Eribon-bis i jego fobie
Jedynym, co liczy się dla „nowej lewicy”, jest troska – koniec końców – o samego siebie.
Jedynym, co liczy się dla „nowej lewicy”, jest troska – koniec końców – o samego siebie.
Umiesz liczyć, licz na siebie – mawiali dorośli. Stawali się cyniczni, oddalali od siebie. Nie ufali.
Jest wielu bogatych ludzi, ale bardzo mało szlachetności.
Rodzime rasy krów niemal wyginęły, a system woli pompować litry niż tworzyć jakość.
Czas sięgnąć po to, czego system nie potrafi spieniężyć.
Liberałowie doprowadzają do dalszego demontażu państwa dobrobytu oraz przenoszenia kosztów na zwykłych ludzi.
Choć kolej szczyciła się gotowością do zimy, to śnieg i mróz wywołały opóźnienia, odwołania pociągów i wypadki.
To jest właśnie świat po końcu. Pustka.
Firmy stają się ekstremalnie wydajne, ale tracą klientów. Społeczeństwo pozbawione pensji nie jest w stanie kupować produktów wytwarzanych przez maszyny.
Robotnik pozostanie niewolnikiem zmuszonym do sprzedawania swej siły roboczej nowym panom, którzy wyłonią się spośród „oświeconego społeczeństwa”, a więc z inteligencji.
Współczesna lewica, parafrazując znany aforyzm Ciorana o Europie, to zgnilizna, która ładnie pachnie, uperfumowany trup.
„Heweliusz” pokazuje, jakim koszmarem jest życie w kraju zdominowanym przez układ.
Każda z tych grup używa słowa „wolność” jak tarczy, za którą można ukryć własny interes.
Taka zmiana polityczna wybiłaby region z Globalnego Południa, zabezpieczając strategiczne „miękkie podbrzusze” Stanów Zjednoczonych.