanie powieA�ci, nie znaczy to, A?e zna gA?ra sto sA�A?w, a to, A?e ma daleko do najbliA?szej galerii sztuki, nie powoduje, A?e sztuki nie moA?e zrozumieA�. Dlaczego zakA�adamy, A?e nie moA?na jednoczeA�nie lubiA� grillowania i czytania ksiA�A?ek, albo sA�uchaA� disco polo, poezji A�piewanej i Chopina, w zaleA?noA�ci od humoru i okazji? SwojA� drogA�, czy wiedzieliA�cie, A?e zespA?A� Boys na poczA�tku inspirowaA� siA� INXS i Duran Duran, a wczesne piosenki Akcentu to przerA?bki standardA?w z a�zkrainy A�agodnoA�cia�?? No to juA? wiecie.

Polityka w A?yciu codziennym to takA?e lekcja wyrozumiaA�oA�ci, zwA�aszcza jeA�li nie chcemy uprawiaA� gwiazdorskiej autopromocji, lecz zaprosiA� na wspA?lny pokA�ad jak najwiA�cej osA?b. Kiedy byA�am nastolatkA�, zdarzyA�o mi siA� na chwilA� a�zprzykucnA�A�a�?, uwierzyA� w liberalizm i daA� siA� oszoA�omiA� przekonaniu, A?e kaA?dy jest kowalem wA�asnego losu (na szczA�A�cie ta chwila nie trwaA�a dA�ugo). Hipiso-punki z maA�ych miast nosiA�y wtedy koszulki z napisem a�zKaA?dy inny, wszyscy rA?wnia�?, a ja dziwiA�am siA�, co teA? oni wymyA�lajA�. Dzisiaj muszA� ich przeprosiA�. Bo tak trzeba A?yA�.

Olga Drenda

Olga Drenda

Olga Drenda – dziennikarka i tłumaczka. Prowadzi stronę Duchologia (facebook.com/duchologia). Autorka książki „Duchologia polska. Rzeczy i ludzie w latach transformacji” (2016).

6 odpowiedzi na „Niestrawne jagA?dki

  1. Obserwator pisze:

    Niestety różnice klasowe powodują wzajemną nienawiść. W PRL wszyscy byli tacy sami albo chociaż podobni a w kapitalizmie różnice są na tyle duże że nie ma i nigdy nie możliwości porozumienia między klasami. Kiedyś wszyscy się wzajemnie wymordujemy.

  2. Lewiatan i Morda tego potwora pisze:

    Co jakiś czas następuje „społeczny reset” – wojna, rewolucja itp. Gdy poziom napięć w danym momencie przekracza możliwości kompensacyjne układu a materiału pod zapłon jest dużo, mamy BUM. Swoją drogą cenny tekst skłaniający do spojrzenia na swoje postawy, działania i wypowiedzi. Gratuluję Autorce i Redakcji.

  3. Cort pisze:

    Oczywiście wszystko jest dopóki przedstawiciel klasy ludowej nie wypowie się na temat, w sprawie którego żadnych kompromisów być nie może – np. uchodźcy, albo normy i obyczaje obowiązujące w stosunkach damsko męskich, albo nie daj boże opowie dowcip na temat który ABSOLUTNIE NIE JEST ŚMIESZNY.

    Wtedy idziemy full on ideologicznie słuszny gniew mode i walimy jak w bęben.

    • ja pisze:

      Akurat takie kiksy, jak pokazują ostatnie wypadki, zdarzają się podejrzanie często ludziom wpływowym i uchodzącym za tzw. autorytety :) ale tak czy inaczej jest różnica między powiedzeniem komuś „jesteś idiotą” a „stary, nie masz racji”

  4. M pisze:

    Problem w tym, ze obecna „lewica” to glownie obyczajowka i sprawy kolorozporkowe. Wystarszy posluchac takich cele-autorytetow jak pani Wellman czy profesora Sroda. Owszem troche sympatyzuje z Autorka: mieszkam w bloku, uczylem sie w szkole publicznej, imalem sie roznych prac, zawsze za minimalna. Tyle ze o ile moge posympatyzowac ze wspolnymi pogladami na zycie to gdy poznajemy sie blizej, ukazuje sie pewna „brzydka twarz lewicy” w postaci praw dla gejow, przyjmowania sniadolicych panow z Bliskiego Wschodu, aborcji, eutanazji i innych wynalazkow „dzikiego liberalizmu”. Jestem konserwatysta i katolikiem (bynajmniej nie kulturowym). Pozdrawiam.

    • aj pisze:

      Cześć M, skąd w Tobie tyle zawzięcia? Nie ma problemu, możesz nie chcieć brać ślubu z kolegą i robić sobie aborcji. Może ja też nie chcę, więc jedziemy na tym samym wózku. Ale po co mamy zabraniać tego innym, po co grzebać w cudzych rozporkach, skoro naszymi nikt nie próbuje rządzić po swojemu?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>