Lewica bez państwa, państwo bez lewicy
Pozwólmy sobie na śmiałe ćwiczenie wyobraźni. Za osiem, może dwanaście lat lewicowa partia wygrywa wybory parlamentarne i dochodzi do władzy. Do obsadzenia są nie tylko najwyższe urzędy ministerialne i miękkie fotele prezesów/prezesek spółek skarbu państwa. Okazuje się, że trzeba zarządzać całym aparatem administracyjnym III Rzeczpospolitej po plus/minus dwudziestu latach sterowania nim przez ugrupowania prawicowe. Trzeba zająć się nie tylko ministerstwem pracy i polityki społecznej, ochroną zdrowia i mieszkalnictwem, nie tylko resortami siłowymi, ale również Instytutem Pamięci Narodowej. Dodajmy do tego, że zwycięska lewica będzie musiała także spróbować zyskać choć częściową kontrolę nad agencjami obsługującymi wieś, przeniknąć mechanizmy działania tego, co zostanie ze służby cywilnej i licznych instytucji, takich jak terenowe oddziały Sanepidu, które dzisiaj właściwie dla nikogo nie istnieją. Wtedy przyjdzie także układać sobie relacje z sądownictwem i prokuratorami, z publicznymi mediami, celnikami. W publicystycznym skrócie: wyobraźmy sobie zatem moment, gdy lewica znów odpowiada za kształt rodzimej rzeczywistości. I do listy lektur koniecznie musi dodać pozycję Maxa Webera o biurokracji. To już nie miejski aktywizm, nie polityka na szczeblu samorządowo-lokalnym, już nie ruchy protestu, panele dyskusyjne, pikiety i marsze, skłoty, prekariacki/inteligencki żywot, już nie debata akademicka. To już nie tylko związki zawodowe jako ewentualny partner do dyskusji – ale również świat biznesu i ambasad obcych państw, świat giełdy, agencji ratingowych i tajnych służb, które skrupulatnie zbierają materiały na polityków i polityczki krajów sojuszniczych, neutralnych i wrogich. To również pytanie o to, czy – pozwolę sobie na metaforę – rządząca lewica znajdzie współpracowników i kadry, którzy pomogą kłaść i remontować szyny, otwierać dawno zamknięte dworce kolejowe, a może nawet zrobi deglomerację. Właściwie podjęcie już tylko tego jednego zadania byłoby czynem iście rewolucyjnym.
Patronite
