Stokłosa, JOW-y i smród
Powrót Henryka Stokłosy do Senatu i zmiany kodeksu wyborczego to nie „wypadki przy pracy”, lecz symptomy tendencji przybierających na sile co najmniej od trzydziestolecia.
Powrót Henryka Stokłosy do Senatu i zmiany kodeksu wyborczego to nie „wypadki przy pracy”, lecz symptomy tendencji przybierających na sile co najmniej od trzydziestolecia.
Jednym z aspektów wykluczenia jest sposób traktowania osób chorych psychicznie. Boleśnie przypomniały o tym niedawne wydarzenia.
Wymiar sprawiedliwości przykłada różne miary do zabijających dla zysku.
Na złość babci – tj. USA i prawicy – wiele osób z lewicy gotowych jest odmrozić sobie uszy. To znaczy wielbić Rosję.
Reakcje na propozycję podniesienia płacy minimalnej pokazują, że rodzimy biznes chciałby w Polsce nie drugiej Japonii, lecz Chin.
Po fatalnym roku, którego smutną puentą był paraliż kolei, trudno o optymizm. Tym bardziej cieszą choćby pojedyncze zmiany na lepsze.
Moje lewicowe serce raduje się z astronomicznych zarobków czołowych piłkarzy. Smuci zaś na wieść o podwyżkach dla lekarzy ratujących ludziom życie.
Neoliberalizm miał być najwyższym stadium rozwoju ludzkości. Proroctwo o końcu historii nie potwierdziło się.
Podwyżki podatków – w tym VAT-u – nie stoją w sprzeczności z doktryną liberalizmu gospodarczego. Są jej perwersyjną kwintesencją.
Sił, zdrowia, szczęścia i okazji do obywatelskiego knucia i konspirowania!
Debata wokół GMO pomija fundamentalną kwestię wpływu biotechnologii na kierunek rozwoju obszarów wiejskich.
Wyzwaniem dla PJN, oprócz wejścia w merytoryczny spór z rządem wokół formuły wsparcia rodzin, powinno być odzyskanie tej sfery dla debaty publicznej.
Okazuje się, że nie we wszystkim i niekoniecznie wtedy, gdy trzeba, jesteśmy „europejscy” i „nowocześni”.
Uczeni europeiści utożsamiają społeczeństwo obywatelskie z organizacjami pozarządowymi i wolontariatem. Nic innego się nie liczy, nawet związki zawodowe.