dr hab. Jarosław Tomasiewicz

(ur. 1962) – doktor nauk politycznych, pracownik naukowy Instytutu Historii Uniwersytetu Śląskiego, publicysta, autor książek „Terroryzm na tle przemocy politycznej (zarys encyklopedyczny)” (2000), „Między faszyzmem a anarchizmem. Nowe idee dla nowej ery” (2000), „Ugrupowania neoendeckie w III Rzeczypospolitej” (2003), „Zło w imię dobra. Zjawisko przemocy w polityce” (2009) i „Rewolucja narodowa. Nacjonalistyczne koncepcje rewolucji społecznej w Drugiej Rzeczypospolitej” (2012), a także wielu tekstów publicystycznych i naukowych. Stały współpracownik „Nowego Obywatela”.

Teksty tego autora:

Alt-Left

Dla lewicy, która zdążyła już zapomnieć o cechującym ją kiedyś antyimperializmie, to geopolityczne trzęsienie ziemi, ba – coś w rodzaju odwrócenia magnetycznych biegunów Ziemi. Nagle zabrakło punktu oparcia, punktu odniesienia. Lewica musi odnaleźć się w nowej sytuacji, dokonać samokrytyki, reorientacji, przewartościowania. Odpowiedzieć sobie na pytanie: co robić? Najpopularniejsza odpowiedź brzmi: to, co dotąd, tylko bardziej. Zewrzeć szeregi, okopać się na swych pozycjach. To reakcja mieszczanina przestraszonego załamaniem status quo. Bastionami oporu (safe zones) stają się uniwersytety i liberalne samorządy wielkich miast. Jednak nie wszyscy amerykańscy lewicowcy są wyznawcami kultu cargo, ufnymi, że powtarzanie pewnych rytuałów zapewni im pomyślność. Niektórzy uważają, że wyzwanie ze strony AltRight wymaga symetrycznej odpowiedzi: stworzenia alternatywnej wobec mainstreamu lewicy odwołującej się do zapomnianych fundamentów lewicowości. Przeciwnicy postrzegają kiełkujący fenomen AltLeft jako nowe wcielenie sojuszu ekstremów, „miejsce, gdzie Pat Buchanan spotyka Ralpha Nadera” (choć alt-leftists odrzucają jakiekolwiek formy współpracy z faszystami, rasistami, antysemitami, fundamentalistami). Zwolennicy akcentują, że jest to de facto powrót do tradycji Starej Lewicy – „lewicy takiej, jaką była od II wojny światowej do kontrkultury lat 60.”. Oznacza to przede wszystkim prymat ekonomiki nad kulturą, pierwotność bazy wobec nadbudowy, powrót do Marksowskiej tezy, że „byt kształtuje świadomość”. Pogarda wobec biednych i przegranych traktowana jest jako najważniejszy z grzechów. Czytaj więcej

Narodziny, wzlot i upadek Anteusza. W piątą rocznicę śmierci Andrzeja Leppera

Wielkomiejska lewica, która zastąpiła ideę sojuszu robotniczo-chłopskiego modnymi teoriami o „nowej klasie robotniczej” złożonej z „białych kołnierzyków”, traktowała wiejski ruch nieufnie. Gdy jednak poddamy program Samoobrony chłodnej politologicznej analizie, okazuje się, że ma on charakter klasycznie socjaldemokratyczny (tj. sprzed blairowsko-schröderowskiej transformacji). Samoobrona była czy też, mówiąc precyzyjnie, stawała się lewicą – lewicą plebejską, organicznie wyrastającą z codziennych problemów zwykłych ludzi. Czytaj więcej

A nie mówiłem?

Niesamowite! Co za odkrycia! Więc Obama jednak nie był mesjaszem amerykańskiej i światowej lewicy, tylko reprezentantem korporacji? Więc istnieje coś takiego, jak biała (!) klasa robotnicza (!), i klasa ta ma świadomość marginalizacji? Więc lewicowości nie da się zredukować do „tęczowej koalicji” opartej na kwestiach kulturowych? Szok. Istotą lewicowości było kiedyś to, co dziś nazywa się „populizmem”: lewica wypowiadała się w imieniu ludu, starała się artykułować interesy zwykłych ludzi, próbowała reprezentować plebejską większość. W dobie globalizacji wyrosła w pełni kosmopolityczna burżuazja, ponadnarodowe koncerny, którym jakiekolwiek bariery polityczne i kulturowe na globalnym rynku utrudniają maksymalizację zysków. Nowy kapitalizm wymaga maksymalnej mobilności jednostki, dlatego chce usunąć wszystko, co to utrudnia, unieważnić struktury społeczne takie jak rodzina, sąsiedztwo, naród. To wszystko sprawiło, że w latach 90. kapitalizm rozszedł się z nacjonalizmem i religią, kapitał odrzucił niepotrzebne mu już protezy. Lewica tego nie zauważyła, a jeśli nawet – to źle zinterpretowała. Nie dostrzegła, że w nowych warunkach nacjonalizm i religia mogą być instrumentami mobilizowania ludu. Zamiast tego postanowiła wykorzystać koniunkturę do załatwienia starych porachunków z nacjonalistami i kościołami. Goszyści stanowili tylko pomocniczy oddział turbokapitalizmu pacyfikujący niedobitki reakcji. I mamy do czynienia z żałosnym spektaklem, gdy zdezorientowani lewicowcy z mniejszym lub większym zapałem bronią status quo (Brexit) i solidaryzują się z establishmentem (Clinton) jako „mniejszym złem”, a prawicowcy stają na czele osieroconego ludu w walce o zmianę. Czytaj więcej

Błogosławieni

Lewica zawdzięcza chrześcijaństwu więcej, niż chciałaby przyznać. Idea, że ludzie są równi wobec Boga, zaowocowała egalitaryzmem społecznym. Przekonanie, że wszyscy są dziećmi jedynego Boga, którego panowanie rozciąga się na cały świat i przekracza plemienne panteony, legło u podstaw uniwersalizmu. Nawet koncepcja Postępu nie mogłaby zaistnieć bez wcześniejszego zadomowienia się w ludzkich umysłach linearnej koncepcji czasu, w myśl której historia dzieje się od punktu Alfa do punktu Omega, od stworzenia świata do paruzji… Tak, chrześcijaństwo było ruchem rewolucyjnym. Nawet jeśli niektóre z tych idei występowały wcześniej (np. w stoicyzmie), to dopiero ono poniosło je w masy. Było także u swego zarania ruchem ludowym. Czytaj więcej

Miasto słońca. O odwiecznym marzeniu i pierwszej rewolucji

Osamotniony w klasach posiadających, musiał poszukać sobie sojuszników w warstwach dotąd nieobecnych na arenie politycznej – wśród niewolników i wolnej biedoty. Tłumom zrewoltowanych niewolników, wyrobników, wieśniaków, półdzikich górali potrzebny był sztandar, wokół którego by się skupili, idea zapewniająca im motywację do walki. Dynastyczne rozgrywki takim hasłem być nie mogły. Sama obietnica nadania wolności to środek doraźny. Tu mamy zaś do czynienia z zalążkiem rewolucyjnej ideologii, formułującej utopijny ideał społeczny. Stoickie marzenie o królestwie sprawiedliwości społecznej, idealnym państwie rządzonym przez Wielkie Powszechne Prawo, zaczęło przeobrażać się z abstrakcyjnego teorematu w program polityczny. Czytaj więcej

Lewica fundamentalistyczna, czyli powrót do korzeni

W sytuacji, gdy Postęp jest problematyczny, a Wolność niesie zagrożenia, lewicowy projekt adekwatny do ery zamętu musi ogniskować się wokół idei Solidarności (Braterstwa, jak kto woli). To właśnie poszukiwanie bezpieczeństwa, stabilizacji, oparcia w obliczu narastającego chaosu pcha ludzi w objęcia prawicy. Oczywiście solidarne społeczności mogą być rozmaicie zorganizowane – rolą lewicy jest walka, by stosunki międzyludzkie w ramach zbiorowości były oparte na zasadach maksymalnej możliwej równości i wolności. W warunkach rozkładu więzi społecznych, atomizującego hiperindywidualizmu, postępującej anomii należy pielęgnować KAŻDĄ formę międzyludzkiej solidarności, zaczynając na najniższym poziomie, wychodząc od najbardziej elementarnych form: rodziny (niekoniecznie tradycyjnej), wspólnoty sąsiedzkiej. Nie oznacza to idealizowania partykularnych form wspólnotowości, które nader często pozostają ze sobą w konflikcie; zadaniem lewicy byłoby harmonizowanie interesów jak najliczniejszych grup i stopniowe integrowanie ich na coraz szerszej podstawie. Koncepcja budowania solidarności „od dołu”, od tego, co bliskie, zrozumiałe, konkretne, może się jawić obrazoburczą. Wszak przeciętnemu lewicowcowi wszelki partykularyzm kojarzy się jak najgorzej – to Kaczyński, Orban, Trump, Państwo Islamskie… Obecnie jednak jedynym REALNYM uniwersalizmem jest uniwersalizm globalnych korporacji. W tych warunkach partykularyzm może stać się bastionem oporu – jak w przypadku Palestyńczyków, zapatystów, Kurdów. Perspektywicznie partykularyzm może być etapem pośrednim w budowie innego uniwersalizmu – szanującego, a nie niwelującego lokalne odrębności, zachowującego autentyczną wielokulturowość. Czytaj więcej

O nędzy pragmatyzmu i ślepym zaułku „przyszłości”. Spojrzenie z dystansu

Sytuacja ta nie wróży też dobrze perspektywom lewicy, skazując ją na rolę sekundanta w sporze głównych sił. Opór przeciw nielewicowym posunięciom nowych władz pchał będzie lewicowców pod komendę dominujących liberałów, przypieczętowując satelityzację lewicy. Akceptując to lewica polska nieuchronnie utraci własną tożsamość. Oczywiście jakaś „lewica” będzie istnieć, powstaje jednak pytanie, jaka ona będzie, kto będzie używał tego sztandaru. Nad jej przyszłością pochylają się wszyscy: zarówno ci wierzący w jej rychłe wskrzeszenie, jak i stawiający na jej ostateczny zgon. Tymczasem przyszłości nie ma, to fantasmagoria, wróżenie z fusów i projekcje własnych marzeń. Zamiast tego pomówmy o przeszłości. To trudne, bo choć wszystko, co nas otacza, jest bezpośrednim skutkiem przeszłości, to jednak żyjemy w społeczeństwie „krótkiej pamięci”, w którym kolejne newsy i mody bez ustanku wymazują wcześniejsze. Dlatego nawet ludziom – teoretycznie – pamiętającym poprzednią dekadę trudno jest sobie uświadomić, że w 2001 r. Sojusz Lewicy Demokratycznej uzyskał poparcie 41 procent wyborców! Po wprowadzeniu Polski do Unii Europejskiej hegemonia lewicy wydawała się przypieczętowana na kolejne kadencje. Nikt nie spodziewał się katastrofalnego upadku, który niebawem nastąpił. I ten fenomen warto prześledzić. Czytaj więcej

Przewodnik po Bliskim Wschodzie

Europejczycy (i szerzej – ludzie tzw. Zachodu) mają zwyczaj postrzegania wszelkich zjawisk, gdziekolwiek by one nie zachodziły, z eurocentrycznej perspektywy. W każdym więc konflikcie politycznym doszukują się „prawicy” i „lewicy”, przy czym oczywiście te pojęcia mają odpowiadać współczesnym zachodnim kryteriom. Ponieważ jednak świat nie jest powiększoną Europą (czy Ameryką Północną), nieraz prowadzi to do konfuzji. Podziały ideowopolityczne w innych regionach nieraz przebiegają zgoła odmiennie. Spróbujmy więc te sprawy uporządkować. Sytuacja na Bliskim Wschodzie wyraźnie odbiega od schematów świata Zachodu. Jeśli ktoś chce poznać pozaeuropejską rzeczywistość musi najpierw uczynić jedno: zbić swe europejskie okulary. Czytaj więcej

„Jedność – wolność – socjalizm”. Jak socjaliści arabscy tworzyli naród

Wydawać by się mogło, że arabski lewicowy nacjonalizm – w obu bliźniaczych postaciach baasizmu i naseryzmu – poniósł fiasko. Zamiast demokratycznego socjalizmu w ramach wszecharabskiej ojczyzny zaowocował autorytarną dyktaturą zazdrośnie strzegącą swych partykularnych interesów. Tym niemniej socjalistyczny panarabizm pozostaje najbardziej ambitną rodzimą propozycją modernizacyjną na Bliskim Wschodzie, a co za tym idzie – najważniejszą alternatywą ideologiczną zarówno dla obrońców status quo, jak i wobec rzeczników retrospektywnej utopii globalnego kalifatu. Czytaj więcej

Od „Anioła chłopskiego” do „Matki Boskiej Kazetempowskiej”. Radykalizm chrześcijański w II Rzeczpospolitej

Trwał na pozycjach chłopskiego radykalizmu o religijnym zabarwieniu. Sztandarowym postulatem Stronnictwa było wywłaszczenie i parcelacja majątków ziemiańskich powyżej 100 mórg oraz kościelnych „dóbr martwej ręki”. „Dać ziemię chłopom polskim” – to hasło wielkie, najrozumniejsze i najbardziej patriotyczne – wołał ks. Okoń w Sejmie. Żądanie reformy rolnej uzasadniał względami patriotycznymi, uważając, że gdy oddamy ziemię chłopom polskim, oprzemy Polskę na granicie niezniszczalnym. Nie oznaczało to jednak międzyklasowego solidaryzmu narodowego. ChSR głosiło ideę „narodu chłopskiego”, twierdziło, że lud w Polsce – to naród, a naród – to lud, a więc prawdziwa Polska, którą Bóg dał – to Polska ludowa. Czytaj więcej