Wielka lumpeninteligencka rewolucja liberalna (rozwaA?ania z dziedziny psychopolityki)

TytuA�em wstA�pu: poniA?szy tekst nie roA�ci sobie pretensji do bycia naukowym. Nie opieram siA� na badaniach, lecz wykorzystujA� tu metodA� mikroobserwacji socjologicznych, ktA?rA� wypracowaA�em dziA�ki mojej Mamie. ZwrA?ciA�a Ona mojA� uwagA�, A?e jeA�li jakieA� zjawisko wystA�puje w mikroskali a�� tzn. w naszym bezpoA�rednim otoczeniu a�� to prawdopodobnie jest powszechne. Dlatego (oczywiA�cie po odsianiu przypadkA?w jednostkowych i skonfrontowaniu autopsji z innymi dostA�pnymi A?rA?dA�ami) moA?na pokusiA� siA� o uogA?lnienie na podstawie wA�asnych obserwacji.

Punktem wyjA�cia niech bA�dzie polski charakter narodowy. OdwoA�ujA�c siA� do tego pojA�cia, demaskujA� siebie jako a�znacjonalistA�a�?, bo nie doA�A�, A?e postrzegam PolakA?w jako realnA� (a nie umownA�) zbiorowoA�A�, to jeszcze przypisujA� im pewne a�zesencjonalnea�? wA�aA�ciwoA�ci. MuszA� jednak zastrzec, A?e mA?j esencjonalizm jest ograniczony: nie twierdzA� ani A?e charakter narodowy jest niezmienny, ani teA?, A?e bez reszty determinuje kaA?dA� jednostkA� przynaleA?A�cA� do danej zbiorowoA�ci. To po prostu A�rednia statystyczna zachowaA�, wynikajA�ca ze zinternalizowanych poglA�dA?w i konwencjonalnych obyczajA?w.

Opisowi i a�� rzadziej a�� analizie charakteru narodowego PolakA?w poA�wiA�cono juA? wiele uwagi. Akcentowano (np. Edmund Lewandowski) takie cechy jak duma graniczA�ca z pychA� (a�zalboA�my to jacy tacya�?), romantyczny idealizm (a�zsiA�y na zamiary!a�?), nietrwaA�oA�A� (a�zsA�omiany ogieA�a�?), baA�aganiarstwo (a�zpolnische Wirtschafta�?), indywidualizm (a�zmusi to na Rusia�?), egalitaryzm (a�zszlachcic na zagrodzie rA?wny wojewodziea�?), wreszcie beztroskA� w sprawach materialnych (a�zzastaw siA�, a postaw siA�a�?). Ze swej strony zwrA?cA� uwagA� na paradoksalny zwiA�zek polskiego indywidualizmu z konformizmem. OtA?A? wymA?g poszanowania zdania kaA?dej jednostki skutkowaA� koniecznoA�ciA� jednomyA�lnoA�ci, co z kolei oznaczaA�o dA�A?enie do konsensusu, a od praktyki a�zucieraniaa�? zgody do nawyku a�zniewychylania siA�a�? jest juA? tylko krok. SzlacheckA� mentalnoA�A� I Rzeczypospolitej uksztaA�towaA� teA? snobizm, bA�dA�cy pochodnA� rozwarstwienia braci szlacheckiej: dla przeciA�tnego a�zpana brataa�? magnat byA� niedoA�cigA�ym (choA� czasem traktowanym z zawiA�ciA�) wzorem do naA�ladowania.

Taka wizja polskiego charakteru narodowego wymaga jednak rewizji z a�zmarksistowskiegoa�? punktu widzenia, gdyA? ignoruje podziaA�y klasowe. Gdy dokA�adniej wczytaA� siA� w opisy zachowaA� i obyczajA?w PolakA?w sprzed II wojny A�wiatowej, dostrzeA?emy, A?e wystA�powaA�y wA?wczas co najmniej dwie polskie kultury i co za tym idzie a�� dwa typy psychiki: szlachecki oraz mniej widoczny chA�opski. ChA�opska mentalnoA�A� stanowiA�a w pewnym sensie przeciwieA�stwo szlacheckiej. Romantycznemu idealizmowi przeciwstawiaA�a przyziemny pragmatyzm (a�zlepszy wrA?bel w garA�cia�?), niestaA�oA�ci a�� upA?r i zawziA�toA�A� (a�zchA�op A?ywemu nie przepuA�cia�?), bohaterszczyA?nie a�� spryt (jak ten Mazur, co A�mierA� oszukaA�), sobiepaA�stwu a�� a�zducha gromadzkiegoa�?. Kultury te nie pozostawaA�y jednak hermetycznie odizolowane, gdyA? od czasu uwA�aszczenia szlacheckie wzory byA�y przejmowane a�� zrazu nieA�miaA�o i ukradkowo a�� przez wieA�. ChA�opi snobowali siA� na panA?w.

Na marginesie zwrA?A�my uwagA�, A?e konformizm poA�A�czony ze snobizmem czyni z PolakA?w typ, ktA?ry okreA�liA� moA?na jako wiecznie spA?A?nionych snobA?w. To znaczy sA� to ludzie, ktA?rzy nieustannie marzA�, aby byA� A�wiatowi, nowoczeA�ni, up-to-date, ale za zmiennymi trendami nie nadA�A?ajA�. Rzekomy konserwatyzm PolakA?w to mit a�� to tylko postawa ludzi, ktA?rzy nie zauwaA?yli, A?e moda siA� zmieniA�a. PrzyczynA� tej specyficznej ociA�A?aA�oA�ci widzA� w postszlacheckim zadufaniu, przekonaniu o wA�asnej nieomylnoA�ci. Gdy jednak taki osobnik dostrzeA?e, A?e prawdziwy WzA?r-Do-NaA�ladowania jest gdzie indziej, na wyprzA?dki zmienia swe preferencje, dokonuje konwersji. SA�owackiego a�zpaw i papugaa�? doskonale oddaje tA� cechA� naszego charakteru.

Polskie spoA�eczeA�stwo dogA�A�bnie przeoraA�a II wojna A�wiatowa, a potem odgA?rna rewolucja spoA�eczna PRL. W nadwiA�laA�skim a�zmelting pota�? A�cieraA�y siA� pierwiastki szlachecki i chA�opski. Z jednej strony spod socjalistycznego pokostu przezieraA�a wciA�A? A?ywa tradycja szlachetczyzny, na co zwracaA� uwagA� w swej a�zRzeczpospolitej PolakA?wa�? Edmund OsmaA�czyk. Z drugiej jednak strony juA? w latach 70. zaobserwowano zjawisko tzw. kurasiowszczyzny: otA?A? idolem widzA?w wojennego serialu a�zPolskie drogia�? okazaA� siA� byA� nie szlachetny i romantyczny porucznik NiwiA�ski, ale zapobiegliwy cwaniak sierA?ant KuraA�. Rewolucja a�zSolidarnoA�cia�? byA�a jeszcze recydywA� ducha szlacheckiego w jego najlepszych a�� idealistycznych, egalitarnych i wolnoA�ciowych a�� aspektach, jednak kapitalistyczna transformacja ustrojowa lat 90. odmiennie sformatowaA�a nasz charakter narodowy.

Przemiana ta nie dokonaA�a siA� szybko ani bezboleA�nie. PoczA�tkowo miaA�y miejsce chaotyczne zmagania, w szranki stanA�A�y trzy typy PolakA?w: sieroty po PRL, liberalni a�zEuropolacya�? i neosarmaci, pielA�gnujA�cy tradycyjnA� polskoA�A� (opisywaA�em to przed kilkunastu laty w tekA�cie a�zA�Dusza polskaA� w procesie transformacjia�?). Typ pierwszy rychA�o zostaA� jednak zdradzony przez wA�asnych przywA?dcA?w, ktA?rzy dA�A?yli do porozumienia za wszelkA� cenA� z establishmentem skupionym wokA?A� Agory; w rezultacie lata 90. zdominowaA� konflikt miA�dzy modernizatorskim i proeuropejskim liberalizmem o Janusowym obliczu Balcerowicza i KwaA�niewskiego a nacjonalpopulizmem wyraA?anym przez a�zSolidarnoA�A�a�? i SamoobronA�. Obie formacje wyczerpaA�y siA� u progu XXI stulecia. Z jednej strony stopniowa poprawa sytuacji A?yciowej szerokich mas rozA�adowuje populistycznA� rebeliA�, z drugiej sojusz Agory i Belwederu rozbiA�a afera Rywina. ZwyciA�stwo PiS w 2005 roku byA�o jeszcze triumfem Polski a�zstareja�?, ktA?ra paradoksalnie A�A�czyA�a zakorzenione w PRL grupy spoA�eczne z narodowo-chrzeA�cijaA�skA� ideologiA� antykomunistycznego oporu lat 80. ByA� to juA? jednak A�abA�dzi A�piew etosu konserwatywno-wspA?lnotowego. Stymulowany przez wielkokapitaA�owe media protest przeciw KaczyA�skim (postrzeganym jako anachroniczni i autorytarni) byA� katalizatorem, ktA?ry zaktywizowaA� okrzepA�A� juA? klasA� A�redniA� i zapewniA� hegemoniA� intelektualnA� Platformie Obywatelskiej. UksztaA�towaA� siA� nowy, liberalno-konserwatywny konsens ideowy, ktA?ry selektywnie czerpiA�c z obu antagonistycznych obozA?w (liberalizm ekonomiczny jednego oraz konserwatyzm obyczajowy drugiego), zdominowaA� polskie A?ycie intelektualne i polityczne. Ale i ten konsens okazaA� siA� tylko prowizorycznym stanem chwiejnej rA?wnowagi, ktA?ry pA�ka na naszych oczach (pisaA�em o tym w tekstach a�zErozjaa�? oraz a�zPalikot, czyli populizm po polskua�?).

Konwulsje te odzwierciedlajA� duA?o gA�A�bszA� przemianA� mentalnoA�ci i obyczajowoA�ci PolakA?w. IstotA� owej przemiany jest synteza pewnych elementA?w mentalnoA�ci chA�opskiej i szlacheckiej. Z jednej strony a�zszlacheckia�? idealizm tudzieA? gnuA�noA�A� ustA�piA�y a�zchA�opskieja�? zaradnoA�ci i pragmatyzmowi, z drugiej a�� cechujA�cy dawnA� wieA� duch gromadzki ulegA� postszlacheckiemu indywidualizmowi. W kapitalizmie lepiej radzA� sobie pazerni egoiA�ci. W rezultacie indywidualizm a�� wczeA�niej moderowany skA�onnoA�ciA� do poA�wiA�ceA� dla Dobra WspA?lnego a�� zwyrodniaA� w socjaldarwinowski egoizm, a pragmatyzm a�� w zwyczajny cynizm. a�zZa darmo umarA�oa�? a�� rozbrzmiewa dziA� od BaA�tyku do Tatr. a�zWaA?ne, coby moja miseczka byA�a peA�naa�?. a�zRA�ka zgina siA� ku sobiea�?. a�zAsmierA� frajerom!a�?. PrzeciA�tny Polak staA� siA� stadnym egoistA� przekonanym o swojej wyjA�tkowoA�ci. TrochA� przypomina to sytuacjA� z a�zA�ywota Brianaa�? Monty Pythona: Brian woA�a do tA�umu: a�zMusicie byA� sobA�! KaA?dy z was jest wyjA�tkowy!a�? a�� a tA�um powtarza tA�po: a�zMusimy byA� sobA�. KaA?dy z nas jest wyjA�tkowya�?.

Owe zmiany mentalnoA�ciowe i obyczajowe odzwierciedlajA� z kolei trzA�sienie ziemi, jakie dotknA�A�o strukturA� spoA�eczeA�stwa polskiego. Degradacji jednych towarzyszyA� awans spoA�eczny drugich, obowiA�zujA�ca byA�a wszakA?e strategia przetrwania indywidualnego, w myA�l hasA�a a�zratuj siA� kto moA?e!a�?. NastA�piA� rozkA�ad tradycyjnych grup spoA�ecznych, charakterystycznych dla spoA�eczeA�stwa industrialnego a�� nie tylko w skali makro (wielkoprzemysA�owa klasa robotnicza), ale teA? mikro (grupa sA�siedzka, a nawet rodzina nuklearna, bA�dA�ca co najmniej od zaborA?w ostojA� polskiego spoA�eczeA�stwa). Erozji ulegA� zwiA�zany z dotychczasowymi strukturami system wartoA�ci i oparta na katolicyzmie, a niedostosowana do nowych czasA?w obyczajowoA�A�. Miliony ludzi odnajdujA�c siA� w nowych rolach spoA�ecznych a�� takich jak przedsiA�biorca, migrant czy rozwodnik a�� spostrzegA�o, A?e nic ich nie wiA�A?e z dotychczasowym A�rodowiskiem, a czasem teA? z caA�A� tradycyjnA� polskoA�ciA�.

W ten sposA?b docieramy do jeszcze jednej a�� bodaj najbardziej rewolucyjnej a�� przemiany psychospoA�ecznej. Polskie spoA�eczeA�stwo, jeszcze w latach 80. mobilizujA�ce siA� pod sztandarem a�zjednakowych A?oA�A�dkA?wa�?, obecnie odchodzi od egalitaryzmu. Badania opinii publicznej rejestrujA� rosnA�ce przyzwolenie dla nierA?wnoA�ci spoA�ecznych. Sytuacja, w ktA?rej a�zduA?y moA?e wiA�ceja�?, traktowana jest jako coA� tak samo naturalnego jak prawo ciA�A?enia. Jest to novum, gdyA? od XVI wieku w umysA�ach PolakA?w krA?lowaA�a zasada rA?wnoA�ci. Rozpowszechniony kompleks niA?szoA�ci (chA�opa wobec szlachcica, szaraka wobec magnata, Polaka wobec cudzoziemca) wytworzyA� oparty na zawiA�ci mechanizm spoA�ecznej samokontroli, nazywany a�zpolskim piekA�ema�? (w myA�l anegdoty, A?e tylko polski kocioA� w piekle nie jest strzeA?ony, gdyA? sami rodacy pilnujA�, by nikomu nie udaA�o siA� zeA� wydobyA�). O ile jednak dotA�d zawiA�A� wyraA?aA�a siA� w dA�A?eniu, by nikt nie byA� lepszy ode mnie a�� teraz kaA?dy Polak chce byA� lepszy od drugiego. Rezultatem jest chaos i walka wszystkich ze wszystkimi.

Obnoszeniu siA� z poczuciem wyA?szoA�ci sprzyja fakt, A?e a�� bez wzglA�du na wszelkie zastrzeA?enia krytykA?w transformacji a�� wiA�kszoA�A� spoA�eczeA�stwa odnotowaA�a awans materialny i spoA�eczny. Grupy zdegradowane zostaA�y spacyfikowane i zdezintegrowane, a jako apatyczne i peryferyjne (jak emeryci, bezrobotni, pracownicy PGR) nie stanowiA� zagroA?enia dla systemu ani nawet a�� bA�dA�c niewidocznymi a�� wyzwania dla panujA�cej ideologii. Kompleks niA?szoA�ci jest jednak nierozA�A�cznie sprzA�gniA�ty ze swym rewersem w postaci kompleksu wyA?szoA�ci. RozdA�te ego nuworyszy musi znaleA?A� sobie Gorszego, by paA�A� siA� poczuciem swej przewagi. Z tego rodzi siA� opisywana przez Jerzego Drewnowskiego mizoptochia. ChA�A� wywyA?szania siA� zdaje siA� byA� gA�A?wnA� motywacjA� ideologicznego zaangaA?owania zarA?wno polskich lewicowcA?w, jak i prawicowcA?w. Oni nie czujA� siA� a�� i nie chcA� siA� czuA�! a�� solidarnymi ze swoim A�rodowiskiem, swojA� zbiorowoA�ciA� a�� ludem czy narodem. Oni chcA� siA� czuA� lepsi od swego otoczenia postrzeganego jako a�zroszczeniowy motA�ocha�? bA�dA? a�zmoherowy ciemnogrA?da�?.

Bodaj najliczniejszA� grupA� subiektywnych (obiektywnie nie jest to tak jednoznaczne) beneficjentA?w Transformacji sA� a�zMA�odzi WyksztaA�ceni z Wielkich Miasta�?, potocznie zwani a�zlemingamia�?. Jest to grupa specyficzna, ktA?rA� w wiA�kszym stopniu niA?li status spoA�eczny determinuje pewien kod kulturowy, bA�yskotliwie opisany przez Roberta Mazurka w a�zAlfabecie lemingaa�?. To roczniki wyA?u demograficznego, ktA?re objA�A�a rewolucja edukacyjna (nigdy wczeA�niej tak duA?y odsetek mA�odzieA?y nie koA�czyA� studiA?w wyA?szych, nawet jeA�li byA�a to przysA�owiowa WyA?sza SzkoA�a Kroju i SzydeA�kowania) i ktA?rych start A?yciowy przypadA� na okres poakcesyjnej prosperity. Dyplom wyA?szej uczelni, praca w wielkim mieA�cie albo w innym kraju a�� oznaczaA�y dla nich awans spoA�eczny, ktA?ry traktowali jako potwierdzenie sA�usznoA�ci ideologii liberalnej. PodziaA� kulturowy naA�oA?yA� siA� na konflikt pokoleA�. a�zMA�odzia�? wraz z wyA?szym standardem A?ycia (a czasem tylko oczekujA�c owego wyA?szego standardu!) przejmowali liberalne i kosmopolityczne wartoA�ci klasy A�redniej. W ten sposA?b udaje im siA� poA�A�czyA� oba wymiary wyA?szoA�ci: socjalno-ekonomiczny i kulturowo-obyczajowy. Nawet jeA�li faktycznie sA� niepewnymi jutra nisko opA�acanymi prekariuszami a�� to pielA�gnujA� w sobie wyniosA�oA�A� wobec a�zrobolia�?; nawet jeA�li jakoA�A� ich taA�mowo produkowanych dyplomA?w pozostawia wiele do A?yczenia a�� to obnoszA� siA� z wielkoA�wiatowA� pogardA� dla a�zzacofania i ciemnotya�?. Faktyczne zrA?A?nicowanie tej grupy zaowocowaA�o wytworzeniem siA� wewnA�trznej hierarchii: a�zlemingia�? o rzeczywiA�cie wysokim statusie spoA�ecznym odcinajA� siA� od aspirujA�cych dopiero do tego statusu a�zsA�oikA?wa�?. Wszyscy jednak kurczowo trzymajA� siA� drabiny spoA�ecznej, obawiajA�c siA�, A?e z niej spadnA� a�� stA�d bezwarunkowa lojalnoA�A� wobec wyzyskujA�cej ich korporacji. Wroga postrzegajA� tylko wA�rA?d gorszych od siebie, nigdy na wyA?szych szczeblach hierarchii, na ktA?re sami wszak majA� nadziejA� siA� wspiA�A�.

W szczegA?lnoA�ci dotyczy to coraz liczniejszego segmentu warstw A�rednich, zA�oA?onego z przedsiA�biorcA?w, w tym teA? z samozatrudniajacych siA� mikroprzedsiA�biorcA?w, ktA?rych od prekariatu rA?A?ni tylko stan A�wiadomoA�ci. W praktyce samozatrudniajA�cy sA� wyzyskiwani na rA?wni z pracownikami etatowymi. Rzecz jednak w tym, A?e sami drobni przedsiA�biorcy za takowych siA� nie uwaA?ajA�. HasA�o a�zMam firmA�!a�? w ich mniemaniu jest zaklA�ciem otwierajA�cym drzwi do lepszego A�wiata. Dla nich wrogiem nie jest wielki kapitaA�, z ktA?rym przegrywajA� na kaA?dym kroku, nie sA� wrogiem oszukujA�ce ich banki a�� wrogiem sA� pracownicy, bezrobotni, emeryci. KaA?dy, kto nie ma firmy, jest ich zdaniem nierobem i pasoA?ytem. NienawiA�A� do zmitologizowanego a�zpaA�stwaa�? przyjmuje formy wrA�cz paranoiczne. Z furiA� odrzucajA�c jakiekolwiek koncesje na rzecz Dobra WspA?lnego (a nawet samo jego pojA�cie!) radzi by oprzeA� caA�e spoA�eczeA�stwo na relacjach rynkowych.

Pozycja leminga, ktA?rA� moA?na porA?wnaA� do pozycji szlachciury-hoA�ysza uczepionego magnackiej klamki, sprawia, A?e lumpeninteligencja i lumpenburA?uazja sA� ostojA� panujA�cego A�adu spoA�ecznego. To polski paradoks, bo w Europie Zachodniej mA�oda miejska klasa A�rednia stanowi zaplecze ruchA?w lewicowo-libertarnych pokroju partii Zielonych. W Polsce jednak te warstwy nie poprA� A?adnej rewolucji czy bodaj rewolty, bo uwaA?ajA� siebie za beneficjentA?w systemu, a a�zmoherowA�a�? biedotA� za zagroA?enie dla swej pozycji i stylu A?ycia. Zwolennicy modernizacji sA� zarazem obroA�cami status quo.

Rodzi to permanentnA� frustracjA� wA�rA?d mA�odej inteligenckiej lewicy, ktA?ra wegetuje niezrozumiana na marginesie wA�asnego A�rodowiska. PrzeciA�tny leming postrzega lewaka jako sympatycznego moA?e, ale jednak dziwaka a�� takiego, co to przydaje siA� w walce z moherami, ale przesadza z egzotykA� i nieA?yciowoA�ciA�. Przeszczep nowolewicowych idei z zachodnich uniwersytetA?w nie przyjA�A� siA� w polskiej mA�odej klasie A�redniej. Owszem, leming moA?e na zA�oA�A� moherom obnosiA� siA� z tolerancjA� wobec gejA?w czy a�zAfroamerykanA?wa�?, ale zarazem nie cierpi muzuA�manA?w (ba, islamofobiA� traktuje jako legitymacjA� swej europejskoA�ci i laicyzmu!), nie trawi ekologA?w i nie rozumie feministek. KomicznA� wrA�cz ilustracjA� ostatniego zjawiska stanowiA� internetowe komentarze pod newsami o feministycznych protestach przeciw seksizmowi a�� co drugi komentator uwaA?a te inicjatywy za sprawkA� pruderyjnych a�zkatolia�?. To samo tyczy siA� ostatniego odkrycia i najnowszej nadziei naszej hipster-lewicy a�� tzw. ruchA?w miejskich. PomijajA�c juA?, A?e jest to retrospektywna utopia, przypominajA�ca ruralistA?w gA�oszA�cych a�zBack to the Landa�? w I poA�owie XX wieku, abstrahujA�c od faktu, A?e rosnA�ca mobilnoA�A� utrudnia wytwarzanie siA� a�zlokalnego patriotyzmua�? a�� w Polsce ruchy miejskie nie majA� racji bytu. Tubylczy bywalcy IKEI i centrA?w ogrodniczych akceptujA� wielkie miasto takie, jakim jest a�� to ich Ziemia Obiecana.

…PowyA?sza diagnoza moA?e budziA� sprzeciw, jako obraz nazbyt pesymistyczny. Czy naprawdA� winniA�my porzuciA� wszelkA� nadziejA�? OczywiA�cie nie a�� nadzieja trwa dopA?ki A?yjemy. Gdyby osiemdziesiA�t lat temu ktoA� napisaA�, A?e Polacy stanA� siA� zbiorowoA�ciA� przyziemnych groszorobA?w, uznane by to zostaA�o za absurdalnA� fantazjA�. Proces przeksztaA�cania psychiki zbiorowej trwa permanentnie, wiA�c wszystko jest moA?liwe. Panta rhei.

dr hab. Jarosław Tomasiewicz

(ur. 1962) – doktor nauk politycznych, pracownik naukowy Instytutu Historii Uniwersytetu Śląskiego, publicysta, autor książek „Terroryzm na tle przemocy politycznej (zarys encyklopedyczny)” (2000), „Między faszyzmem a anarchizmem. Nowe idee dla nowej ery” (2000), „Ugrupowania neoendeckie w III Rzeczypospolitej” (2003), „Zło w imię dobra. Zjawisko przemocy w polityce” (2009) i „Rewolucja narodowa. Nacjonalistyczne koncepcje rewolucji społecznej w Drugiej Rzeczypospolitej” (2012), a także wielu tekstów publicystycznych i naukowych. Stały współpracownik „Nowego Obywatela”.

21 odpowiedzi na „Wielka lumpeninteligencka rewolucja liberalna (rozwaA?ania z dziedziny psychopolityki)

  1. psychoanaliza „duszy zbiorowej” to sprawa ryzykowna,ale autor chyba uniknął pułapek zwykle wiążących się z tym ryzykownym przedsięwzięciem(jak zbyt śmiałe uogólnienia na zasadzie „pars pro toto) . trafnie zwłaszcza przedstawił psycho-socjalny obraz „młodych wykształconych z wielkich miast” vulgo lemingów.

  2. Interesujący artykuł. Sądzę, że w przeciągu następnych dwudziestu – czterdziestu lat historia jednak zatoczy koło, a pewne uniwersalne wartości wrócą na właściwe sobie miejsce. Alternatywą jest rozpad państw narodowych i wielka migracja ze wschodnich rubieży UE na zachód lub rozpad UE i ponowne zamknięcie granic.

  3. filmer1992 pisze:

    Świetny tekst. Co prawda może nie w każdym miejscu da się na 100% zgodzić, ale z ogólnym przesłaniem jak najbardziej tak.

  4. V-2 pisze:

    „Nienawiść do zmitologizowanego „państwa” przyjmuje formy wręcz paranoiczne. Z furią odrzucając jakiekolwiek koncesje na rzecz Dobra Wspólnego (a nawet samo jego pojęcie!) radzi by oprzeć całe społeczeństwo na relacjach rynkowych.”

    Jak na tak mocne słowa, mało konkretów. Szczerze powiedziawszy, w ogóle brak tu wszelkich konkretów :) Jakieś dane, czy choćby przykłady tej paranoi, nienawiści, furii? Osobiście nie zaobserwowałem, żeby tzw. lemingi były zajadłymi libertarianami. Nie trzeba też niczego mitologizować ani chorować na paranoję, by dostrzegać, że ściągane przez III RP daniny nie służą żadnemu „Dobru Wspólnemu”, ale tuczeniu się cwaniaków. Trudno dziwić się zatem ludziom, że niespecjalnie wierzą w realizację „Dobra Wspólnego” przez państwową biurokrację.

    • filmer1992 pisze:

      „Nie trzeba też niczego mitologizować ani chorować na paranoję, by dostrzegać, że ściągane przez III RP daniny nie służą żadnemu „Dobru Wspólnemu”, ale tuczeniu się cwaniaków. Trudno dziwić się zatem ludziom, że niespecjalnie wierzą w realizację „Dobra Wspólnego” przez państwową biurokrację.”

      —-
      Tak. To prawda. Niemniej jednak lemingi są przeciwne Dobru Wspólnemu nie ze względów nakreślonych przez ciebie, lecz z samej istoty owego Dobra Wspólnego. Tak to w każdym razie wygląda z moich obserwacji. Ba, więcej – tuczenie się cwaniaków na Dobru Wspólnym nie budzi u nich w zasadzie żadnych sprzeciwów (być może uważają to za jeden z przejawów tzw. zaradności).

      • T. pisze:

        „Tak. To prawda. Niemniej jednak lemingi są przeciwne Dobru Wspólnemu nie ze względów nakreślonych przez ciebie, lecz z samej istoty owego Dobra Wspólnego. Tak to w każdym razie wygląda z moich obserwacji. Ba, więcej – tuczenie się cwaniaków na Dobru Wspólnym nie budzi u nich w zasadzie żadnych sprzeciwów (być może uważają to za jeden z przejawów tzw. zaradności).”

        Niech zgadnę: a lemingi to ci, którzy są przeciwni Dobru Wspólnemu? a jeśli ktoś nie jest mu przeciwny, to nie jest lemingiem? Tylko wiesz, w ten sposób „lemingi są przeciwne DOBRU WSPÓLNEMU” (co sobie żałować wielkich liter) to zdanie analityczne – zawsze prawdziwe.

  5. pozanowa pisze:

    Eli Wurman- ja już trochę latek mam, trochę szkół pokończyłem, ponad 40 lat na różnych stanowiskach pracowniczych i kierowniczych tak w przemyśle jak i w administracji (państwowej, samorządowej i pozostałej) przepracowałem oraz ok.30 lat działalności społeczno-politycznej na szczblach lokalnym i regionalnym poczyniłem, ale gdy tekst dr Grzegorza Tomasiewicza zgłębiłem i z treścią Twojego komentarza skonfrontowałem, to tak sobie pomyślałem: ma jednak rację p. dr. G. Tomasiewicz, bo przecież Ty jesteś tego niezaprzeczalnym dowodem.

    • T. pisze:

      Dzięki Ci Boże, że nie jestem jak te lemingi, młodzi wykształceni, prekariusze, mikroprzedsiębiorcy, pracownicy korporacji, groszoroby i inni komentatorzy, którzy nie pogardzają światem tak jak ja…

  6. T. pisze:

    Co za brednie.

    „polski paradoks, bo w Europie Zachodniej młoda miejska klasa średnia stanowi zaplecze ruchów lewicowo-libertarnych pokroju partii Zielonych. W Polsce jednak te warstwy nie poprą żadnej rewolucji czy bodaj rewolty”

    Co paradoksalnego jest w tym, że najbiedniejsi Polacy (prekariat, mikroprzedsiębiorcy – to są „młodzi wykształceni z wielkich miast”, których zaraz pan przechrzcił na „klasę średnią”) nie popierają polskiej „lewicy”, wypisującej na nich takie jak powyższy tekst paszkwile? Pana kreowanie „lemingów” itp. przypomina kreowanie Żyda Suessa. Pana „mikroobserwacje” to najbanalniejsze stereotypy z obowiązującego dyskursu plus czyste ssanie palca, widać lubi pan opluwać gorzej sytuowanych i to wszystko, co można z tego tekstu wynieść. W sumie mógł się pan ograniczyć do „chwała nam i naszym kolegom, ch… precz”.

    Jak czytam takie plugastwa – na portalu lewicy, prawie jak śmieszne – świetnie rozumiem uciekających stąd młodych i zaczynam się zastanawiać, czy nie za późno, żeby do nich dołączyć.

    PS „słoiki” to napływowi, a nie dopiero aspirujący. To określenie nie odnosi się do statusu materialnego.

    • Nowy Obywatel pisze:

      Niech się Pan/Pani tak nie emocjonuje, za to przeczyta tekst spokojnie, bo jeśli zrozumiał/a Pan/Pani z tego tekstu, że autor lubi opluwać gorzej sytuowanych, to znaczy, że zrozumiał/a Pan/Pani niewiele, a wręcz coś dokładnie odwrotnego niż autor napisał.

      • T. pisze:

        Autor napisał coś odwrotnego niż chciał zasugerować, że wyznaje. Więc może to Wy, Szanowna Redakcjo, przeczytajcie raz jeszcze, coście opublikowali – pod płaszczykiem „analizy” wiktymizowanie ubogich tego systemu:

        „To roczniki wyżu demograficznego, które objęła rewolucja edukacyjna (nigdy wcześniej tak duży odsetek młodzieży nie kończył studiów wyższych, nawet jeśli była to przysłowiowa Wyższa Szkoła Kroju i Szydełkowania) i których start życiowy przypadł na okres poakcesyjnej prosperity. Dyplom wyższej uczelni, praca w wielkim mieście albo w innym kraju – oznaczały dla nich awans społeczny, który traktowali jako potwierdzenie słuszności ideologii liberalnej.”

        Wyż demograficzny – czyli pokolenie największej nędzy i braku perspektyw (nie licząc obecnych młodych, ale oni są jeszcze często „przy rodzicach”), powszechnej migracji i kilkumilionowej emigracji żeby przeżyć – zaznał „awansu społecznego” i w mniemaniu autora – nie wiadomo czym podpartym – było to dla nich potwierdzeniem słuszności liberalizmu. Nie to, żeby autor miał coś do powiedzenia o liberalizmie własnego pokolenia, największych beneficjentów transformacji (bo starsi to przecież „homo sovieticus”, a młodsi są słabsi, więc „śmierć frajerom”), tu żadnych „mikroobserwacji” nie poczynił. W końcu to wyż stanu wojennego obalał PRL i budował zręby III RP, prawda?

        „Nawet jeśli faktycznie są niepewnymi jutra nisko opłacanymi prekariuszami – to pielęgnują w sobie wyniosłość wobec „roboli””

        Nawet mi się nie chce ironizować. Prekariusze i „robole” to nie są grupy rozłączne, pracownicy fizyczni też mają umowy śmieciowe. O świadomości klasowej prekariuszy można się przekonac choćby czytając komentarze na popularnych portalach – nie ma tam pogardy pracowników biurowych dla „roboli”, ludzie wiedzą, na jakim wózku jadą. Pogarda, wyrażona na przykład w pomawianiu o dowolne wady, bez żadnego związku z rzeczywistością, jest w tekstach takich jak powyższy.

        „nawet jeśli jakość ich taśmowo produkowanych dyplomów pozostawia wiele do życzenia – to obnoszą się z wielkoświatową pogardą dla „zacofania i ciemnoty”

        To może autor, przedstawiciel środowiska taśmowo produkującego niskiej jakości dyplomantów – dla pieniędzy, bo nie dla szerzenia oświaty przecież – chciałby się uderzyć w piersi, choćby w imieniu kolegów? A nie, autor woli wytykać nieskutecznie kształconej przez swoje środowisko młodzieży rzekomą pogardę dla zacofania i ciemnoty. Projekcja?

        „Wroga postrzegają tylko wśród gorszych od siebie, nigdy na wyższych szczeblach hierarchii, na które sami wszak mają nadzieję się wspiąć.”

        No jasne. Wystarczy posłuchać ludzi od 10 lat bujających się na śmieciówkach, wystarczy poczytać komentarze w internecie. Tylko że jest dokładnie odwrotnie – ilekroć czyta się bluzgi na „nierobów” itp., to ich autorzy deklarują się jako roczniki plus minus 60., czyli akurat pokolenie autora. To to pokolenie rozpowszechniało wszystkie neoliberlane bzdury – starsi jeszcze wierzyli w społeczeństwo (jeśli nie w socjalizm), a młodsi widzieli, jak wygląda „wspinanie się” w praktyce. Starszych pewnie autorowi nie wypada krytykować, więc szuka sobie kozła ofiarnego w najsłabszych.

        „W szczególności dotyczy to coraz liczniejszego segmentu warstw średnich, złożonego z przedsiębiorców, w tym też z samozatrudniajacych się mikroprzedsiębiorców, których od prekariatu różni tylko stan świadomości. W praktyce samozatrudniający są wyzyskiwani na równi z pracownikami etatowymi. Rzecz jednak w tym, że sami drobni przedsiębiorcy za takowych się nie uważają. Hasło „Mam firmę!” w ich mniemaniu jest zaklęciem otwierającym drzwi do lepszego świata.”

        Tak tak, ten cały korwinizm roznoszą sprzątaczki na samozatrudnieniu. Założy taka firmę i od razu mysli, że jest lepsza.

        Itd., itd.

        „Gdyby osiemdziesiąt lat temu ktoś napisał, że Polacy staną się zbiorowością przyziemnych groszorobów, uznane by to zostało za absurdalną fantazję.”

        W roku 1933 Polacy jak wiadomo nie byli tacy przyziemni, zamiast walczyć o chleb nic tylko cięgiem na skrzypeckach grali. Jak można nazywać „zbiorowością przyziemnych groszorobów” naród powszechnie żyjący w biedzie, w którym miażdżąca większość nie ma oszczędności, a miliony mają długi? (Przeszło 2 miliony nie spłaca regularnie – pewnie wszystko to utracjusze? Rodzice kilkuset tysięcy niedożywionych dzieci to groszoroby? Jak to się ma do informacji, które sami zamieszczacie?). Próby utrzymania się przy życiu i wyjścia z długów to jest groszoróbstwo? Naprawdę, jakie to szczęście, że Polacy, choć nie mają nic, mają jeszcze inteligencję, która otworzy im oczy.

        • Nowy Obywatel pisze:

          Żonglowanie cytatami wyrwanymi z kontekstu i dopisywanie im interpretacji dość stronniczej, można oczywiście uznać za formę dowodzenia czegokolwiek. Ale pozwolimy sobie zachować dystans wobec tego rodzaju zabiegów. Ani autor nigdzie nie napisał, że jego pokolenie jest niewinne i że to ci młodzi są tymi najgorszymi, ani nie sugerował, że wpływu na postawy „zwykłych ludzi” nie mają poglądy liberalnych elit. To są Pana/Pani interpretacje, zza których nie dostrzega Pani sedna tekstu – konstatacji ponadpokoleniowej erozji postawy i świadomości wspólnotowej oraz triumfu indywidualizmu i przekonania o słuszności walki wszystkich ze wszystkimi.

          • T. pisze:

            Szkoda, że przez lojalność wobec Autora Redakcja ma poczucie, że musi iść w zaparte. Bo w to, że naprawdę nie widzicie, jak bardzo ten tekst jest nie w porządku, prawdę mówiąc nie wierzę.

            „Żonglowanie cytatami wyrwanymi z kontekstu i dopisywanie im interpretacji dość stronniczej, można oczywiście uznać za formę dowodzenia czegokolwiek.”

            (Cytowanie nie jest żonglowaniem cytatami, wbrew temu co Redakcja z nawiązującą do artykułu rzetelnością sugeruje. A w internetach cytowanie ma funkcję wskazania fragmentu tekstu, do którego komentarz się odnosi. Zapewne Redakcja nie wiedziała, bo średnia wieku w redakcji to 150 lat… Tylko że nie. Oraz: cokolwiek można uznać za formę czegokolwiek, ale nie wiem, po co triumfalnie odkrywać brak dowodzenia/analizy ekonomicznej/gry na pianinie tam, gdzie nie było próby dowodzenia/analizy ekonomicznej/gry na pianinie.)

            Clou: stronnicza interpretacja to oczywiście taka, która nie podoba się Redakcji – bo interpretacja Redakcji jest Jedynie Słuszna i Obiektywna.
            Pytanie kluczowe: istnieje taka możliwość, że interpretacja jest uprawniona i krytyczna (w węższym sensie) zarazem? Czy może wszystkie teksty w tej witrynie są skończoną doskonałością i jedyna właściwa reakcja to klaskać uszami?

            „sedna tekstu – konstatacji ponadpokoleniowej erozji postawy i świadomości wspólnotowej oraz triumfu indywidualizmu i przekonania o słuszności walki wszystkich ze wszystkimi”

            I taki poczciwy banał zadeklarowany jako sedno usprawiedliwia dowolną pozostałą zawartość tekstu? Co tam, że tekst jest pełen pogardy i odklejony od rzeczywistości – deklaracja słuszności ideowej jest, więc podkładka jest, i starczy.

            Powrotu do formy życzę.

        • Marta pisze:

          Świetne podsumowanie miałkiego tekstu, pełnego zbudowanych na pogardzie klisz, bez żadnego oparcia w rzeczywistości (które autor, pochlebiając sobie, nazywa mikroobserwacjami).

  7. filmer1992 pisze:

    Użytkownik „T.” ewidentnie nie zrozumiał tekstu, lecz najwięcej ma na jego temat do powiedzenia. Hm, skąd ja to znam?

    • T. pisze:

      A zna dziecko taki żart: przyczepiło się nie pamiętam co do statku i krzyczy „płyniemy”? Kryterium rozumienia tekstu nie jest czapkowanie przed autorem. Choć czapkowanie przed silniejszym może dziecku przynieść profity, czemu nie, niezła strategia. Ale *im* dowalił w tekście, nieee? Już dziecko czuje tę moc, już antycypuje przyszłe korytko, bo skoro przy następnej transformacji to lewica dojdzie do władzy… Tylko niech dziecko dobrze statek obstawi. Czuwaj.

  8. Znakomity tekst, świetna diagnoza, czy też raczej – opis sytuacji, historia choroby. To opis, z którego fragmentami się identyfikuję, jakbym sama była ich autorką, bo i ja tak postrzegam pewne zjawiska, zaś inne są dla mnie odkryciem.
    Duża rzecz. Przybył Wam nowy czytelnik.

  9. retor pisze:

    Bardzo celne obserwacje – prawda niestety boli i to bardzo. Trochę za dużo mieszanki pojęciowej i kategoryzacyjnej, ale to „skrzywienie zawodowe”. Gdyby, oprócz przemian kulturowo-socjologicznych, dodano szerszą analizę procesów ekonomicznych i politycznych, które wywołały taką dezintegrację społeczną i odrzucanie wszelkich wartości innych niż pieniądz i konsumpcja , treść byłaby bardziej czytelna. Niemniej diagnozę uważam za bardzo trafną.

  10. Nie istnieje coś takiego jak przeciętny Polak. Istnieje za to coś takiego jak wyjątkowy Polak, dlatego że każdy Polak jest wyjątkowy. Tak samo jak każdy człowiek jest wyjątkowy.

  11. l56 pisze:

    Drodzy czytelnicy, Redakcjo, i ty Szanowny Autorze.
    Zwracam ci uwagę na rzecz niezwykle ważną jaką jest odróżnienie poglądów które analizujesz od nawyków. Poglądy są wypadkową wielu czynników i rozpięte (nawet dla jednostki w czasie „mikrosocjoobserwacji”) na osi czasu potrafią ewoluować w obszary których ich posiadacz lat temu dajmy na to 20 nigdy by siebie nie podejżewał. Wysnuwanie wniosków nt stratyfikacji społecznej, klasy średniej poprzez analizę poglądów jest zabiegiem nieuprawnionym i pozbawionym głębszego sensu poznawczego nie mówiąc już o możliwości przewidywania w makroskali. To hochsztaplerka czystej wody, tak jak hochsztaplerką jest łączenie plam na Marsie z końcem świata czy rysów twarzy ze skłonnościami samobójczymi.
    Jeśłi spojrzymy na okres przedstawiony przez autora odstawiając na stronę jakże pasjonującą dynamikę poglądów i zaczniemy przyglądać się nawykom grup społecznych dotkniętych przez autora oraz ich dynamice, dostrzeżemy już nie wartki nurt zmian ale delikatną falę w której kryją się OD LAT niezmiennie: względnie homogeniczna, niewielka elita (prestiż, władza, pieniądze) oraz cała reszta – biedna lub względnie biedna, chłopsko zapobiegliwa, zawistna, podejżliwa, agresywna lower class przebrana stosownie do okolicznosci oraz ogrywanych ról społecznych. Dobiazgowa analiza może oczywiście wzbogadzić ten obrazek np. o frankowców (klasa średnia sfinansowana przez kredyt, posiadająca cały czas nawyki wyniesione z domu rodzinnego a publicznie demonstrująca świeżo nabyty „status” społeczny), urzędników (klientelizm i konformizm wobec władzy mający swoje wieloletnie, nieprzerwane tradycje w Polsce) oraz inne grupy wymieniane przez autora. Nawyk ma się tak do poglądów jak bycie do bywania. Szkoda że autor tego nie dotrzega a redakcja nie wytyka.

  12. Karolina pisze:

    „Owszem, leming może na złość moherom obnosić się z tolerancją wobec gejów czy „Afroamerykanów”, ale zarazem nie cierpi muzułmanów (ba, islamofobię traktuje jako legitymację swej europejskości i laicyzmu!), nie trawi ekologów i nie rozumie feministek. ”

    Uważam, że autor popełnił w tym zdaniu błąd merytoryczny. Nie cierpienie muzułmanów i nie rozumienie feministek, albo na odwrót, tolerowanie muzułmanów i zrozumienie dla feministek nie jest czymś zgodnym. Jedno z drugim się nie łączy w sposób naturalny. Nie można jednocześnie głaskać muzułmanów po główkach i głosić hasła feministyczne. Przecież to się wyklucza. Bycie feministą/ką i jednocześnie dawanie przyzwolenia społecznego na mizoginizm i szowinizm jest czymś absurdalnym.
    Wiem że ten fragment o islamofobii (strachu przed muzułmanami?!) nie jest głównym punktem omawianym w tekście, ale odniosłam się do niego ponieważ autor posługuje się bardzo dziwnymi stereotypami opisując tzw „lewicę obyczajową”. Bycie jednocześnie „nie-islamofobem” i feministką, nie jest czymś tak naturalnym i normalnym i uzupełniającym się jak istnienie światła i ciemności jednocześnie. Mam nadzieję, iż w miarę zrozumiale opisałam kwestię, która zwróciła moją uwagę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>