Kapitalizm działa. Niestety

·

Kapitalizm działa. Niestety

·

Krytyka skutków funkcjonowania systemu kapitalistycznego, a zwłaszcza jego fundamentalistycznej wersji w postaci anglosaskiego neoliberalizmu, jest dziełem autorów wywodzących się z wielu środowisk. Krytykują neoliberalizm lewicowcy, prawicowcy, anarchiści, nacjonaliści. Niemało jest także słów krytycznych spod piór autorów, których zaklasyfikowalibyśmy raczej jako liberałów (takich lub innych). I właśnie we wstępie do dalszych rozważań chciałbym się zatrzymać na krytyce funkcjonalnej, tj. tej, która jakkolwiek dostrzega całe spektrum tragicznych dla społeczeństwa i planety skutków gospodarki wolnorynkowej, to sama definiuje się w tymże spektrum poglądów wolnorynkowych. Wymienić tu możemy chociażby Stiglitza, Chang Ha-joona, a z krajowego podwórka choćby Andrzeja Szahaja. Nie mam zamiaru oczywiście w żaden sposób podważać wyśmienitego dorobku każdego z nich, a jedynie posłużyć się tymi postaciami jako przyczynkiem do dalszych rozważań.

Otóż i ci znamienici autorzy, i szereg innych wychodzą – zazwyczaj zresztą świadomie i deklaratywnie – z pozycji poparcia dla idei samego wolnego rynku, tj. kapitalizmu jako systemu w teorii pożytecznego i skutecznego dla społeczeństw i ludzi. Nawiązują zwykle do poglądów Adama Smitha czy Johna Locke’a. Wychodząca spod ich piór krytyka „bolszewizmu rynkowego” (jak ustrój balcerowiczowski określa prof. Szahaj) traktuje wszelkie patologie wolnego rynku jako anomalie i swoiste zboczenie z kursu. Można to oczywiście zrozumieć, zwłaszcza analizując lokalne perspektywy – transformację III RP, osadzenie wspomnianego Stiglitza w konserwatywnym mainstreamie czy doświadczenia Ha-joona z reform w Korei Południowej po zakończeniu wojny domowej.

Idea wolnorynkowa jawi się tu jako coś, co rozwija gospodarkę, zapewnia wzrost gospodarczy i umożliwia – cytując Kennedy’ego – przypływ, który podniesie wszystkie łódki. Idea wolnorynkowa w tej perspektywie powinna być poddana pewnej kontroli i korekcie, a takie jej skutki jak bieda, ogromne nierówności, niszczenie państwa i jego instytucji czy korupcja są tylko anormalnymi defektami, które przy dobrej woli i pewnym wysiłku da się zwalczyć.

Pozwolę sobie na zupełnie odwrotne stwierdzenie: wyzysk, nierówności, wszechwładza wielkich korporacji, powstanie prekariatu to skutki wynikające właśnie z samej idei kapitalizmu, a ewentualne pozytywne aspekty czy okresy funkcjonowania ekonomii wolnorynkowej wypływają z zanegowania i ograniczania liberalizmu i jego głównych założeń. Państwo dobrobytu, New Deal etc. są momentami historii, gdy wdrożono praktyki aksjologicznie niezgodne z kapitalizmem i oparte na innej mechanice, a przede wszystkim na innych celach i wartościach. Jednocześnie w długiej historii kapitalizmu (a tę za Braudelem wywodzę z „długiego wieku XVI”) okresy korekty, jak choćby wspomniany powojenny projekt państwa dobrobytu, są w ostateczności w mniejszości (czasowo) i stanowią swoiste zaburzenie w rynkowej i akumulacyjnej logice tego systemu ekonomicznego. Jednocześnie twierdzę, że pozytywne aspekty rozwoju zaistniałe w dobie kapitalizmu wynikają z konieczności ich wdrożenia dla lepszego akumulowania wpływów i zasobów. Ostatecznie tylko w gospodarce, która się rozwija, kapitaliści mogą się bogacić i zwiększać swoje bogactwo, bo tylko w takiej ekonomii jest coraz więcej najważniejszego element kapitalizmu – czyli kapitału.

Ukryta doktryna

Kapitalizm, a zwłaszcza jego ekstremalna wersja – neoliberalizm, są nam przedstawiane w przestrzeni publicznej jako system „naturalny” i „obiektywnie” występujący wszędzie, włącznie ze światem zwierząt. Niczym w matematyce, gdzie 2+2 to zawsze 4, tak w ekonomii im mniejsze podatki, regulacje i znaczenia państwa, tym rzekomo lepiej.

Prawda jest jednak zupełnie inna – taki ogląd sytuacji wynika nie z tego, że go ktoś obiektywnie ustalił, ale stąd, że od dawna są dobrze zorganizowane i konsekwentnie działające ośrodki, które promują taki punkt widzenia. Co więcej, działania takie finansowane są przez szereg korporacji i międzynarodowych firm, w których interesie leży wprowadzenie neoliberalnej agendy. Propagandę tę rozpoczęto właściwie tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej, co miało związek z powstaniem tak zwanej austriackiej szkoły ekonomii i niedługo potem rozwojem ośrodka Chicago Boys, czyli ludzi takich jak Milton Friedman i jego intelektualne otoczenie. Rzecz tutaj charakterystyczna, że przez kilka dekad poglądy ich były na marginesie, zarówno dyskusji akademickiej, jak i przede wszystkim praktycznej polityki szeroko rozumianego świata zachodniego.

Okres funkcjonowania zachodniej Europy w umownym czasie od roku 1945 do drugiej połowy lat siedemdziesiątych to czas wdrażania szeregu rodzajów polityk mniej lub bardziej podważających wartości kapitalistyczne. Mam tu na myśli tak amerykański New Deal, jak i europejską koncepcję państwa dobrobytu, gdzie postawiono na silną redystrybucję, faktyczne zwiększanie dochodu i majątku osób najbiedniejszych i to szybciej niż tych bogatych, upowszechnienie darmowej edukacji i ochrony zdrowia, wysoki i powszechny „socjal”, budownictwo państwowe dla szerokiego gremium osób i bardzo aktywny udział państwa w ekonomii, włącznie z byciem współwłaścicielem nie tylko konkretnych przedsiębiorstw, ale i całych branż.

W Stanach Zjednoczonych polityka Roosevelta, znana jako New Deal, oparta była między innymi na praktycznym założeniu wzrostu płacy minimalnej w stopniu większym niż inflacja, co powodowało z jednej strony szybki spadek liczby ubogich i wzrost dobrobytu, a z drugiej strony, co ciekawe, spadek liczby milionerów i miliarderów. Jednakowoż społeczeństwo amerykańskie w tym okresie bogaci się w sposób właściwie nieznany wcześniej w historii. Co to oznacza? Oznacza to, że z jednej strony mamy dość powszechną redystrybucję, a z drugiej że nie przeczy ona i nie neguje możliwości wzrostu gospodarczego i wzrostu dobrostanu większości obywateli Stanów Zjednoczonych.

Polityka ta zresztą miała wiele innych aspektów, jak chociażby upowszechnienie darmowej edukacji, postawienie na silny awans społeczny, bardzo duży nacisk na antymonopolistyczne praktyki i ustawodawstwo. Właściwie wszyscy prezydenci tego okresu, zarówno Demokraci, jak i Republikanie, nie tylko odrzucali, ale wręcz wyśmiewali neoliberalne koncepcje, które wówczas uchodziły za absurdalne.

Podkopywanie jednak takich polityk przez Friedmana, Hayeka, Rothbarda i stojący za nimi wielki kapitał potrzebowało tylko określonego kryzysu, aby móc eksplodować ze swym neoliberalnym fanatyzmem. Kryzysem tym był oczywiście kryzys paliwowy połowy lat 70., który nałożył się ze zmianą cyklu koniunkturalnego.

Oznaczało to nie tylko zwycięstwo w wyborach Ronalda Reagana, Margaret Thatcher, ale także wsparcie chociażby takich nieludzkich systemów jak Pinocheta czy Suharto. Pamiętajmy, że Friedman wprost afirmatywnie podchodził do nich i akceptował ich zbrodniczość oraz dziesiątki, a w przypadku Suharto setki tysięcy ofiar, byleby tylko wprowadzić neoliberalny ład. Friedman zresztą przyznawał, że Chile jest swoistym polem doświadczalnym dla jego koncepcji, a kolejne neoliberalne reformy Pinocheta były aktywnie wspierane przez niego jako doradcę oraz przez szereg jego współpracowników.

Od tego momentu możemy mówić o kapitalistycznej recydywie, czyli powrocie do normalnych kapitalistycznych praktyk. Bowiem, jak wspomniałem, ustrój kapitalistyczny datować możemy nie od XIX czy XX wieku, ale od tzw. długiego XVI wieku. W tym kontekście lata 1945-75 jawią się jako pewna anomalia w kapitalistycznej logice.

Logika ta wypływa z samego sensu funkcjonowania tego ustroju, który, jak sama nazwa wskazuje, opiera się na kapitale. Jedyną logiką rządzącą i kapitałem, i narzędziami, którymi jest on zdobywany, jest logika zysku i jego maksymalizacji oraz powiększania. Oznacza to nie tylko zagarnianie kolejnych rynków, ale i pól oraz aspektów funkcjonowania człowieka, społeczeństw i całych narodów.

To zaś prowadzi do coraz większego wyeksploatowania i planety, i systemów państwowych, i ostatecznie także społeczeństw. Kryzys klimatyczny nie jest żadną anomalią, lecz właśnie logiczną konsekwencją takiego systemu. Systemu opartego nie na potrzebach i wyzwaniach stojących przed społeczeństwami, ale właśnie na logice kapitału, która opiera się z kolei na rosnącej akumulacji, czyli nierówności między wąską grupą posiadaczy tego kapitału oraz szerokimi masami tych, którzy ten kapitał zmuszeni są dla nich wypracować. Aby kapitał zaś rósł, wymaga coraz więcej surowców, paliwa, pracy, a to w prosty sposób przekłada się na klimat.

Tu warto cofnąć się jeszcze wcześniej niż do wieku szesnastego, a dokładnie do wieku piętnastego i czasu rozpoczynającego się właśnie etapu wielkich odkryć geograficznych. Jak zauważają niektórzy autorzy, na przykład książki „Ukryta doktryna”, kapitalizm swoje przedbiegi miał na dwóch wyspach – na Maderze i wyspie Świętego Tomasza. Na Maderze dokonano najpierw całkowitego zniszczenia lokalnej fauny i flory poprzez masowe wypalanie lasów, a następnie na ich miejscu założono ogromne plantacje trzciny cukrowej. Te zresztą po pewnym czasie spowodowały tak dużą erozję gleby, że w ostateczności Madera całkowicie uległa wyjałowieniu i niemożliwa stała się tam normalna działalność rolnicza. Podobny model przeniesiono na wyspę Świętego Tomasza, lecz powiększono go dodatkowo o masową pracę niewolniczą i planowe wdrożenie masowego uprawiania trzciny cukrowej. W efekcie dostaliśmy swoisty hub, w którym wykluwała się praktyczna koncepcja kapitalizmu.

Już tutaj, na tym pierwszym, wstępnym etapie rozwoju kapitalizmu, jeszcze na niewielką skalę i ograniczonego do dwóch niedużych wysp, ujawniły się wszystkie elementy kapitalizmu, które w momencie, gdy doktryna ta obejmie większość świata, staną się determinantami naszego życia i toczących planetę kryzysów. Mamy tutaj masowe niszczenie środowiska naturalnego, wprowadzanie monokultur, logikę zysku, która determinuje absolutnie wszystko inne, niewolniczą pracę z całkowitym pominięciem praw człowieka i praw społeczności do samostanowienia. Widzimy tu również początek rodzącej się akumulacji kapitału, czyli kapitał, który odpowiada za zakładanie owych plantacji i sprowadzanie niewolników, na ich pracy i handlu trzciną dorabia się na tyle, że jest w stanie zakładać kolejne plantacje, pozyskiwać kolejnych niewolników (pracowników…) i zwiększać akumulację, tym samym zwiększając poziom nierówności kapitałowych i dochodowych.

Powrót do lat 70.

Jeśli prześledzimy tak rodzący się kapitalizm i jego ewolucję, zwłaszcza w okresie tak zwanej rewolucji przemysłowej, choć jej znaczenie w gruncie rzeczy nie było aż tak istotne, bo ogromne wzrosty produktywności i skuteczności technologii miały miejsce już w wieku XVII czy pierwszej połowie XVIII, to zobaczymy, że w okresie poprzedzającym pierwszą wojnę światową dochodzimy do poziomu nierówności, który nawet dzisiaj nie jest spotykany. Wąskie grupy, liczące czasem kilkaset, góra kilka tysięcy osób posiadają we Francji, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych tyle, ile cała reszta społeczeństwa w tychże krajach. Współczynnik Giniego osiąga tam zatrważające wartości, nieznane i wręcz nie uznawane za możliwe dziś, a niezwykle istotne badania dotyczące tego przedstawił chociażby Piketty w swoim „Kapitale XXI wieku”.

Oznacza to, że kapitalizm dokładnie tak został zaprogramowany i w ten sposób był i jest wykorzystywany. Nie jako system ogólnego, zrównoważonego rozwoju, podnoszenia wszystkich łodzi, ale jako system umożliwiający coraz większą akumulację władzy, bogactwa i wpływów przez wąską elitę, z jednoczesnym narzuceniem swoich racji i wizji świata całej reszcie społeczeństwa, która mamiona kapitalistycznymi, a wkrótce neoliberalnymi mitami, niejednokrotnie popierała to, co było sprawcą jej upodlenia i upadku.

Jak więc powinniśmy traktować ten wspomniany trzydziestoletni powojenny okres w kontekście całego kapitalizmu, skoro funkcjonujący od XVI wieku system charakteryzuje się zwiększaniem akumulacji władzy i pieniędzy, wzrostem nierówności i eksploatacją państw, ekosystemów oraz ludzi? Wydaje się, że najwłaściwsze jest uznanie, że New Deal czy polityka państwa dobrobytu na Zachodzie nie wynikała z aksjologii i założeń systemu wolnorynkowego, ale była jemu przeciwna. A społeczno-ekonomiczne sukcesy tychże systemów wynikały właśnie z postawienia tamy nieokiełznanemu kapitalizmowi.

Okres ten mógł poszczycić się zwiększeniem dobrobytu i jakości życia społeczeństw objętych tymi reformami nie dzięki, ale wbrew kapitalizmowi i jego logice. Wynikało to zarówno z analiz ludzi takich jak Keynes, którzy rozumieli, że wolny rynek nie działa tak, jak nam się wydawało czy wydaje, jak również z wyrachowania i strachu, że znów dojdzie do kryzysu takiego jak pod koniec lat dwudziestych i w wyniku tego do władzy dojdą czy to komuniści, czy powoli odradzające się ruchy skrajnej prawicy.

Neoliberalizm jest powrotem do normalnego trybu funkcjonowania kapitalizmu i zaprzeczeniem tych polityk i tych strategii rozwoju państw na Zachodzie, które w gruncie rzeczy oparte były na zupełnie innych wartościach i doktrynach.

Nierówności zaplanowane

Podstawową funkcją kapitalizmu jest akumulowanie kapitału. Nawet w warunkach powiększania ilości kapitału, produktów i usług na rynku, powodować to musi ilościowe i jakościowe przesunięcie posiadania tych kategorii w kierunku coraz węższej grupy posiadaczy, czyli elity, i tym samym pauperyzacji całej reszty społeczeństwa.

Oczywiście, całość tego procesu na dłuższą metę nie jest możliwa bez otoczki kulturowo-ideologicznej. Dlatego nie tylko sprzedaje się nam ideę kapitalistyczną i wolnorynkową, i to w jej najbardziej ortodoksyjnym wydaniu, jako naukę ścisłą i naturalny porządek świata, ale również widzimy szeroką rzeszę dziennikarzy, publicystów i tak zwanych niezależnych ekspertów, którzy w każdej chwili gotowi są propagować trzy główne filary wolnego rynku. Wedle Naomi Klein, są nimi prywatyzacja jak największej części państwa, deregulacja oraz zmniejszenie lub likwidacja podatków.

Aby dobrze zrozumieć kapitalizm, trzeba uświadomić sobie, że akumulacja i bogacenie się jest tutaj celem samym w sobie. Nie służy jakimkolwiek konkretnym projektom społecznym, rozwojowi wspólnot czy państw, ale po prostu bogaceniu się jako celowi per se. Tak samo logika ta determinuje coraz większą liczbę płaszczyzn działania naszych państw.

Warto zaznaczyć, że kapitalizm jako taki nie jest ustrojem logicznym, optymalnym czy opartym na jakiejkolwiek sensownej mierze funkcjonowania. Nie tylko prowadzi on do wyniszczenia ludzi, współtworzonych przez nich społeczeństw i narodów, ale także całej planety.

Prekariat

Prekariat to flagowy produkt kapitalizmu, który stanowi konsekwencję jego długotrwałego wpływu na społeczeństwo. Właśnie ta rażąca różnica między stanem materialno-społecznym, ale również psychologicznym czy nawet zdrowotnym szeroko rozumianego prekariatu, a przecież są to miliony ludzi także w Polsce, a klasą średnią, która tak rozrosła się w okresie państwa dobrobytu, pokazuje, jak działa kapitalizm na społeczeństwo. Prekariat, czyli ludzie pracujący na stanowiskach poniżej swoich kwalifikacji, zatrudnieni w nietrwałych i tak zwanych elastycznych formułach, często mający problemy z regulowaniem bieżących należności, rachunków i opłat, to właśnie ci, których kosztem dokonuje się akumulacja kapitału, a więc ci, których kosztem bogacą się elity, ludzie tacy jak Musk, Zuckerberg czy Bezos.

Skoro bowiem wąska elita ma posiadać coraz więcej, także w ujęciu procentowym, musi się to dziać kosztem całej reszty. Efektem tego jest właśnie prekariat. Ale prekariat to objaw szerszego zjawiska, to znaczy z jednej strony spadku szeregu współczynników życiowych, obiektywnych i subiektywnych, jak i demontażu instytucji państwa, takich jak służba zdrowia czy edukacja.

Notowany chociażby w Stanach Zjednoczonych spadek oczekiwanej długości życia i średniej długości życia, spadek zdrowotności, poczucia spełnienia, przyrost skali chorób psychologicznych i problemów emocjonalnych właściwie wszystkich grup wiekowych, to właśnie jeden ze skutków rozwoju prekariatu wraz z jego charakterystycznymi cechami, takimi jak chociażby utrudniony dostęp do służby zdrowia, życie w ciągłym stresie, doświadczanie wyzysku, bieda i ciągłe niedomaganie materialne.

Skoro celem kapitalizmu jest kapitał i jego powiększanie, to nic dziwnego, że gospodarki państw, w których neoliberalizm funkcjonuje w sposób najbardziej podręcznikowy, w coraz większym stopniu opierają się o dział finansów, usługi finansowe i wszystko, co jest związane z finansjerą, kosztem innych działów ekonomii, takich przede wszystkim jak przemysł. Maleją oczywiście w ten sposób produktywność z punktu widzenia potrzeb społeczeństwa oraz pożytek dla państwa. Stwarza to także sytuację coraz większego upośledzenia konkurencyjności w stosunku do innych graczy geopolitycznych. Jednak rozwój usług finansowych, a zwłaszcza deregulacja tego sektora, pozwala na zbijanie autentycznych fortun w ciągu bardzo krótkiego czasu. Spekulacja, ciężko zrozumiałe nawet dla specjalistów operacje finansowe, są dziś tym, co niestety najsilniej definiuje kierunek, w jakim rozwija się gospodarka państw zachodnich.

I znowu nie jest to żadna anomalia czy defekt wynikający ze zboczenia kapitalizmu ze ścieżki. Kapitalizm z definicji zawsze był na tej złej ścieżce, a przewaga sektora finansowego, jeśli chodzi o rozwój, marżowość i znaczenie, a także przewagę nad innymi sektorami gospodarki, są tego kolejnym przykładem.

Marnotrawstwo

Przywykliśmy myśleć o kapitalizmie jako ustroju niezwykle logicznym, niezwykle konsekwentnie wykorzystującym dostępne zasoby i przekuwającym je na wzrost gospodarczy. Tymczasem, jak pokazuje profesor Ladislau Dowbor w swoich pracach, tak naprawdę gospodarka kapitalistyczna pełna jest ogromnego marnotrawstwa, poczynając od marnotrawstwa pracy. Obecność bezrobocia i to bezrobocia sztucznie generowanego w obawie przed inflacją (choć, jak wykazał Kelton, jest to w gruncie rzeczy pozbawione jakichkolwiek obiektywnych podstaw) nakazuje szefom banków centralnych i głównym ekonomistom państw zachodnich sztuczne pompowanie marnotrawstwa poprzez kreację „bezpiecznej stopy bezrobocia”. Drugim marnotrawstwem jest oczywiście marnotrawstwo finansów, skoro bowiem celem kapitału nie jest inwestycja, ale akumulacja, tak aby powiększyć swoje zasoby, a przez to władzę, jest on po prostu marnotrawiony. I tutaj możemy odwołać się chociażby do klasycznych rozważań Keynesa.

Zasoby ludzkie zresztą są marnotrawione nie tylko ze względu na bezrobocie, ale także wykorzystanie szeregu pracowników, przede wszystkim wspomnianego prekariatu, w pracach poniżej kompetencji, jakie ci ludzie posiadają. Wynika to właśnie z przewagi sektora finansowego, a także części sektora usług powiązanych z tymiż finansami.

Za akumulacją idzie oczywiście monopolizacja, która powoduje marnotrawstwo wiedzy i technologii poprzez rozrost systemów patentowych i praw autorskich oraz niewykorzystanie potencjału, jaki płynie chociażby z otwartego dostępu do tekstów naukowych czy technologii.

Wreszcie mamy marnotrawstwo czasu, wynikające chociażby z niedofinansowania państwa, które jest przecież sztandarowym postulatem neoliberalizmu. Mizernie finansowane państwo jest państwem niedomagającym, a więc obciążającym nas nadmiernymi kosztami czasowymi, choćby w postaci kolejek czy czasu oczekiwania na rozpatrywanie spraw urzędowych.

Monopolizacja

Akumulacja kapitału i władzy prowadzi oczywiście do monopolizacji, która jest zaprzeczeniem wszelkich koncepcji wspomnianych Locke’a czy Smitha. Mówili oni raczej o konkurencji bardzo podobnej wielkości przedsiębiorstw, podczas gdy dzisiaj widzimy, że molochy, które dzielą rynek w ramach danego sektora, są w stanie wycinać jakąkolwiek sensowną konkurencję, czy to poprzez stosowanie cen dumpingowych, czy zwyczajne wykupienie jej. Monopolizacja zaś prowadzi do możliwości narzucania korzystnych dla siebie rozwiązań i ustaleń zarówno społeczeństwu, jak i władzy państwowej. Pozwala na wszelkiego rodzaju oszustwa, na korupcję, a wreszcie na stworzenie ogromnych sił w postaci korporacji międzynarodowych, które bez problemu będą w stanie rywalizować z państwami narodowymi na polu władzy i wpływów. Nie bez powodu jednym z głównych założeń New Dealu była polityka antymonopolistyczna. I nie bez powodu Ronald Reagan czy Margaret Thatcher byli tymi, którzy ustawy antymonopolowe demontowali z konsekwencją godną lepszej sprawy.

Zresztą tu widoczny się brak wewnętrznej logiki. Słyszymy bowiem zawsze, że w kapitalizmie liczy się konkurencja, gdyż to ona powoduje ciągłą optymalizację i dostosowywanie się do potrzeb klienta. Jednak jeżeli pojawia się realny monopol, tak jak mamy tego przykład na rynku social mediów, usług cyfrowych, ale też w wielu innych miejscach, to konkurencja przestaje być obecna, a działania monopolistyczne w gruncie rzeczy są antykonkurencyjne. Oznacza to więc, że mamy kolejny dowód na to, że kapitalizm nie jest ustrojem czy systemem logicznym i opartym na obiektywnych, merytorycznych i altruistycznych założeniach i mechanizmach.

Tu zresztą widzimy także obalenie mitu merytoryczności zasług najbogatszych, jak i wydajności tego systemu. System ten może być wydajny, ale wcale nie musi, bo nie jest to jego cel ani warunek funkcjonowania, a jedynie wynikowa określonych okoliczności oraz czynników pozakapitalistycznych, takich jak siła i pozycja klasy pracującej, państwa, regulacji, prawa i kultury. Sam kapitalizm kieruje się przede wszystkim prymatem zysku i jego mnożenia, a nie wydajnością. Wydajność jest wyłącznie narzędziem, nie celem.

Czy kapitalizm jest moralny? Różne systemy kulturowo-religijne różnie to oceniają, jednak przecież z kapitalizmu i jego chciwości wypływa wprost zjawisko korupcji. Korupcja polityków, elit, dziennikarzy, osób publicznych, naukowców etc. – to praktyki i zjawiska właściwie wszędzie oceniane negatywnie z punktu widzenia moralnego, jak i prawnego oraz społecznego. Korupcja jest skutkiem kapitalizmu, to jest niszczenia struktur państwowych, rozbijania więzi społecznych, niszczenia poczucia odpowiedzialności klasy rządzącej, prymatu zysku i materializmu.

Powiązani z wielkim kapitałem politycy, niejednokrotnie przechodzący ze sfery prywatnej do państwowej i z powrotem, tak jak w Stanach Zjednoczonych, są jednym z głównych gwarantów tego, że kapitalizm będzie działał. Niestety.

I znowu to nie jest żadna anomalia czy gorsząca praktyka, ale element wolnorynkowej gospodarki w wydaniu neoliberalnym właściwie wszędzie, gdzie tylko się pojawia. Znamy to przecież nad Wisłą. Chociażby sytuacje, gdy patodeweloperzy niemal oficjalnie spotykali się z urzędnikami ministerstw obecnej władzy. Takich sytuacji mamy dużo więcej, opisane są chociażby w świetnej książce Sylwii Czubkowskiej „Bógtechy”.

Społeczeństwo wynajmu

Skoro akumulacja kapitału i majątku oznacza pauperyzację tych, którzy nie załapali się do elity, czyli większości społeczeństwa, to skutkować to musi zmniejszeniem skali własności w ich rękach i pojawieniem się zjawiska takiego jak społeczeństwo wynajmu. Nie chodzi już tylko o wynajem mieszkań i spadek ilości osób posiadających swoją nieruchomość, ale także wynajem samochodów, wszelkie abonamenty itp. O społeczeństwo, które coraz mniej posiada, a coraz więcej musi płacić, by mieć dostęp do tego, co miało wcześniej na własność.

Ze względu na monopolizację te abonamenty i umowy udostępniające określone dobra i usługi, jak chociażby służba zdrowia czy możliwość oglądania filmów na popularnych platformach streamingowych, mogą w każdej chwili zostać podwyższone. Zjawisko konkurencji nie ma tutaj zastosowania, bo dostawców usług zazwyczaj jest kilku, a co więcej dziwnym trafem ich praktyki cenowe zazwyczaj są podobne.

Likwidacja własności na rzecz wynajmu, abonamentów i comiesięcznych opłat zwiększa także zależność społeczeństwa, a zwłaszcza prekariatu, od korporacji, co wpływa bezpośrednio na jego możliwość buntowania się, walki o swoje prawa czy poprawienie swojego losu, jak chociażby zrzeszanie się w związkach zawodowych czy organizacji strajków.

Postępująca likwidacja państwa

Jednym z głównych postulatów związanych z ideą kapitalistyczną, a zwłaszcza neoliberalną, jest prywatyzacja właściwie wszystkiego, co da się sprywatyzować w państwie, włącznie ze służbami mundurowymi i wojskiem. Ma to co najmniej kilka poważnych implikacji. Po pierwsze, utrudnia dostęp do tychże usług. Po drugie, prywatyzacja oddaje zyski płynące z takiej działalności w ręce wielkiego kapitału i kapitalistów, a ponadto pozwala tak kształtować określone praktyki, na przykład premiowane kierunki rozwoju szkolnictwa wyższego czy zawodowego, aby współgrały z celami kapitalistów, ale już niekoniecznie z celami społeczeństwa czy narodu.

Po trzecie, likwiduje konkurencję ze strony państwa. To zresztą szerszy motyw funkcjonowania kapitalizmu i jego wrogości wobec państwa, bo nie chodzi tutaj o to, że działalność państwa jest szkodliwa, ale że w optyce wielkiego kapitału państwo stanowić może po prostu konkurencję i to skuteczną.

Skutkiem jest urynkowienie i wprowadzenie logiki zysku do absolutnie każdego aspektu życia i każdej płaszczyzny funkcjonowania człowieka. W systemie społecznym czy społeczno-państwowym nie byłoby problemu z odpowiedzią, po co jest szpital czy szkoła: po to, żeby leczyć i żeby edukować. W systemie kapitalistycznym, gdy te sfery zostają sprywatyzowane, są one po to, żeby zarabiać. Jest to całkowite odwrócenie i zniszczenie poprzedniej logiki, bo jeżeli szpital ma zarabiać, to wcale nie oznacza, że jego celem jest zdrowy pacjent, a jeżeli szkoła też ma zarabiać, to wcale nie oznacza, że ma wyedukować i przygotować kogoś do życia, a jedynie przygotować posłusznego pracownika dla wielkiego kapitału.

I znowu nie jest to żaden defekt czy zboczenie kapitalizmu z dobrej drogi na złą, lecz skutek koncepcji akumulowania pieniędzy, władzy i zysków. Musi podlegać jej coraz to więcej elementów rzeczywistości, nie wyłączając tych, które tradycyjnie opierały się na celach społeczno-wspólnotowych i wyłączone były z funkcjonowania na rynku, tak jak służba zdrowia, szkolnictwo, transport publiczny i wiele innych dziedzin.

Zwrócić trzeba zresztą uwagę, że kapitalizm jako taki od momentu, gdy idea ta powstaje i zaczyna się upowszechniać oraz zdobywać nowe rynki, jej agenda i program w gruncie rzeczy są niezmienne. A skoro obecnie polityka neoliberalna generuje tak duże koszty i straty dla społeczeństw oraz planety, to gdyby faktycznie był to ustrój oparty o merytoryczność, jakąkolwiek logikę i samoograniczanie swoich wad, to powinniśmy widzieć ruch reformatorski i dążenia do zmiany sytuacji. Tymczasem widzimy w gruncie rzeczy rzecz odwrotną. Nasilenie retoryki neoliberalnej, haseł rodem z austriackiej szkoły ekonomii i recydywę okresu Thatcher i Reagana, co widać chociażby w postaci prezydenta Trumpa czy prezydenta Argentyny, Javiera Mileia.

Kapitalizm działa. Na nasze nieszczęście

Skutki kapitalizmu nie są przypadkowymi i niezamierzonymi defektami działania tego systemu. Są ściśle i nierozerwalnie związane z jego aksjologią, celami, logiką i procesem działania. Drenaż społeczeństw, pauperyzacja, stworzenie prekariatu, niszczenie społeczności, ludzkich uczuć, likwidacja władzy państwowej i jego nadzoru nad kapitałem – to jak najbardziej kapitalistyczny, w tym neoliberalny, zestaw narzędzi, który prowadzi do jednego. Do tego, aby coraz bardziej wąska grupa elit posiadała coraz więcej, a wszyscy pozostali, w tym my, prości ludzie, posiadali coraz mniej, byli coraz bardziej zniewoleni, coraz bardziej uzależnieni od udostępnianych nam dóbr i usług.

Kapitalizm działa dokładnie tak, jak działać powinien. Niestety.

Grzegorz Ćwik

Grafika w nagłówku tekstu: Mohamed Hassan from Pixabay

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie