Stanisław Posner: Ustawa o ratyfikacji konwencji dotyczącej zwalczania handlu kobietami (1924)

·

Stanisław Posner: Ustawa o ratyfikacji konwencji dotyczącej zwalczania handlu kobietami (1924)

·

Komisja Spraw Zagranicznych rozpatrywała na dzisiejszym posiedzeniu ustawę przyjętą już przez Sejm, o ratyfikacji konwencji międzynarodowej dotyczącej zwalczaniu handlu kobietami i dziećmi z 30 września 1921 r. Komisja ustawę tę przyjęła i poleciła mi prosić Wysoki Senat, aby ustawę tę w brzmieniu, przyjętym przez Sejm, bez zmiany zatwierdził.

Panie i Panowie, ustawa, która dotyczy ratyfikacji konwencji genewskiej z 1921 r. powinna była przyjść pod obrady nasze znacznie wcześniej. Istotnie należy wyrazić zdziwienie, że dopiero po 30 miesiącach konwencja ta, przyjęta i podpisana przez przedstawicieli Rzeczypospolitej, przychodzi pod obrady Senatu. Stwierdzam to z ubolewaniem dlatego, że opieszałość, z jaką rząd polski spełnia swój obowiązek wobec tej sprawy, bardzo źle, bardzo niechętnie była przyjmowana na obradach komisji doradczej przy Lidze Narodów dla spraw walki z handlem żywym towarem. No, ale to się stało i stwierdzam z wielką radością, że wreszcie będzie można zawiadomić tę komisję i Ligę Narodów, że Polska spełniła swój obowiązek, że podpis, który położyła pod tą konwencją we wrześniu 1921 r. nie był pustym.

Konwencja, o którą tu chodzi, a która została przyjęta zarówno przez Sejm, jak i dziś jednomyślnie przez Komisję Spraw Zagranicznych, jest dopełnieniem szeregu konwencji, które ją poprzedziły, a które mają na celu walkę na drodze międzynarodowej z tym strasznym trądem społecznym, które nosi nazwę handlu kobietami i dziećmi.

Już w roku 1904, co znaczy 20 lat temu, sprawa ta była do międzynarodowego uregulowania zupełnie dojrzała. Rządy wszystkich państw kulturalnych przychodziły do wniosku, że jeżeli ta walka ma być na serio prowadzona, to może być prowadzona na drodze tylko międzynarodowej konwencji, a to dla tej prostej przyczyny, że i ten handel jest międzynarodowy, że on się opiera na organizacji międzynarodowej nadzwyczaj potężnej pod każdym względem, przede wszystkim pod względem środków, jakimi rozporządza i że jeżeli władze państwowe i opinia publiczna na serio pragnie koniec położyć temu strasznemu zjawisku i nadużyciu społecznemu, a przynajmniej to nadużycie ograniczyć, to osiągnąć to można tylko ma drodze porozumienia międzynarodowego. Skutkiem tego, z inicjatywy wielkiego działacza angielskiego Aleksandra Coote’a w 1904 r. zebrało się w Paryżu zgromadzenie przedstawicieli dyplomatycznych różnych państw i spisano pierwszą konwencję, która ma na celu różnymi sposobami zbliżyć się do tego wrzodu społecznego i z różnych stron, pod różnym kątem widzenia przystąpić do sanacji organizmu społecznego, na którym podobny wrzód mógł wyrosnąć.

Gdzie były trudności i dlaczego na drodze międzynarodowej tylko ta sprawa może być rozwiązana? Oto różne państwa próbowały walczyć z wrzodem za pomocą represji tego przestępstwa. Przestępstwa są przewidziane przez kodeks karny. A więc jest rzeczą prostą, że trzeba tylko, ażeby kodeksy kanie i urzędnicy, którzy wykonują postanowienia kodeksów karnych, do karania owych przestępstw w sposób bardziej dotkliwy wzięli się. Czyniono to, ale zauważono, że przestępstwo, o które chodzi w danym wypadku, jest tak złożone, nie jest prawie nigdy ograniczone do terytorium jednego tylko państwa. Jest to przestępstwo, które rozpoczyna się w Warszawie, które ma dalszy ciąg w Berlinie, dalszy ciąg w Hamburgu, potem na statku, który wywozi ofiary tego handlu do portów afrykańskich czy do Argentyny, do Brazylii itd. I otóż we wszystkich państwach, które tu wyliczyłem, obowiązują swoiste kodeksy karne, które często nie znajdują się w żadnym związku, w żadnym porozumieniu pomiędzy sobą. To, co jest ściśle określonym przestępstwem w jednym kraju, w innym kraju, który stoi o wiele niżej pod względem kulturalnym, nie jest jeszcze uważane za przestępstwo i nie podlega karze. Jedne kodeksy karzą tylko samo przestępstwo, inne również usiłowanie przestępstwa. Wysoka Izba widzi na tym krótkim przykładzie, jak trudne jest podjęte zadanie. I dlatego konwencja z 1904 roku przede wszystkim uchwaliła, iż należy dążyć do unifikacji kodeksów karnych pod kątem widzenia, stosowania represji do handlu kobietami i dziećmi.

To nie było jeszcze wszystko. Były jeszcze inne trudności. Zdarzało się dawnymi laty, dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści lat temu, że towarzystwa dobroczynności, działające w granicach pewnych terytoriów, wydobywały ofiary tego handlu z domów publicznych i zwracały się do przedstawicieli konsularnych tych państw, z których pochodziły owe ofiary, ażeby te reprezentacje konsularne odsyłały ofiary do domów, do ojczyzny. Konsulowie tłumaczyli się, że nie mają na to funduszów, że ich budżet nie przewiduje takich nadzwyczajnych wydatków; byli konsulowie, którzy koszty związane z repatriacją tych ofiar pokrywali z własnych funduszów, byli tacy, ale to były wyjątki. Zdarzało się jednak i to jest zapisane ku hańbie świata przez bardzo wielu podróżników i badaczy, że ofiary te, z inicjatywy osób prywatnych i dobroczynnych wydobywane z domów rozpusty, musiały tam wracać, dlatego, że nie miały żadnych środków utrzymania, że nie miały z czego żyć i ażeby z głodu nie umrzeć, wracały znowu do kałuży, z której je dobre serca bliźnich wydobyły, i to był drugi punkt, na który konwencja z 1904 roku zwróciła uwagę.

Był i trzeci punkt, ten mianowicie, że handel kobietami i dziećmi jest handlem obliczonym na bardzo dalekie przestrzenie. Każdy to rozumie, że taki handlarz musi z natury rzeczy dążyć do tego, żeby zatrzeć jak najprędzej ślady swojej zbrodni. W kraju, w którym dokonał przestępstwa, wie, że może go dosięgnąć ręka sprawiedliwości, stara się tedy swoją zbrodnię przenieść gdzie indziej i jak najprędzej przeskoczyć, chociażby przez ocean. I tutaj odkrywała się daleka perspektywa, objęta tytułem emigracji, i dlatego konwencja międzynarodowa z 1904 r. poleciła rządom zwrócić specjalną uwagę na porty, z których odchodzą transporty emigrantów europejskich do dalekich zaoceanicznych krajów.

To są trzy główne momenty, które miała na widoku konwencja i my, kiedy dziś czytamy konwencję z 1904 roku, dzielącą nas przeciągiem 20 lat od chwili, kiedy się urodziła, dziwimy się, jak to może być, żeby rzeczy podobnie oczywiste, sprawiedliwe i jasne, nie mogły być od razu załatwione. Każdy zrozumie, że jeżeli są różnice między kodeksami, to trzeba je usunąć i trzeba te kodeksy ujednostajnić. Nadzór nad statkami transatlantyckimi jest słaby. Trzeba ten nadzór wzmocnić, albo ten nadzór stworzyć. To są rzeczy możliwe i do wykonania. Dlatego trzeba było aż 20 lat prawie, żeby ta sprawa została ostatecznie załatwiona? Ona jeszcze i dziś nie jest całkowicie załatwiona. Proszę Panów, w roku 1910 ten sam Aleksander Coote zaczął planowo objeżdżać różne państwa, poruszać opinię publiczną krajów, by na nowo ten sam komitet międzynarodowy zebrał się w ministerstwie spraw zagranicznych w Paryżu, i aby na nowo przerobić tę samą konwencję, która zupełnie nie została wykonana. Czy opieszałość rządów, czy trudność sprawy, czy, jak niektórzy złośliwi publicyści uważają, wpływy owych handlarzy, samych owych międzynarodowych organizacji handlu kobietami i dziećmi są tak silne i przemożne, iż konwencja z roku 1904 w roku 1910 zupełnie nie była jeszcze tknięta. Słowem, że w roku 1910 po raz wtóry w ministerstwie spraw zagranicznych w Paryżu zebrali się ci sami dyplomaci, z tymi samami mandatami i powtórzyli po raz drugi ten dezyderat, aby wreszcie państwa, związane już pewnym międzynarodowym związkiem w tej sprawie, przystąpiły do sanacji stosunków. Tak było w roku 1910, lecz i konwencja z roku 1910 znowu pozostała prawie martwą literą. Bardzo wiele państw podpisało tę konwencję, nie tylko z liczby tych, których przedstawiciele byli w Paryżu, ale wiele państw przystąpiło do niej później.

Niemniej jednak stwierdzono w czasie wojny i po wojnie, że konwencja pozostała nadal martwą literą. Między innymi parlament niemiecki ratyfikował ją w roku 1912, a w 1917 w ostatnim wydaniu podręcznika prawa międzynarodowego słynnego internacjonalisty niemieckiego von Liszta znajdujemy uwagę, że konwencja ta, ratyfikowana w Berlinie w roku 1912, pozostała do roku 1917 martwą literą, bo nawet rozporządzeń wykonawczych do tej ustawy nie wydano.

Otóż w takich warunkach zastało tę sprawę zawieszenie broni 1918 roku i z chwilą, kiedy w mowie wielkiego męża stanu, w głowie Wilsona, powstał plan zrealizowania starej zresztą myśli utworzenia Ligi Narodów, stowarzyszenia międzynarodowej walki z prostytucją, dla walki z handlu kobietami i dziećmi, zakrzątnęły się, ażeby do paktu Ligi Narodów został wprowadzony punkt, który ma na celu walkę z tym wrzodem. Otóż w Traktacie Wersalskim w art. 23 litera c) znajdujemy przepis ustawowy, że między innymi, Liga Narodów będzie się także zajmowała walką z handlem kobietami i dziećmi. I w myśl tego art. 23 lit. c), przy sekretariacie Ligi Narodów, utworzono specjalną komisję doradczą w sprawie walki z handlem kobietami i dziećmi, i tak komisja na pierwszym swoim posiedzeniu podniosła sprawę realizacji konwencji międzynarodowej z 1920 r. I konwencja z 1921 r., której ratyfikację dziś chcemy uchwalić, jest powtórzeniem po raz trzeci tych samych zasad, które zostały proklamowane po raz pierwszy w 1904 r., po raz drugi w 1910 r. i które do 1921 r. nie zostały w czyn wprowadzone.

Już na początku swego przemówienia wspomniałem o głównych podstawach tej konwencji. O co tam właściwie chodzi? Chodzi o unifikację tych zasad prawa karnego, które mają na celu walkę ze stręczeniem do nierządu i z handlem kobietami i dziećmi, po wtóre o opiekę silną i wszechstronnie wykonywaną zarówno w portach, z których wychodzą statki, jak i na samych statkach, wreszcie po trzecie – o opiekę nad biurami pośrednictwa pracy, które w krajach, w których pośrednictwo pracy jest sprawą prywatną, bardzo często pod pokrywką pośrednictwa pracy, pod pokrywką agencji do stręczenia nauczycielek, zajmowały się przed wojną po prostu handlem kobietami i dziećmi.

To jest treść tej konwencji.

Rząd Polski, który w 1921 r. położył swój podpis pod tą konwencją międzynarodową i który dziś ją ratyfikuje z tytułu uchwał zawartych w tej konwencji i z tytułu aneksów do niej, powołał do życia szereg instytucji, które mają na celu w najściślejszym związku z opinią publiczną pracować nad wyleczeniem społeczeństwa z tego wrzodu.

Muszę tu oświadczyć, że w kraju naszym na długo przed wojną i nawet wcześniej niż pierwsza konwencja międzynarodowa przychodziła do skutku w 1904 r., istniały towarzystwa prywatne o charakterze wyznaniowym, które zajmowały się opieką nad upadłymi kobietami i które między innymi także na własną rękę, w granicach swoich skromnych środków i skromnych możności, walczyły z handlem kobietami i dziećmi. Najstarszym z tych towarzystw jest towarzystwo katolickie ochrony kobiet, powołane niegdyś przed wielu laty do życia przez nieżyjącego już dzisiaj Gustawa Przeździeckiego. Za przykładem tego towarzystwa powstało towarzystwo żydowskie ochrony kobiet, towarzystwo protestanckie ochrony kobiet, które to towarzystwa w granicach sił i możności pracują nad leczeniem tego trądu społecznego.

Rząd Polski nie zadowolił się tymi inicjatywami czysto prywatnymi. Rząd Polski na skutek dezyderatu zawartego w konwencji, powołał do życia komitet polski do walki z handlem kobietami i dziećmi, taki sam, jaki istnieje w każdym z państw, które konwencję podpisały. Komitet ten składa się z przedstawicieli wszystkich tych towarzystw dobroczynnych, działających na terenie danego państwa, z przedstawicieli rządu i nadaje tej walce inicjatywę i pewien poważny, jednolity charakter. Na czele naszego polskiego komitetu dla walki z handlem kobietami i dziećmi, stoi bardzo znany specjalista w tych sprawach, autor ustawy o walce z chorobami wenerycznymi, dawny wyższy urzędnik Ministerstwa Zdrowia Publicznego, dr. Leon Wernic, którego inicjatywie zawdzięczamy bardzo wiele pięknych zarządzeń publicznych i prywatnych w tych sprawach, którymi się dzisiaj zajmujemy.

Proszę Pań i Panów, poza tymi dwiema kolumnami, na których spoczywa praca w tej dziedzinie, jest jeszcze trzecie kolumna, że tak powiem, to jest specjalna organizacja, którą się nazywa centralnym organem i która w myśl dezyderatów konwencji międzynarodowej, powinna być powołana do życia w każdym ministerstwie spraw wewnętrznych.

Rząd Polski wykonał te zobowiązania, które na nim ciążyły i w zeszłym roku, jeszcze przed ostatnim posiedzeniem komisji doradczej, organ taki powołał do życia w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych organ centralny dla walki z handlem kobietami i dziećmi, organ, który ma centralizować w swoich rękach opiekę urzędową nad wszystkimi tymi sprawami, który ma opiekować się organami wykonawczymi, które w każdej komórce państwowej Rzeczypospolitej powinny czuwać nad tymi sprawami. Organ ten został zorganizowany. Niestety, żelazna miotła redukcji sprowadziła do niczego tę działalność, dlatego, że ten organ, który pracując dla całego Państwa, musi posiadać pewną poważną ilość urzędników, został dziś sprowadzony do pracy jednego tylko urzędnika i każdy z nas zrozumie, że w takich warunkach organ ten zupełnie pracować nie może. Ta redukcja w inicjatywie prywatnej wyraża się tym, że tam nie ma pieniędzy i towarzystwa ochrony kobiet, działające na terytorium Rzeczypospolitej, nie mogą teraz zupełnie podołać swojemu zadaniu. Postanowiono już dawno u nas zorganizować misje dworcowe, których organizacja również wynika z konwencji międzynarodowej; czynimy wszelkiego rodzaju zabiegi, aby sprostać temu zobowiązaniu, ale w gruncie rzeczy sprawa ta nie posuwa się naprzód dlatego, że nie ma na to środków.

I dlatego Komisja Spraw Zagranicznych Senatu uchwaliła dziś prosić Senat, ażeby zechciał przyjąć następującą rezolucję:

„Senat wzywa rząd do wyszukania środków w celu przyjścia z pomocą instytucjom opiekującym się kobietami i dziećmi, oraz dania możności komitetowi polskiemu dla walki z handlem kobietami i dziećmi zorganizowania misji dworcowych, zastrzeżonych w konwencjach międzynarodowych, Państwo Polskie obowiązujących”.

Dodam jeszcze, że rezolucja podobnej treści została również przez Sejm jednomyślnie uchwalona.

Komisja Spraw Zagranicznych Senatu uchwaliła też drugą rezolucję, która brzmi, jak następuje:

„Senat wzywa rząd do jak najszybszego przedłożenia projektu noweli karnej w przedmiocie zwalczania handlu kobietami i dziećmi w myśl zasad zawartych w konwencjach międzynarodowych paryskiej 1910 r. i genewskiej 1921 r.”.

Wszyscy wiemy, że posiadamy komisję kodyfikacyjną, która już od kilku lat pracuje nad kodyfikacją wszystkich ustaw polskich. Komisja ta uchwaliła nawet w dziedzinie prawa karnego ogólną część ustaw karnych, ale zanim te ustawy karne przejdą przez nasze izby prawodawcze, może upłynąć kilka lat. Będę nawet bardzo optymistycznym, jeśli powiem – lat kilka. Komisje kodyfikacyjne w innych krajach pracują dziesiątki lat, zanim kodyfikacje przez nie opracowane wchodzą w życie. Otóż ta rzecz wymaga bardzo prędkiego załatwienia. My nie możemy czekać, aż ustawa karna, która u nas zostanie szczęśliwie wprowadzona w życie, załatwi się i z przestępstwem, o którym my tutaj dzisiaj mówimy. I dlatego nowela, która załatwia tę sprawę w duchu zasad uchwalonych przez konwencję międzynarodową, jest bezwzględnie konieczna. Ta nowela od kilku lat już znajduje się na warsztatach Ministerstwa Sprawiedliwości, ale do dzisiejszego dnia z tych warsztatów nie zeszła i to jest przyczyną, dla której dzisiaj rezolucję przed chwilę przeze mnie przeczytaną uchwalić powinniśmy.

Wysoka Izbo, to jest wszystko, w krótkich słowach, w bardzo krótkich słowach, bo ten przedmiot jest tak obszerny, że wymagałby wielu godzin deliberacji, zanim by go w całości Państwu przedstawić. W krótkich słowach jest przedstawiona Wam treść konwencji międzynarodowej, którą Sejm uchwalił, a co do której Komisja Spraw Zagranicznych poleciła prosić Senat, żeby ją przyjął bez żadnych zmian, według brzmienia przyjętego przez Sejm.

Stanisław Posner

Powyższy tekst to zapis przemówienia w senacie RP, wygłoszonego w dniu 13 lutego 1924 r. Przedruk z książki Stanisława Posnera „Pięć lat pracy w senacie Rzeczypospolitej 1922-1927”, Księgarnia Robotnicza, Warszawa 1928. Od tamtej pory tekst nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Stanisław Posner (1868-1930) – polski działacz socjalistyczny pochodzący ze zasymilowanej rodziny żydowskiej. Już na początku lat 90. XIX wieku związał się z nielegalnymi inicjatywami lewicowymi w zaborze rosyjskim. Był publicystą legalnych pism postępowych, w których promował rozmaite rozwiązania, m.in. spółdzielczość, związki zawodowe, prawa człowieka, samostanowienie narodów podbitych i uciskanych. Od początku XX wieku zaangażował się w zwalczanie prostytucji i handlu żywym towarem, w roku 1903 wydał głośną rozprawę na ten temat pt. „Nad otchłanią” – jej fragment można przeczytać tutaj: Nad otchłanią (w sprawie handlu żywym towarem). W okresie rewolucji 1905 wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej, a po rozłamie w niej związał się z niepodległościową Frakcją Rewolucyjną. Od roku 1910 przebywał na emigracji politycznej we Francji, z której powrócił w roku 1919. W roku 1921 należał do grona pomysłodawców i założycieli Ligi Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Od roku 1922 przez dwie kadencje był senatorem RP wybranym z listy Polskiej Partii Socjalistycznej w okręgu Kielce; w drugiej kadencji pełnił przez dwa lata do swojej śmierci funkcję wicemarszałka Senatu. Autor setek artykułów i wielu większych publikacji.

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie