Kodeks karny a kwestia pracownicza

·

Kodeks karny a kwestia pracownicza

·

Praca jako taka w systemie ekonomii neoliberalnej z definicji jest obarczona licznymi patologiami, wyzyskiem oraz niesprawiedliwością i brakiem równowagi między pracownikiem a pracodawcą. Nie jest to „anomalia”, ale jak najbardziej celowy i zamierzony skutek funkcjonowania tego systemu. Przejawia się to chociażby w rosnących nierównościach płacowych i majątkowych, gdzie upośledzony jest zawsze pracownik.

Metody, jakimi realizowana jest ta rosnąca nierówność, są zarówno legalne, forsowane od trzech dekad przez kolejne neoliberalne rządy (umowy cywilnoprawne, likwidacja lub zamrożenie waloryzacji płac minimalnych, wszelkie kruczki prawne pozwalające na różnej maści „potrącenia”), jak i nielegalne, ale w gruncie rzeczy akceptowane zarówno przez rządzących, media, jak i przez wszelkie grupy lobbystyczne.

Jak to wygląda w praktyce? Ano spójrzmy choćby w raport z interwencji Państwowej Inspekcji Pracy za rok 2022:

„W 2022 roku inspektorzy pracy przeprowadzili prawie 60 tysięcy kontroli. Ponad 40% z nich wynikało ze skarg kierowanych do PIP. Inspektorzy potwierdzili zasadność 32,2% zarzutów. Ze sprawozdania z działalności Państwowej Inspekcji Pracy w 2022 roku wynika, że najczęściej skarżono się na kwestie związane z wynagrodzeniem za pracę, stosunkiem pracy i czasem pracy. Rok 2022 przyniósł także wzrost liczby przeprowadzonych kontroli w porównaniu z dwoma poprzednimi latami. […] wśród zgłaszanych problemów wyraźnie dominowały kwestie związane z wynagrodzeniem i innymi świadczeniami wynikającymi ze stosunku pracy. Skargi najczęściej dotyczyły nieterminowej lub całkowitej niewypłacalności wynagrodzenia za pracę, a także sytuacji, w których wypłacane świadczenia były niższe niż określone w umowie o pracę lub ustawowo przyjęte minimalne wynagrodzenie. […] zgłaszano problemy związane z brakiem potwierdzenia na piśmie zawartej umowy o pracę lub nieterminową realizacją tego obowiązku przez pracodawcę. Ponadto kwestionowano brak wydania świadectwa pracy lub opóźnienia w jego wydaniu, a także podnoszono wątpliwości co do jego treści. […] Pracownicy składali skargi z powodu niezgłoszenia albo nieterminowego zgłoszenia do ubezpieczenia społecznego osób zatrudnionych lub wykonujących inną pracę zarobkową. Kolejnym często występującym problemem było niedopełnienie obowiązku opłacania składek na Fundusz Pracy przez pracodawców, a także nieterminowe wywiązywanie się z tego zobowiązania. […] Wśród nieprawidłowości związanych z czasem pracy często pojawiał się zarzut nieprowadzenia lub nierzetelnego prowadzenia ewidencji czasu pracy. Brak odzwierciedlenia faktycznie przepracowanego czasu, niewykazywanie godzin nadliczbowych i pracy w porze nocnej stawały się źródłem konfliktów”.

A teraz podsumowanie raportu z działań PIP w 2025 roku:

„Z danych PIP wynika, że 32 tys. pracowników nie otrzymało wynagrodzenia na czas, a kolejnym 12 tys. pobory zostały wypłacone w niepełnej wysokości. Ponadto 5 tys. pracowników nie dostało wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych lub otrzymali to wynagrodzenie w zaniżonej wysokości. Z kolei 9 tys. pracowników nie otrzymało w terminie (lub w zaniżonej wysokości) ekwiwalentu za niewykorzystany urlop wypoczynkowy, wynagrodzenia chorobowego, czy dodatków za pracę w porze nocnej”.

Dane te pochodzą z zaledwie 57 tysięcy interwencji PIP. Liczba ta jest tak mała, gdyż obecne i poprzednie rządy dość konsekwentnie tną budżet tej instytucji.

Dlatego też przytoczone liczby dotyczące zgłoszeń, inspekcji i kar – to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Wynika to właśnie z tego, że PIP od wielu lat jest mocno niedofinansowany, ma za mały personel, a odsetek zgłaszanych przypadków łamania Kodeksu Pracy jest bardzo niski. Wystarczy przejrzeć popularne w social mediach profile czy grupy dotyczące tego typu problemów w pracy, żeby nie mieć wątpliwości, iż rozmawiamy tu o powszechnych i doświadczanych przez większość społeczeństwa patologiach. Tak więc problemy z pracą dotykają milionów ludzi.

Co to oznacza w praktyce? Owe „problemy z pracą” czy „nieprawidłowości w stosunku pracy”? Przecież to terminy oznaczające w gruncie rzeczy głęboką niesprawiedliwość oraz celowe i konsekwentne okradanie milionów ludzi z ich pieniędzy, czasu, zdrowia, praw, godności. Tym bowiem jest niepłacenie pensji na czas, niewypłacanie należności za nadgodziny, zmuszanie do darmowych nadgodzin, niepłacenie składek, fałszowanie umów etc.

Oczywiście, ktoś powie, że nie jest tak źle jak w latach 90., gdy wysoki poziom bezrobocia (dwucyfrowy, a na wielu terenach sięgający nawet 30%) pozwalał pracodawcy na dużo bardziej swobodny drenaż i wyzysk pracownika. Ale z drugiej strony nie ma co się czarować – neofolwarczne stosunki społeczne oraz pełna akceptacja patologii ze strony władz, mediów i pracodawców to stały element nadwiślańskiego krajobrazu świata pracy.

Pracownik oczywiście ma po swojej stronie Kodeks pracy (o ile nie pracuje na śmieciówce, a od kilku lat ich liczba znowu rośnie), wspomnianą PIP czy w ostateczności Sąd Pracy. Tyle że ten ostatni czynnik charakteryzuje się rosnącą dysfunkcją czasową. Jeszcze kilka lat temu średni czas rozpatrywania sprawy to było 4,6 miesiąca. Obecnie terminy pierwszej rozprawy wyznaczane są nawet za 12 miesięcy, w skrajnych (skomplikowanych) przypadkach trwa to natomiast… kilka lat (sic!). Trudno więc mówić o instytucji Sądu Pracy jako faktycznego strażnika interesów kilkunastu milionów pracujących Polaków i Polek. O celowej dysfunkcji PIP już wspomniałem, a sam Kodeks pracy nie jest żadną obroną, jeśli kuleją instytucje, które go mają gwarantować i pomagać w egzekwowaniu jego zapisów.

Praktyka pokazuje, że im wyższe bezrobocie i większy problem ze znalezieniem pracy w danej miejscowości/regionie, tym bardziej pracodawca jest w stanie wyzyskać swoją i tak z definicji lepszą pozycję. W regionach, gdzie są duże miasta i aglomeracje, na korzyść pracownika działają świadomość problemów ze znalezieniem wykwalifikowanego zastępstwa (dla pracodawcy) i tego, że pracownik nie musi się raczej obawiać długotrwałego bezrobocia. Im dalej w prowincję, tym jednak gorzej.

Wróćmy jeszcze do Sądów Pracy. Nawet ten najmniejszy wymiar czasowy oczekiwania na rozprawę – 4,6 miesiąca, to przecież absolutnie nieakceptowalny okres z punktu widzenia życiowych interesów pracownika. Nawet jeśli założymy brak odwołania się pracodawcy od wyroku pierwszej instancji i to, że wyrok ten będzie korzystny dla pracownika (a to pewne nie jest), mówimy o okresie, gdy ktoś przez 4 czy 5 miesięcy nie otrzymuje pensji, ale też nie może podjąć innej pracy. Pracodawcy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że Sądy Pracy często sądzą w sposób jawnie wrogi pracownikom i po myśli interesów pracodawców, zwłaszcza tych dużych. Do tego mają też świadomość, że kary nakładane przez PIP są śmiesznie małe – dla dużych firm te kilka tysięcy złotych to praktycznie nic.

Tu dochodzimy do mojej propozycji zmian – o znaczeniu, jak sądzę, strategicznym.

Bowiem po 35 latach neoliberalnego reżimu nad Wisłą, charakteryzującego się hołubieniem wszystkich zachcianek panów pracodawców, uleganiem naciskom wszelkich Lewiatanów itp. może wreszcie stanąć po stronie pracownika? Ostatecznie to nas, pracowników, jest o wiele więcej, a i sama Konstytucja gwarantuje nam, teoretycznie, sprawiedliwość, godne traktowanie i rozliczenie.

Propozycji jak to zrobić jest wiele. Należą do nich chociażby uzwiązkowienie, wzmocnienie finansowe i kadrowe PIP-u, reformę Kodeksu Pracy, wreszcie walkę z patologią umów cywilnoprawnych i zwalczanie fikcji samozatrudnienia. Jasne – wszystko to jest potrzebne. Tyle że to za mało. Może pora już na swoistą propracowniczą „Doktrynę szoku”? Choćby dlatego, że mentalność „Januszów biznesu”, jak i menedżerów wielkiego kapitału jest wciąż mocno osadzona w rzeczywistości zapoczątkowanej w latach 90. Sprowadza się ona do niemal religijnego przekonania, że polskiego pracownika można, a nawet należy wyzyskiwać, traktować jak przedmiot – i to tani oraz łatwo wymienialny.

Sednem mojego pomysłu jest rozszerzenie katalogu środków, do jakich możemy się odwołać przy ochronie praw pracowniczych w oparciu o Kodeks karny.

Rzecz jasna, jak już zresztą wspomniano, sam Kodeks pracy przewiduje sankcję prawną dla większości elementów patologii rynków pracy: umów śmieciowych, niewypłacania należności za nadgodziny, opóźnienia w wypłatach i wiele innych. Ale jak już wiemy, PIP i Sądy Pracy nie są skutecznym i szybkim elementem nacisku na nieuczciwych pracodawców. Może więc, skoro „Janusze biznesu” i menago wielkich korpo nie robią sobie wiele z PIP-u i Sądów Pracy, większe wrażenie zrobi na nich Kodeks karny i wynikające z jego łamania wyroki?

Należy ustawowo rozciągnąć określone paragrafy Kodeksu karnego także na przypadki łamania praw pracowniczych.

Zobrazuję to przykładem – w tej optyce niewypłacenie pensji byłoby zwykłą kradzieżą (art. 278 kk), wypłacenie z opóźnieniem to doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem (art. 286 kk), zmuszenie do darmowych nadgodzin to oszustwo i siłowe zmuszenie do wykonania określonej czynności (znowuż 286 oraz dodatkowo 190 kk). Z kolei mobbing czy jakiekolwiek przemocowe traktowanie pracownika oraz prześladowanie w pracy z jakiejkolwiek przyczyny to art. 207 kk (znęcanie się nad osobą zależną). Mamy też do szerszego użycia art. 218 kk, czyli złośliwe naruszanie praw pracowniczych, które można by niejako automatycznie łączyć z innymi w takich sytuacjach.

Idąc dalej: wszelkie, jakże powszechne, przypadki niewydania dokumentów, niezarejestrowania pracowników to nie tylko oszustwo wobec pracownika, ale i samego państwa. A wspomniane patologie związane z czasem pracy to również fałszerstwo (art. 270 kk).

Jak widać – wymieniać tak można długo. Jednak bardziej liczy się konstatacja, że aby skutecznie walczyć z patologiami stosunków pracy konieczne jest (między innymi) radykalne zaostrzenie sankcji prawnych w tej materii.

W praktyce każdy czyn, który stanowi złamanie Kodeksu pracy, może być uznany także za określone przestępstwo, które przewidziane jest w Kodeksie karnym. I to właśnie warunkuje zasadniczą zmianę, gdyż w takich sytuacjach nieuczciwemu pracodawcy grozi już nie tylko śmieszna kara PIP-u czy ciągnąca się nieraz latami sprawa w Sądzie Pracy, ale nagle, w sytuacji, gdy na przykład pracownik zostaje okradziony z jego czasu, pieniędzy, niekiedy wręcz dosłownie z wolności i godności, to za taki czyn przewidziana jest kara pozbawienia czy ograniczenia wolności.

Za ostro? Policzcie, ile darmowych nadgodzin wyrobiliście wy, wasi rodzice, koledzy, ile razy nie dostaliście pieniędzy na czas lub w ogóle, ile razy zostaliście potraktowani w sposób upokarzający, ile razy zwyczajnie was oszukano.

Jeśli ktoś kogoś okradnie na ulicy, to jest to oczywiście traktowane jako kradzież i tak też sankcjonowane w sądzie. To dlaczego pracodawca okradający pracownika z jego pieniędzy ma być w lepszej sytuacji? Czym ludzie wyłudzający kredyty różnią się od pracodawców zmuszających do darmowych nadgodzin, a osoby dokonujące rozboju i zmuszające ofiary do określonego zachowania – od pracodawcy, który stosując szantaż i przymus materialny zmusza np. do pracy w sobotę?

Różnica tutaj istnieje – ale inna niż można by sądzić, patrząc na neoliberalny dyskurs. Otóż o ile „zwykły” oszust, wyłudzacz czy przestępca działa często incydentalnie i jest powszechnie za to krytykowany, o tyle w wypadku patologii rynku pracy mamy do czynienia z dużo bardziej systemowym i stałym działaniu części pracodawców, jak również akceptacją tegoż faktu przez neoliberalny mainstream.

Wyobraźmy sobie sytuację, gdy taki pracodawca nagle musi liczyć się nie z nisko opłacanym inspektorem PIP-u czy sprawą w Sądzie Pracy, która ma termin za rok czy półtora, ale dostaje wezwanie na przesłuchanie w Komendzie Rejonowej, dochodzi do przeszukania w jego mieszkaniu i miejscu pracy (na oczach pracowników), czynności w obecności prokuratora, a w efekcie mają miejsce sprawy karne, wyroki i ich egzekucja. Czy faktycznie „Janusze biznesu” będą gotowi doświadczyć tego? Czy polscy dyrektorzy oddziałów zachodnich korporacji zechcą ryzykować w imię kontynuowania folwarcznych warunków pracy? W 9 na 10 przypadków na pewno nie, a w pozostałych? Cóż, każdy z tych ludzi wiedziałby doskonale, na co się pisze.

Jak w praktyce to mogłoby wyglądać i zostać wdrożone?

Zacznijmy od tego, że absolutnie wszelkie kwestie związane z zatrudnieniem, ewidencją nadgodzin, wypłacaniem pensji i premii, z delegacjami, pracą w weekendy etc. powinny być ewidencjonowane w państwowym systemie, do którego dostęp mają zarówno pracodawca, jak i pracownik. Nie trzeba na nowo wymyślać koła – wystarczyłoby stworzyć dodatkowy segment w znanej aplikacji mObywatel, albo np. nową aplikację mPracownik, podobną do innych tego typu usług elektronicznych.

W takiej aplikacji każdy pracownik w trybie rzeczywistym na bieżąco widziałby wszelkie aktualne kwestie związane z jego pracą, ewidencją czasu pracy, wypłatą pensji czy charakterem stosunku pracy.

Sądzę, że już tylko opcja nadzoru i kontroli skróciłaby wiele patologii. Ale jeśli już by do nich doszło, to powinna istnieć opcja automatycznego zgłoszenia przez aplikację o nieprawidłowości, które równałoby się przekazaniu służbom państwowym zgłoszenia o możliwości popełnienia przestępstwa, np. oszustwa, kradzieży itp. Oczywiście alternatywą byłoby zwykłe powiadomienie odpowiednich służb i instytucji.

Następnie następowałaby weryfikacja zgłoszenia, np. sprawdzenie, że wedle umowy pensja powinna być wypłacana 10 dnia miesiąca, a w danym miesiącu spóźniła się lub w ogóle nie wpłynęła. Dopiero po tym odpowiednie służby mogłyby rozpocząć zwykłe czynności wynikające ze złamania określonego paragrafu Kodeksu karnego – wezwanie na przesłuchanie, zatrzymanie podejrzanego, doprowadzenie do organu śledczego, przesłuchanie, skierowanie wniosku do sądu o ukaranie itp.

Co równie istotne – pamiętajmy, że pracownik jest prawie zawsze upośledzony finansowo, np. nie otrzymuje na czas pensji etc. Konieczny jest więc zapis prawny, wedle którego dług pracodawcy (bo jest to dług, a nie żadna dobra wola pracodawcy) byłby w trybie natychmiastowym odkupiony od pracownika, czyli jeśli np. pracownik X nie otrzymał pensji za ostatnie 2 miesiące to państwo przekazuje mu tę kwotę. Tym samym to państwo stawałoby się wierzycielem nieuczciwego pracodawcy. Oczywistym jest zaś, że państwo jako takie ma wielokroć skuteczniejsze metody szybkiej i pełnej windykacji należnej kwoty. Nie zmieniłoby to faktu normalnego toku i czynności związanych z ukaraniem na drodze karno-sądowej za określone przestępstwo.

Samo rozstrzygnięcie sprawy, zwłaszcza ze względu na oparcie się o łatwą weryfikację (vide wspomniane zaplecze elektroniczne), można by realizować w sposób przyspieszony (vide wydział „elektroniczny” w Lublinie używany do wszelkich windykacji). Ostatecznie spora część materiału dowodowego to zapisy, informacje i logi z systemu (np. nadgodziny itp.), a więc sprawy takie z definicji byłyby w większości rozstrzygane w sposób nakazowy, czyli bez udziału stron – istnieje taka możliwość, gdy wina oskarżonego nie budzi wątpliwości.

Zastanówmy się, jak wielu nieuczciwych przełożonych i pracodawców byłoby gotowych ryzykować odsiadkę, zawiasy, grzywny, prace społeczne, wysokie koszty sądowe oraz informację o karalności w imię niepłacenia pensji czy zmuszania do darmowych nadgodzin, albo fałszowania ewidencji czasu pracy. Te wszystkie patologie są tak powszechne, bo zwyczajnie system na to pozwala. Sankcje za to są małe lub żadne, a nierówność w ramach systemu neoliberalnego dodatkowo to ułatwia. Ci ludzie są tak „hardzi” tylko dlatego, że ze względu na słabe prawo faworyzujące właśnie ich mogą stosować przymus wobec słabszych, czyli pracowników.

Proponowane przeze mnie zmiany mają to zmienić. Zwłaszcza jeśli w wypadku wyroków sądowych wszelkie kwestie związane z zapłatami i kosztami obarczone byłyby statusem natychmiastowej wykonalności i windykacji, także z udziałem aparatu państwowego.

Jestem absolutnie pewien, że opisana metoda nawet dla osób o poglądach społecznych i socjalnych może wydawać się za ostra, a dla pozostałych będzie to już słynne „prześladowanie przedsiębiorców” i powrót komuny. I trudno się dziwić – po ponad 35 latach balcerowiczowskiego neoliberalizmu spora część z nas aż nazbyt chętnie staje po stronie silniejszych, a jednocześnie tych, którzy nas wykorzystują. I choćby dlatego w imię prawdziwej sprawiedliwości pora zastanowić się nad prawnymi i systemowymi rozwiązaniami wspierającymi słabszych, a jednocześnie wielokroć liczniejszych.

I wbrew jękom i żalom neoliberałów – to nie jest żaden „socjalizm”, „komunizm” czy „powrót PRL-u”. To zwyczajna ludzka przyzwoitość. Bowiem jak ponad 100 lat temu powiedział Marszałek Piłsudski: „Nie może być w państwie za wiele niesprawiedliwości względem tych, co pracę swą dla innych dają, nie może być w państwie – gdy nie chce ono iść ku zgubie – za dużo nieprawości”.

Grzegorz Ćwik

Grafika w nagłówku tekstu: Clker-Free-Vector-Images from Pixabay

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie