Praca: od biologicznego fundamentu do kryzysu tożsamości

·

Praca: od biologicznego fundamentu do kryzysu tożsamości

·

Od neokolonialnego drenażu energii, przez dług zagraniczny, po biurokratyczne „prace bez sensu” w metropoliach tzw. kapitalistycznego centrum i zbiurokratyzowanych segmentach społeczeństw tzw. peryferii – współczesny model pracy to mechanizm dyscyplinowania, a nie dobrobytu. James Suzman w swojej analizie „Praca. Historia tego, jak spędzamy swój czas” z 2020 r. (wydanie polskie 2021) obala mit o postępie mierzonym znojem i sugeruje drogę powrotną do ekonomii wystarczalności. Sprawiedliwość społeczna zaczyna się tam, gdzie kończy się przymus nieustannego wydatkowania energii w pracy na rzecz cudzego zysku.

Gdy w 2022 r. na łamach kwartalnika „Informator Ochrony Pracy” publikowałem wywiad redakcyjny z Adrianem Zandbergiem, w którym lider partii „Razem” wyartykułował polityczny projekt skracania czasu pracy, dodałem post scriptum zatytułowane „Wydajność przy skracaniu czasu pracy a wydatek energetyczny”. Zwróciłem tam uwagę, że skracanie czasu pracy w polskich warunkach musi brać pod uwagę zagrożenia powodowane wzrostem wydatku energetycznego, a w konsekwencji – zagrożenia zdrowia zawodowego, w tym możliwość wypadków przy pracy. Napisałem wówczas: „Wzór na pracę lub siłę pozwala obliczyć wysiłek dopuszczalny dla pracownika. Jednostką pracy i energii jest 1 dżul (J), czyli praca wykonana przez siłę o wartości 1 N (Newtona) przy przesunięciu punktu przyłożenia siły o 1 m w kierunku równoległym do kierunku działania siły, opisana wzorem: 1 J = 1 N•m. 1N oznacza siłę z jaką trze¬ba działać na ciało o masie 1 kg, aby nadać mu przyspieszenie równe 1 m/s², co zostało opisane wzorem 1N=1kg •m/s². Czas odgrywa więc zasadniczą rolę w wykonywanej pracy, a jest odwrotnie proporcjonalny do siły, co może oznaczać, że im krótszy czas pracy, tym większy wysiłek niezbędny do jej wykonania. Wysiłek = siła ludzka lub maszynowa. Ergo – czas pracy można skracać, gdy odpowiednią część wysiłku człowieka zastąpiły maszyny. Wydaje się, że przed skróceniem czasu pracy należałoby dokonać zagregowanych wyliczeń zastępowalności wysiłku ludzkiego maszynowym w warunkach gospodarki polskiej i odpowiednio do wyniku określić skalę oraz sposób skracania: dzienny, tygodniowy, czy w roku, czyli – urlopowy”.

Pisząc te słowa nie znałem opracowania Jamesa Suzmana. Po jego przeczytaniu tamtą korespondencyjną wymianę myśli z A. Zandbergiem widzę w znacznie szerszym kontekście.

James Suzman, czerpiąc z antropologii, fizyki i biologii ewolucyjnej, rzuca wyzwanie fundamentom współczesnej cywilizacji. Jego teza jest radykalna: praca w swojej obecnej formie nie jest naturalnym stanem człowieka, lecz historyczną anomalią zapoczątkowaną przez błąd rolnictwa. U podstaw teorii Suzmana leży definicja pracy jako celowego wydatkowania energii niezbędnego do walki z entropią. Dla organizmów żywych praca jest biologiczną koniecznością podtrzymania struktury życia. Jednak przez 95% historii naszego gatunku praca ta była ograniczona do minimum. Na podstawie własnych badań terenowych w Namibii Suzman wykazał, że wspólnoty łowców-zbieraczy, takie jak znani mu osobiście afrykańscy Ju/’hoansi, a z badań innych antropologów tanzański lud Hadza czy Aborygeni australijscy, zaspokajały swoje potrzeby (ok. 2100 kcal dziennie) w ciągu zaledwie 12–19 godzin tygodniowo. W ten sposób funkcjonowało tzw. pierwotne społeczeństwo dobrobytu. Była to gospodarka natychmiastowego zwrotu: nasi przodkowie żyli w „wiecznym teraz”. Głód oznaczał natychmiastowe działanie, a jego zaspokojenie – koniec pracy jako wydatku energetycznego. Pozostały czas poświęcano na mniej lub bardziej skomplikowane formy życia we wspólnocie: zabawy, żarty z członków społeczności, pierwotną sztukę czy realizowanie potrzeby jako matki wynalazku, wreszcie różne zachowania ceremonialne oraz tworzenie, rozwijanie i podtrzymywanie wyobraźni mitycznej. Dowodzi to, że najwyższe formy kultury rozkwitały właśnie w czasie wolnym od walki o przetrwanie.

„Wielkim Zwrotem” było wywędrowanie łowców-zbieraczy poza pierwotny „raj” Afryki do bardziej umiarkowanych stref klimatycznych, gdzie zimy powodowały zamieranie wegetacji i migracje zwierząt. Różnorakie próby dostosowania się do tych nowych warunków geograficzno-klimatycznych (zainteresowanych tym, jak ludzie eksperymentowali zanim ustabilizował się nowy system gospodarowania odsyłam do wydanego po polsku w 2022 r. dzieła Davida Graebera i Davida Wengrowa „Narodziny wszystkiego. Nowa historia ludzkości”) zakończyły się przejściem od zbieractwa do pierwotnego rolnictwa około 10 tysięcy lat temu, czyli produkcji żywności przez uprawę roślin i hodowlę zwierząt jako zmagazynowanej energii. W ten sposób część ludzi wpadła według Suzmana w pułapkę rolnictwa i „Odroczony Zwrot”.

W jego analizie przejście to okazało się najbardziej dramatyczną cezurą w historii ludzkiej psychiki. Neolityczna rewolucja rolnicza uwięziła większość ludzkości w „kieracie” w nieustannej pracy poprzez trzy mechanizmy. Po pierwsze: instytucjonalizację lęku, gdyż rolnik, w odróżnieniu od zbieracza-łowcy, nieustająco martwi się o przyszłość (susze, szkodniki, nieurodzaj itp.), co zrodziło obsesję gromadzenia zapasów i lęk przed „pustym spichlerzem”, który dziś – przy wszelkich zmianach technologicznych i postępującym podziale pracy – przejawia się w kompulsywnym pomnażaniu cyfr na kontach, jako ekwiwalentów pracy niezbędnej do pozyskiwania energii. Po drugie – nastąpiła moralizacja trudu, bo we wspólnotach rolniczych nieprzepracowane lato oznaczało śmierć zimą. W ten sposób „leniuchowanie” – czas bez pracy, stało się grzechem lenistwa, a praca miarą wartości moralnej i godności człowieka w społeczeństwie. Wreszcie – po trzecie – nastąpiła utrata autonomii jednostek w ramach wspólnoty: rolnictwo poprzez postępujący podział pracy i ról we wspólnocie stopniowo doprowadziło do utrwalenia sztywnych hierarchii funkcji społecznych, powiązanych z własnością ziemi i rutyną nawyków, których rewolucja przemysłowa była jedynie technologiczną kontynuacją.

W swoich analizach Suzman argumentuje, że współczesny pracownik jest mentalnie uwięziony w psychice wczesnego rolnika. Szczególnie dotyczy to tzw. pracowników biurowych. Mimo że nasze magazyny pękają w szwach, nadal działamy w trybie zapobiegania głodowi. W ten sposób współczesność to kultura niedoboru w świecie obfitości. Podkreśla to paradoks technologii i „Prace bez sensu” (bullshit jobs): zamiast skracać czas pracy (zgodnie z koncepcjami ruchów rewolucji socjalnej czy przewidywaniami Keynesa), system towarowo-pieniężny tworzy zbędne zawody biurokratyczne, aby utrzymać zatrudnienie i moralny rygor zajmowania się czymś zarobkowym. Nawet nowe technologie domowe nie przynoszą nam ulgi, bo podnosimy standardy zachowań towarzyskich (np. wykwintne jedzenie, ubranie czy choćby prasowanie jako sygnał statusu), zamieniając zaoszczędzony czas w kolejne godziny domowego trudu, czyli pracy reprodukcyjnej wydatkującej naszą energię. Nawet emerytura to ostateczny przejaw gospodarki odroczonego zwrotu: to iluzja, że dekady wydatkowania energii przez pracę odłożoną na zapas zapewnią nam w zamian obietnicę odpoczynku na starość. W świecie bez „umiejętności bycia” ze sobą, z innymi ludźmi przez nierobocze kontakty – kończy się to często szokiem egzystencjalnym po zakończeniu tzw. wieku produkcyjnego.

W szerszej perspektywie Suzmana globalny system opiera się na „eksporcie zatrudnienia”, czyli wydatku energetycznego poprzez pracę. W bogatych metropoliach kapitalistycznego centrum dyskutuje się o 15-godzinnym tygodniu pracy, a nawet eksperymentuje z różnymi formami skracania czasu pracy, podczas gdy społeczeństwa krajów peryferyjnych systemu globalizacji gospodarczej w warunkach neoliberalnego turbokapitalizmu są zmuszane przez długi zagraniczne i ekspansję ponadnarodowych korporacji do morderczej pracy na eksport jako tania siła robocza. Spłata długów działa w ten sposób jak nowoczesny podatek od głodu, wymuszając niszczenie lokalnych ekosystemów i wyzysk energii biologicznej ludności państw neokolonialnie podporządkowanych.

Z tej perspektywy Suzman wyprowadza o tyle radykalny, co utopijny wniosek, że przyszłość to automatyzacja i Nowy Paradygmat. Konstatuje trafnie, że znajdujemy się w momencie przełomowym. Zauważa przy tym, że automatyzacja – robotyzacja pracy fizycznej i biurowej przez cyfryzację wykorzystującą sztuczną inteligencję – to nie tylko problem techniczny, ale przede wszystkim kryzys tożsamościowy całych społeczeństw. Bowiem gdy maszyny przejmą ludzką pracę, tradycyjne poczucie godności z „ciężkiego trudu” straci rację bytu. Następuje koniec kultu produktywności. Suzman widzi w tym szansę na powrót do odnowionego modelu życia w sposób zbliżony do łowców-zbieraczy, czyli wiary w obfitość zamiast sztucznie kreowanego niedoboru. Aby tak się stało, musi według niego nastąpić redefinicja sukcesu społeczeństw i zastąpienie jego miary w postaci PKB. Autor postuluje odrzucenie PKB jako wskaźnika, który nagradza marnotrawstwo energii niezbędnej do autonomicznego życia jednostek w społeczeństwach na rzecz wskaźników dobrostanu i ilości czasu wolnego. Czynnikami inicjującymi przekształcanie nawyków ludzkich liczących 10 tysięcy lat mają być w jego koncepcji edukacja i Bezwarunkowy Dochód Podstawowy. Kluczowa ma być reforma edukacji, czyli przejście od szkolenia uczniów na przydatnych systemowi pracowników ku nauce autonomicznego „bycia”, twórczości i zabawy w społeczeństwach. Suzman uważa, że musimy na nowo nauczyć się żyć dla samych siebie, a nie dla rynku.

W świetle lektury książki „Praca. Historia tego jak spędzamy swój czas” przypomniany na wstępie postulat Zandberga dotyczący skrócenia tygodnia pracy do 35 godzin trafia w sam środek antropologicznej diagnozy Jamesa Suzmana. Wprawdzie lider partii Razem słusznie definiuje nowoczesną pracę jako projekt polityczny, a nie dopust boży, dążąc do systemowego odzyskania „czasu na oddech”. Jednak, jak zauważyłem w moim post scriptum do tamtej rozmowy, sama redukcja godzin to dopiero połowa sukcesu – bez rygorystycznego nadzoru nad intensywnością zadań zmiana ta może stać się nową pułapką ludzkości. W świetle teorii Suzmana o pracy jako celowym wydatkowaniu energii, skrócenie czasu trwania pracy zmianowej przy jednoczesnym „dokręcaniu śruby” przez pracodawców doprowadzi do niebezpiecznego zagęszczenia wydatku energetycznego. Jeśli biologia pracownika zostanie zmuszona do spalenia tej samej dawki glikogenu w krótszym czasie, staniemy w obliczu drastycznego wzrostu zmęczenia kumulatywnego. W neokolonialnych warunkach polskich, gdzie kultura „wyrabiania normy” jest wciąż silna, taka intensyfikacja bezpośrednio przekłada się na wyższe ryzyko wypadkowe i degradację zdrowia zawodowego zatrudnionych. Skrócenie czasu pracy, o którym pisze Suzman, musi być zatem procesem odciążenia organizmu, a nie polityczno-technologicznym trikiem mającym na celu wyciśnięcie z nas jeszcze większej porcji energii w skondensowanej formie. Technologia (automatyzacja, robotyzacja i AI) powinna obniżać jednostkowy wydatek energii człowieka. Jeśli będzie służyć jedynie do „dokręcania śruby” pracującym, doprowadzi do patologicznej intensyfikacji wydatku energetycznego, w której pracownik jako ludzki zasób kapitałowy nadal pozostanie „biologicznym zabezpieczeniem” systemu nastawionego na nieustający wzrost.

Dlatego Suzman namawia do powiedzenia „dość”. W kontekście polskiego BHP oznacza to uznanie, że istnieje biologiczny limit wydolności, którego przekroczenie w imię wyśrubowanych norm jest nie tylko błędem ekonomicznym, ale i wykroczeniem przeciwko prawu do życia w zdrowiu. Grozi to zmęczeniem kumulatywnym spełniającym funkcje „podatku od wzrostu”. To stan, w którym organizm nie nadąża z usuwaniem produktów przemiany materii z powodu zbyt gęstego grafiku zadań. Suzman widzi w tym spuściznę lęku rolnika przed głodem, a w społeczeństwach takich jak polskie – neokolonialnie podporządkowanych w ponadnarodowym systemie globalnego podziału pracy i wyzysku – realną przyczynę zagrożeń wypadkami przy lub w drodze do/z pracy, która w statystykach bhpowskich często ukrywa się pod enigmatycznym „błędem lub czynnikiem ludzkim”.

Roman Adler

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Pixabay

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie