Godność na starość zamiast księgowej loterii
Punktem wyjścia powinno być zagwarantowanie każdemu obywatelowi minimum bezpieczeństwa na starość.
Niedawno znany dostawca posiłków, operujący w Polsce pod nazwą Pyszne.pl, ogłosił zwolnienie kilku tysięcy pracowników i przeniesienie ich do firm zewnętrznych, co oznacza pogorszenie warunków ich zatrudnienia. O tej decyzji, jej skutkach, okolicznościach i sytuacji kurierów mówi nam Stanisław Kierwiak – kurier Pyszne.pl oraz członek zarządu związku zawodowego Konfederacja Pracy w Pyszne.pl. W działalności związkowej zajmuje się przede wszystkim warunkami pracy kurierów i prawami osób, które pracują za pośrednictwem platform. Jest również autorem publikacji „Platformizując Polskę”, która porusza problem pracy platformowej.

Jaka jest obecna sytuacja kurierów Pyszne.pl? Co dzieje się w firmie, co jest przyczyną nagłych zmian i drastycznej ilości zwolnień?
Stanisław Kierwiak: Dotychczas sytuacja kurierów Pyszne.pl wyróżniała się wśród innych podobnych podmiotów na rynku trochę większą stabilnością. Nie był to system idealny, oparty o umowy o pracę, ale były to umowy zlecenie ze stawką godzinową. Firma odprowadzała wszystkie podatki i składki – wywiązywała się z obowiązków zleceniodawcy. Może nie jest to dużo, jednak w porównaniu do innych podobnych podmiotów były to warunki lepsze, na pewno wykazujące się większą stabilnością.
Jednak 14 lipca firma ogłosiła, że zwolni mniej więcej 4,5 tysiąca kurierów i kurierek. Osoby zwolnione będą mogły zatrudnić się ponownie u jednego z pięciu tzw. partnerów flotowych. Oznacza to gorsze warunki pracy. Nie będzie już stawki godzinowej, co oznacza, że nie ma gwarancji, iż kurier zarobi minimalne wynagrodzenie godzinowe. Nie będzie zapewnionego przez firmę podstawowego sprzętu, który dotychczas ona zapewniała, czyli plecaka do wożenia jedzenia, ubrań, kurtki zimowej, rękawiczek. Firma dotychczas wypłacała dodatek za użycie własnego sprzętu – tego też już nie będzie. Nie ma również gwarancji, że wszyscy kurierzy otrzymają pracę u partnerów flotowych.
Pyszne.pl jest częścią międzynarodowej grupy Just Eat Takeaway. Ta grupa w wielu krajach wyróżniała się tym, że starała się utrzymać bardziej stabilny model zatrudnienia w branży i robiła to rzeczywiście przez długi czas. Niedawno – bo w zeszłym roku – została przyjęta przez fundusz inwestycyjny i myślę, że to przyjęcie miało wpływ na niedawną decyzję w Polsce. Widać wyraźnie, że ten fundusz przyjął strategię odchodzenia od dotychczasowego modelu. Dotychczasowy model w mojej ocenie był oparty na przekonaniu, że pewne regulacje w tym sektorze będą się musiały pojawić i Takeaway będzie na lepszej pozycji, gdy regulacje się pojawią, ponieważ już teraz utrzymuje model, który jest bliższy docelowemu. Jest to dziwny ruch w kontekście tego, że Polska ma do 2 grudnia zaimplementować dyrektywę Unii Europejskiej – najważniejszy akt prawny, który ma tę branżę regulować. Firma niemal w przededniu wejścia w życie takiego aktu decyduje, że już tego robić nie będzie. Nie tylko w Polsce, bo podobna sytuacja miała miejsce w innych krajach. W zeszłym roku w Niemczech firma też zwolniła kurierów i zatrudnia ich przez partnerów flotowych. Analogiczna sytuacja miała miejsce w Austrii, więc nie jest to wydarzenie zupełnie jednostkowe.
Na pewno wpływ na to miała presja konkurencyjna, w Polsce szczególnie silna, ponieważ nasze państwo zupełnie wycofało się z egzekwowania standardów na rynku. Inne platformy dostarczające produkty za pośrednictwem klientów były po prostu tańsze, gdyż stosowały agresywne metody optymalizacji obciążeń podatkowych i składkowych. Myślę, że argument, którego używa Pyszne.pl, nie jest pozbawiony prawdziwości.
Drugą sprawą jest to, jak firma ocenia szanse na skuteczną regulację rynku. Jeżeli przez lata utrzymywali ten model, licząc na to, że regulacje się pojawią, to odejście od owego modelu jest wyraźną deklaracją braku nadziei i zaufania do tego, że skuteczna regulacja prawna tej branży przez państwo jest możliwa, a przynajmniej wykonalna w najbliższym czasie. Czekamy na to, co się stanie w kwestii wspomnianej implementacji dyrektywy, ale trzeba od razu powiedzieć, że to nie jest tylko kwestia prawa, lecz także jego egzekucji. Od lat mieliśmy i wciąż mamy problem z zatrudnianiem kurierów i kierowców na podstawie umowy najmu pojazdu, co jest absurdalną konstrukcją. Nie była potrzebna zmiana prawa, żeby się z tym rozprawić. Ostatnio widzieliśmy wzmożone kontrole z ZUS-u i niektóre podmioty zaczęły odchodzić od tych umów najmu. Ważne jest nie tylko to, co zapisano w przepisach, ale też to, czy organy państwa mają wolę i środki do tego, by skutecznie te przepisy egzekwować.
Czy jako związek zawodowy Konfederacja Pracy, który działa w Pyszne.pl, prowadzicie rozmowy z zarządem firmy? Z jakim skutkiem?
Tak, podjęliśmy rozmowy z przedstawicielami firmy po tym, jak Pyszne ogłosiło zamiar zwolnienia kurierów i przeniesienia ich do partnerów flotowych. Firma deklaruje już publicznie, że domaga się jednolitych standardów na rynku i jest gotowa ich przestrzegać, pod warunkiem, że będą one uniwersalne, że będą takie same dla wszystkich firm, czyli także dla ich konkurencji. Piłeczka jest po stronie państwa, które powinno pokazać, że faktycznie będzie te standardy w stanie wyegzekwować.
Jakie dalsze kroki zamierza podjąć wasz związek?
Sytuacja jest dosyć dynamiczna, obecnie trwa kontrola PIP-u wszczęta na wniosek minister pracy Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, słyszymy też o kontrolach z ZUS-u, więc czekamy, co z tego wyniknie. Czekamy też oczywiście, co się będzie działo w kwestii implementacji dyrektywy. Zaapelowaliśmy do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, aby pewne kroki podjąć już teraz. Uważamy, że już dziś powinno się skutecznie egzekwować przestrzeganie przepisów o minimalnym wynagrodzeniu w całej branży. Są ku temu podstawy i myślę, że tę kwestię trzeba dość ostro postawić. Jest jeszcze kilka mniejszych kwestii, które już teraz należałoby rozwiązać, jak na przykład charakter opłat, które pobierają partnerzy flotowi. Te podmioty pobierają od kurierów opłaty i z tego tak naprawdę się utrzymują, za tzw. rozliczenie, czyli z tego, że de facto wypłacają kurierom pieniądze. Te opłaty są różnie nazwane, przedstawiane jako opłata za dostęp do jakiejś platformy itp. W praktyce sprowadza się to do tego, że płacimy kwoty, aby dostać pieniądze, które zarobiliśmy, co jest w zasadzie niespotykane na współczesnym rynku pracy. Kolejną kwestią jest status prawny tych partnerów flotowych, bo to nie są agencje pracy tymczasowej, ale nie są to również podmioty, które samodzielnie decydują o kluczowych cechach stosunku zatrudnienia. To nie partnerzy flotowi wyznaczają stawki. To jest problematyczne, bo mamy do czynienia z dziwnym rozbiciem: jeden podmiot, który zatrudnia, ale tak naprawdę o niczym nie decyduje – czyli partnera – i drugi podmiot, który decyduje o wszystkich warunkach tego zatrudnienia, ale w zasadzie nie pozostaje z kurierem w żadnym stosunku prawnym – czyli platformę Pyszne.pl i inne podmioty tego typu. Jest to problematyczne chociażby z punktu widzenia działalności związków zawodowych. Podmiot, który wyznacza podstawowe warunki zatrudnienia, powinien być podmiotem zatrudniającym.
Jakich konkretnych działań domagacie się od firmy?
Zachęcaliśmy firmę, aby przemyślała swoją decyzję, zastanowiła się, czy to jest właściwy sposób prowadzenia biznesu. Jeżeli firma będzie chciała działać przez pośredników, nadal uważamy, że jako platforma ma pewne obowiązki względem kurierów. Nie powinno być tak – a nie mówimy o jednostkowym przypadku – że platformy mogą outsourcować ryzyko związane z zatrudnieniem na partnerów i tak naprawdę umywać ręce. Tutaj kluczowe będzie znaczenie przepisów dyrektywy, która powinna wprowadzić odpowiedzialność solidarną platform za warunki pracy u partnerów flotowych, ale też rozstrzygać, który podmiot jest tak naprawdę tym zatrudniającym.
Czy dyrektywa UE rozwiązałaby problem, czy w sytuacji zaimplementowania tego aktu prawnego firmy znalazłyby sposób na dalszy wyzysk pracowników?
Z jednej strony to nie jest tak, że ten rynek to nie wiadomo jak złożony węzeł gordyjski. Mamy do czynienia z dość prostą sytuacją, więc raczej łatwo można by ją uregulować. Z drugiej strony doświadczenie innych krajów pokazuje, że jednak platformy kombinują, jak obejść regulacje. Z kolei przykład hiszpański pokazuje, że jeżeli mamy do czynienia ze stanowczym działaniem państwa, to można tę sprawę załatwić. W Hiszpanii mieliśmy już w 2021 roku rozwiązania prawne podobne do tej dyrektywy, czyli domniemanie istnienia stosunku pracy, ograniczone do dostaw jedzenia. Kilka lat trwało, zanim wszystkie podmioty dostosowały się do tej regulacji. Na przykład Glovo zrobiło to dopiero w momencie, w którym prezes firmy otrzymał zarzuty karne. Hiszpańskie państwo wykazało się dużą stanowczością: egzekwowało regulacje, nie bało się postawić zarzutów karnych. Zostało to wyegzekwowane, więc nie twórzmy wrażenia, że jest to niemożliwe. To nie są nie wiadomo jak zaawansowane firmy, to nie są firmy, które mogą przenieść produkcję do innego kraju i w ten sposób łatwo szantażować państwo. W istocie są to firmy, które muszą wykonywać usługi w danym kraju, są to usługi siłą rzeczy związane z pewnym miejscem.
Na konferencji w Sejmie poseł Adrian Zandberg apelował do minister pracy Agnieszki Dziemianowicz-Bąk o przyspieszenie działań. Czy uważa Pan, że kontrole PIP są rozsądną i skuteczną decyzją, czy może rząd powinien podjąć bardziej kompleksowe działania?
Oczywiście uważamy, że to dobry ruch, ale to jest ciągle za mało. To naturalne, że kontrola została wszczęta. Nie jest to pierwsza kontrola, ponieważ w tym roku już była w Pyszne kontrola PIP-u, skończyła się wiosną. Jej wnioski były niekonkluzywne i ta kontrola naszym zdaniem opierała się na pewnych przesłankach, które w zasadzie uniemożliwiają skuteczne jej przeprowadzenie. Problem polegał na tym, czy zarządzenie algorytmiczne, zapośredniczone przez komputer, jest w ogóle zarządzeniem. Wiemy, że stosunek pracy w Polsce odróżnia się na podstawie takich przesłanek podporządkowania tym, że pracownik jest kierowany, nadzorowany przez pracodawcę. Dotychczas polskie sądy, polskie państwo interpretowało to w taki sposób, że musimy mieć do czynienia z relacją interpersonalną. Mamy menedżera, który wydaje polecenia pracownikom. Coraz częściej jednak, nie tylko w przypadku kurierów, ale też w wielu innych branżach, polecenia nie są wydawane przez człowieka, lecz przez systemy komputerowe, algorytmy. Algorytmy, które na przykład wyznaczają pracownikom jakieś zadania, które mogą tych pracowników nadzorować, mogą przyznawać im punkty i na ich podstawie ich karać lub awansować. To też nie jest nowe, to zjawiska dość rozpowszechnione, które dzieją już od dobrych paru lat i widzę bardzo pilną potrzebę dostosowania nie tylko polskich przepisów, ale też mentalności i praktyki instytucjonalnej do nowej rzeczywistości. Myślę, że każdy widzi, iż nie ma żadnej różnicy między poleceniem wydanym przez algorytm a tym wydawanym przez menedżera. To jest de facto to samo polecenie i musimy je traktować w ten sposób, musimy wprowadzić pewne ograniczenia działania tych systemów algorytmicznych w najbardziej wrażliwych kwestiach. Kluczowe jest rozpoznanie, że fakt, iż coś jest zapośredniczone przez system komputerowy, nie unieważnia znaczenia prawnego tego stanu faktycznego.
Firma Pyszne tłumaczy brak możliwości przejścia pracowników na umowy o pracę zbyt dużym kosztem dostaw. Czy według Pana jest to wyczerpujący argument, czy wyłącznie próba wyciszenia sprawy pod przykrywką dbania o dobro konsumenta?
Nie jesteśmy w stanie ocenić, z jakim kosztem by się to wiązało, nie jestem w stanie ustosunkować się do tych piętnastu złotych podwyżki ceny usługi, o których mówi firma. Nie przedstawiono nam żadnych wyliczeń na ten temat. Uważam, że podstawowy problem nie polega na tym, co by musiała zrobić firma Pyszne.pl, lecz na tym, co robią jej konkurenci. To jest dość racjonalne – regulacja musi być dla wszystkich. Trudno konkurować z podmiotem, który nie przestrzega pewnych reguł. W tym sensie rozumiem argument, który firma przedstawia. Czy wprowadzenie takiej regulacji wiązałoby się z podwyższeniem cen dla konsumentów? Prawdopodobnie tak, ale niekoniecznie byłyby to znacznie wyższe ceny. Pamiętajmy, że to nie są sprawy nieznane poza Polską. Na przykład w Niemczech firma Pyszne.pl działa na podstawie umów o pracę, działała wcześniej i działa nawet teraz po przejściu na pośrednictwo partnerów flotowych, a nie można powiedzieć, że w Niemczech nie dowozi się jedzenia czy że jest to kosmicznie drogie. Takie deklaracje, że chodzi o troskę o konsumenta, zawsze należy dzielić na pół i pamiętać, że można to zorganizować w sposób, który będzie korzystny zarówno dla pracowników, jak i konsumentów.
Jako związek zawodowy zwracacie uwagę na wysoką szkodliwość społeczną obecnych warunków w pracach platformowych. Czy według Pana da się cofnąć proces uberyzacji, tak, aby zlikwidować opresyjność i monopol usług związanych z pośrednikami?
W Polsce tak naprawdę nie mamy do czynienia z czystą uberyzacją, a bardziej z szerszym problemem uśmieciowienia rynku pracy. Polskie platformy najczęściej nie stosują kontraktów B2B. Z reguły gdy mówimy o uberyzacji, mamy do czynienia z fikcyjnym samozatrudnieniem, czyli mamy platformę, która twierdzi, że zawiera umowy z ludźmi, którzy prowadzą działalność gospodarczą, a w rzeczywistości mają jednego klienta, od którego są w znacznym stopniu zależni. Powstaje więc pytanie, czy to jest rzeczywiście przedsiębiorca. W Polsce nie tylko rynek dostaw, ale znaczny segment rynku zatrudnienia jest zdominowany przez umowy śmieciowe. To pierworodny grzech naszego systemu, że od już prawie trzydziestu lat nie jesteśmy w stanie wyeliminować niestandardowych form zatrudnienia, mówiąc wprost: zatrudnienia śmieciowego. Wyraźnie widać, że zatrudnienie śmieciowe czasami trochę się cofa, ale później znajduje nowe nisze. Moim zdaniem jest to duże niebezpieczeństwo. Dzisiaj rynek pracy w Polsce wygląda dość dobrze, bezrobocie nie jest wielkie, gospodarka się rozwija. Jednak musimy pamiętać, że trwanie śmieciowego zatrudnienia jest zagrożeniem dla milionów osób, które są nim objęte, ale też jest zagrożeniem na przyszłość dla wszystkich, bo w przypadku zmian strukturalnych, jakiegoś pogorszenia koniunktury, zatrudnienie śmieciowe może łatwo wybuchnąć i rozrosnąć się do rozmiarów, które miało w najgorszych latach, kiedy to było kilkadziesiąt procent rynku pracy, a nie około dziesięć jak obecnie.
Reforma rynku zatrudnienia, która odbywa się obecnie, ciągnie się od lat. Najpierw mieliśmy objęcie umów śmieciowych minimalną stawką godzinową, później prawo do uzwiązkowienia dla osób zatrudnionych na takie umowy – różne pomysły na to, co z tym zrobić. Moim zdaniem naprawdę podstawowy problem to nierówności w zakresie stanu podatkowo-składkowego, tzn. polski system podatkowo-składkowy jest skrajnie niesprawiedliwy, jest stworzony po to, żeby minimalizować obciążenia bogatych. Bogaci płacą bardzo mało, a gorzej zarabiający płacą znacznie więcej niż powinni. Najbardziej obciążona w systemie jest ta grupa, z której najłatwiej jest pieniądze ściągać, czyli pracownicy etatowi. Równocześnie wprowadza się bardzo dużo dziwnych preferencji podatkowo-składkowych dla niestandardowych form zatrudnienia. Bez poradzenia sobie z tym będzie trudno zlikwidować problemy. Mamy dwa konie, które ciągną w dwie strony. Mamy rząd, który chce to uregulować i chce, żeby inspektorzy przekształcali umowy śmieciowe w umowy o pracę. Z drugiej strony mamy ten sam rząd, który cały czas utrzymuje podatkowo-składkowe zachęty do tego, aby wybierać i stosować niestandardowe formy zatrudnienia. Najważniejszą kwestią jest to, żeby wyrównać obciążenia podatkowe i składkowe niezależnie od formy zatrudnienia. Dziś panuje absurdalna sytuacja, w której mamy trzy osoby wykonujące tę samą pracę, siedzące biurko w biurko, ale jedna jest na umowie o pracę, druga na B2B, trzecia na zleceniu – i każda z nich płaci inne podatki i składki, przy czym najwięcej płaci ta, która jest na etacie. Powinno być tak, że wszyscy płacą takie same podatki i składki.
Czy jest coś, o czym w tej kwestii wciąż mówi się zbyt mało, a Pana zdaniem powinno trafić do opinii publicznej?
Za mało mówi się o tym, że to jest zagrożenie dla wszystkich. Dużo – to bardzo dobrze – mówi się o trudnym losie pracowników prac platformowych, o tym, że należy się tym ludziom sprawiedliwość. Ja jednak apeluję, aby ludzie mieli świadomość, że rozwiązania z zakresu pracy platformowej, jak na przykład zarządzanie algorytmiczne, rozszerzają się na kolejne branże. To nie jest tak, że to nie dotyczy, na przykład, pracowników przemysłu czy sektora publicznego. Dotyczy i będzie dotyczyć. W tej chwili polski rynek zatrudnienia to dziurawa łódka. Ona przecieka i wiadomo, że te przecieki przeszkadzają tym, którzy siedzą najbliżej tych dziur, ale koniec końców one mogą zatopić całą łódkę. Wszyscy jedziemy na jednym wózku. W interesie wszystkich jest to, by tę łódkę uszczelnić.
Dziękujemy za rozmowę.
Grafika w nagłówku wywiadu: Mohamed Hassan from Pixabay
Punktem wyjścia powinno być zagwarantowanie każdemu obywatelowi minimum bezpieczeństwa na starość.
Nie ma żadnego neutralnego „narodu”, do którego można by łaskawie dokooptować klasę ludową.