Strajk na Zaolziu (1919)
Niech żyje solidarność robotnicza! Niech żyje wolno-zjednoczona Polska! Niech żyje nasze polskie Zagłębie! Niech żyje Polska – od Ostrawicy aż po Wilno!
Trzeciego stycznia 2026 roku w ramach błyskawicznej operacji „Absolute Resolve” siły Stanów Zjednoczonych uprowadziły nieuznawanego przez Waszyngton od 2019 prezydenta Wenezueli Nicolása Madury. Złamały przy tym stosunkowo niewielki opór stawiany przez wenezuelskie siły zbrojne i kubańskie oddziały je wspomagające. Kolejne godziny i dni przyniosły reakcje władz państw regionu, których analiza jest pouczająca w aspekcie panujących w nim stosunków z supermocarstwem z północy oraz układu sił pozostającego w dwukierunkowej relacji z globalną rywalizacją strategiczną.
Bardzo charakterystyczna była reakcja libertariańsko-konserwatywnego prezydenta Argentyny Javiera Mileia, który określił amerykańską akcję jako „doskonałą wiadomość dla wolnego świata”. Milei jest obecnie najbardziej zdeklarowanym i najpotężniejszym sojusznikiem Waszyngtonu w Ameryce Łacińskiej oraz politykiem bardzo bliskim Donaldowi Trumpowi. Aczkolwiek trzeba zaznaczyć, że proamerykańskie stanowisko przejawiał on także za poprzedniej administracji, z którą pozostawał w dobrych relacjach mimo biegunowych różnic ideowych. Z Wenezuelą z kolei Argentyna nie utrzymywała stosunków dyplomatycznych od końca lipca 2024, kiedy Milei zakwestionował wyniki wyborów prezydenckich, w których ogłoszono zwycięstwo Madury. W następstwie tego Caracas zerwało relacje z Argentyną – a także z Chile, Kostaryką, Peru, Panamą, Dominikaną i Urugwajem.
Głos poparcia dla militarnej akcji USA popłynął od prezydenta Salwadoru Nayiba Bukelego. Wyraziście po stronie amerykańskiej opowiedział się również prezydent Ekwadoru Daniel Noboa, ogłaszając na platformie X, że „nadchodzi czas na wszystkich narkochavistańskich przestępców”.
Bardziej zniuansowane, koncentrujące się na kwestiach pragmatycznych, takich jak problem uchodźców z Wenezueli, poparcie wyraził natomiast pełniący obowiązki prezydenta Peru przewodniczący Kongresu José Jeri. Interesująca sytuacja dotyczyła Chile. O ile ustępujący prezydent Chile ostro potępił amerykańskie działania, o tyle prezydent-elekt José Antonio Kast, który obejmie urząd 11 marca, nazwał ją „świetną wiadomością dla regionu”.
Najostrzej operację „Absolute Resolve” potępiła Kuba, której 32 żołnierzy wspierających władzę Madury poległo w jej trakcie. Wtórowała jej bliska ideowo Nikaragua. Inne kraje regionu, w tym najpotężniejsze Brazylia i Meksyk, zajęły stanowisko krytyczne wobec amerykańskiej interwencji. W szczególnej sytuacji znalazły się lewicowe władze Kolumbii na czele z prezydentem Gustavem Petrem. Od dłuższego czasu jest on obiektem zaczepek ze strony Donalda Trumpa, obejmujących także groźby obalenia, a mających miejsce m.in. za pomocą specyficznej komunikacji międzynarodowej prowadzonej za pomocą mediów społecznościowych i bardzo swobodnych wypowiedzi publicznych. Władze Kolumbii zajęły stanowisko krytyczne wobec operacji USA w Wenezueli, aczkolwiek później nieco łagodzone, prawdopodobnie aby nadmiernie nie drażnić 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Taki rozziew opinii z jednej strony odzwierciedla podziały ideowe, z drugiej wynika z zaszłości historycznych. Amerykańską interwencję poparli szefowie państw reprezentujący (niezależnie od nieraz niejednoznacznych własnych deklaracji) orientację prawicową z silnym rysem liberalnym, tradycyjnie w regionie proamerykańską, a ostatnio aspirującą do udziału w trumpowskiej międzynarodówce. Krytyczni pozostali centrolewicowi i lewicowi. Zaszłości historyczne sięgają sformułowania doktryny Monroego, która stała się ciałem z końcem XIX wieku, kiedy Stany Zjednoczone zaczęły stawać się potęgą militarną aspirującą do realnego dominowania w regionie, czego pierwszym przejawem była stoczona w roku 1898 wojna z Hiszpanią m.in. o Kubę. W okresie zimnej wojny Stany Zjednoczone wspierały konserwatywne, często dyktatorskie rządy, tłumiące reformatorskie tendencje, nierzadko niestety osuwające się w komunizm proweniencji moskiewskiej czy pekińskiej.
Z biegiem czasu dochodzić zaczęła zadeklarowana przez Richarda Nixona w roku 1971, a od czasu prezydentury Ronalda Reagana nabierająca coraz większego rozpędu „wojna z narkotykami”. W jej ramach Stany Zjednoczone zaczęły eksportować swój problem gigantycznego i nieokiełznanego rynku zbytu substancji odurzających do krajów ich producentów. Jest to z jednej strony zupełnie nieefektywne. „Ssanie” powodowane przez wielomiliardowe obroty w Stanach uniemożliwia zatamowanie źródeł. Z drugiej strony działania amerykańskich agencji i służb stwarzają znaczące wyzwanie dla suwerenności krajów regionu, w szczególności Meksyku i Kolumbii, destabilizowanych wewnętrznie przez ogromną przestępczość, dla której paliwem są ogromne pieniądze napływające z północy.
W czasie zimnej wojny Moskwa osiągnęła w regionie sukcesy polityczne ograniczone do Kuby i Nikaragui. W XXI wieku penetracja polityczna regionu ograniczyła się do opartego głównie na obustronnej tromtadracji i widowiskowych gestach, ale mającego bardzo mało realnej treści poza importem rosyjskiej broni aliansu z Wenezuelą. Dopiero od niedawno został on wzmocniony współpracą Wenezueli z Chinami. O wiele groźniejszym dla pozycji USA z uwagi na bez porównania większe od Rosji możliwości gospodarcze Pekin. Chiny jawnie aspirują do przewodzenia całemu Globalnemu Południu.
W zarysowanym kontekście, wzmocnionym przez rolę Brazylii prezydenta Luli jako współzałożycielki BRICS, a później globalną polaryzację katalizowaną przez wojnę ukraińską, dla Stanów Zjednoczonych ogromnym darem losu stało się zwycięstwo w argentyńskich wyborach w roku 2023 wspomnianego na początku Mileia. Pokonał on kandydata szerokiego obozu zgrupowanego wokół peronistów, orientującego się geostrategicznie zgodnie z wektorami Globalnego Południa na Chiny, czego przejawem było złożenie aplikacji do członkostwa w BRICS. Milei natychmiast ogłosił Pekin i Moskwę wrogami, wycofał rzeczoną aplikację i nawiązał kordialne relacje jeszcze z administracją Joego Bidena. Jednym z ich symboli stały się udzielone przez Amerykanów gwarancje dla zakupu w Danii 24 używanych samolotów F-16AM/BM (dla których poważnym kontrkandydatem były za poprzedniej ekipy chińsko-pakistańskie JF-17). Aktualne władze Argentyny położyły bowiem znaczący nacisk na odbudowę potencjału militarnego kraju, który obecnie stanowi w ogromnej mierze „masa upadłościowa” jeszcze z lat 70. i 80., przetrzebiona w wojnie falklandzkiej, wyeksploatowana do granic i uzupełniana bardzo rzadkimi zakupami. Jeżeli te plany zakończą się powodzeniem, a proamerykańska orientacja będzie trwała, kraj ten stanie się dla Amerykanów bardzo wartościowym partnerem w zakresie kontroli południowego Atlantyku oraz tamtejszych szlaków handlowych wiodących w stronę Pacyfiku. Ku takiej roli wiodą też deklarowane kroki zmierzające ku odwilży w relacjach z Wielką Brytanią – Argentyna niezależnie od barw politycznych władz nie zrzeknie się formalnie wysp, które określa jako Malwiny, ale może przestać akcentować kwestię ustanowienia nad nimi swojej suwerenności, i tak leżącą poza zakresem wyobrażalnych możliwości.
Ponieważ prawicowy prezydent-elekt Chile, kraju znacznie mniejszego od Argentyny, ale obecnie wyraźnie silniejszego militarnie, deklaruje ścisłą współpracę z Mileiem i Stanami Zjednoczonymi, w strategicznie ważnym obszarze Globalnego Południa utwierdzi się znaczący wyłom sprzyjający Amerykanom. Taki blok wspierany przez Waszyngton i mniejsze państwa, jak wspomniany Salwador i Ekwador, będzie prawdopodobnie wywierał znaczący wpływ na politykę regionalną zarówno w aspekcie bezpieczeństwa i wektorów geostrategicznych, jak i polityki wewnętrznej poszczególnych krajów. Wszak w Brazylii w październiku odbędą się wybory prezydenckie, w których na głównego kontrkandydata Luli wyrasta Flávio Bolsonaro, syn poprzedniego prezydenta. Jego ojciec pod względem zajmowanych pozycji politycznych bardzo bliski był Mileiemu i Kastowi, ale w czasie sprawowania władzy izolowany tak w regionie, jak i w Ameryce. Młodszemu Bolsonarze prawicowa i protrumpowska fala w regionie może pomóc w zdobyciu władzy, pokazując, że mimo porażki polityki jego ojca „prawica może”, a następnie w sprawowaniu jej w sprzyjających warunkach.
Taka zmiana polityczna, w połączeniu ze spodziewaną przychylną dla Waszyngtonu neutralizacją Wenezueli, w praktyce wybiłaby region z Globalnego Południa rozumianego jako choćby mgławicowy blok polityczny, zabezpieczając strategiczne „miękkie podbrzusze” Stanów Zjednoczonych, stanowiące jednocześnie rezerwuar surowcowy i ogromny rynek zbytu.
dr Jan Przybylski
Grafika w nagłówku tekstu: Gerd Altmann from Pixabay
Niech żyje solidarność robotnicza! Niech żyje wolno-zjednoczona Polska! Niech żyje nasze polskie Zagłębie! Niech żyje Polska – od Ostrawicy aż po Wilno!
Lud przestał bić pokłony wykształconej ponad normę elicie, być służalczym wobec jej wizji świata, wypowiedział posłuszeństwo.