Taliban 2.0

·

Taliban 2.0

·

15 sierpnia afgańscy talibowie zakończyli rozpoczętą w maju ofensywę przeciwko wojskom rządowym. Wkraczyli bez walki do Kabulu, z którego umknął prezydent Aszraf Ghani. Pozbawiona zagranicznego, przede wszystkim amerykańskiego wsparcia, budowana od dwu dekad armia rządowa rozpadła się, nie stawiając oczekiwanego przez niektórych oporu. W ten sposób zakończyła się epopeja rozpoczęta trwającą od 7 października 2001 interwencją zbrojną w Afganistanie. Talibowie obecnie odzyskali, utraconą wtedy i dzierżoną od 1996, władzę nad większością kraju.

Odtworzenie Islamskiego Emiratu Afganistanu oznacza powrót do sytuacji sprzed 2001. Stanowi to kolejną oddaloną w czasie klęskę bushowskiej polityki „zbrojnych misjonarzy”. Łączne koszty ludzkie szacowane na ponad 200 000 zabitych (w tym 44 żołnierzy polskich) i finansowe wynoszące około biliona dolarów po stronie samych Stanów Zjednoczonych – poszły z tego względu na marne. Koncepcję budowy w Afganistanie państwa liberalno-demokratycznego na modłę zachodnią należało uznać za chimerę od samego początku. Stany Zjednoczone, opuszczając Afganistan, porzucają również cel uznawany za domyślny: szachowanie Chin od strony ich miękkiego podbrzusza. Dla Pekinu bowiem obecność sił amerykańskich tak w Afganistanie, jak i w związku z „wojną z terrorem” w Kirgistanie, Tadżykistanie i Uzbekistanie, stanowiła czynnik niekomfortowy i niepokojący, w szczególności w powiązaniu z zapoczątkowanym w roku 2000 przejściowym prozachodnim zwrotem Rosji. Jedynym zrealizowanym celem stało się zatem rozbicie afgańskich struktur Al-Ka’idy.

Koszty wojny i konieczność koncentracji wysiłków na Pacyfiku w celu przeciwstawienia się Chinom, które od roku 2001 w ogromnym stopniu wzmocniły się militarnie, w połączeniu z presją wewnętrzną na zakończenie niepopularnej interwencji skłoniły jednak Waszyngton do porzucenia Afganistanu. Proces rozpoczął się jeszcze za kadencji Baracka Obamy – w 2016 amerykański kontyngent zmniejszono z 30 000 żołnierzy do 13 000. Negocjacje podjęte z talibami doprowadziły do zawarcia pod koniec lutego 2020 w katarskiej Dosze porozumienia pokojowego przewidującego wycofanie reszty wojsk Stanów Zjednoczonych w zamian za zobowiązanie się afgańskiej formacji do niewspółpracowania z „międzynarodowym terroryzmem”. Ówczesny rząd afgański nie był stroną porozumienia, którego obowiązywanie było niezależne od jego stosunków z talibami. W tym aspekcie Amerykanie i talibowie co do zasady realizują zawartą umowę, a ewakuacja sił Stanów Zjednoczonych nie jest, jak to bywa postrzegane, paniczną ucieczką pod naporem triumfującego przeciwnika.

Odnośnie do przyszłych relacji między dotychczasowym rządem a talibami snuto różne scenariusze. Niektórzy analitycy pocieszali się, że jeszcze przed kilkoma miesiącami talibowie nie kontrolowali żadnego z głównych miast. Według niektórych przewidywań siłą stabilizującą względną równowagę miała po wyjściu Amerykanów stać się Turcja, prowadząc swoją „dyplomację Bayraktarów”. Niemniej jednak również i całkowite, szybkie zniesienie rządu było scenariuszem branym pod uwagę. Mimo wpompowania dziesiątków miliardów dolarów wojska rządowe odznaczały się niskim morale oraz, jak cały system ustanowiony po 2001, powszechną korupcją. Stąd nie mogły stanowić na dłuższą metę zapory przeciwko bojownikom zdeterminowanym i mającym autentyczne wsparcie społeczne. Nie były również w istocie silne ani nowocześnie uzbrojone.

Chociaż obrazy przejętych przez talibów składów sprzętu mogą tworzyć mylne wrażenie, Afgańska Armia Narodowa była przede wszystkim lekką piechotą zmotoryzowaną wspieraną przez lotnictwo zdatne przede wszystkim do zadań transportowych z ograniczonym liczebnie i jakościowo komponentem uderzeniowym. Sytuacja obecna jest diametralnie odmienna od mającej miejsce po wycofaniu się Sowietów. Wtedy rządowi afgańskiemu pozostała przynajmniej nominalnie silna jak na regionalne standardy armia dysponująca 170 odrzutowymi samolotami bojowymi (w tym jeszcze względnie nowoczesnymi MiGami-21bis i Su-22) oraz mniej więcej tysiącem czołgów i silną artylerią. Armia tworzona po 2001 nie otrzymała ani jednego nowego czołgu czy nowoczesnego systemu artyleryjskiego. W powietrzu reprezentowało ją 26 turbośmigłowych samolotów przeciwpartyzanckich A-29, 10 egzemplarzy uzbrojonej wersji cywilnej Cessny 208 oraz kilkadziesiąt wyremontowanych i zmodernizowanych śmigłowców UH-60 w wycofanej z lotnictwa amerykańskich wojsk lądowych starej wersji, nieśmiertelne Mi-17, lekkie MD-530 (z czego tylko część uzbrojonych) i garstka Mi-35. Siły te dysponowały co prawda pewnymi możliwościami wykonywania uderzeń bronią precyzyjną, jednak naprowadzanych laserowo bomb Paveway dla A-29 dostarczono ledwie 250… Masy dostarczonych pojazdów to przede wszystkim poczciwe HMMWV i niecałe 300 transporterów opancerzonych M-1117, w Stanach Zjednoczonych używanych przez żandarmerię, nie jednostki stricte bojowe. W związku z tym wycofanie dysponującego ogromnymi możliwościami kontyngentu amerykańskiego postawiło siły rządowe w sytuacji praktycznie beznadziejnej.

Przejęcie przez talibów władzy stawia przez nimi spore problemy wewnętrzne. Obecne wydanie ruchu prezentuje do pewnego stopnia „liberalne” oblicze – deklaruje tworzenie rządu z udziałem postaci spoza swojego spektrum, brak odwetu i amnestię czy otwartość na obecność kobiet w życiu publicznym, oczywiście na warunkach określonych przez prawo islamskie. Talibowie będą się jednak musieli mierzyć z pewnym zakresem sekularyzacji i okcydentalizacji indukowanej przez samą zachodnią obecność w kraju i choćby rachityczne próby instytucjonalne, pogłębiane też przez nowe technologie komunikacyjne. Ich kontrola nad krajem nie będzie też pełna z dwu powodów. Po pierwsze, opór zapowiadają Tadżycy pod wodzą Ahmeda Masuda, syna słynnego Ahmeda Szaha Masuda, do którego dołączył tytułujący się prezydentem po rejteradzie Ghaniego dotychczasowy wiceprezydent Ahrullah Saleh. Można oczekiwać, że Tadżykom uda się pozostać poza kontrolą talibów i że znajdą stosowne wsparcie za granicą. Po drugie, poważnym problemem dla kierownictwa ruchu będą wrogie ugrupowania fundamentalistyczne (międzynarodowe w kontraście do „narodowych” talibów), przede wszystkim lokalne odgałęzienie Państwa Islamskiego, które już dokonało potężnego zamachu na lotnisko w Kabulu, skierowanego w równej mierze przeciwko Amerykanom i talibom. Będą one z jednej strony destabilizować kraj, utrudniając drogę nowych władz do uznania międzynarodowego, a z drugiej usiłować siać ferment w bardziej radykalnych dołach ruchu talibańskiego, szukając zwolenników za pomocą oskarżania liderów o kolaborację z Zachodem.

Aspekt międzynarodowy jest obecnie zdominowany przez kwestię uchodźców. Jednak zasadniczą kwestią polityczną pozostaje kwestia wypełnienia przestrzeni pozostawionej przez Amerykanów. Najbliższymi aktorami są oczywiście Chiny i Rosja. Stawką pozostają zasoby surowcowe Afganistanu, spośród których największe zainteresowanie z uwagi na zapotrzebowanie na akumulatory budzi lit, oraz jego przestrzeń istotna dla Chin w związku z ich projektami szlaków handlowych wiodących na zachód. Jednak relacje Moskwy i Pekinu z nowymi władzami będą obciążone genetycznymi problemami z uwagi na kwestie islamskie obu tych stolic. Moskwa może obawiać się radykalizacji ruchów islamskich w sąsiadujących z Afganistanem krajach „bliskiej zagranicy” – Turkmenistanie, Uzbekistanie i Tadżykistanie. Pekin z kolei brutalnie tłumi odśrodkowe tendencje islamskich Ujgurów w Sinciangu i może spodziewać się, że przy „anarchistycznym” charakterze Afganistanu nawet porozumienia z liderami talibów nie zapobiegną współpracy dołów z rebeliantami walczącymi z chińskimi władzami. Inicjatywy chińskie w Afganistanie mogą być także torpedowane przez Amerykanów, którzy w ciągu dwu dekad wypracowali siatkę powiązań i wpływów, z której będą mogli w razie potrzeby korzystać. Nieuchronna słabość władzy centralnej niezależnie od barw ideowych i haseł, w tym jak wspomnieliśmy powyżej militarna, będzie sprzyjała obcym ingerencjom w różnej formie i na różnym poziomie. Trudno oczekiwać, żeby Afganistan zaznał wreszcie spokoju.

dr Jan Przybylski

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie